1

Serce w rozterce

Miłość nie wybiera. Nie patrzy na stan konta, nie mierzy metrów mieszkania i nie ocenia perspektyw na przyszłość. Ta prawdziwa jest ślepa i bezinteresowna. Co nie oznacza, że… rozsądna. Czy decyzje podejmowane na skutek podszeptów serca to zawsze dobry wybór? A może w sprawach tak istotnych jak przyszłość i małżeństwo lepiej zdać się na osąd rozumu?

Tytuł: Szlachetne serce
Cykl: Mieć odwagę, by marzyć (tom 2)
Autor: Susan Anne Mason
Wydawnictwo: Dreams

Amerykański sen to legenda nie tylko naszego pokolenia. Wizja nowego życia na obcym kontynencie przyświeca też bohaterom Szlachetnego serca. Maggie i jej brat przemierzają ocean, by odmienić swoje przeznaczenie. Nikt jednak nie wie, że dziewczyna nie tylko szuka nowych perspektyw, lecz także ucieka od przeszłości. W podobnej sytuacji jest Adam. Tyle że on donikąd nie jedzie, ale wraca do rodzinnego domu. I wcale nie oznacza to powrotu z podróży. On wychodzi z więzienia i zdaje sobie sprawę, że nie może na wiele liczyć. Społeczeństwo traktuje go jak czarną owcę. Czy nie ma dla niego ratunku? Z własnymi myślami bije się też Autora. Jej serce zostało złamane i teraz jedyne, o czym marzy, to nauka pielęgniarstwa. Wcześniej jednak musi się zmierzyć z ojcem, który szykuje dla niej inną przyszłość. Czy Ameryka okaże się miejscem spełnionych marzeń czy raczej… pogrzebanych nadziei?

Szlachetne serce to drugi tom cyklu Mieć odwagę, by marzyć. Tym razem akcja toczy się wśród tych samych kręgów rodzinnych, jednak głównymi bohaterami stają się kolejne pokolenia. Nie oznacza to, że autorka zapomniała o postaciach z Irlandzkich łąk. Pojawiają się oni jako bohaterowie drugoplanowi, angażują się w kilka problemów. Jednak temat ich życia miłosnego zakończony został w tomie pierwszy, a co za tym idzie – ich obecność w romansie historycznym stanowi rodzaj… ozdobnika.

Tak, w sensie chronologicznym powieść jest bezpośrednią kontynuacją. Jednak napisana została w sposób na tyle umiejętny, że również brak znajomości pierwszego tomu nie pozbawi nas przyjemności czytania drugiej części. Ale tylko drugiej. Wcześniejsze wydarzenia w naturalny sposób pojawiają się w narracji, i to zarówno najbardziej kluczowe ich elementy, jak i ostateczne rozwiązania. Jeśli nie chcecie psuć sobie zabawy, polecam zacząć tę przygodę mimo wszystko od początku.

Irlandzkie łąki przeczytałam już jakiś czas temu i nie byłam pewna swojej pamięci. W czasie czytania okazało się jednak, że tej historii nie dało się zapomnieć. Bardzo dużo wspomnień wróciło do mnie w trakcie rozwoju fabuły, która wiele zmieniła w mojej wcześniejszej ocenie wydarzeń. Przede wszystkim dlatego, że bohaterem książki stał się Adam. Zły brat, niegodny dziedzic, wiecznie obrażony i negatywnie nastawiony do wszystkich bohater Irlandzkich łąk. Również sama autorka, jak napisała w posłowiu, nie lubiła go podczas pierwszego tomu. W drugim jednak weryfikuje się wszystko. Poznajemy jego perspektywę i powoli… zaczynamy rozumieć. Taka zmiana punktu widzenia wiele dała historii.

Wciąż zachwycał mnie za to rewelacyjny klimat. Lubię powieści przenoszące nas do czasów konwenansów. Podoba mi się, jak bohaterowie dzielnie zmagają się z przeciwnościami losu, ale też zaszłościami tradycji. Społeczne uprzedzenia, specyficzny język czy zachowania pełne kurtuazji – te wszystkie dodatki nadają całości smak i nutkę melancholii. Moją uwagę zwrócił też pewien schemat ojca. Co do zasady jest to surowy niszczyciel dziewczęcych fantazji. Po raz kolejny poznajemy historię młodej panny, której tatuś grozi, zapowiada aranżowane małżeństwo i… w sumie ogranicza się do mówienia. Ten aspekt książki był pewnego rodzaju schematem powtarzanym przez wiele książek. Do tej pory nie spotkałam się z historią, w której ojciec wybiłby z niewieściej głowy nieroztropnego kandydata. Czyli albo te konwenanse wcale nie były takie straszne, albo… konwencja romansu wymusza kilka ustępstw.

Reszta rozwiązań fabularnych tak oczywista już nie była, a cała powieść okazała się lekką i romantyczną historią, którą czyta się z zapartym tchem. Po pierwszych stronach wyraźnie tworzy nam się podział na dwa potencjalne związki, a historia opisywana jest z perspektywy czterech bohaterów. Dzięki temu zabiegowi nie tylko poznajemy różne punkty widzenia – nie tracimy też zainteresowania przebiegiem wydarzeń.

Co ciekawe, poszczególne fragmenty nie były podpisane imionami bohaterów. A jednak bez problemu orientowałam się, kto jest narratorem. Powieść napisana została wyjątkowo plastycznym stylem. Nie tylko bez problemu wczuwałam się w klimat historii, ale też poznawałam charakter postaci, ich specyficzne zwroty czy sposób formułowania myśli.

Dlatego Szlachetne serce to książka, po którą warto sięgnąć. I to z wielu względów. Jest ciepła, romantyczna i mądra. Dostarcza czytelnikowi nie tylko rozrywki, ale też chwil wzruszeń i refleksji. Ale przede wszystkim… jest niezwykle ciekawa. W dwóch słowach… czytelnicza miłość!

dreams

1

Polowanie na miłość

Dobroć, bezinteresowna, motywowana wyłącznie chęcią niesienia pomocy… czy ona w ogóle istnieje? A może należałoby ją włożyć między bajki? Może każdy odruch serca to tak naprawdę chłodna kalkulacja głowy? Przykre, ale czy… prawdziwe? Jeśli marzy wam się historia pełna dobroci w najczystszej postaci, koniecznie sięgnijcie po Łowczynię z Ciernistego Lasu! Tak na przekór temu, co na co dzień serwują nam media!

Tytuł: Łowczyni z Ciernistego Lasu
Cykl: Średniowieczne legendy (tom 1)
Autor: Melanie Dickerson
Wydawnictwo: Dreams

Odette Menkels to najlepsza partia w całej okolicy. Olśniewająco piękna, pobożna i z całkiem przyzwoity posagiem. Jakby tego było mało, ma jeszcze dryg do działalności charytatywnej. Regularnie niesie kaganek oświaty biednym dzieciom i uczy je czytać, pisać oraz liczyć. Nic więc dziwnego, że kandydaci na męża ustawiają się za nią sznurkiem. Odette jednak wciąż odmawia. Dlaczego? Dlatego, że ma sekret, którego nie może wyjawić nikomu. W nocy, zamiast grzecznie spać w łóżeczku, kłusuje po lesie. Wszystko po to, by dawać biednym dzieciom mięso. Sprawa nie jest jednak prosta. Kłusownictwo to bowiem poważne przestępstwo. Co więcej, właśnie teraz posadę leśnika obejmuje bardzo zaangażowany młodzieniec. Czy Odette go nienawidzi? Skądże znowu. Zanim dowiaduje się, kim jest, zakochuje się w nim po uszy. I co dalej będzie z tym polowaniem na zwierzynę… a może na męża?

Łowczyni z Ciernistego Lasu to klasyczny romans historyczny. Główny wątek jest jednym z wielu lubianych (i powtarzanych) motywów. Miłość, która łączy wrogów, z akcentem na to pierwsze. Autorka ciekawie buduje atmosferę, sprawiając, że czytelnik nie może się doczekać momentu, w którym bohaterowie zdają sobie sprawę z tego, jak źle ulokowali swoje uczucia. Ciekawe są również wątki poboczne oraz wydarzenia mające utrudnić młodym wpadnięcie sobie w objęcia i odejście w stronę zachodzącego słońca.

Akcja osadzona została w ciekawym otoczeniu. Średniowiecze, specyficzna dla tej epoki moralność oraz zwyczaje sprawiają, że książkę czyta się z dużym zainteresowaniem. Dokładne opisy i pomysłowo opisane sceny wręcz przenoszą czytelnika w tamte czasy.

Nie wszystkie aspekty powieści zrobiły na mnie jednak tak dobre wrażenie. Chociaż fabuła przebiega płynnie i harmonijnie, miałam wrażenie, że to ona dyktuje bieg wydarzeń, a nie odwrotnie. Niektóre sytuacje były w mojej ocenie naciągane i zbyt prostolinijnie potraktowane. Główna bohaterka jest postacią wręcz krystalicznie dobrą. Nawet gdy robi coś nagannego, jej motywacja wszystko rekompensuje. Również większy akcent mógłby zostać położony na traumatyczną przeszłość głównych bohaterów. Za każdym razem, gdy temat ten był poruszany, fabuła nabierała głębi. Niestety ostatecznie nie wykorzystano pełnego potencjału życiowych doświadczeń, a jedna z intrygujących zagadek nie została wyjaśniona. A szkoda.

Zgodnie z zapowiedzią na okładce – młodych miało czekać wiele przeciwności, wrogów i komplikacji. Cóż… większość z nich sobie uroili, a sam problem nie był aż tak straszny, jak mógłby być. W mojej ocenie Odette miała zdecydowanie zbyt komfortowe warunki, by poczuć prawdziwe zagrożenie.

Również zakończenie pozostawiło mnie w słodko-gorzkim nastroju. Z jednej strony większość kwestii została pięknie wytłumaczona. Zrobiło się ciepło na sercu, było sielsko, anielsko i… w końcu nastąpił przesyt. Ilość słodyczy wszystkich wątków przyprawiła mnie o czytelniczą cukrzycę. Po prostu miałam wrażenie, że tego wszystkiego było za dużo jak na jedno zakończenie.

Łowczyni z Ciernistego Lasu to bez wątpienia ciekawe doświadczenie. Z jednej strony klasyczny romans, z drugiej historia, z którą jeszcze nie miałam do czynienia. Było lekko historycznie, bardzo romantycznie i niesamowicie… moralnie.

dreams, Łowczyni

Lubisz romanse historyczne? Więcej recenzji takich książek znajdziesz tutaj.

Tajemnicza przeszłość

Czasami zdarza nam się pomyśleć, że nie wiemy, kim jesteśmy. Ma to jednak metaforyczne znaczenie. Bo to, co najważniejsze, wciąż jest pewne. A co by było, gdyby okazało się, że nasza przeszłość kryje w sobie wiele tajemnic skrzętnie schowanych za gąszczem kłamstw? Komu wtedy można wierzyć? I czy komukolwiek?

Tytuł: Hotel nad oceanem
Seria: Nad zatoką (tom 1)
Autor: Colleen Coble
Wydawnictwo: Dreams

Claire Dellamare przyjeżdża do hotelu, by razem ze swoim ojcem dokończyć transakcję biznesową. Szykuje się świetny interes, ale poza tym nic nie wyróżnia tego miejsca. Przynajmniej do czasu, gdy Claire staje w recepcji i odnosi dziwne wrażenie, że już tu była. Nagły atak paniki i dziwne wspomnienia prawie pozbawiają ją zmysłów. Prawda jest jednak jeszcze gorsza. Istnieje rok, którego nie pamięta, rok, który bezpowrotnie straciła. Okazuje się, że gdy miała cztery lata, właśnie w tym hotelu obchodziła urodziny. A potem nagle zniknęła, by ponownie pojawić się rok później. Co się wtedy stało? Kto za tym stoi? I czy przeszłość to tylko przeszłość, a może Claire jest znowu zagrożona?

Hotel nad oceanem jest kryminałem innym niż wszystkie. Tajemnica i morderstwo zostają wprowadzone do fabuły w niestandardowy sposób. Jeśli nudzi was klasyczna formuła i policjant/detektyw/kryminolog, który musi rozwiązać podejrzaną sprawę, Hotel nad oceanem to książka idealna dla was. Nie jestem wielką miłośniczką kryminałów, chociaż ten gatunek co jakiś czas mnie kusi. Jak ognia unikam jednak wszelkich schematów. I w tym wypadku z ręką na sercu mogę powiedzieć, że ich nie ma! To wciąż powieść skupiona na rozwiązywaniu tajemnic z przeszłości, ale opowiedziana w zupełnie inny sposób.

Sama fabuła toczy się wokół jednej głównej zagadki oraz kilku pobocznych. Pomysł na intrygę był świetny, naprawdę bardzo ciekawy. Co więcej, czytelnik miał tyle wskazówek, ile było niezbędnych do rozwiązania tajemnic na własną rękę. I to jest rewelacyjne. Nie lubię, kiedy nie jestem w stanie rozgryźć kryminału, ponieważ autor nie mówi czytelnikowi wszystkiego. Tym razem jest inaczej. Powoli poznajemy historię i możemy jeszcze przed zakończeniem zacząć stawiać hipotezy. Sam wątek główny nie nastręczył mi wiele trudności, za to poboczne… szczegóły były dla mnie trudno uchwytne i dopiero podczas finału poznałam całą historię.

Ciekawie rozwija się też wątek obyczajowy. I wcale nie jest na drugim planie. Stanowi istotną część opowieści, nadając jej nie tylko smaku, ale też realności. Losem bohaterów można się przejąć, mogą nas intrygować i fascynować, za to nigdy nudzić! Wynika to również z tego, że akcja książki zmienia się błyskawicznie. Niczego nie możemy być pewni! Nie tylko dlatego, że co chwilę odkrywamy sekrety z przeszłości, ale też z powodu atmosfery napięcia. Życie Claire cały czas jest zagrożone, a to skutecznie przykuwa naszą uwagę.

I chociaż wszystko prezentuje się spójnie i logicznie, muszę zauważyć, że niektóre sceny są mocno podporządkowane fabule. Wielość niespodziewanych zbiegów okoliczności, nagłych uratowań czy sukcesów przy znikomych szansach na powodzenie… jest zatrważająca. Nie żeby to wszystko było niemożliwe. Jest tylko mało prawdopodobne… I bardzo przyjemne w odbiorze.

Hotel nad oceanem to niesamowicie wciągająca historia, którą pomimo objętości czyta się jednym tchem. Porywająca, wielowątkowa i dobrze opowiedziana. Tak powinien wyglądać każdy kryminał!

dreams

Irlandzki sen

Były takie czasy, kiedy miłość stanowiła jedynie dodatek. By poznać mężczyznę, nie wystarczyło wyjść z domu lub włączyć internet. Randki nie odbywały się za zamkniętymi drzwiami, a nawet największe uczucie nie mogło przerodzić się w małżeństwo bez zgody rodziców. Straszne? Owszem, ale jakie… romantyczne!

Tytuł: Irlandzkie Łąki
Cykl: Mieć odwagę, by marzyć
Autor: Susan Anne Mason
Wydawnictwo: Dreams

Irlandzkie Łąki to wspaniałe miejsce. Piękne tereny, ogromna farma i jedna z bardziej cenionych stadnin w kraju. Wszystko to… wisi na włosku. Właśnie dlatego założyciel, irlandzki imigrant, pokłada wielkie nadzieje w swoich dzieciach. Snuje nie tylko plany dotyczące zamążpójścia swoich córek, ale również Gilberta, chłopaka, którym opiekował się po śmierci jego rodziców. I te plany nie mają nic wspólnego z tym, o czym marzą jego dzieci. Ani miłość, ani brak sympatii nie są dla niego przeszkodą, by zaaranżować odpowiednie związki. Pieniądze za wszelką cenę? Jak najbardziej. Tymczasem Brianna skrycie kocha się w Gilbercie, nie marzy jednak o ślubie, ale o… studiach. Colleen co prawda uwielbia miłostki, ale nie w głowie jej poważny związek. Za to Gilbert, który właśnie przyjechał do rezydencji, wiąż myśli o dniu, kiedy będzie mógł ją opuścić. Czy Irlandzkie Łąki pozostaną miejscem niosącym szczęście? A może dostarczą wyłącznie rozczarowań i złamanych serc?

Kiedy zaczynałam czytać tę powieść, nie wiedziałam, czego powinnam się spodziewać. Nie jestem szczególną miłośniczką historii. Żeby taka książka mogła mnie zainteresować, musi być bardzo dobra. I całe szczęście… tak właśnie było.

Moje pierwsze skojarzenie to Duma i uprzedzenie. Dość podobny klimat, nawiązania do ograniczeń w społeczeństwie i ról towarzyskich. Świetnie przedstawiono świat konwenansów czy tradycje związane z zaręczynami. Historia w tej powieści stanowi ciekawe tło, nie ma jednak odwołań do znaczących wydarzeń, dzięki czemu nie czujemy się jak na szkolnej lekcji.

Wątkiem przewodnim jest oczywiście miłość. Ale nie byle jaka: raz gwałtowna, raz dojrzewająca, czasem bardzo skryta, zawsze jednak niesamowicie romantyczna. W Irlandzkich Łąkach uczucie ma wiele twarzy i za każdym razem wygląda inaczej. W zależności od tego, kto kocha i na jakim etapie życia jest, zupełnie inaczej postrzega swoje emocje. Nadaje to całości nie tylko wyraźny rys subiektywności, ale również pewną nieprzewidywalność. Skłamałabym, mówiąc, że zakończenie jest zaskakujące. Nie, już na początku, po przedstawieniu wszystkich bohaterów, utworzyłam sobie miłosny finał. Nie myliłam się w niczym i – co więcej – byłam niesamowicie zadowolona z takiego rozwiązania. Do utrzymania mojej ciekawości wystarczyły liczne zawirowania, które pojawiały się w międzyczasie.

Ogromnym atutem powieści jest spora liczba głównych bohaterów. Każdy z nich jest inny, na swój sposób sympatyczny i ciekawy. Ich relacje są zagmatwane, co dodaje fabule pikanterii. Może drobnym minusem jest fakt, że tak naprawdę brak czarnych charakterów. Nawet osoby, które na początku robią złe wrażenie, po jakimś czasie podbijają serce czytelnika. Zwróciłam uwagę na to, że jedno z dzieci posiadacza ziemskiego właściwie nie występuje w powieści. I można by to uznać za wadę, gdyby nie to, że stanie się samodzielnym bohaterem drugiego tomu. Gdy tylko o tym przeczytałam, od razu zapisałam kolejną pozycję na swojej czytelniczej liście.

Zakochałam się również w okładce. Jest wprost prześliczna, nie sposób przejść obok niej obojętnie i chociaż wiem, że tak nie należy oceniać książek… przyznajcie sami, czy już sam jej wygląd nie budzi w was pozytywnych emocji?

Irlandzkie Łąki to świetna powieść! Wspaniały klimat, pomysłowa fabuła, wciągające intrygi i magiczna atmosfera sprawiają, że nie sposób oderwać się od czytania. Ostrzegam! Nie można przeczytać tylko kilku stron. Za każdym razem „pochłaniałam” ich co najmniej kilkadziesiąt. To również porywająca, wielowątkowa opowieść o miłości, dojrzewaniu, marzeniach oraz szacunku do rodziców i religii. Uważasz, że twój związek ma cały czas pod górkę? Daj się porwać Irlandzkim Łąkom i czasom, kiedy jedno „nie” ojca mogło przekreślić całą wymarzoną przez ciebie przyszłość.

dreams

Zwyczajna czy przerażająca łaska Boga?

Śmierć stanowi nieodłączny element ludzkiego życia. Człowiek rodzi się, by umrzeć. To jego przeznaczenie. Jeśli styka się z nim często, ten zaczyna zadawać pytania. Dlaczego? Jak? Czy to przypadek? Gdzie jest Bóg?

Tytuł: Zwyczajna łaska
Autor: William Kent Krueger
Wydawnictwo: Dreams

Wiedzieć było znacznie gorzej niż nie wiedzieć. Niewiedza dawała nadzieję.

Dla trzynastoletniego chłopca śmierć jest wstrząsem, zwłaszcza gdy dotyka bardzo młodą osobę. Kiedy jednak nawiedza ona miasto po raz kolejny, pociągając za sobą bliskich nastolatka, wszyscy łącznie z nim zaczynają się wahać i zastanawiać nad okolicznościami tych wydarzeń. Przecież seria zgonów nie może być dziełem przypadku. Kto jest więc winny? Zbieg okoliczności? Człowiek? A może przerażająca łaska Boga?

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 11 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia