Akcja w blasku księżyca

Z reguły przeczuwam, że autor będzie chciał jeszcze raz skorzystać ze stworzonego przez siebie świata. Zostawia sobie otwartą furtkę, pod sam koniec historii nagle zaczyna akcentować obecność bohaterów drugoplanowych czy (nie daj Boże) urywa akcję w samym środku. Kontynuacja po prostu wisi w powietrzu. W przypadku Hotelu nad oceanem było inaczej. Podczas czytania zapomniałam, że powieść wydana była w cyklu. Czy w związku z tym drugi tom… to na pewno dobry pomysł? A może zadziałał efekt zaskoczenia?

Tytuł: Księżyc nad przylądkiem
Cykl: Nad zatoką (tom 2)
Autor: Colleen Coble
Wydawnictwo: Dreams

Wszystko zaczyna się od niespodziewanego telefonu. Mallory nie utrzymuje z ojcem zbyt dobrych kontaktów. Kiedy do niej dzwoni, nie spodziewa się przyjaznej rozmowy. Tym razem pospieszna wiadomość okazuje się… ostatnimi słowami ojca. To równie przerażające, co dziwne. Mężczyzna każe jej bowiem odszukać matkę, która zginęła 15 lat temu. O co w tym wszystkim chodzi? Czy śmierć ojca to wypadek? A może ktoś dybie również na życie Mallory? By rozwikłać zagadkę kobieta będzie musiała najpierw odkryć własną przeszłość.

A więc jak to było z tą kontynuacją? Drugi tom nie jest bezpośrednim dalszym ciągiem rozpoczętej wcześniej historii. O tym możemy zapomnieć. Wszystko, co zostało wykreowane w pierwszej części, tam znajduje swoje rozwiązanie i ma znikomy wpływ na następną powieść. I to jest akurat ciekawe. Autor nie pozostawia nas w kluczowym momencie, ale proponuje pełną i kompletną opowieść. Jednak miłośników poprzedniej historii może zawieść fakt, że jej bohaterowie jedynie na chwilę pojawiają się w Księżycu nad przylądkiem. Teraz do głosu dochodzą nowe osoby i zupełnie inne tajemnice. Do tych wcześniejszych definitywnie nie ma już powrotu.

Plusem powieści jest jej wielowątkowość. Nie dość, że jednocześnie staramy się rozwiązać kilka zagadek, to jeszcze musimy połapać w skomplikowanych relacjach towarzyskich. Tutaj znajomość pierwszego tomu częściowo może okazać się ułatwieniem. Nie spodziewajcie się jednak żadnych forów w rozwiązywaniu głównego wątku. On jest poprowadzony w sposób całkowicie niezależny, a jego wyjaśnienie zaczyna nam się klarować gdzieś w okolicy drugiej połowy książki. Szkoda, że samo rozwiązanie nie jest tak pogmatwane jak droga do niego.

Problem mam z oceną dynamiki książki. Z jednej strony sporo się dzieje i na samą akcję nie można narzekać. Z drugiej jednak każde działanie poprzedzone jest taką liczbą dialogów i rozmów (tylko częściowo na temat), że napięcie bardzo szybko ulatuje nawet z przepełnionych przygodą wątków. Od początku do samego końca książki miałam wrażenie, że bohaterowie zbyt wiele czasu poświęcają na jałowe dyskusje.

Również nie zawsze byłam w stanie zrozumieć ich decyzje. Czasem aż za bardzo chcieli sobie skomplikować życie i tworzyli problem dosłownie z niczego. Od nieistotnych wydarzeń uzależniali życiowe decyzje czy wyciągali wnioski o całości na podstawie drobnostek.

Księżyc nad przylądkiem to ciekawa powieść, chociaż już nie tak magiczna jak poprzednia. Zapewni czytelnikowi kilka tajemnic, dużo akcji i jeszcze więcej dialogów. Jeśli lubicie powieści obyczajowe skupione wokół sekretów i z wyraźnym wątkiem kryminalnym, spokojnie możecie po nią sięgnąć. Nie spodziewajcie się jednak wybuchów i pościgów, ale kilku szybkich akcji wśród gąszczu uczuć i niepewności.

Wracając do miłości

Tym razem nie będę się starała w jakikolwiek sposób być oryginalna. Poruszam zbyt powszechny temat, by powiedzieć coś nowego. Jednakże powszechność nie zawsze znaczy, że coś nie jest warte uwagi. W tym przypadku po raz kolejny mówimy o najpiękniejszym uczuciu, jakie istnieje na świecie. Dzisiaj mowa o miłości. Tylko nie o tej współczesnej, ale tej z romantycznych, średniowiecznych opowieści. Wiele osób twierdziło wtedy, że nie warto wybierać partnera z miłości. W tych czasach liczył się pragmatyzm, ale nie można zapomnieć, że jednak dokładnie w tych samych czasach tworzono przepiękne historie o sile miłości, której nic ani nikt nie mógł pokonać. Czy ona naprawdę istniała?

Tytuł: Oszustka
Cykl: Średniowieczne Opowieści (tom II)
Autor: Melanie Dickerson
Wydawnictwo: Dreams

Aveline od dziecka pracuje na zamku. Jej zadaniem jest towarzyszenie i pomaganie w codziennych czynnościach panience Dorothei, która jest dość wymagająca. Pewnego dnia, gdy obie kobiety są już dorosłe, to właśnie ona stawia Aveline w bardzo trudnej sytuacji rzutującej na całe życie młodej służki. Jednak do tragedii dochodzi, kiedy margrabia Thornback musi znaleźć sobie żonę i zaprasza do swojej posiadłości Dorotheię, która niekoniecznie może się wybrać do niego w odwiedziny. Musi pojechać ktoś inny, a najlepszym wyborem jest właśnie Aveline. Nie byłoby z tym problemu, gdyby nie to, że musiała zastąpić swoją panienkę. Czy uda jej się to? Czy ktoś odkryje spisek? I przede wszystkim czy miłość może być silniejsza od statusu i pieniędzy?

Romans historyczny nie jest zbyt często spotykanym gatunkiem i z tego, co słyszę, również niezbyt lubianym. Mimo to bardzo mnie do niego ciągnęło kilka lat temu. Dlatego właśnie zaopatrzyłam się w kilka książek z tego rodzaju. Od razu zaczęłam czytać i wtedy zdałam sobie sprawę, że w ogóle mi się nie podoba. Tamte powieści okazały się straszne i ostatecznie oduczyły mnie zbyt pochopnych zakupów. Przez kolejne kilka lat trzymałam się z dala od starodawnych, romantycznych historii. Niesmak pozostał, jednak mimo to nadszedł czas, bym znowu dała szansę temu gatunkowi. Moje kolejne spotkanie z nim było na pewno o wiele lepsze, lecz niestety nadal nie do końca satysfakcjonujące.

Kiedy tylko przeczytałam opis, od razu miałam skojarzenie z Rywalkami. Te dwie książki odbywają się w całkowicie innych realiach, ale zasada jest bardzo podobna. Miałam co do tego mieszane uczucia, bo nie uważam cyklu Selekcja za nie wiadomo jak wybitną prozę, ale od początku pomysł podobał mi się. W tym przypadku również tak było. Nie jest on bardzo oryginalny, lecz jeśli ktoś chce się oderwać od monotonnej rzeczywistości i przenieść w miejsce, gdzie miłość jest odważana na szalkach wagi, to spełnia całkowicie swoją funkcję. Tym bardziej że jest naprawdę dobrze poprowadzony, aczkolwiek mało zaskakujący.

Styl autorki ku mojemu ubolewaniu w ogóle się niczym specyficznym nie wyróżnia. Wyobrażacie to sobie? Jest przeciętny, a oczekiwałam czegoś więcej. Nic nie może dodać pikanterii książce bardziej, niż niesztampowy język, którego właśnie tu zabrakło. Na szczęście, mimo tej karygodnej wady, Oszustkę czyta się bardzo dobrze i szybko, przez co nie miałam nawet kiedy ponarzekać. Spokojnie powieść można przeczytać w jeden dzień. Tylko rzuca się czasami w oczy niespójność językowa. Składnia nie zawsze jest odpowiednio ułożona. I nie mogę zapomnieć, że akcja dzieje się w średniowieczu, a autorka postawiła na współczesny język. Dla niektórych jest to dobre wyjście, ale ja jestem koneserem archaizmów, więc tego mi brakowało.

Jakkolwiek bym nie narzekała, to nie mogę Oszustce odmówić faktu, że jest bardzo wciągająca. Jak zaczęłam czytać, to wiedziałam, że nie mogę przerwać, póki nie skończę. Jest to po prostu idealna opowieść na wolny dzień, kiedy chcemy oddać się swojemu ulubionemu hobby, ale również chcemy się zrelaksować i przenieść do innego świata. Jest to rodzaj ballady, która łączy w pary przypadkowych ludzi pałających do siebie wielkim i gorącym uczuciem. Nie jestem zbyt ckliwa, ale i ja czasami potrzebuję właśnie takich opowieści. Wbrew naiwności i pozorom przywracają one wiarę w miłość. Szkoda tylko, że zakończenie okazało się zbyt proste. Pierwsze etapy fabuły były bardzo rozbudowane, a sam koniec zbyt szybki i niepewny.

Avaline polubiłam. Okazała się sympatyczna i miała tę iskrę w oku. Jednak jak dla mnie zbyt często zmieniała swoją osobowość. Miałam wrażenie, że autorka chciała ukazać jej sentymentalną stronę, gdzie jest nieśmiała i miła, ale chciała również pokazać, że jak chce, to może być waleczna, pewna siebie i niepokonana. Zamiast połączyć te wszystkie cechy w jedną spójną całość, wyszły jej dwie Aveline. Natomiast margrabia podbił moje serce. Okazał się surowy i niestety zbyt pewny siebie, ale razem z jego dobrym charakterem tworzyło to pełen obraz człowieka z zasadami, który w odpowiednich sytuacjach jest w stanie je łamać mimo opinii społeczności. W całej powieści pojawiają się naprawdę sympatyczni bohaterowie, ale to nie wystarcza – są za mało wyraziści.

Oszustka nie jest książką górnolotnych słów i głębokich wydarzeń, ale jest bardzo przyjemna w odbiorze. Jest to drugi tom, ale nie łączy się z pierwszym, więc można spokojnie go pominąć lub przeczytać w innej kolejności. Jeśli tylko lubicie historie o miłości, takie prawdziwe z ballad, to gorąco wam ją polecam.

1

Serce w rozterce

Miłość nie wybiera. Nie patrzy na stan konta, nie mierzy metrów mieszkania i nie ocenia perspektyw na przyszłość. Ta prawdziwa jest ślepa i bezinteresowna. Co nie oznacza, że… rozsądna. Czy decyzje podejmowane na skutek podszeptów serca to zawsze dobry wybór? A może w sprawach tak istotnych jak przyszłość i małżeństwo lepiej zdać się na osąd rozumu?

Tytuł: Szlachetne serce
Cykl: Mieć odwagę, by marzyć (tom 2)
Autor: Susan Anne Mason
Wydawnictwo: Dreams

Amerykański sen to legenda nie tylko naszego pokolenia. Wizja nowego życia na obcym kontynencie przyświeca też bohaterom Szlachetnego serca. Maggie i jej brat przemierzają ocean, by odmienić swoje przeznaczenie. Nikt jednak nie wie, że dziewczyna nie tylko szuka nowych perspektyw, lecz także ucieka od przeszłości. W podobnej sytuacji jest Adam. Tyle że on donikąd nie jedzie, ale wraca do rodzinnego domu. I wcale nie oznacza to powrotu z podróży. On wychodzi z więzienia i zdaje sobie sprawę, że nie może na wiele liczyć. Społeczeństwo traktuje go jak czarną owcę. Czy nie ma dla niego ratunku? Z własnymi myślami bije się też Autora. Jej serce zostało złamane i teraz jedyne, o czym marzy, to nauka pielęgniarstwa. Wcześniej jednak musi się zmierzyć z ojcem, który szykuje dla niej inną przyszłość. Czy Ameryka okaże się miejscem spełnionych marzeń czy raczej… pogrzebanych nadziei?

Szlachetne serce to drugi tom cyklu Mieć odwagę, by marzyć. Tym razem akcja toczy się wśród tych samych kręgów rodzinnych, jednak głównymi bohaterami stają się kolejne pokolenia. Nie oznacza to, że autorka zapomniała o postaciach z Irlandzkich łąk. Pojawiają się oni jako bohaterowie drugoplanowi, angażują się w kilka problemów. Jednak temat ich życia miłosnego zakończony został w tomie pierwszy, a co za tym idzie – ich obecność w romansie historycznym stanowi rodzaj… ozdobnika.

Tak, w sensie chronologicznym powieść jest bezpośrednią kontynuacją. Jednak napisana została w sposób na tyle umiejętny, że również brak znajomości pierwszego tomu nie pozbawi nas przyjemności czytania drugiej części. Ale tylko drugiej. Wcześniejsze wydarzenia w naturalny sposób pojawiają się w narracji, i to zarówno najbardziej kluczowe ich elementy, jak i ostateczne rozwiązania. Jeśli nie chcecie psuć sobie zabawy, polecam zacząć tę przygodę mimo wszystko od początku.

Irlandzkie łąki przeczytałam już jakiś czas temu i nie byłam pewna swojej pamięci. W czasie czytania okazało się jednak, że tej historii nie dało się zapomnieć. Bardzo dużo wspomnień wróciło do mnie w trakcie rozwoju fabuły, która wiele zmieniła w mojej wcześniejszej ocenie wydarzeń. Przede wszystkim dlatego, że bohaterem książki stał się Adam. Zły brat, niegodny dziedzic, wiecznie obrażony i negatywnie nastawiony do wszystkich bohater Irlandzkich łąk. Również sama autorka, jak napisała w posłowiu, nie lubiła go podczas pierwszego tomu. W drugim jednak weryfikuje się wszystko. Poznajemy jego perspektywę i powoli… zaczynamy rozumieć. Taka zmiana punktu widzenia wiele dała historii.

Wciąż zachwycał mnie za to rewelacyjny klimat. Lubię powieści przenoszące nas do czasów konwenansów. Podoba mi się, jak bohaterowie dzielnie zmagają się z przeciwnościami losu, ale też zaszłościami tradycji. Społeczne uprzedzenia, specyficzny język czy zachowania pełne kurtuazji – te wszystkie dodatki nadają całości smak i nutkę melancholii. Moją uwagę zwrócił też pewien schemat ojca. Co do zasady jest to surowy niszczyciel dziewczęcych fantazji. Po raz kolejny poznajemy historię młodej panny, której tatuś grozi, zapowiada aranżowane małżeństwo i… w sumie ogranicza się do mówienia. Ten aspekt książki był pewnego rodzaju schematem powtarzanym przez wiele książek. Do tej pory nie spotkałam się z historią, w której ojciec wybiłby z niewieściej głowy nieroztropnego kandydata. Czyli albo te konwenanse wcale nie były takie straszne, albo… konwencja romansu wymusza kilka ustępstw.

Reszta rozwiązań fabularnych tak oczywista już nie była, a cała powieść okazała się lekką i romantyczną historią, którą czyta się z zapartym tchem. Po pierwszych stronach wyraźnie tworzy nam się podział na dwa potencjalne związki, a historia opisywana jest z perspektywy czterech bohaterów. Dzięki temu zabiegowi nie tylko poznajemy różne punkty widzenia – nie tracimy też zainteresowania przebiegiem wydarzeń.

Co ciekawe, poszczególne fragmenty nie były podpisane imionami bohaterów. A jednak bez problemu orientowałam się, kto jest narratorem. Powieść napisana została wyjątkowo plastycznym stylem. Nie tylko bez problemu wczuwałam się w klimat historii, ale też poznawałam charakter postaci, ich specyficzne zwroty czy sposób formułowania myśli.

Dlatego Szlachetne serce to książka, po którą warto sięgnąć. I to z wielu względów. Jest ciepła, romantyczna i mądra. Dostarcza czytelnikowi nie tylko rozrywki, ale też chwil wzruszeń i refleksji. Ale przede wszystkim… jest niezwykle ciekawa. W dwóch słowach… czytelnicza miłość!

dreams

1

Polowanie na miłość

Dobroć, bezinteresowna, motywowana wyłącznie chęcią niesienia pomocy… czy ona w ogóle istnieje? A może należałoby ją włożyć między bajki? Może każdy odruch serca to tak naprawdę chłodna kalkulacja głowy? Przykre, ale czy… prawdziwe? Jeśli marzy wam się historia pełna dobroci w najczystszej postaci, koniecznie sięgnijcie po Łowczynię z Ciernistego Lasu! Tak na przekór temu, co na co dzień serwują nam media!

Tytuł: Łowczyni z Ciernistego Lasu
Cykl: Średniowieczne legendy (tom 1)
Autor: Melanie Dickerson
Wydawnictwo: Dreams

Odette Menkels to najlepsza partia w całej okolicy. Olśniewająco piękna, pobożna i z całkiem przyzwoity posagiem. Jakby tego było mało, ma jeszcze dryg do działalności charytatywnej. Regularnie niesie kaganek oświaty biednym dzieciom i uczy je czytać, pisać oraz liczyć. Nic więc dziwnego, że kandydaci na męża ustawiają się za nią sznurkiem. Odette jednak wciąż odmawia. Dlaczego? Dlatego, że ma sekret, którego nie może wyjawić nikomu. W nocy, zamiast grzecznie spać w łóżeczku, kłusuje po lesie. Wszystko po to, by dawać biednym dzieciom mięso. Sprawa nie jest jednak prosta. Kłusownictwo to bowiem poważne przestępstwo. Co więcej, właśnie teraz posadę leśnika obejmuje bardzo zaangażowany młodzieniec. Czy Odette go nienawidzi? Skądże znowu. Zanim dowiaduje się, kim jest, zakochuje się w nim po uszy. I co dalej będzie z tym polowaniem na zwierzynę… a może na męża?

Łowczyni z Ciernistego Lasu to klasyczny romans historyczny. Główny wątek jest jednym z wielu lubianych (i powtarzanych) motywów. Miłość, która łączy wrogów, z akcentem na to pierwsze. Autorka ciekawie buduje atmosferę, sprawiając, że czytelnik nie może się doczekać momentu, w którym bohaterowie zdają sobie sprawę z tego, jak źle ulokowali swoje uczucia. Ciekawe są również wątki poboczne oraz wydarzenia mające utrudnić młodym wpadnięcie sobie w objęcia i odejście w stronę zachodzącego słońca.

Akcja osadzona została w ciekawym otoczeniu. Średniowiecze, specyficzna dla tej epoki moralność oraz zwyczaje sprawiają, że książkę czyta się z dużym zainteresowaniem. Dokładne opisy i pomysłowo opisane sceny wręcz przenoszą czytelnika w tamte czasy.

Nie wszystkie aspekty powieści zrobiły na mnie jednak tak dobre wrażenie. Chociaż fabuła przebiega płynnie i harmonijnie, miałam wrażenie, że to ona dyktuje bieg wydarzeń, a nie odwrotnie. Niektóre sytuacje były w mojej ocenie naciągane i zbyt prostolinijnie potraktowane. Główna bohaterka jest postacią wręcz krystalicznie dobrą. Nawet gdy robi coś nagannego, jej motywacja wszystko rekompensuje. Również większy akcent mógłby zostać położony na traumatyczną przeszłość głównych bohaterów. Za każdym razem, gdy temat ten był poruszany, fabuła nabierała głębi. Niestety ostatecznie nie wykorzystano pełnego potencjału życiowych doświadczeń, a jedna z intrygujących zagadek nie została wyjaśniona. A szkoda.

Zgodnie z zapowiedzią na okładce – młodych miało czekać wiele przeciwności, wrogów i komplikacji. Cóż… większość z nich sobie uroili, a sam problem nie był aż tak straszny, jak mógłby być. W mojej ocenie Odette miała zdecydowanie zbyt komfortowe warunki, by poczuć prawdziwe zagrożenie.

Również zakończenie pozostawiło mnie w słodko-gorzkim nastroju. Z jednej strony większość kwestii została pięknie wytłumaczona. Zrobiło się ciepło na sercu, było sielsko, anielsko i… w końcu nastąpił przesyt. Ilość słodyczy wszystkich wątków przyprawiła mnie o czytelniczą cukrzycę. Po prostu miałam wrażenie, że tego wszystkiego było za dużo jak na jedno zakończenie.

Łowczyni z Ciernistego Lasu to bez wątpienia ciekawe doświadczenie. Z jednej strony klasyczny romans, z drugiej historia, z którą jeszcze nie miałam do czynienia. Było lekko historycznie, bardzo romantycznie i niesamowicie… moralnie.

dreams, Łowczyni

Lubisz romanse historyczne? Więcej recenzji takich książek znajdziesz tutaj.

Tajemnicza przeszłość

Czasami zdarza nam się pomyśleć, że nie wiemy, kim jesteśmy. Ma to jednak metaforyczne znaczenie. Bo to, co najważniejsze, wciąż jest pewne. A co by było, gdyby okazało się, że nasza przeszłość kryje w sobie wiele tajemnic skrzętnie schowanych za gąszczem kłamstw? Komu wtedy można wierzyć? I czy komukolwiek?

Tytuł: Hotel nad oceanem
Seria: Nad zatoką (tom 1)
Autor: Colleen Coble
Wydawnictwo: Dreams

Claire Dellamare przyjeżdża do hotelu, by razem ze swoim ojcem dokończyć transakcję biznesową. Szykuje się świetny interes, ale poza tym nic nie wyróżnia tego miejsca. Przynajmniej do czasu, gdy Claire staje w recepcji i odnosi dziwne wrażenie, że już tu była. Nagły atak paniki i dziwne wspomnienia prawie pozbawiają ją zmysłów. Prawda jest jednak jeszcze gorsza. Istnieje rok, którego nie pamięta, rok, który bezpowrotnie straciła. Okazuje się, że gdy miała cztery lata, właśnie w tym hotelu obchodziła urodziny. A potem nagle zniknęła, by ponownie pojawić się rok później. Co się wtedy stało? Kto za tym stoi? I czy przeszłość to tylko przeszłość, a może Claire jest znowu zagrożona?

Hotel nad oceanem jest kryminałem innym niż wszystkie. Tajemnica i morderstwo zostają wprowadzone do fabuły w niestandardowy sposób. Jeśli nudzi was klasyczna formuła i policjant/detektyw/kryminolog, który musi rozwiązać podejrzaną sprawę, Hotel nad oceanem to książka idealna dla was. Nie jestem wielką miłośniczką kryminałów, chociaż ten gatunek co jakiś czas mnie kusi. Jak ognia unikam jednak wszelkich schematów. I w tym wypadku z ręką na sercu mogę powiedzieć, że ich nie ma! To wciąż powieść skupiona na rozwiązywaniu tajemnic z przeszłości, ale opowiedziana w zupełnie inny sposób.

Sama fabuła toczy się wokół jednej głównej zagadki oraz kilku pobocznych. Pomysł na intrygę był świetny, naprawdę bardzo ciekawy. Co więcej, czytelnik miał tyle wskazówek, ile było niezbędnych do rozwiązania tajemnic na własną rękę. I to jest rewelacyjne. Nie lubię, kiedy nie jestem w stanie rozgryźć kryminału, ponieważ autor nie mówi czytelnikowi wszystkiego. Tym razem jest inaczej. Powoli poznajemy historię i możemy jeszcze przed zakończeniem zacząć stawiać hipotezy. Sam wątek główny nie nastręczył mi wiele trudności, za to poboczne… szczegóły były dla mnie trudno uchwytne i dopiero podczas finału poznałam całą historię.

Ciekawie rozwija się też wątek obyczajowy. I wcale nie jest na drugim planie. Stanowi istotną część opowieści, nadając jej nie tylko smaku, ale też realności. Losem bohaterów można się przejąć, mogą nas intrygować i fascynować, za to nigdy nudzić! Wynika to również z tego, że akcja książki zmienia się błyskawicznie. Niczego nie możemy być pewni! Nie tylko dlatego, że co chwilę odkrywamy sekrety z przeszłości, ale też z powodu atmosfery napięcia. Życie Claire cały czas jest zagrożone, a to skutecznie przykuwa naszą uwagę.

I chociaż wszystko prezentuje się spójnie i logicznie, muszę zauważyć, że niektóre sceny są mocno podporządkowane fabule. Wielość niespodziewanych zbiegów okoliczności, nagłych uratowań czy sukcesów przy znikomych szansach na powodzenie… jest zatrważająca. Nie żeby to wszystko było niemożliwe. Jest tylko mało prawdopodobne… I bardzo przyjemne w odbiorze.

Hotel nad oceanem to niesamowicie wciągająca historia, którą pomimo objętości czyta się jednym tchem. Porywająca, wielowątkowa i dobrze opowiedziana. Tak powinien wyglądać każdy kryminał!

dreams

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 12 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia