Tęsknota za dzieciństwem

Do każdego z nas czasem wracają wspomnienia z dzieciństwa – najwspanialsze, szczęśliwe, radosne. Z tego okresu w życiu, który upływał beztrosko. Każde dziecko chciało być dorosłe, pragnęło tej wolności, którą dawała dorosłość. I każde dziecko dorosło, choć nawet nie zauważyło kiedy. I uświadomiło sobie, że ta upragniona wolność to kajdany. I zaczęło tęsknić za wolnością dzieciństwa.

O stracie wszechobecnej: koniec dzieciństwa

Ostatnio pisałam post o stracie czasu, który jest dostępny tutaj. Dziś zapraszam na rozważania o końcu dzieciństwa.

źródło

KONIEC DZIECIŃSTWA

Na każdym etapie życia dziecka i nastolatka przewija się marzenie o byciu dorosłym. Wraca wciąż i wciąż jak bumerang i wydaje się nieosiągalne. Zupełnie nierealne. Dzieci naśladują swoich rodziców we wszystkim, co przyjdzie im na myśl – dziewczynki chodzą w szpilkach mamy, chłopcy bawią się narzędziami… Kończy się szkoła podstawowa, a wraz z nią jakiś etap w życiu człowieka. Rozpoczyna się burzliwy okres poszukiwania siebie, własnej osobowości i miejsca w świecie, zaczyna kształtować się – trochę nieudolnie – charakter i charakterek, styl bycia, plany i marzenia – nie o nowej lalce, widzianej gdzieś na wystawie sklepów cynamonowych, ale o karierze, wspólnej przyszłości z pierwszą sympatią, sławie… Myśli stają się coraz bardziej ambitne, jednak nadal czuć w powietrzu czas dzieciństwa. Nie jest to może sielanka, dni płynące beztrosko na zabawie, bo pojawiają się poważniejsze obowiązki i oczekiwania. Jednak taki młody nastolatek czuje się bezpiecznie, bo wie, że jutro mama obudzi go do szkoły, zrobi śniadanie i obiad, przypomni o odrobieniu lekcji i wygoni do spania.

Pewne jest, że następny dzień będzie. I kolejny. I tak minie rok. Trzy lata. W próbie przypodobania się kolejnej jednostce spędzi trzy znaczące lata, które zlecą jak z bicza strzelił. Następnie zostanie wypchnięty ze społeczności, do której dopiero zdążył się przyzwyczaić, i wpadnie w wir szkoły ponadgimnazjalnej. Obowiązki piętrzące się w postaci notatek, prac, zadań, olimpiad. Poważne uczucia, zawody miłosne i przyjacielskie, nowe przyjaźnie, kłótnie, reprymendy za całowanie się na korytarzu… Chaos. Ten czas leci jednak jeszcze szybciej. Jest najbardziej dynamiczny, jeśli rozpatrywać wszystkie etapy do chwili obecnej. W pierwszej klasie jest zagubiony, w drugiej nabiera pewności siebie, dorośleje, uczy się podejmować dojrzałe decyzje, znajduje swoje miejsce w społeczności albo wie, gdzie tego miejsca musi szukać. Wyznacza sobie cel… I pojawia się klasa trzecia, dąży do celu, mówi sobie, że jest jeszcze czas. Nie czuje się już dzieckiem, ale nie chce być dorosły. Znika pewność co do kolejnych dni, bo jutro będzie – to fakt. Ale co będzie dalej?

Zaskoczeniem jest, że mało który licealista boi się matury. Oni wszyscy trzęsą portkami, bo nie wiedzą, co będzie po niej. Nie wiedzą, czy dokonali właściwego wyboru. Nie znają konsekwencji, bo kończy się czas budzenia przez mamę i gotowania obiadków. Wszystko zaczyna się od „jeśli…”: jeśli nie dostanę się na te studia, to może na te? 

jeśli się dostanę, to co będę robił po nich?
jeśli zabraknie mi procentów na maturze, to czy ją poprawię?
jeśli, jeśli, jeśli…
Koniec dzieciństwa… STOP.
– To jest śmieszne. – Leon zaśmiał mi się w twarz, po czym upił łyk coli z butelki. Na jego czole pojawiły się pierwsze zmarszczki, a w kącikach oczu rodziły się kurze łapki. Miał zaledwie trzydzieści lat, a wyglądał na dojrzałego pana. – Wbrew pozorom dziecko nigdy z nas nie wyjdzie. Ono wychodzi tylko na światło dzienne. Który dorosły nie lubi się zabawić? Ogranicza nas praca, rodzina, dzieci… Ale gdy choć na chwilę uda nam się odpiąć smycz przez siebie trzymaną, na wierzch wychodzi dzieciak, który plecie trzy po trzy do ucha głupie marzenia. Czujesz się, jakbyś przykleił nos do sklepowej szyby, ale upajasz się tą chwilą, bo jest dziecinna. Mam trzydzieści lat, a nadal nie wstanę, jeśli żona nie pocałuje mnie w czoło. Nie zasnę bez jaśka, na którym spałem, gdy miałem pięć lat, a na stoliku nocnym musi stać moje pierwsze autko od ojca, bo inaczej ogarnia mnie niepokój. Lubię być dorosłym dzieckiem, iść z dziećmi na spacer do parku i tarzać się w liściach. Lubię zagrać w dobre gierki na komputerze, 
– Tato, tato! – Do pokoju wbiegła mała Lila, ubrana w niebieską kurtkę mamy, brązowe lakierki taty, różowe rajstopki i czerwoną czapkę młodszego brata. – Jak wyglądam?
Leon zaśmiał się radośnie, po czym wziął małą na ręce, by zapytać, w co tym razem gra.
– Będę kiedyś modelkom! – zapiszczała dziewczynka i wyrwała się z jego objęć. Przeszła kilka kroków po pokoju, wykonała kilka obrotów i upadła na pupę. Szybko i zwinnie się podniosła, podbiegając do mnie i łapiąc za rękę. – Co pani taka ponura? Ja panią przebiorę, będzie fajnie! (…)
Pamiętajmy, że strata dzieciństwa nie jest ostateczna. To od nas zależy, kiedy pozwolimy dziecku wyjść na spacer. Każdy potrzebuje poczucia bezpieczeństwa, pewności jutra i ludzi. Koniec jest początkiem. Żadne pytania „co, jeśli…?” świata nie zmienią. Świat zmienimy tylko działając. Jak dzieci, które nie myślą, co mówią, co robią… Działają!

Kącik poetycki – czas umierania

źródło

Kohelet
uczy, że wszystko ma swój czas i jest
wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem
, i choć jestem pewna, że
ma rację, to właśnie czas umierania sprawia tak wiele bólu, to z nim często nie
możemy się pogodzić, jeszcze niegotowi, tak bardzo niegotowi na rozstanie z kimś,
kto dał nam cząstkę siebie. 

***

pamiętam Cię roześmianą,
gdy tańczyłam w za dużych  sukniach,
udając, że jestem primabaleriną.


pamiętam lekki grymas  twarzy,

gdy przypadkowo wyrwałam Ci kosmyk włosów, 

udając, że jestem sławną stylistką.



pamiętam, jak kupowałaś ode mnie

klocki lego na kilogramy, 

wiernie udając, że to smaczne landrynki,

kiedy po wizycie w sklepie nagle zapragnęłam 

zostać sprzedawczynią.



pamiętam, jak kradłaś dla mnie gałązki akacji,

bo bez nich piaskowe ciasto nie smakowałoby 

tak samo.



pamiętam, jak częstowałaś czekoladkami

przechowywanymi  na dnie szafy w kieszeni

pomarańczowego fartucha.



pamiętam. 

i kocham za serce z całego serca.



teraz siedzimy razem na werandzie,

która pamięta moje pierwsze kroki.

chyba nawet jestem od Ciebie wyższa.

popijamy herbatę z cytryną i to ja
opowiadam 

kolejny raz o sprawach wielkiego świata.



nie zostałam primabaleriną,

stylistką ani sprzedawczynią,

ale zostałam

rozpieszczona miłością.



mam prośbę. rozkapryszona

proszę Cię o jeszcze.

o jeszcze jedną radę,

o jeszcze jedno serce.



wierzę, że jeszcze porwiesz mnie

w to miejsce o zapachu akacji,

bo bez Ciebie 

życie nie będzie smakować tak samo.



pomów, przytul, pobądź ze mną jeszcze,

nauczyłaś mnie kochać

sercem za serce.



nastawię wodę na jeszcze jedną herbatę.

Podmiotem lirycznym jest młoda kobieta, która prawdopodobnie
zdaje sobie sprawę, że teraz ma swoje przysłowiowe „5 minut” na tym świecie; może właśnie wspina się po szczeblach
zawodowej kariery, otrzymując awans za awansem, może teraz opiekuje się gromadką
własnych dzieci i zmaga się z problemami dotyczącymi nowoczesnych metod wychowawczych,
może… Wydaje się spełniona, biorąc pod uwagę współczesne kryteria dobrze radzi sobie w „wielkim świecie”.
Chociaż utwór dotyczy w głównej mierze czasu umierania, to osoba mówiąca w wierszu
wcale nie wydaje się smutna. Oddaje się wspomnieniom odległych lat i stara się jakby
zatrzymać te chwile. Z humorem opowiada o naiwnej dziecięcej wierze, tysiącach
zainteresowań, pasji zmienianych z prędkością światła, pod wpływem sytuacji,
z godziny na godzinę coraz to nowych pomysłach. Jednakże najważniejszą
rzeczą,  o jakiej wspomina, jest miłość,
bo to właśnie dzięki miłości dziś jest osobą dojrzałą, spełnioną, dzięki
miłości wie, co stanowi sens życia. Zwraca się do staruszki, od której właśnie
uczyła się tego uczucia i znowu żartobliwie jakby wypowiada oburzonym tonem, że
została rozpieszczona i to właśnie przez to dziś nie może pogodzić się z
upływającym czasem. Za wszelką cenę chce zatrzymać przy sobie pomarszczoną
kobietę o coraz wolniej bijącym sercu, która nauczyła ją stawiać pierwsze kroki,
wypowiadać pierwsze słowa, budować pierwsze wieże z klocków i przede wszystkim nauczyła
miłości. Podmiot liryczny pragnie chociaż jeszcze przez chwilę poczuć się dzieckiem, tym kochanym, któremu ktoś udziela rad. 
Nie wyobraża sobie dalszego życia bez towarzyszącej obok i służącej dobrym słowem matki, babci, prababci, opiekunki. Chociaż osoba mówiąca jest już dorosła i żyje swoim nowym życiem, wdzięczne serce nadal pamięta naukę wczesnych
lat, serce, w które codziennie wlewana była miłość. Stąd chyba właśnie wynika
prośba o jeszcze jedną herbatę, jeszcze chwilę razem, krzyk rozpaczy, tęsknoty, ponieważ obie zdają sobie sprawę, że do jednej z nich zbliża się koheletowy czas
umierania
.

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 11 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia