Wiesz, kim jesteś?

Bez muzyki nie mogłabym żyć. To jest jednoznaczne stwierdzenie, którego nie da się podważyć. Odkąd pamiętam, interesowałam się tą dziedziną i nigdy nie przeszkadzało mi, że nie posiadam talentu muzycznego, przez co nie umiem tańczyć ani śpiewać. Jednakże słyszę dobrze dźwięki, co pozwala mi subiektywnie oceniać różnego typu utwory. W swoim życiu wysłuchałam niesamowitą ilość kompozycji. Weszło mi to w krew do tego stopnia, że dzień, w którym nie przesłucham kilku piosenek i nie poznam jakiejś nowej, jest dniem straconym. Muzyka ma w sobie potęgę. Jest w stanie sprawić, że poniesiemy klęskę, ale również wstaniemy i sprawimy, że nasze życie będzie piękne. Czy nie jest to pewnego rodzaju żywioł? 
  
 
Tytuł: Niepokoje
Zespół: Milczenie Owiec
 
 
Nigdy w świecie nie słyszałam o zespole Milczenie Owiec. Przyznajcie, jest to bardzo oryginalna nazwa, która przyciąga, ale wywołuje też pewnego rodzaju zwątpienie. Jednak każdy zespół, który ma nietypową nazwę, wykazuje się kreatywnością. Wtedy nasuwa się pytanie, czy to tylko złudzenie, czy zapowiedź wielu chwil przy naprawdę dobrej muzyce. Aczkolwiek mnie ostatecznie przyciągnął gatunek. Dominuje hard rock, który jest moim ulubionym typem muzyki, na którym – mogę powiedzieć – dość dobrze się znam. Lecz zawsze opierałam się na zagranicznych zespołach. Wcześniej nawet nie przyszło mi do głowy, że Polacy również skupiają się na tym gatunku. To przeważyło. Zbyt lubię nowe rzeczy, by nie przesłuchać najnowszego albumu Milczenia Owiec – Niepokoje. Jakie odczucia pozostawiła po sobie ta płyta?
 
Co do melodii, mam najróżniejsze odczucia. Jak przed chwilą wspomniałam, spodziewałam się czegoś podobnego do zagranicznych zespołów. Niepokoje to coś innego. Mają w sobie wyznaczniki hard rocka, jednakże jest to bardziej ten zwykły rock. Co dość dziwne, cały album jest bardzo różnorodny. Znajdują się na nim spokojniejsze utwory, ale również te o mocniejszym brzmieniu. Z jednej strony robi to na mnie bardzo dobre wrażenie, ponieważ płyta nie jest monotonna i jest dużo różnorodności. Każda kompozycja pod względem instrumentalnym jest bardzo dobrze połączona, nadając danej piosence niespotykany wydźwięk, który spodoba się niejednej osobie. 
 
Milczenie Owiec ma za sobą dość burzliwą karierę. Zespół został założony w 2002 roku w Trójmieście, rozpadł się w 2008 roku, a swoją działalność wznawia w 2010 roku z całkowicie zmienionym składem. Ja poznałam tych najnowszych członków. Wokalistką obecnie jest Aleksandra Wysocka. Muszę przyznać, że trudno mi wyrobić sobie o niej opinię. Nie mam wątpliwości, że śpiewa poprawnie i przede wszystkim nie fałszuje, jednakże nic jej nie wyróżnia. Jej głos jest naturalny, ale nie wyodrębnia się niczym wśród innych wokalistek. Takich piosenkarek jest naprawdę dużo i ciężko się wybić wśród tak licznej konkurencji. Na pewno słucha się jej przyjemnie, ale jestem przyzwyczajona do nietypowych głosów, które pozna się od razu, nie znając utworu. 
 
Bardzo ważne są dla mnie w muzyce teksty. W zagranicznych utworach raczej nie zwraca się jakoś wyjątkowo na to uwagi, ponieważ rzadko rozumiemy wystarczająco słowa. Lecz w własnym języku odgrywa to istotną rolę, o której nie można zapominać. Odpowiedni tekst połączony z mocnym brzmieniem bardzo silnie oddziałuje na człowieka. W Niepokojach występuje rozmaitość. Niektóre piosenki w ogóle nie wyróżniają się. Po prostu są i nie jestem w stanie nic więcej powiedzieć na ich temat. Natomiast niektóre naprawdę przemawiają do mnie. Sprawiają, że zmieniam swój sposób myślenia. Są inteligentne i pełne emocji, co mnie przekonuje.
 
Cała płyta ma różnorodny poziom. Są utwory, które wyróżniają się na tle innych i cieszę się, że je poznałam. Jednakże są i takie, które wywołują we mnie pokłady irytacji. O samym zespole nie wyrobiłam sobie ostatecznej opinii. W tej chwili są dla mnie obojętni, ale jestem przekonana, że z kolejnym albumem może się to zmienić.
 
Niepokoje są jednym z wielu albumów, które są dobre, ale łatwo o nich zapomnieć. Jeśli lubicie mocniejsze brzmienie, ale też spokojne takty, zachęcam was do zapoznania się z nim.

Ahoj, szczury lądowe!

Teraz przyznajcie się, ile razy w życiu zamarzyło się wam bycie piratem? Od lat filmy i bajki dla dzieci przedstawiają te postacie jako okrutne, lecz ostatecznie dobre osoby, które mimo że nie przestrzegają prawa, walczą o wolność i swoje poglądy. Starsi czytelnicy zapewne wiedzą, że istnieją dwie strony medalu. Jednak sami pomyślcie – przepiękny ocean, drewniany statek, różne dziwne zwierzęta i poczucie bezkarności i niezależności. Czyż to nie brzmi pięknie? Właśnie w takim świecie żyje Cyryl – dziecko, które wychowało się na pirackim statku z mamą kapitanką. Całe życie podróżowało po hiszpańskich wodach, obserwując jak załoga, która stała się jego rodziną, uwalnia niewolników. Jednakże Cyryl pragnie czegoś innego. Od najmłodszych lat uwielbia czytać i poznawać nowe rzeczy, ale możliwości są ograniczone, gdy cały czas przebywa się na morzu. Dlatego chłopiec pragnie iść do szkoły i zmierzyć się z prawdziwym światem – ze współczesnością. Ten pomysł nie podoba się załodze, lecz mama chłopca pragnie spełnić jego wszystkie marzenia. Jak Cyryl poradzi sobie wśród innych dzieci? Czy jego odmienność będzie miała znaczenie? Jak powiedzieć kolegom, że ma się mamę piratkę?
 
Tytuł: Moja matka piratka
Cykl: Zwariowane rodzinki
Autor: Jackie French
Wydawnictwo: Wilga
 
Niektórzy twierdzą, że w poprzednim wcieleniu byłam piratem. Nie pasuję charakterem do tej postaci, bynajmniej nie mogę zaprzeczyć, że od lat dziecięcych pasjonuję się tym tematem. Czytałam wiele książek z tym motywem i oglądałam jeszcze więcej filmów. Znam niesamowite opowieści, ale również znam te prawdziwe historie, które wydarzyły się wieki temu. Gdy dostałam możliwość zrecenzowania tej książki, nie miałam wątpliwości, że muszę ją przeczytać. I nie przeszkadzało mi, że jest to powieść dla dzieci. Część z was pewnie wie, że właśnie ten gatunek cenię najbardziej. Jak sprawdziła się ta książeczka?
 
Bardzo spodobał mi się styl autora. Oczywiście nie można go porównywać z wybitnymi pisarzami, ponieważ jest to w końcu książka dla dzieci. Słyszałam opinie, że są to najbardziej wymagający czytelnicy. Czy tak jest w rzeczywistości? Nie mam pojęcia. Lecz bez wątpienia bardzo trudno jest napisać powieść dla młodszych czytelników. Język musi być na tyle prosty, by dziecko mogło go zrozumieć, ale mogło też nauczyć się nowych słów, które na pewno przydadzą mu się w życiu. A to właśnie jeden z głównych celów, dla których dzieci powinny czytać książki. Jackie French bardzo dobrze sprawdził się na tym polu, choć muszę przyznać, że pojawiało się zbyt dużo potocznych słów.
 
Fabuła Mojej matki piratki jest wyjątkowo interesująca. Nie ma co ukrywać, że sama z pasją oddałam się tej opowieści. Jest banalna jak dla starszego i doświadczonego czytelnika, jednakże nie zmienia to faktu, że wciąga i pozwala na przeniesienie się do dziecięcych lat. Podejrzewam więc, że dla naszych młodszych koleżanek i kolegów również okaże się intrygująca. W dodatku jest zabawna. Oczywiście nie znajdziecie tu wyrafinowanych dowcipów, tylko komizm sytuacyjny, który wywoła niepohamowany śmiech. 
 
Również przypadła mi do gustu tematyka. W tej chwili jest ona bardzo istotna dla dzieci, gdyż prawie każdy malec w swoim życiu musi się zmierzyć z podobnymi wydarzeniami. Dzieci są urocze, ale nie można ukrywać, że potrafią być dla siebie nawzajem okrutne. Ta książka ukazuje, jak sobie z tym poradzić, i zwraca ponadto uwagę na akceptację, która jest wyjątkowo ważna. Jest w tej powiastce wiele emocji, które na pewno w jakimś stopniu wpływają na nasze życie.
 
Powinnam również zwrócić uwagę na grafikę. Jej autorem jest Stephen Michael King. Ostatnimi czasy zauważyłam tendencję do kiczowatych ilustracji w literaturze dziecięcej, które nie podobają się ani dorosłym, ani małym czytelnikom. Nie rozumiem, dlaczego tak bardzo jest zaniedbywany ten wyjątkowo ważny aspekt. Dzieci powinny mieć obrazki w opowieściach, ponieważ właśnie po tym wybierają książki i łatwiej im wyobrazić sobie świat wykreowany. Na szczęście ilustrator w tym przypadku nie zawiódł. Grafika jest bardzo dopracowana, choć na pozór wydaje się chaotyczna, ale właśnie to nadaje odpowiednią atmosferę powieści.
 
Sama jestem zaskoczona, jak bardzo spodobała mi się Moja matka piratka. Jeśli macie dzieci lub ubarwiają wam one życie w waszym otoczeniu, polecam, by dać im do przeczytania tę książeczkę. Jestem pewna, że im się spodoba. A jeśli macie takie zamiłowanie do literatury dziecięcej jak ja, zachęcam was, byście sami poświęcili jej chwilkę.

Kim naprawdę jesteś?

Roskolnikow żyje w skrajnej nędzy w Petersburgu, gdzie przybył na studia. Już dawno nie studiuje, a jego jedyną pociechą są listy i pieniądze od matki i siostry. Gdy człowiek jest skazany na nędzę i samotne spędzanie czasu w małym, brudnym pokoiku, dopadają go różne myśli. Nie zawsze są one optymistyczne. Rodion jest osobą dumną i ambitną. Chce sprawdzić swoje umiejętności i silna wolę. Pragnie dowiedzieć się, kim jest. Jednakże wybiera do tego bardzo nietypowy i przerażający sposób. Jaką drogę wybierze Roskolnikow? Czy spełni swoje marzenia? Jak bardzo moralny upadek potrafi wpłynąć na człowieka?

 
Tytuł: Zbrodnia i kara
Autor: Fiodor Dostojewski
Wydawnictwo: MG
 
Zbrodnia i kara należy do obowiązkowych lektur w liceum. Wiele osób jest przerażonych obowiązkiem przeczytania kilkuset stron książki. Jednakże ta powieść wyróżnia się wśród innych przymusowych powieści. Od swoich starszych kolegów w większości słyszałam same pozytywne opinie, które sprawiły, że nie mogłam się doczekać, kiedy sama poznam tę lekturę. I muszę przyznać, że nie żałuję ani minuty czasu, który spędziłam nad Zbrodnią i karą
 
Powieść Dostojewskiego jest klasyką rosyjską. Jest to nietypowe połączenie, ponieważ literaturę klasyczną kojarzymy najczęściej z powieściami obyczajowymi. Zbrodnia i kara jest kryminałem i to wyjątkowym, gdyż jest to również książka psychologiczna. Jest to bardzo ciekawe połączenie, którego nie spodziewałam się w szkole. Nie krytykuję wyboru lektur, choć do niektórych mam zastrzeżenia, lecz jest to dość kontrowersyjny tekst jak na realia szkolnictwa. Kryminał jest misternie wykonany. Autor zadbał o najmniejsze szczegóły. Sama bez pomocy pisarza nie zauważyłabym ich, a odgrywały dość istotną rolę w całej opowieści. W dodatku historia jest opowiedziana przez pryzmat uczuć mordercy. To wyjątkowo pasjonujący temat dla ludzi, którzy interesują się psychologią. Dowiadujemy się, dlaczego morderca popełnił zbrodnię, co nim kierowało i co tak naprawdę czuł.
 
Jak przed chwilą wspomniałam, psychologizacja bohaterów w Zbrodni i karze jest bardzo rozbudowana. Spostrzeżenia zabójcy i osób z jego otoczenia są intrygujące. Czasami miałam wrażenie, że ktoś wylał mi wiadro zimnej wody na głowę. Dostojewski wypowiadał myśli, które podejrzewam, że każdy z nas ma w głowie, a boi się do nich przyznać na głos. To bardzo refleksyjna powieść, która sprawia, że dokładnie zaczynamy wertować swoje myśli, poglądy i pragnienia. Poza tym ostrzega nas, ale nie w sposób typowo moralizujący, przed skutkami naszych wyborów. Czasami trzeba podjąć drastyczne decyzje, a czasami jest to nasz zwykły kaprys.
 
W powieści pojawia się wielu bohaterów, którzy w większości wypadków zmieniają bieg wydarzeń. Nawet zwykłe epizodyczne postacie miały jakieś znaczenie. Niestety nie uczę się rosyjskiego, więc miałam olbrzymi problem z zapamiętaniem imion i nazwisk. Mylili mi się istotni bohaterowie i nawet teraz sama mam kłopot z napisaniem tych nazwisk, a ich poprawne wymówienie jest dla mnie wręcz niemożliwe. Moją uwagę zwrócił również fakt, że każda osoba miała bardzo rozbudowaną i unikalną emocjonalność.
 
Styl autora jest dość ciężki. Musiałam bardzo się skupić, by zrozumieć tekst. Dostojewski zwraca uwagę na szczegóły, które nadają niesamowitą dokładność całej powieści. Bardzo szanuję go za to, choć przyznaję, że utrudnia to czytanie. Nie jestem przyzwyczajona do typowo ciężkiej literatury.
 
Zbrodnia i kara jest powieścią dla dojrzałych ludzi z doświadczeniem. Mam wrażenie, że nie zrozumiałam wszystkiego, co chciał przekazać autor. Nie spotkałam się jeszcze z „prawdziwym” życiem i cała moja wiedza wynika z obserwacji, opowiadań, książek i filmów. Jestem pewna, że powrócę jeszcze do tej książki, by porównać swoje odczucia. Tymczasem polecam wszystkim odważnym tę historię.

Wystarczy jedna myśl

Każdy z nas ma w życiu swój cel. Czasami się zastanawiam, czy nie pojawia się od razu z dniem naszych narodzin. Część z was pewnie zaprzeczy i powie mi, że właśnie w życiu brakuje wam misji, którą macie spełnić. Może po prostu jeszcze o niej nie wiecie… Ja sama mam marzenie, które jest olbrzymie, ale możliwe do spełnienia. A zaczęło się od idei – małego pomysłu, który pojawił się, gdy byłam dzieckiem. Mimo że nie zdawałam sobie wtedy sprawy z jego obecności, on był. Aż pewnego dnia idea powróciła z całą swoją mocą i prowadzi mnie teraz przez życie. To niesamowite uczucie. Jestem pewna, że doświadczyliście go lub doświadczycie. Jednak gdyby się nagle okazało, że to nie był wasz pomysł? Że ktoś zamanipulował wami i wprowadził do umysłu myśl, która zaczęła się rozwijać i przejmować nad wami kontrolę? Że wasze sny nie są tak naprawdę waszymi snami?

Tytuł: Incepcja
Reżyser: Christopher Nolan
 
O Incepcji słyszałam wiele pozytywnych opinii. Jednak przykuła moją uwagę, ponieważ nadal jest znanym filmem, choć minęło już prawie sześć lat od premiery. Jest to spore osiągnięcie. Produkcje filmowe często pojawiają się z wielkim szumem, a odchodzą ciche i zapomniane. Mało który film wybija się tak, by być długo pamiętanym. Wiedziałam, że przyjdzie dzień, gdy i ja obejrzę Incepcję. Nie mogłoby być inaczej. Porusza ona motywy, które mnie interesują oraz gra w niej jeden z moich ulubionych aktorów. Dlatego spodziewałam się po nim bardzo dużo. Czy moje oczekiwania zostały spełnione? 
 
Gdy po raz pierwszy usłyszałam, na jakim pomyśle opiera się ten thriller, byłam zaskoczona. Jest to coś nowego. Na pozór wydaje się, że popularnego, bo mowa tu o oniryzmie, jednakże jest to coś niekonwencjonalnego w tym wydaniu. I właśnie to najbardziej przyciągnęło mnie do filmu. Uwielbiam, gdy pojawia się coś niespotykanego. Wtedy mogę zmierzyć się z nową rzeczywistością, która pozwoli mi zebrać nowe inspiracje. Incepcja pod tym względem spełniła swoją rolę. Dała mi świat, gdzie ludzie mogą podróżować po snach innych osób oraz w taki sposób manipulować innymi.
 
Thriller nie jest moim ulubionym gatunkiem. Jak mam być szczera, to omijam go wielkim łukiem. Zwykle nudzi mnie i ogranicza moją wyobraźnię. Szanuję ten odłam kinematografii, jednak niestety nie mogę znaleźć filmu, który przypadłby mi do gustu. Incepcja nie jest wyjątkiem. Pojawiło się dużo scen pełnych przemocy oraz pościgów, co kojarzyło mi się z filmem akcji, który również nie należy do lubianych przeze mnie. Nie twierdzę, że takie wydarzenia nie były potrzebne. Ubarwiały całą historię i pozwalały na odzwierciedlenie rzeczywistości. Niestety bardzo mnie zmęczyły. Produkcja sama w sobie jest długa, więc miałam poważny problem z usiedzeniem na miejscu i skupieniem się na zdarzeniach przedstawionych w tej opowieści. Jednak uważam, że fanom akcji i mrocznych tajemnic ta akurat część przypadłaby do gustu.
 
Bez wątpienia największym plusem są bohaterowie. Jak wcześniej wspomniałam, wiele spodziewałam się po tej produkcji, jednak w tych wymaganiach nie znalazły się jakieś większe oczekiwania w stosunku do bohaterów. Dlatego bardzo miłym zaskoczeniem był fakt, że występuje bardzo silna psychologizacja postaci. Byłam w stanie wszystko wybaczyć, dzięki tak dokładnie wykreowanym bohaterom. Oczywiście największa uwagę przykuwała główna postać, która walczyła z demonami przeszłości oraz własnym sumieniem. Jego historia opierała się przede wszystkim na przeszłości, która niszczyła go i skłaniała do podejmowania decyzji niekoniecznie korzystnych dla niego. 
 
Grę aktorską mogę określi jednym nazwiskiem – Leonardo DiCaprio. Bardzo szanuję tego aktora. Był moment, gdy zaczęłam się zastanawiać, czy nie jest to spowodowane jego specyficznym wyglądem, lecz ostatecznie stwierdziłam, że jest to po prostu wybitny aktor, który okazał się idealnym odtwórcą roli głównego bohatera w Incepcji. Nie wyobrażam sobie nikogo innego na jego miejscu. Tak naprawdę to on tworzy ten film. Pojawiły się również inne postacie, lecz z nich największą moją uwagę przykuła aktorka grająca Mal (Marion Cotillard). 
 
Incepcja okazała się inną produkcją niż się spodziewałam i muszę szczerze przyznać, że nie wiem, jak ją ocenić. Cieszę się, że wreszcie ją obejrzałam, jednakże zniszczył się obraz, który utożsamiałam z tym filmem. Na pewno nie spełnił wszystkich moich wymagań, ale jak najbardziej go polecam.

Wiesz, co to jest prawdziwy ból?

Piękna, mała miejscowość. Znają się tam prawie wszyscy, a przede wszystkim dzieci. Codziennie mijają swoje domy, by spotkać się po chwili w szkole, a wieczorem zdobywać świat za pomocą wyobraźni. W końcu możliwości jest tak dużo. Jednak jeśli schemat powtarza się dzień w dzień, a sytuacje rodzinne nie są wcale takie piękne jak miasteczko, może zacząć się dziać coś niedobrego. Powiecie, że to tylko dzieci, które nie zdają sobie sprawy z tego, co robią. Rzeczywiście tak jest. Ale czy to się nie zmienia, gdy mają przyzwolenie dorosłego? Meg wraz ze swoją siostrą Susan wprowadza się do swojej ciotki, która nie wiedzieć dlaczego, nie akceptuje dziewczynek. Traktuje je z pogardą i lekceważeniem. Siostry muszą to przetrwać, lecz wszystko się zmienia, gdy Ruth pogłębia swoją nienawiść. Jak wiele może wytrzymać człowiek? Czy ludzie mogą stać się gorszymi potworami niż te z bajek?
Tytuł: Dziewczyna z sąsiedztwa
Autor: Jack Ketchum
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
 
 
O Dziewczynie z sąsiedztwa usłyszałam już dawno temu. Jedna z blogerek, której bardzo cenię opinię, stwierdziła, że jest to najbardziej przerażający horror, jaki kiedykolwiek czytała. Przykuło to moją uwagę. Zwykle nie czytam horrorów, choć przyznaję, że je lubię. Jej opinia i wytłumaczenie, czemu akurat ta książka, sprawiły, że zapragnęłam ją przeczytać. Jednak najpierw obejrzałam film. Zwykle nie oglądam ekranizacji przed przeczytaniem powieści, ale tym razem zrobiłam inaczej. Produkcja wstrząsnęła mną i upewniła w postanowieniu, by przeczytać tę historię. Jak widzicie, zrobiłam to. Jakie są moja odczucia? 
 
To nie jest horror, dlatego bo pojawiają się w nim fantastyczne postacie, krwawe sceny czy potwory, które śnią się nam po nocach. To nie jest to. Sama historia w sobie jest przerażająca, ale nic więcej. Gdyby nie jeden fakt… To się działo naprawdę. Jest to opowieść oparta na prawdziwych wydarzeniach i właśnie to sprawia, że jest to najpotworniejsze opowiadanie, z jakim spotkałam się w swoim życiu. To wywołało we mnie przerażenie. Do dzisiaj nie mogę uwierzyć, że to stało się naprawdę. Podejrzewam, że powieść jest trochę ubarwiona. Na pewno wiele wydarzeń jest naciąganych, lecz jest to zrozumiałe i nie zmienia ostatecznego przekazu – ludzie to najstraszniejsze potwory, jakie kiedykolwiek chodziły po tej ziemi. 
 
Styl zaskakuje od pierwszego zdania. Spodziewałam się, że będzie ciężki i trudny do zrozumienia, gdy tymczasem było całkowicie na odwrót. Okazał się lekki i przyjemny w odbiorze, lecz nie w ten naiwny i irytujący sposób. Po prostu idealnie pasował do tej historii, co przez paradoks pogłębiało jej przekaz. Zachęcał do dalszego czytania, by dowiedzieć się i zrozumieć wydarzenia przeszłości. W dodatku był naszpikowany ironią, co nadawało grozę powieści. Mimo to wydawał się naturalny. Miałam wrażenie, że rozmawiam z Davidem, który był narratorem opowieści. To było podobne wrażenie, gdy ktoś przed nami otwiera się i zdradza największe tajemnice całego swojego życia, oczekując od nas zrozumienia, ale – i co zadziwiające – oceny.
 
Sama fabuła wciąga. Jest to jedna wielka retrospekcja. Po latach, jeden z sąsiadów Meg i Susan opowiada, co się naprawdę tam wydarzyło. Jest to bardzo subiektywne, co oddziałuje na nasze emocje, ale pozwala nam na głębokie refleksje i poszukiwanie samych siebie. Cała ta historia jest nieprzewidywalna. Znałam zakończenie, lecz mimo to nie wiedziałam, co będzie dalej. W każdej chwili mogłam zostać zaskoczona przebiegiem akcji. I to pogłębiało jeszcze bardziej moje przerażenie.
 
Jednak największym plusem całej powieści jest główny bohater – David. To właśnie on opowiada tę historię. Ma bardzo głęboką osobowość. Popełnił w swoim życiu wiele błędów i patrzy na nie krytycznie. Ocenia sam siebie po latach i ta ocena nie wychodzi na jego korzyść. Tego samego oczekuje od nas, co może wywołać sprzeczne emocje. Tak naprawdę nie poznajemy do końca wszystkich postaci. Mają swoje cechy, które ukazali światu, ale również takie, które na zawsze pozostaną ukryte. 
 
Cieszę się, że zapoznałam się z tą książką. To nie jest tak, że mówię, że ona jest dobra i miałam pozytywne odczucia po jej przeczytaniu. To jest o wiele bardziej skomplikowany proces. Dlatego nie mogę jej polecić. Mogę tylko powiedzieć, że każdy powinien ją przeczytać…

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 12 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia