Igrzyska miłości

Seks i przemoc. Życie i umieranie. To nas kręci, to nas podnieca. Akt kreacji i akt destrukcji. Nierozerwalnie połączone – jak początek i koniec. Stanowią element naszej codzienności. Dotykają nas na każdym kroku. Tak łatwo popaść w obojętność… Tak łatwo dać się opętać obsesji…

Tytuł: Raze
Seria: Poranione dusze (tom 1)
Autor: Tillie Cole
Wydawnictwo: Filia

Raze jest mordercą, skutecznym, okrutnym i bezwzględnym jak sama śmierć. Zniewolony i wyszkolony, by zabijać, nie okazuje litości ani człowieczeństwa. Jego życiem rządzi jedna zasada: przemoc, a porażka zawsze oznacza śmierć. Nie ma miejsca na ludzkie uczucia, litość czy przebaczenie. Jest tylko ból, śmierć i… zemsta na człowieku, przez którego jego życie stało się piekłem. Kisa również jest zniewolona przez przemoc. Żyje z mężczyzną, którego nie kocha, z narzeczonym, dla którego stanowi tylko rodzaj własności. Jej ojciec, jeden z najpotężniejszych mafiozów, rządzi światem przestępczym, a udaje, że nie widzi bólu w oczach córki. Księżniczka na złotym tronie czy ofiara ludzi, którzy powinni ją chronić? Pewnego dnia Raze i Kira spotykają się i to… zmienia wszystko. Budzą się w nich uczucia, o których istnieniu nie mieli pojęcia. I wspomnienia… Kira wpada w obsesję, która dzieli ją tylko o krok od szaleństwa i… poważnych tarapatów.

Literatura erotyczna to gatunek, który w ostatnich czasach cieszy się wciąż rosnącą popularnością. Coraz więcej mamy w książkach scen seksu, ale też… przemocy. Tym razem nie jest to kolejna opowieść z serii „grzeczna dziewczynka i pan, który lubi się ostro zabawić”. Tym razem mamy historię o wiele seksowniejszą i… brutalniejszą. Światło nie gaśnie, kiedy nasi bohaterowie trafiają do łóżka (co jest raczej określeniem przenośnym, bo ten mebel nieczęsto występuje w akcji). A opisy są… co najmniej dosadne i czasem aż za dokładne. Nie każdy to lubi, nie do wszystkich przemówi wulgarność miłosnych okrzyków. Ale… w przeciwieństwie do innych erotyków, w których niecenzuralne określenia mają jedynie nadać pikanterii, tutaj wynikają one logicznie z fabuły.

Zaraz po seksie głównym aktorem tej powieści jest też przemoc. Ból i cierpienie bez żadnych ograniczeń i bez najmniejszego sensu. Zabijanie na potrzeby tłumu. I chociaż uwielbiam oglądać w telewizji walki w różnych stylach, to opisy zawarte w tej książce są nie do porównania. Bardzo dosadne, bardzo brutalne, czasami aż niesmaczne.

Jeśli jednak zapytacie, czy uważam to za minus, to odpowiem krótko: „nie!”. Wręcz przeciwnie! W wykreowanym świecie epatowanie zarówno przemocą, jak i seksualnością idealnie wkomponowuje się w fabułę. Sam pomysł mafijnego środowiska czy walk na śmierć i życie sprawdził się genialnie. Człowiek zmuszony do życia w ekstremalnych warunkach zdolny jest do wszystkiego. Nawet do tego, czego sam się po sobie nie spodziewał. Czy to dobrze? Tak, jeśli stawką jest życie.

Historia opisane w Raze jest niesamowita. Dynamiczna, pełna zwrotów akcji, nieprzewidywalna i zaskakująca. Nie sposób się od niej oderwać. Nie ma dobrego momentu na przerwanie lektury. Gdy tylko zaczęłam ją czytać, po prostu nie mogłam przestać.

Atmosferę cały czas podsyca tajemnica z przeszłości, wspomnienia i historia, która odkrywa się przed nami stopniowo. Przez jakiś czas niczego nie jesteśmy pewni. A gdy już poznajemy prawdę, wciąż nie możemy być spokojni o losy naszych bohaterów.

Co do postaci drugoplanowych – wyraźnie widać podział na tych dobrych i złych. Teoretycznie autorka próbowała wprowadzić niejednoznaczność w ocenie bohaterów. Jednak w praktyce zupełnie to nie wyszło. Może gdyby wątki poboczne zostały szerzej rozwinięte albo pokazano by nam jeszcze inną perspektywę, dałoby się odczuć dysonans poznawczy. Tymczasem od początku do końca wiemy, komu należy się kara. I zupełnie nie współczujemy.

Raze to namiętny i bezpruderyjny romans. To historia, która rozbudza wszystkie zmysły i rozpala ciekawość do czerwoności. Tym razem czeka nas brutalny świat pełen ukrytych tajemnic i demonów przeszłości. Ale nie tylko: pośród przemocy jest też miejsce na uczucie. Jednak nic nie jest takie, jakie się nam wydaje. Trudne wybory, nagłe zwroty akcji oraz niebezpieczeństwo… Historia Raze nie zwalnia ani na chwilę, a każdy, nawet najmniejszy błąd może się okazać… ostatnim.

filia

Miłość, która niszczy

Wiesz dobrze, że on nie jest dla ciebie. Jednak namiętność, która cię ogarnia, odbiera ci zdrowy rozsądek. Pragniesz go każdą komórką swojego ciała. Ten „zły chłopiec” po prostu kręci cię do granic możliwości. Masz prawo go pożądać, w końcu jest niesamowicie przystojny. Jedyne, czego ci nie wolno, to… kochać. Nie panujesz na swoim ciałem. Czy dasz radę zapanować nad sercem?

Gdy tajemnice wychodzą na jaw…

Mówią, że początki są trudne. Nowe trzeba poznać, przyzwyczaić się, „dotrzeć”. Jednak na początku związku wszystko wydaje się proste i przyjemne, a motyle w brzuchu nie pozwalają myśleć inaczej. W relacji przeważa czułość, romantyczne gesty, wyznania, chwile namiętności i bliskości. Hudson i Alayna nie są razem długo, zaledwie kilka tygodni. Tych kilka tygodni Laurelin opisała w trzech tomach cyklu Uwikłani, a już w październiku ukaże się czwarty – Hudson. Czy wady, które wymieniałam w recenzji części drugiej, zostały dopracowane? W końcu: czy Hudson okazał się godny zaufania? 

Tytuł: Na zawsze
Cykl: Uwikłani
Autor: Laurelin Paige
Wydawnictwo: Kobiece

Alayna mieszka z Hudsonem już na stałe, każdy dzień rozpoczynają i kończą wspólnie chwilami pełnymi miłości i namiętności. Ona wciąż powtarza te dwa magiczne słowa, on… cóż, nawet przez gardło nie mogą mu przejść. Jednak Hudson odnajduje wiele innych sposobów na okazanie swojej kobiecie uczuć, jakie rozpierają go od środka – dosłownie i w przenośni. W związku wszystko układa się wspaniale, można powiedzieć, że sielankowo. Do czasu, aż wraca osoba z przeszłości, która już raz próbowała zrujnować życie tej dwójki. Jej cel jednak do końca zostaje owiany tajemnicą… Chociaż wiele wskazuje na to, że dla Hudsona wszystko jest jasne, Alayną targają wątpliwości i z każdym dniem popada w coraz większe szaleństwo. W miedzyczasie dostaje jednak awans, zawiera korzystne współprace, a prowadzenie klubu sprawia jej coraz większą przyjemność. Ale widocznie nic nie może trwać wiecznie, zwłaszcza coś, co jest tak idealne jak ten związek. Czas pokazuje, kto tak naprawdę jest przeciw, a kto popiera Hudsona i Alaynę całym sercem. Czas pokazuje również, że tytuł Na zawsze nie jest taki dosłowny…

Podziwiam twój optymizm, ale dawny ból ma to do siebie, że zawsze znajdzie sposób, aby od czasu do czasu o sobie przypomnieć, nawet gdy w życiu wszystko pięknie się układa.

Myślałam, że trzeci tom będzie najbanalniejszą częścią tej serii. Na co innego mógł wskazywać tytuł Na zawsze i okładka? Gorące i namiętne wieczory co dwie strony, jakieś przygody w życiu codziennym i jakoś by się to kręciło. Laurelin natomiast miała zupełnie inny pomysł i postanowiła czytelnika trochę zaskoczyć i się z nim pobawić. Zupełnie jakby mówiła: „Ha! Myślałeś, że to już? Za nisko mnie oceniłeś, oj za nisko…”. Nie mogę już narzekać, że fabuła jest gorsza od scen erotycznych bądź odwrotnie. W końcu wszystko się zrównoważyło, nic nie było bardziej dopracowane kosztem innej części powieści. Przede wszystkim niektóre wydarzenia zostały przedstawione tak, by czytający zwątpił w intencje Hudsona i jego zmianę. Ta postać została rozwinięta na tyle, że można było ją w końcu w pełni zrozumieć i poznać z każdej strony. Na tym nam chyba najbardziej zależało, prawda? Alayna z kolei w drugiej części niesamowicie mnie denerwowała, teraz… trochę też, bo nadal we wszystkim doszukiwała się drugiego dna, jednak kolejne strony książki pokazują, że wcale nie bezpodstawnie. W końcu Laurelin wykreowała tę postać tak, że rzeczywiście można uwierzyć, że jest kobietą silną i stanowczą. Pozostałych bohaterów mogę ocenić dobrze. Tylko dobrze, bo nie pojawiali się za często. Najlepsza przyjaciółka Alayny została wprowadzona do fabuły dopiero gdzieś w połowie książki, matka Hudsona była wciąż matką Hudsona. Jedynie Mira wzbudziła we mnie jakąś sympatię. Oczywiście jest jeszcze jeden bardzo ważny element codzienności dwójki zakochanych, a intencje tego „elementu”, przyznam, zaskoczyły mnie. Z jednej strony nie spodziewałam się takiego obrotu wydarzeń, z drugiej… Przemilczę to, musicie przekonać się sami. 

Przyczyną tego, że chcę z tobą żyć, jest to, że chcę z tobą żyć. Co jeszcze chcesz wiedzieć? Potrzebujesz słów? One mogą być łatwo zmienione, przetworzone i zrozumiane na opak. Ale moje czyny – one mówią za mnie. Mówią wszystko, co powinnaś wiedzieć.

Trzeci tom rzeczywiście wszystko wyjaśnia i doprowadza do finału. Jak to w erotykach bywa, trochę przewidywalnego, ale nie wyobrażam sobie tej historii z innym zakończeniem. To znaczy… może i sobie wyobrażam, ale to by się zdecydowanie nie przyjęło. Szczerze pisząc, przez wszystkie problemy i zawirowania w związku Alayny i Hudsona, wszystkie odkrywane po kolei tajemnice i niedomówienia sądziłam, że autorka mnie jednak zaskoczy. Zwątpiłam, a taki był chyba zamiar, więc za to przyznaję Uwikłanym. Na zawsze ogromny plus.

Kolejny należy się za to, że trzeci tom jest najlepszy ze wszystkich. W końcu nie mogłam oderwać się od czytania o zwykłych wydarzeń w zwykłym życiu, w końcu czekałam na bardzo dobrze opisane sceny łóżkowe… i biurkowe… i kąpielowe… i tapczanowe… No i w ogóle. W Pokusie spodobały mi się wydarzenia, w Obsesji spodobały mi się sceny miłosne, a Na zawsze połączyło wszystko tak, że jestem usatysfakcjonowana. Nie mogę oczywiście powiedzieć, że jest to „znakomita i ambitna powieść psychologiczna z nutką erotyki”, bo tak nie jest. Ale zapewne mogę określić ją jako bardzo dobre i ciekawe czytadełko, skłaniające do przemyśleń na temat rodziny i miłości. Macie ochotę na chwilę relaksu? Chcecie się oderwać od rzeczywistości? A może szukacie inspiracji do wprowadzenia świeżości w waszym związku? Ta seria – a zwłaszcza część trzecia – jest dla was!

Skuś się na nutkę elektryzujących doznań

Skusiłam się sięgnąć po emocje inne niż zazwyczaj. Skusiłam się przeżyć pewien fragment niezwykłej codzienności, tak zachwalany przez wiele kobiet za granicą i w kraju… Skusiłam się na Pokusę, pierwszą część erotycznej trylogii Uwikłani, której okładka przyciąga wzrok każdego i nawet ona jest „lepsza od Greya”.

Tytuł: Pokusa
Cykl: Uwikłani
Autor: Laurelin Paige
Wydawnictwo: Kobiece
 
Młoda Alayna właśnie skończyła studia, obroniła tytuł MBA i może zacząć własne życie, z dala od problemowego brata i swojej przeszłości. Pracuje w klubie nocnym, co jest jej ogromną pasją. Zdolna, niesamowicie inteligentna i pomysłowa dziewczyna marzy o awansie na stanowisko menedżera i – trzeba przyznać – zasłużyła na nie. Może się wydawać, że atrakcyjna młoda kobieta jest pozbawiona jakichkolwiek wad i obaw, jednak ona panicznie boi się mężczyzn, a raczej własnej obsesji…
 
Nieoczekiwanie do klubu przychodzi młody i przystojny mężczyzna w garniturze, zamawia drinka i przygląda się wszystkiemu i wszystkim, zwłaszcza Alaynie za barem. Hudson Pierce znany jest w świecie show-biznesu dzięki zaskakującym jak na swój wiek osiągnięciom, które postanowił teraz zwiększyć przez wykupienie baru, w którym pracuje Alayna. Jak się okazuje, Hudson oczekuje od niej czegoś więcej, składa propozycję „pracy po godzinach” z niemałym wynagrodzeniem… Jakby tego było mało, on również ma swoje tajemnice, skrywane głęboko w sobie grzechy przeszłości. Czy to przeszkodzi im w zrealizowaniu planu?
 

Ależ jesteś wyjątkowa (…). I to bardziej, niż potrafisz sobie to wyobrazić. Bo ja bardziej, niż chcę cię posiadać, nie chcę cię zniszczyć. To u mnie postęp.

 
Może się wydawać, że Uwikłani. Pokusa to powieść podobna do Greya: szara myszka i miliarder, problemy psychiczne… Jednak hasło reklamowe „lepsze od Greya” – muszę przyznać – jest prawdziwe. Nie jest to wybitne dzieło literatury (tym bardziej erotycznej, chociaż na ten temat wypowiadać się nie powinnam, bo dużego zaplecza w tym rodzaju nie mam), jednak czytało mi się przyjemnie i nie miałam ochoty porzucić jej po kilkunastu stronach… Fakt, jest to jedna z niewielu książek, których nie zabierałam ze sobą do autobusu, ale nie dlatego, że bałam się reakcji ludzi na tę zmysłową i jednoznaczną okładkę, tylko że po prostu nie chciałam, by ktoś widział moje wypieki na twarzy. I, przyznaję otwarcie: ta historia potrafi wywołać uczucie przyjemnego gorąca. Sceny erotyczne są opisane bardzo delikatnie, bez nadmiernego wulgaryzmu czy przegadywania tematu. Być może miejscami było „aż za dobrze”, jednak to jest to, co kobiety lubią – przekraczanie granic, łamanie schematów.
 
Chociaż Pokusa to erotyk, nie skaczemy od jednej sceny seksu do drugiej, ale bierzemy po prostu udział w życiu dwóch osób, które pracują, mają rodzinę i znajomych… Fakt, zauważyłam, że po zbliżeniu się do siebie tej dwójki praca Alayny zeszła trochę na drugi plan, zastanawiałam się nawet, czy ona jeszcze w ogóle pracuje, z kolei biznes Hudsona kręcił się jak szalony… Później jakby autorkę olśniło i przypomniała sobie, ze pominęła jeden mały szczegół. Na szczęście. W dodatku poza sprawami łóżkowymi dowiadujemy się wiele o przeszłości i portrecie psychologicznym dwóch głównych postaci. Spodobało mi się to łączenie wątków, wyszło bardzo naturalnie i interesująco. Chciałam czytać, chciałam dowiedzieć się, co będzie dalej i co wyniknie z ich relacji, mając na uwadze trudną przeszłość obojga bohaterów. Muszę również powiedzieć, że (jak na ten rodzaj literatury) ciekawie została stworzona postać matki Hudsona – bezuczuciowej, bezlitosnej, wręcz wyrachowanej kobiety, która nie interesuje się nikim we własnej rodzinie. 
 
Dobrze czasami ochłonąć po upalnym dniu, tak więc i w tej historii dobrze odpocząć od scen namiętnego, zaskakującego i niespodziewanego seksu… wszędzie. Wszystkie historie z życia wzięte pełnią właśnie taką funkcję, a czytelnik brnie wgłąb opowieści i zbliża się do bohaterów, chcąc doświadczać z nimi więcej i przeżywać więcej. Nie chodzi tylko o to, by zgadnąć, gdzie będzie rozgrywała się kolejna pikantna scena, ale też jakie skutki będzie miało postępowanie Alayny czy Hudsona. Prawdą jest, że książka wciąga z każdą stroną coraz bardziej i nie mogę się doczekać, aż w końcu – już niedługo – sięgnę po kolejną część. 
 
Mam nadzieję, że również dacie się skusić tej elektryzującej historii i pozwolicie jej wkraść się na dwa wieczory do waszego życiorysu.
 

Zagraj ze mną…

źródło

Miałam już kilka spotkań z Pięknymi Panami. Pierwszy z nich był Draniem, drugi Nieznajomym. Nasze znajomości zakończyły się różnie, ale kiedy dowiedziałam się o tym, że w moich okolicach ma pojawić się Piękny gracz, od razu pobiegłam na spotkanie. Oczywiście mówię tutaj o książkach duetu pisarek publikujących pod pseudonimem Christina Lauren. Poprzednie dwie części podobały mi się, dlatego nie mogłam odmówić sobie przyjemności przeczytania także tego tomu.

Hanna Bergstrom to dwudziestoczteroletnia pracoholiczka, której życie towarzyskie niemal doszczętnie zginęło. Po namowach brata postanawia polepszyć swoją pozycję w tym aspekcie i wreszcie otworzyć się na ludzi. Z pomocą rusza jej Will Summer – boski podrywacz, dla którego Hanna od zawsze była nikim więcej jak tylko siostrą jego przyjaciela. Wyobrażenia zmieniają się diametralnie, kiedy pewnej nocy dziewczyna udziela mu w łóżku prawdziwej lekcji pokory. Lekcji, która może przynieść niespodziewany rezultat.
Seria ta zawsze wywołuje we mnie pozytywne uczucia. Piękny gracz – podobnie jak pozostałe części – to lektura lekka i przyjemna w odbiorze. Zawsze czepiam się trochę stylu – o czym później – i nie uważam, żeby była to literatura wysokich lotów, ale kiedy ją czytam, wykwita na mojej twarzy uśmiech. To dla mnie najważniejsze. Nie spodziewajcie się historii, która odmieni wasze życie, ale takiej, która was odpręży, zrelaksuje i odstresuje.
Fabuła sprawia mi ogromną przyjemność, a bohaterowie są według mnie uroczy. Do tego autorki potrafią nakreślić sytuację, budować emocje, a stworzeni przez nie bohaterowie mają poczucie humoru. Ziggy bardzo przypadła mi do gustu, lubię wyraziste postaci z ciętym językiem, a do tego ta jej nieporadność po prostu nie może nas nie rozbawić. Will to oczywiście marzenie każdej kobiety – inteligentny i seksowny. Ja to kupuję. Zapakować poproszę.
Nieco dziwnie wypada tutaj sam wątek erotyczny. Nie jestem jakąś zwolenniczką kreowania relacji na zasadzie nauczyciel-uczennica, jeśli chodzi o sferę seksualną, ale zdaję sobie równocześnie sprawę, że przy tak rozbudowanej serii autorki muszą szukać różnych rozwiązań i nietypowych pomysłów. Obawiałam się, że kolejny tom może być powtórką z rozrywki. Niesłusznie. Są oczywiście elementy, które się powtarzają, ale na szczęście dużo rzeczy jest też nowych, nietypowych i dotąd nieopisanych przez Christinę Lauren.
Uważam, że ta część trzyma poziom dwóch poprzednich. Nie jest ani lepsza, ani gorsza. Akcja rozgrywa się w podobnym schemacie i klimacie jak do tej pory. Na ogromny plus zasługuje wspomniany przeze mnie aspekt komiczny; niektóre dialogi naprawdę mnie śmieszyły.
W dalszym ciągu nie do końca odpowiada mi styl autorek. Nie wiem czy to kwestia tego, że mamy do czynienia z duetem, który czasem nie może się dograć, czy też tłumaczenia, ale są fragmenty jakby wyrwane z kontekstu, dziwnie pomieszane. Wtedy cały klimat i napięcie siada, emocje nie są tak silne jak powinny być, akcja zwalnia i książka traci tę iskierkę, która sprawia, że w przeważającej większości niemal pochłaniamy treść jednym tchem. Dlatego życzyłabym sobie żeby kolejny tom był w tym aspekcie równy, bez załamań treści. To jedyna mocna wada tej historii.
Cieszę się natomiast bardzo, że w Pięknym graczu epizodycznie pojawiają się także bohaterowie poprzednich części, których polubiłam i nawet trochę się za nimi stęskniłam. Zawsze doceniam takie pomysły autorów i w tym przypadku również tak jest. Taki niuans, a sprawia radość.
Polecam tę książkę oczywiście wszystkim fankom pisarskiego duetu. Jeśli Piękny drań i Piękny nieznajomy wam się spodobali, to Piękny gracz również przypadnie wam do gustu. Co jednak na to pozostali czytelnicy? Lektura idealna dla poszukujących lekkiego i wciągającego erotyku. Kierowałabym go do osób pełnoletnich ze względu na liczne sceny seksu, co chyba jest rzeczą oczywistą biorąc pod uwagę kategorię.
Piękny gracz to przyjemna bajka dla dorosłych we współczesnym wydaniu. Romans okraszony dużą dawką erotyzmu, chwilami nieco naiwny i mało odkrywczy, ale poruszający serce i działający na wyobraźnię. Naprawdę lekko się to czyta i przy jego lekturze można dobrze spędzić czas. Niewymagająca wybitnego skupienia, relaksująca książka o miłości w bardziej pikantnej formie. Idealna na długie zimowe wieczory, kiedy wszędzie zimno i ponuro, a czytelnikom potrzeba chociaż iskierki… namiętności.

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Czytaj pierwszy!

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia