Wybierz coś dla siebie

Każdy człowiek jest inny. To jest prawda, która nie podlega żadnej dyskusji. Możemy spotykać podobne osoby z wyglądu i charakteru, jednak nadal nie będzie to ten sam człowiek, tylko ktoś całkowicie odmienny. Dlatego też każdy z nas ma różnorodne pragnienia, inne cele, ambicje i moralność. Powinniśmy być wierni swoim przekonaniom, ale też bacznie obserwować świat i wyciągać wnioski z różnych wydarzeń i sytuacji. Lecz czy zawsze się da? 

Tytuł: Szepty dzieci mgły i inne opowiadania
Autor: Trudi Canavan
Wydawnictwo: Galeria Książki

O Szeptach dzieci mgły słyszałam już wielokrotnie. Spotykałam się z pozytywnymi opiniami, ale również i negatywnymi. Uważam Trudi Canavan za bardzo dobrą pisarkę, która stara się uchwycić inaczej świat, pokazać to drugie, a czasami nawet trzecie oblicze. Nie boi się podejmować żadnych tematów, więc jej dzieła ukazują różnorodne zdarzenia. Właśnie dlatego nie wiedziałam, czego powinnam się spodziewać po tej książce. Bardzo rzadko czytam opowiadania, więc jest to dla mnie coś nowego. Ich popularność nie jest tak wielka jak pełnowymiarowych, grubych powieści. Sama jestem zdania, że mało które jest w stanie przekazać coś głębszego, zaciekawić. Choć nie przeczę, że za pomocą kilkunastu stron można poruszyć dogłębnie. I w wielu opowiadaniach pisarka właśnie tego dokonała. 

Podoba mi się, że nie ograniczyła się. Wyszła poza swój własny schemat. Wykorzystała stare motywy znane nam z Trylogii Czarnego Maga, ale również umieściła swoje historie w realnym świecie czy w science fiction. Każdy może w tym zbiorze znaleźć przynajmniej jedno wydarzenie, które będzie się działo w lubianym przez daną osobę klimacie. Podziwiam ją za to i bardzo doceniam. W końcu trudno wyrwać się z raz stworzonego uniwersum. W dodatku każde opowiadania poza miejscem akcji porusza inny temat i nie ma nic wspólnego z pozostałymi. Nie ma przewodniego toposu. Jest taki przyjemny i ciekawy miszmasz dający poczucie rozmaitości. 

O samym stylu nie mam co mówić, bo jeśli znacie twórczość autorki, to dobrze wiecie, czego się spodziewać. Jest on tak charakterystyczny i niepowtarzalny, że chyba każdy, kto czytał jakieś jej książki, jest w stanie go rozpoznać i przede wszystkim przywiązać się do niego. Język jest wyrafinowany, aczkolwiek nie jest przy tym zbyt skomplikowany. Canavan znalazła idealną granicę pomiędzy prostotą a złożonością. Dzięki temu przenoszę się do całkowicie innego świata, gdzie nie wiem, czego się spodziewać, ale rozumiem też jego struktury. Tracę przy tym poczucie czasu.

Nietypowość opowiadań sprawia, że są bardzo wciągające. Nie wyobrażam sobie, by ktoś mógł przerwać dany rozdział, nie doczytując go wcześniej. Jednakże chyba najbardziej zaskoczyło mnie tytułowe opowiadanie, czyli Szepty dzieci mgły. Spodziewałam się po nim czegoś całkowicie innego. Nawet nie przyszło mi do głowy, że może zostać poprowadzone w ten sposób i odnosić się do takich tematów. Oczekiwałam olbrzymiej ilości magii i dziwnych magicznych istot, tymczasem dostałam dość naturalną opowieść. Lecz to nie ono najbardziej mi się podobało, tylko opowiadanie Szalony uczeń. Ta historia zrobiła na mnie niesamowite wrażenie. Nie mogłam się od niej oderwać. Potrafiła mnie zaskoczyć, ale również dać dużo do myślenia na tematy, na które raczej nie zwracam uwagi. 

Bohaterów przewinęło się naprawdę dużo i prawie z każdym zżyłam się, a z niektórymi nawet utożsamiłam. Ich życiowe losy zadziwiały mnie oraz intrygowały. Byli bardzo dobrze wykreowani, a przy tym niezwykle tajemniczy, co ogromnie mnie pociągało. Takie postacie są dobre – pełne pasji, ale zarazem nieodkrytych sekretów. Moją największą uwagę przykuła Kali z Markietanki. Dopiero na sam koniec dowiadujemy się, kim jest i tak naprawdę poznajemy tylko zalążek jej prawdziwej historii. 

Na końcu każdego rozdziału znajdowała się notka z wypowiedzią Canavan. Autorka opowiadała, skąd wzięła pomysł, motywację oraz dlaczego poprowadziła w dany sposób fabułę. Był to niezwykły dodatek, ponieważ miałam wrażenie, że mówi nam o sobie, więc jest to coś więcej niż zwykła książka. 

Szepty dzieci mgły i inne opowiadania okazały się genialną odskocznią od dnia codziennego i długich powieści, które zwykle czytam. Mam nadzieję, że kiedyś ukaże się więcej opowiadań tej pisarki. A ja odtąd zwrócę większą uwagę na tę niedocenianą formę. 

563874-352x500

Losy Tearlingu

Każdy książkoholik, który lubuje się w powieściach mających więcej niż jeden tom, zna ból, jakim jest oczekiwanie na ponowne spotkanie z ulubionymi bohaterami. Oczywiście wiąże się to też z dodatkową niepewnością, bo nigdy nie wiadomo, czy nie okaże się on – delikatnie mówiąc – niewypałem, burzącym wszelkie nasze dotychczasowe wyobrażenia i sprawiającym, że zaczyna się żałować czasu spędzonego na oczekiwaniu. Na szczęście w moim przypadku jeszcze się to nie zdarzyło, nie zawiodłam się, jeśli chodzi o kolejne tomy ulubionych powieści, dlatego z tak wielką radością, a zarazem smutkiem podeszłam do trzeciego tomu Królowej Tearlingu – radością, ponieważ w końcu doczekałam się kontynuacji historii, a smutkiem – ponieważ to już koniec trylogii.

Tytuł: Losy Tearlingu (t. 3)
Seria: Królowa Tearlingu
Autor: Erika Johansen
Wydawnictwo: Galeria Książki

Heroicznym czynem, jakim było zniszczenie mostu Nowolondyńskiego i oddanie się w ręce Szkarłatnej Królowej, Kelsea Glynn postawiła wszystko na jedną kartę, zawierzając nie tylko własnej intuicji, ale także ludziom, którzy na co dzień ją otaczali. Samotnie stawiła czoła niebezpieczeństwu i pokusiła się o indywidualną rozgrywkę ze swoim największym wrogiem z nadzieją, że Buława odnajdzie się w roli regenta Tearlingu i zapanuje nad jej królestwem tak, jakby zrobiła to ona sama. Kel nie mogła nawet podejrzewać, że po jej ujęciu miasto zacznie drżeć w podstawach za sprawą niezadowolonego Arwathu i widma rychłego głodu mieszkańców królestwa. Czy Lazarus zdoła wywiązać się ze swoich obowiązków i równocześnie uratować młodą królową? Która ze stron odniesie zwycięstwo w ostatecznej rozgrywce?

Erika Johansen kawałek po kawałku odkrywała historię zarówno Tearlingu, jak i samej Przeprawy, mającej na celu stworzenie utopijnego świata wolnego od bolączek trawiących ludzi w przeszłości. Robiła to z niezwykłym rozmysłem, rozbudzając w czytelnikach ciekawość i chęć jak najszybszego rozwiązania zagadek.

Losy Tearlingu w dużej mierze skupiają się na przeszłości, dzięki czemu odbiorcy mogą dowiedzieć się, co było główną przyczyną spektakularnego upadku państwa Williama Teara, kim byli Row Finn oraz Duch i jaką rolę odegrali w zagładzie krainy, która miała opierać się na równości, sprawiedliwości oraz solidarności. Dzięki temu akcja ze spokojem przechodzi z jednego wątku w drugi i nie ma niepotrzebnego zamieszania, które dla większości tego typu powieści okazuje się zgubne.

Gdy ludzie myślą o utopii, błędnie zakładają, że wszystko ułoży się idealnie. Może z definicji ma być idealnie, ale jesteśmy tylko ludźmi i nawet do utopijnej rzeczywistości wkraczamy ze swoimi cierpieniami, błędami, zazdrością i żalem. Nawet w obliczu nadziei na życie w raju nie jesteśmy w stanie wyrzec się swoich przywar, dlatego tworzenie nowej społeczności bez wzięcia pod uwagę ludzkie natury jest równoznaczne ze skazaniem tej społeczności na niepowodzenie.

Po raz kolejny muszę pochwalić autorkę za wykreowanie głównej postaci. Z każdym kolejnym tomem dostrzegaliśmy, jak Kelsea z nieopierzonego podlotka stawała się pełnokrwistą, niezwykle odważną i dzielną młodą kobietą, a także skorą do największych poświęceń, sprawiedliwą władczynią – właśnie takie osoby najdłużej się pamięta, a to z kolei sprawia, że z przyjemnością wraca się do danej powieści (kiepscy bohaterowie tak nie przyciągają).

Zakończenie książki jest porażające i właśnie do niego mogłabym się najbardziej przyczepić: z jednej strony byłam pełna podziwu dla zdolności pisarki, ponieważ w życiu bym się nie spodziewała takiego obrotu spraw, a z drugiej właśnie, dlatego tak mnie to zestresowało – spodziewałam się zupełnie czegoś innego.

Oczywiście książkę jak najbardziej polecam, bo jest inna od innych, a przez to niesamowita i odpowiadająca nawet najwybredniejszym gustom. Mam nadzieję, że jeszcze nieraz przyjdzie mi się spotkać z twórczością Eriki Johansen, a jej kolejne książki będą dorównywać (o ile nie będą jeszcze lepsze) Królowej Tearlingu.

tania_ksiazka_kod_rabatowy_logo_kupon

Porwana pieśniarka

Królestwo ukryte pod górą

Większość ludzi postrzega trolle jako paskudne i zniekształcone istoty pozbawione jakichkolwiek uczuć. Jednak nie mają racji. Są inteligentne, nieludzko silne i obdarzone magią. A co najgorsze – wyglądem również przypominają ludzi. Ale nimi nie są. I nigdy nie będą. A ty, drogi czytelniku, gdybyś miał taką okazję, to dałbyś się wciągnąć do ich świata? Czy chciałbyś żyć pośród trolli i oddychać tym samym powietrzem?

„Percy Jackson i bogowie olimpijscy” – „Morze Potworów”

Od lat jestem wierną fanką powieści wielotomowych. Nie ma nic przyjemniejszego niż spotkanie z ulubionymi książkowymi bohaterami, a świadomość, że w ich towarzystwie będzie można przeżyć jeszcze niejedną przygodę, jest bezcenna.

Tytuł: Morze Potworów
Cykl: Percy Jackson i bogowie olimpijscy  (tom II)
Autor: Rick Riordan
Wydawnictwo: Galeria Książki

Zakończenie roku szkolnego niesie za sobą uczucie ulgi, radości i niecierpliwego oczekiwania na to, co przyniosą wakacje. Dla Percy’ego Jacksona ukończenie siódmej klasy było sukcesem, głównie ze względu na fakt, że przez cały ten czas na teren szkoły nie przedostał się żaden mitologiczny potwór chcący zgładzić syna Posejdona. Niestety, nigdy nie można zakładać niczego z góry, a nawet najzwyklejsza gra w zbijanego między kolegami z klasy może okazać się walką na śmierć i życie (Lajstrygonowie z pewnością nie wiedzą, co oznacza zwrot fair play). Bynajmniej nie jest to koniec problemów. Zaginięcie Grovera, zatrucie sosny Thalii (będącej swoistą tarczą ochronną Obozu Herosów), a także odkrycie rodzinnej tajemnicy sprawią, że młody heros będzie miał kolejne trudne lato (do tego chyba już się zdążył przyzwyczaić).

Morze Potworów po raz kolejny utwierdza mnie w przekonaniu, że spod pióra Ricka Riordana wychodzą same perełki, do których można wrócić za każdym razem, gdy zapragnie się pobyć w miejscu, w którym starożytność i teraźniejszość wyraźnie się zazębiają.

Jest to kolejna książka, która obala stereotypy, że drugi tom może być gorszy od pierwszego. Zapewniam, że historia ani trochę nie straciła na wartości. Po raz kolejny –oprócz walki o przetrwanie – bohaterowie będą musieli zmierzyć się nie tylko z trudnymi wyborami (a takim jest niewątpliwie oparcie się przytłaczającej mocy Kronosa), ale również z bolesnym uczuciem straty. Także humor sytuacyjny sprawia, że nie sposób czytać Morza Potworów z powagą.

Nie można zapomnieć o gronie wspaniałych postaci, dzięki którym żaden stwór nie ma szans na przetrwanie (zazwyczaj jego istnienie trwa do momentu wyjęcia broni i wymiany kilku ciosów). Do Annabeth, Percy’ego i Grovera dołącza Tyson, którego poznajemy na początku powieści jako bliskiego przyjaciela Jacksona. Tego wielkoluda nie da się nie lubić. Swoją gapowatością, nieprzystosowaniem, ale – co ważne – także oddaniem i lojalnością potrafi wzbudzić w każdym ciepłe uczucia. Dzięki Tysonowi Rick Riordan daje czytelnikom do zrozumienia, jak bardzo krzywdzące potrafią być stereotypy. Ważne jest, by uświadomić sobie pewną istotną rzecz: to, że ktoś jest inny – różni się wyglądem, stylem bycia czy zawartością portfela – nie znaczy, że jest gorszy i że można go odtrącić bez podjęcia jakiejkolwiek próby poznania.

Jeśli nawiązać do filmowej adaptacji powieści – nie czuję się w żaden sposób nią urażona. Po pierwsze, już dawno zrozumiałam różnicę między ekranizacją a adaptacją. Po drugie, może nie było to kino wysokich lotów, ale też nie był to ostatni gniot, którego nie dało się oglądać.

Świetnie przemyślane zakończenie sprawia, że odbiorca z pewnością sięgnie po następny tom (przecież nikt nie lubi żyć w niepewności).

Cieszę się, że nie jest to moje ostatnie spotkanie herosami i bogami olimpijskimi. Jedyne, do czego mogłabym się przyczepić, to liczba stron – jest ich zdecydowanie za mało.

„Percy Jackson i bogowie olimpijscy” – „Złodziej pioruna”

Kiedyś na jednym z for internetowych dotyczących książek padło pytanie, czy mając lat +18, wypada czytać książki fantastyczne – głównie przeznaczone dla młodzieży. Jakie jest moje zdanie? Nieważne, kto ile ma lat czy jaka literatura go interesuje. Czytanie powinno być przyjemnością, a nie przymusem, a ja – od lat zakochana w fantastyce – nie zamierzam z niej rezygnować, mimo że zegar pokazuje 18 lat plus kilka VAT-u.

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 12 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia