Bogowie są wśród nas

Injustic the God among us (Bogowie są wśród nas) to gra z 2013 roku, którą niecałe pół roku temu chciałem jeszcze sprzedać. Taka moja mała głupota mogła doprowadzić do tego, że nigdy nie poznałbym zakończenia tej gry, a było ono naprawdę świetne. Teraz, gdy jestem jednak już po ukończeniu gry, chciałby co nieco na jej temat dla was napisać.
Tytuł ten jest dziełem studia NetherRealm odpowiedzialnego za Mortal Kombat (przynajmniej tego z 2011 roku; czy te starsze też wydawał, szczerze mówiąc, nie wiem). Mocno jednak po tej grze widać, że autorzy wzorowali się na tamtym tytule. Nie ma tu może tak brutalnych wykończeń jak w tamtej grze, ale za to jest dużo dobrej zabawy. Injustic, jak już możecie się domyślić, jest grą z gatunku bijatyk. Na ten tytuł składa się 12 rozdziałów. W każdym z nich mamy po cztery misje, co daje nam około 50 starć, a dokładniej: 48.

maxresdefault

Fabuła. Jest to rzecz, której raczej nikt nie spodziewa się po takim gatunku. Ja jednak jestem fanem komiksów, a nie gier tego typu. Zabrałem się do tej gry jedynie z tego powodu. Początkowo jednak mój komputer był za słaby na coś takiego, więc minęło sporo czasu, zanim zacząłem grać w nią na poważnie. Akcja dzieje się w alternatywnym świecie nieznanym dotychczas z komiksowych kart historii DC comics. Joker wpadł na pomysł, żeby zrobić psikusa Supermanowi. Skończyło się na tym, że człowiek ze stali wymordował całe swoje miasto wraz ze swoją żoną i dzieckiem. Po tym, co zrobił, stwierdził, że musi stać się dobrym wodzem, żeby to wynagrodzić. W ten więc sposób przejął ziemię i zjednoczył wokół siebie tych, którzy bali się z nim walczyć. Pozostali natomiast utworzyli ruch oporu. Niedługo później do tego wymiaru trafił Batman, który dostał się w niewolę. Jego kompani, którzy przybyli z nim, wraz z pomocą tutejszego dowódcy rebeliantów postanowili odbić swojego przyjaciela. Czy to się im uda? Tego musicie dowiedzieć się już sami.

Injustice-Gods-Among-Us-Sinestro

Oprawa audiowizualna i mechanika w tej grze są na dość wysokim poziomie. Bardzo łatwo się tu steruje i wykonuje różne ataki specjalne, które sprawiają dość dużą frajdę. Animacja w tym tytule również jest na podobnym poziomie. Postacie poruszają się dość płynnie. Na uwagę zasługują również scenki pojawiające się miedzy walkami, które pchają grę do przodu. Jako że gra w oryginale jest bardzo fajna, to polska wersja wszystko schrzaniła. Momentami napisy, które dodali, powodują, że gracz zaczyna się gubić. Bohater mówi co innego, a w napisach widnieje co innego. I weź myśl tu logicznie. Żeby się nie denerwować, powiedzmy sobie, kto podkładał głos pod postacie, które pojawiły się w tym tytule. Wśród gwiazdorów mamy Stephana Amella, który wcielił się w rolę zakapturzonego łucznika. Moim zdaniem jego Arrow bardzo dobrze wyszedł. No przecież kto jak kto, ale on zna się na tej postaci. Inną dość znaną osobistością może być natomiast Kevin Conroy, który swojego głosu użyczył Batmanowi już w innych produkcjach, w których ta postać się pojawiła. Do tych tytułów można zaliczyć serię Arkham i film animowany dla dorosłych Killing Joke. Oprócz tych rzeczy gra ma również tryb rozgrywki dla dwóch osób. Tak więc czego więcej można chcieć od bijatyki?

I teraz taki mały dodatek. Większość postaci w grze ma stroje na zmianę. Część z nich jest ciekawa, a część to tylko leciutka, ledwo widzialna zmiana. Jeżeli jednak to i wcześniejsze rzeczy, o których wspomniałem, zachęcają was do zagrania w tę grę, to sięgajcie śmiało. 

LEGO Gwiezdne wojny: Przebudzenie Mocy

Czy klockowa wersja Star Wars może być świetna? Tego dowiadywaliśmy się już wiele razy, ale czy teraz będzie podobnie?
Gdy mój brat dowiedział się, że na rynek ma trafić nowy klockowy tytuł, po prostu musiał go mieć. W pewnym momencie postanowiłem mu pomóc w zdobyciu tej gry. Gdy wraz z nim skończyłem już LEGO Gwiezdne wojny: Przebudzenie Mocy, stwierdziłem, że nie żałuję, że mu pomogłem i z nim zagrałem.

The Walking Dead sezon 2, czyli kontynuacja hitu z 2012 roku

Po zakończeniu pierwszego sezonu The Walking Dead rzeczą oczywistą było to, że po niedługim czasie zabiorę się za rozgrywkę kontynuacji gry Telltale Games, która wyszła w 2014 roku. Jest ona oparta na podstawie świata stworzonego przez Roberta Kirkmana i Tone’ego Moore’a w komiksie The Walking Dead. Tak samo jak swoja poprzedniczka, i ta dzieli się na pięć dość długich epizodów, przy których spokojnie można spędzić około dwóch godzin. Co – jeśli pomnożyć przez pięć – daje nam dziesięć godzin dobrej zabawy.

Odcinek 1: Wszystko, co pozostało
Odcinek 2: Dom podzielony
Odcinek 3: Krzywda
Odcinek 4: Pośród ruin
Odcinek 5: Nie ma odwrotu Episod O czym to jest? Gra opowiada losy 12-letniej Clementine podczas apokalipsy zombie. Fabuła gry rozpoczyna się zaraz po rozmowie jej przybranych opiekunów, czyli Christy i Omida, w sprawie imienia dla ich dziecka, które niedługo ma przyjść na ten paskudny świat. Ich rozmowę przerywa jednak dojście do toalet, gdzie ginie też jeden z bohaterów, a mianowicie Omid. Po śmierci mężczyzny kobieta zabiera Clem i wraz z nią rusza w drogę. Po dwóch latach zostają rozdzielone, pojawia się jednak pytanie, co stało się z dzieckiem. Podczas swojej tułaczki dwunastolatka natrafia na dwójkę ludzi, którzy oferują jej pomoc. Są to oczywiście Peter i Luke, których daje się dość szybko polubić. Co wydarzy się dalej,  zależy już wyłącznie od was, drodzy czytelnicy, i od tego, jak będziecie grać.

Mechanika idzie do przodu. Wciąż gra się wygodnie i można wybrać, czy chce się grać strzałkami czy WASD. Myszką dalej można wchodzić w interakcje, które – z tego, co widać – uległy lekkim zmianom. Oczywiście te zmiany polegają na nowym designie, dzięki któremu łatwiej wybierać czynności, jakie ma wykonywać nasza bohaterka. Na odważnych nadal czeka opcja minimalistyczna, która pozwala nam się nieco bardziej wykazać swoją wiedzą i wczuć w otaczający nas świat. Oprawa audiowizualna w tej grze, tak samo jak w poprzedniej części, to wciąż perełka. Kreska dalej pozostaje komiksowa, co dla mnie jako czytelnika komiksów jest na plus. Natomiast dla osób, które nie przepadają za tego typu grafiką, może to być nieco drażniące. Ale jak już się człowiek wczuje w fabułę, to po drodze raczej go nic nie zatrzyma.

Zmieńmy teraz jednak temat na dźwięk i obsadę aktorską. Aktorzy w tej grze swoją rolę spełniają rewelacyjnie. Melisa Chuthison ponownie wciela się w Clementine, a do obsady dołączają Scott Porter jako Luke i Micheal Madsen jako Carver. Ogólnie już po pierwszych kwestiach widać, że aktorzy bardzo dobrze poczuli się w swoich rolach. Muzyka i udźwiękowienie też nie są gorszę. Nuty, które możemy usłyszeć podczas rozgrywki i w napisach końcowych po każdym epizodzie, są po prostu piękne i wzruszające, aż łza kręci się w oku. walking-dead-season-2-episode-2-4-620x348 Postacie! W tym sezonie możemy się nieco bardziej przyjrzeć poczynaniom Clementine. Dzięki temu poznajemy ją jeszcze bardziej. Po wielu godzinach z nią spędzonych łatwo stwierdzić, że jest mocną dziewczyną. Sama przecież zszyła sobie rękę, ja na jej miejscu i w jej wieku (czyli 12 lat) raczej bym tego nie zrobił i nie wstydzę się tego nikomu powiedzieć. Historia Clem w tym sezonie biegnie po przez wiele ciekawych zdarzeń, takich jak ucieczka przez las, spotkanie obcych ludzi czy trafienie na swojego przyjaciela Kenny’ego. Tym razem jednak nasz rybak z Florydy z odcinka na odcinek staje się coraz groźniejszy i w dodatku zaczyna jeszcze świrować. Nie wiadomo już, kiedy się na kogoś rzuci. Po zabójstwie swojego oprawcy stał się całkiem inny. Nie mówię oczywiście, że to zła postać. Po śmierci Alvina i Rebeki zaopiekował się przecież ich dzieckiem jak własnym. W tej grze jest jeszcze jedna ważna postać zasługująca na uwagę, a mianowicie Luke. Ma on 27 lat i towarzyszy naszej bohaterce już od pierwszego epizodu. Mimo że różni się od Kenny’ego, bardzo szybko zyskał moją sympatię. Możliwe, że otrzymał ją za to, że był inny, czyli zrównoważony, przyjacielski i ogólnie ciekawy. Ale to są tylko przepuszczenia. LukePlusy
– Gra wytwórni TellTales jako kontynuacja bardzo dobrze rozwija „growy” świat Żywych Trupów.
Fabuła TWD jest dość długa i interesująca.
Bardzo łatwo zżyć się z bohaterami.
Obsada aktorska w tym przypadku spisała się rewelacyjnie, więc jest czego słuchać.
Wzruszający soundtrack.

Minusy
Śmierć ciekawych postaci.

Jeżeli recenzja drugiego sezonu The Walking Dead wam się spodobała, to koniecznie zagrajcie w tę grę i podzielcie się swoimi odczuciami co do tego tytułu pod postem. 9dfc1047019a232769da94f8f94b5a3c

Fallout 4 – radioaktywny raj

Kontynuacje lubianych i uznanych serii zawsze mają niecodzienne, mówiąc delikatnie, towarzystwo. Krok w krok za sequelami idą dwaj partnerzy – zbyt wysokie oczekiwania oraz coś, co zwę „syndromem prawdziwego fana”. Minęło siedem lat. Wystarczająco dużo, aby narastały plotki, że kontynuacji tej gry w ogóle nie będzie. Życie potrafi jednak zaskakiwać i w roku 2015 wyszedł sequel postapokaliptycznego piekiełka studia Bethesdy Softworks pt. Fallout 4. Czy była to kontynuacja udana i sprawiła mi, jako fanowi poprzednich odsłon, przyjemność? Zagłębmy się w to.

 

Dwieście wiosen temu…

Gra rozpoczyna się o poranku, gdyż nasz przystojny bohater/piękna bohaterka stroją się przy lusterku ze swoją drugą połówką. Dzień jak co dzień. Śniadanie, zabawa z dzieckiem, parzenie kawy przez robota-lokaja i takie tam, typowe, codzienne rzeczy. Wszystko przerywa wizyta urzędnika z Vault Tec, firmy, która na terenie USA stworzyła schrony atomowe z powodu rosnącego zagrożenia nuklearnego. Okazało się, że jako weteran wojenny mamy zagwarantowane miejsce w jednej z takich właśnie krypt. Krótką chwilę po jego wizycie w wiadomościach pada szokująca wiadomość. Wojna atomowa rozpoczęła się. Razem z rodziną uciekasz do Krypty 101, w której chcąc nie chcąc będziesz musiał przetrwać. Czyżby? Otóż, jak się okazuje, w tej konkretnie placówce wszyscy „goście” są zamrażani i przywracani do życia dopiero po jakimś czasie, gdy zagrożenie opadem radioaktywnym będzie niskie i będzie można wrócić na powierzchnię. Systemy jednak padają, a nasz bohater budzi się w jednej z takich kriogenicznych komór i bez możliwości zareagowania obserwuje, jak nieznani sprawcy zabijają jego żonę i odbierają jej malutkiego synka. Nasz cel jest jasny – wydostać się na powierzchnię, pomścić żonę i odebrać swoje dziecko. I tu właśnie wchodzimy w nasz postapokaliptyczny świat, dwieście, powtarzam dwieście lat po wybuchu wojny. Teraz dopiero możemy poczuć się staro.

 

Ale po co wam moje dziecko?

Fallout 1 i 2 oraz Tactics może nie zachwycały wątkiem fabularnym, ale był on bardzo wyczuwalny i immersyjny. Gdy nadeszła nowa generacja gier spod tego szyldu, którą otworzył Fallout 3, wyczułem, że fabuła schodzi na drugi, jak nie na trzeci plan. Jest ona tłem pod nasze działania na klimatycznych pustkowiach. Gdy więc nastąpiła premiera Fallout 4, nie spodziewałem się żadnych zmian w tej kwestii, ot historyjka, która nada choć odrobinę sensu moim wielogodzinnym wędrówkom po tym cierpiacym, zniszczonym świecie. Tym większe było moje zdziwienie, gdy fabuła nie tylko okazała się ciekawa, ale i zaskakująca, serwując niekiedy zwroty akcji, jakich bym się po tej grze nie spodziewał. Choć narracja nie jest idealna i czasami ciężko jest się nam wkręcić i poczuć więź emocjonalną z naszą postacią, która pchałaby nas do odnalezienie jego dziecka, to chce nam się przejść ten wątek główny. Chcemy dowiedzieć się, kto za tym wszystkim NAPRAWDĘ stoi, kto wykonuje rozkazy a kto pociąga za sznurki. Pragniemy poznać prawdę, do czego jest tym ludziom potrzebne nasze dziecko. W przypadku poprzedniej odsłony nie potrafiłem się zaangażować ani też specjalnie zainteresować przereklamowanym i pretensjonalnym wątkiem fabularnym. W tej części twórcy robią dobrą robotę, wypełniając co do joty słowa z pudełka gry „Najambitniejsza gra studia Bethesda Softworks”. Dobra robota, szkoda jednak, że konkluzja nadeszła tak późno. Nawet zadania poboczne, choć wyraźnie widać, że dałoby się wycisnąć z nich nieco więcej, stoją na wysokim poziomie. Choć nie brakuje prostszych zadań to możemy trafić na takie, które wciąga nas niekiedy mocniej niż wątek główny. Na takie też zadania trafiałem najczęściej. Tego spodziewałem się po Falloucie. Każda część oferowała, tak jak na grę o ludzkiej niegodziwości i woli przetrwania przystało, niezwykłe historie poboczne uzupełniające naszą wizję świata.

Nie wszystko złoto co świeci!

Fallout-4-dog-companion

http://www.gry-online.pl/S013.asp?ID=92469

Grafika w tej grze to temat nie tyle kontrowersyjny, co po prostu przegadany. Każdy ma swój gust, o gustach, rzecz jasna, warto dyskutować, ale są pewne obiektywne fakty, których nie można zakłamywać. Po premierze Wiedźmina 3 wszelkie graficzne standardy niezwykle wzrosły i bardzo często spotykam się ostatnio z opinią, że „po tym, co widzieliśmy w W3 to ta grafika wygląda biednie.” To niezwykle krzywdząca i głupia opinia. W dodatku pełna fałszu. Grafika w Fallout 4 to nie najmocniejsza jego strona, ale nie jest to Minecraft albo Baldurs Gate. Szata graficzna to nie last gen a next gen, wliczając w to wszelakie zjawiska pogodowe, krople deszczu na powierzchniach, praca ubrań w ruchu, fizyka postaci, wszelkie wyglądające nieziemsko wybuchy i tak dalej, i tak dalej. Animacje postaci może i kuleją, ale ich modele oraz wszelakie nakładalne elementy zrobione są bardzo dokładnie, wystarczająco detalicznie, aby dało się wskoczyć w buty naszego bohatera. W dzisiejszych czasach fani muszą być ciągle zaskakiwani, i to pod każdym względem. Każda gra ma być grą roku, która wyznaczy nowe standardy na rynku gier komputerowych. Dołóżmy do tego zbyt duże przykładanie wagi do wizualiów przez fanów 2000+ i mamy katastrofę, czyli w tym przypadku nękanie twórców na każdym z dostępnych mediów, że ich grafika, mówiąc kolokwialnie „ssie”. Proszę nie dać się zbić z tropu takimi opiniami. Grafika w Fallout 4 jest niezwykle schludna i przyjemna dla oka, choć nie jest jakimś zauważalnym krokiem do przodu. Raczej dreptaniem w miejscu, ale że okolica ładna, to i dreptanie w miejscu może być urokliwe.

Wojna, wojna nigdy się nie zmienia

5gVghQT

http://i.imgur.com/5gVghQT.jpg

A jednak kilka zmian twórcom udało się wprowadzić! Chodzi mi konkretnie o zmiany w mechanice, gdyż teraz po ekwipunku poruszamy się o wiele wygodniej niż ostatnio. Za pomocą usprawnionego interfejsu potrafimy wygodnie przypisać sobie przedmioty do paska ulubionych, z których możemy korzystać w razie nagłej potrzeby. Interfejs, który każdy z fanów gry już zna, nazywa się Pip-Boy i występował w poprzedniej odsłonie, dlatego jeśli ktoś miał przyjemność grać w prequel, to odnajdzie się bardzo szybko. Niestety brakuje tutaj obrazków wyglądu broni i pancerza oraz nieco dokładniejszego opisu poszczególnych statystyk, gdyż podmienianie ekwipunku bywa uciążliwe i nie jest tak płynne, jak byśmy tego chcieli. Kilkoro moich znajomych po jakimś czasie się do tego przyzwyczaiło, nawet przekonało, ale jak dla mnie to jest to spora bolączka tej gry, która zwalnia nieco jej szybkie tempo. Twórcy zadbali również o tych graczy, którzy niespecjalnie lubią kroczyć przez radioaktywną pustkę samotnie. Mamy teraz dużo większy wpływ na naszych towarzyszów, ich ekwipunek, zachowanie oraz uczucia względem naszej skromnej osóbki. Szeroki wachlarz ciekawych, często komentujących nasze decyzje bohaterów, pozwala nam na dobór odpowiedniego, najbardziej uzupełniającego nas rezuna i ruszenie z nim w drogę. Z moich własnych doświadczeń, pomimo faktu, że bardzo fajnie radzą sobie oni w walce, z jakiegoś powodu często znikają i wracają dopiero po jakimś czasie. Nie wiem, co wtedy robią i chyba wolę nie wiedzieć, ale hej! Każdy ma jakieś tajemnice, prawda? Tajemnicą jest też to, dlaczego pomimo dobrego, zagranicznego voice actingu wybrano system kołowy jako system dialogów w tej odsłonie. Znacznie spłyca on dialogi, nie daje nam zbyt wiele wyboru w kwestii odpowiedzi a także niekiedy rani naszą inteligencję. Wielokrotnie spotkałem się z opinią, że to największa wada gry. Nie widzę tak tego, choć rzeczywiście uwłacza ona godności serii i tej konkretnej gry. Chwałę za to przywraca możliwość tworzenia jak i modyfikacji swojego ekwipunku, przemalowywanie i różnorakie jego ulepszenia oraz zakładanie własnych osad, w tym wielkich neonów, domów, studni i wiele, wiele więcej. Jest to element gry dla bardzo wytrwałych i kochających tę grę graczy, ale nawet ja, choć nie poświęciłem temu tyle czasu ile, być może, powinienem, bawiłem się świetnie, eksperymentując z generatorami w celu wywołania śmiesznych, ruchomych neonów.

 

Celuj w głowę! Nie tę, tę drugą!

vaats

http://www.stuff.tv/game-reviews/fallout-4/review

System walki. Jak ja go kocham. Nie będę się zbytnio o nim rozpisywał, gdyż jest to zazwyczaj najmniej ciekawy punkt recenzji, ale pragnę jedynie powiedzieć, że w końcu jest on przyjemny. Fallout 3 dostarczał nam ciekawego, nieco innowacyjnego podejścia do tego segmentu rozgrywki, dając nam do dyspozycji system celowniczy V.A.T.S. Fallout 4 powraca do niego, ale w jak płynnym i odmienionym stylu. Postaci poruszają się podczas korzystania z tego wpływu, zmieniając naszą szansę trafienia w poszczególne kończyny. Walki poza tym wspomaganym systemem walki również są dużo bardziej rozbudowane, gdyż nasi wrogowie w końcu nie są bezwolnymi kukłami czekającymi na śmierć a w miarę bystrymi i spostrzegawczymi adwersarzami, którzy potrafią schować się za barykadą, ostrzeliwać nas na ślepo, rzucać granaty, czyli mówiąc krócej – wykorzystywać sytuację. Poprawił się również feeling strzelania, które teraz wchodzi tak przyjemnie, że nie zdarzyło mi się przez całą grę uciekać przed jakimś starciem bądź unikać go. Dzięki wielu stworzonym przez studio wrogom, takim jak zmutowane ogary, supermutanty, ghule, bandyci, muchy mięsne czy wygłodniałe psy, nie nudzimy się. Odwiedzamy kolejne miejsca i zastanawiamy się za każdym razem, co też ciekawego tam znajdziemy. Jaki nowy gatunek potwora spotkamy? Czy przeżyjemy? Całe szczęście tym razem zależy to również od naszych, graczy, umiejętności.

Płonie ognisko i szumią knieje…

original

Czyli muzyka i klimat tej produkcji. Jest to właściwie najważniejszy element każdej gry spod tego szyldu, gdyż bez tych dwóch składowych żaden Fallout nie byłby tym, czym się stał na przestrzeni lat. To jego surowy, mroczny klimat. Klimat pełen melancholii i wizji końca naszego świata, ale także świat pełen czarnego humoru i trudnych do przełknięcia historii. Czy twórcom udało się uchwycić tej cienkiej niteczki i pociągnąć ją na tryby swojej najnowszej produkcji? Ze spokojem w duszy odpowiadam, że tak. Muzyka stoi na niezwykle wysokim poziomie, dostarczając wrażenia niepokoju nawet w pozornie spokojnych sytuacjach. Nadaje wrażenia, że choć nasz bohater widzi świat tak naprawdę zniszczony, to wciąż czuje nadzieję na jego odbudowę. Podczas walki gra raczy nas emocjonującymi dźwiękami, które wskazują na to, że każda walka jest heroiczna, gdyż jest walką o przetrwanie. Na domiar złego, w jej szybkich brzmieniach widzę zamysł wskazania graczowi, że każda walka może być walką ostatnią. Co do klimatu, to sprawa jest podobna. Zrujnowane fabryki, drzewa bez liści, skażona woda i inne radioaktywne elementy, od których możemy się pochorować, co wpływa na statystyki. Po starych, opuszczonych budynkach walają się terminale z dziennikami i listami ich dawnych, nieżyjących już pracowników. To prawdopodobnie najciekawszy element gry, gdyż niezwykle immersyjnie i głęboko niekiedy oddaje nam grozę historii danego miejsca. Skażona woda, zmutowane zwierzęta – to wszystko wpływa na nasz odbiór tego świata i nadaje mu niezwykłego realizmu. Z drugiej zaś strony… jeśli przez chwilę zastanowimy się nad tym, co widzimy, najdzie nas refleksja, że to wszystko może być przed nami. Oby te przeczucia pozostały jednak nimi na wieki.

Ależ z Ciebie S.P.E.C.I.A.Ł

Fallout4_graph01-1200x675

http://www.hcgames.pl/review/fallout-4-dzielo-czy-produkt/

System rozwoju postaci to niestety gwóźdź do trumny gry, gdyż choć pasuje do ogólnego, mniej erpegowego niż poprzednie odsłony zarysu, to jest pewnym krokiem wstecz. Punkty S.P.E.C.I.A.L nie dają już tyle, co dawały kiedyś, a system profitów jest w stosunku do poprzednika niezwykle uproszczone. Daje dużo frajdy, ale zabiera pewne skomplikowanie i chęć planowania, jakiż to profit wybrać następny. Niektórzy gracze będą tym wręcz odrzuceni i nie dziwię się im, gdyż otrzymując nową część jakiejś serii, wszyscy liczymy na postęp, a nie cofanie się. Jest to jednak coś, co nie psuje rozgrywki, o ile mamy w sobie tyle chęci, by to uproszczenie przeżyć lub o ile go zwyczajnie nie widzimy. Ja jestem jedną z tych osób, która po prostu przyjęła to do wiadomości i wycisnęła z tego wszystko, co się dało. I tak jest o niebo lepiej niż w innych erpegowych produkcjach ostatnich lat. Był jednak niezwykły potencjał, który poniekąd został zaprzepaszczony.

Czas w drogę

A więc oto i Fallout 4, gra pod wieloma względami niezwykła i bardzo rozbudowana, a jednak tak brutalnie potraktowana przez część środowiska gier komputerowych. Schludna grafika, cudowna walka i ciekawy gameplay z pewnością wynagrodzą graczom braki w systemie rozwoju, czy też pewnie, powiedzmy, uproszczenia w dialogach. Dla mnie jest to godny kontynuator serii i bawiłem się, nawet nadal bawię, naprawdę dobrze. Zapraszam wszystkich do zapoznania się z tą nieco nie fair potraktowaną produkcją.

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 11 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia