TOLKIEN

Tropem ojca „Władcy Pierścieni”

Wolę jedno życie z Tobą niż samotność przez wszystkie ery tego świata.

John Ronald Reuel Tolkien, Władca Pierścieni

Tolkien do dziś uważany jest za najlepszego pisarza fantasy w historii. Jego dzieła wciąż sprzedają się w milionach egzemplarzy, a ekranizacje jego powieści to prawdziwe hity. Tolkien był osobą tajemniczą, niezwykle inteligentną, a do tego miał ogromną wiedzę. Poniżej prezentujemy Wam kilka ciekawostek na temat tego ciekawego mężczyzny.

Władca Pierścieni w zamyśle pisarza nie miał być podzielony na trzy części. Stało się tak w wyniku rozłożenia kosztów ponieważ w tamtych czasach wydanie książki mającej ponad 1000 stron było bardzo drogie;

II Jego przyjacielem był autor Opowieści z Narnii C.S. Lewis;

III Pisarz miał ogromny talent do uczenia się języków – znał ich blisko 30, w tym wiele martwych – m.in. łacinę, starogrecki, staronordycki czy staroirlandzki;

IV Był twórcą kilkunastu języków, które niezbędne były w jego powieściach. Najpopularniejszym jest oczywiście mowa elfów tzw. Quenya;

Pisarz w dzieciństwie został ugryziony przez ptasznika i od tamtej pory panicznie bał się pająków;

VI Tolkien bardzo nie lubił samochodów, prawie przez całe dorosłe życie poruszał się rowerem lub pociągami.

Podążamy tropem Tolkiena

http://images.smh.com.au/2012/11/19/3808245/art-353-tolkien-300x0.jpg 

Trzy Pierścienie dla królów elfów pod otwartym niebem,
Siedem dla władców krasnali w ich kamiennych pałacach,



Dziewięć dla śmiertelników, ludzi śmierci podległych,



Jeden dla Władcy Ciemności na czarnym tronie


W Krainie Mordor, gdzie zaległy cienie,
Jeden, by wszystkimi rządzić, Jeden, by wszystkie odnaleźć,
Jeden, by wszystkie zgromadzić i w ciemności związać
W Krainie Mordor, gdzie zaległy cienie.
Władca Pierścieni, J.R.R. Tolkien

John Ronald Reuel Tolkien jest znany na całym świecie jako twórca fantastycznego świata Śródziemia, w którym toczy się akcja między innymi Hobbita i Władcy Pierścieni. Jako wielbiciel mitologi, szczególnie nordyckiej, oraz znawca około trzydziestu języków, w tym łaciny, greki, niemieckiego, rosyjskiego i fińskiego, stworzył w pełni konsekwentną i drobiazgowo szczegółową rzeczywistość literacką. Poczynając od historii stworzenia świata, pierwszych bogów i gatunków opisanych w Silmarillionie, poprzez szczegółową genealogię postaci, idealnie opisaną geografię krain, aż do utworzonego od podstaw języka!
Tolkien nie należał do osób, które się spieszą. Jako wykładowca języka staroangielskiego wciąż zgłębiał tajniki frazeologii, które przenosił do swoich dzieł. Władca Pierścieni powstawał aż 14 lat. Początkowo dzieło miało postać jednotomową, jednak objętość była nieopłacalna dla wydawcy, który przekonał autora do podziału na trzy części. Mimo wszystko obecnie można znaleźć książkę w postaci jednego tomu.
Aby Hobbit Władca Pierścieni zostali wydani, zadbał przyjaciel Tolkiena – C.S. Lewis – który mobilizował go do pracy nad książkami. Obaj mężczyźni wywarli na siebie, a właściwie swoje dzieła, spory wpływ. Dlatego w serii Opowieści z Narnii dużą rolę odgrywa chrześcijaństwo, które zaszczepił w Lewisie Tolkien.
J.R.R. Tolkien był człowiekiem bezkompromisowym, skrupulatnym i miał wiele różnych nietypowych zachowań i przyzwyczajeń. Był przywiązany do swoich ulubionych przedmiotów i miejsc. Przede wszystkim był jednak wielkim umysłem, otwartym na świat. Jako człowiek uczciwy i konsekwentny potrafił walczyć o swoje przekonania. Jego studenci bardzo się z nim przyjaźnili, budził jednocześnie zazdrość i podziw. Dzięki jego ogromnej, drobiazgowej pracy powstało wiele niezwykłych dzieł.
Silmarillion
Opublikowana cztery lata po śmierci autora książka opowiada o historii świata według Tolkiena. Są tu postaci podobne do aniołów oraz geneza gatunku ludzkiego, krasnoludów, elfów i innych stworzeń. To tak zwana „biblia Tolkiena”, która zawiera wytłumaczenie wydarzeń mających miejsce w innych jego książkach. Opowiada o przeszłości, a także o dalszych losach bohaterów Władcy Pierścieni. Jest to zdecydowanie pozycja „must read” nie tylko dla fanów twórczości tego autora, ale także dla wszystkich, którzy chcą się przekonać, ile szczegółów potrzeba do stworzenia kompletnej mitologii.
Hobbit, czyli tam i z powrotem
Książka ta była napisana przez Tolkiena dla jego dzieci, a stała się światowym bestsellerem. Dzisiaj każdy zna małe istoty o włochatych stopach, które uwielbiają jeść, odpoczywać i mieszkają w przytulnych domkach-norach. Opowieść o smokach, klejnotach, elfach i krasnoludach wciąga w swój magiczny świat czytelników w każdym wieku.
Księga zaginionych opowieści
Po śmierci J.R.R Tolkiena jego literacką spuścizną zajął się jego syn – Christopher. Odnalazł i opublikował opowieści, z których jego ojciec stworzył później między innymi Silmarillion. Dzięki tym publikacjom, obejmującym Historię Śródziemia, można poznać ciąg myślowy i poszczególne etapy tworzenia niezapomnianych do dzisiaj dzieł tego wybitnego twórcy.
Mam nadzieję, że z przyjemnością podążyliście za mną tropem Tolkiena i odnaleźliście wiele cennych wskazówek, które zachęcą was do dalszych poszukiwań w jego książkach. Do zobaczenia!


Potęga klasyki

Dzisiejsza recenzja nie będzie zwykłą recenzją, ale porównaniem dwóch opinii. Przedstawiamy wam Milenę i Klaudię – czytelniczki i recenzentki, zawsze szczere do bólu, ale wiedzące, czym jest poczucie humoru i obiektywizm. Tym razem postanowiły obie przeczytać Hobbita J.R.R. Tolkiena i podzielić się swoimi wrażeniami w podwójnej recenzji.

Są takie powieści, które każdy
szanujący się fan fantasy tknąć musi. Śródziemie J. R. R. Tolkiena chodziło za
mną od dawna. Dziesięciogodzinna odyseja Petera Jacksona bardzo mi się
spodobała, ale pomimo częstych telewizyjnych powtórek, nigdy drugi raz po nią nie
sięgnęłam. Później rozpoczął się szał na Hobbita,
który udało mi się skrzętnie ignorować. Co nie było wcale takie proste –
trwające od 2006 r. perturbacje wokół ekranizacji (sądowe batalie spadkobierców
pisarza, bankructwo studia MGM itd.), wreszcie kolejne filmy w 2012 i 2013 r.,
a pomiędzy nimi kampania promocyjna niedająca choćby na moment zapomnieć, że
oto niedługo wyjdzie kolejna część. W międzyczasie dzieło Tolkiena stało się
lekturą szkolną w polskich szkołach, ale mnie ten przywilej już ominął. I tak,
po długich zawirowaniach, trafił w moje ręce Hobbit, czyli tam i z powrotem.

W moim przypadku wyglądało to nieco inaczej. Byłam na początku czwartej klasy podstawówki – ogromnie przestraszona lekcjami języka polskiego, które odbywały się stosunkowo często. Pamiętam, że czytałam i robiłam wszystko, co musiałam, żeby nie dostać się w sidła nauczycielki. Jednak Hobbita nie przeczytałam. Męczyłam się, usilnie w to brnęłam, aż w końcu utknęłam na 24. stronie (o dziwo takich rzeczy się nie zapomina). Gdy, jak wspomina Milena, rozpoczął się szał na wszystko, co związane z tą powieścią, i choć były momenty, w których już miałam obejrzeć ekranizację, specjalnie mi się nie spieszyło. Do czasu… I tak, po długich zawirowaniach, trafił w moje ręce Hobbit, czyli tam i z powrotem. 


Bilbo Baggins jest przedstawicielem
niskich i krępych istot, zwanych hobbitami. Chociaż spokojne, sielskie
bytowanie ma wpisane we krwi, to gdzieś tam głęboko tkwi w nim żyłka przygody,
chęć wyrwania się z ciepłego fotela i przeżycia ekscytujących historii na
własnej skórze. I niespodziewanie dostaje ku temu okazję, kiedy zostaje, nieco
wbrew własnej woli, włączony do kompanii krasnoluda Thorina Dębowej Tarczy. Ich
cel jest ambitny – pokonanie siejącego strach, zniszczenie i ogień smoka
Smauga, a dzięki temu zdobycie niezliczonego skarbu i odzyskanie prawowitej
siedziby.

Martin Freeman jako Bilbo

Tym, co mnie od pierwszych
fragmentów zauroczyło, jest bogactwo świata Tolkiena. Autor, korzystając m.in. ze
staroangielskich legend i mitów, stworzył swoje własne, nieporównywalne z niczym
innym uniwersum. Książkę zaludnia mnóstwo przeróżnych stworzeń, od mądrych i
dobrych (choć zamieszkujących zapadniętą mrokiem puszczę) elfów, przez
bezlitosne gobliny, po dostojne orły, i znacznie, znacznie więcej.

Tym, co zaintrygowało mnie od pierwszej strony, jest niekonwencjonalny styl, którym posługuje się Tolkien. Autor niezwykle umiejętnie wprowadza czytelnika do świata przemyślanego w najdrobniejszych szczegółach, przesiąkniętego magią i niezwykle baśniowego. Hobbit wydaje się odpowiedzią na egzystencjalne pytania o źródła dobra i zła, które rodzą się w nas i ukrywają głęboko w naszym wnętrzu. Nie od dziś wiemy, że najlepszym sposobem na ukazanie prawdy jest stworzenie wyimaginowanego świata, kontrowersyjnego, zniekształconego – właśnie po to, by spojrzeć na rzeczywistość z nieco innej perspektywy. Przesłanie wypływające z oświeceniowych bajek zostaje zawarte również na kartach współczesnej literatury. 

Tolkien potrafi niesamowicie
pobudzić wyobraźnię. Chociaż książka jest dość krótka, to zawiera mnóstwo
szczegółów na temat świata przedstawionego i pojawiających się ras. Kiedy
narrator wspomina wydarzenia rozgrywające się setki lat temu, czuć, że mogłyby
powstać tysiące powieści o Śródziemiu, a i tak nie wyczerpałyby chociaż w
minimalnym stopniu jego potencjału.

To prawda. Wyobraźnia nawet przeciętnego czytelnika, w sposób szczególny niezagłębiającego się w literaturę, działa podczas lektury Hobbita na wysokich obrotach. Wszystko, co wykreował autor, znajduje miejsce w myślach i marzeniach czytelnika, mimo że często nie zdaje on sobie z tego sprawy. Dlaczego jest tak, że po obejrzeniu horroru boimy się zajrzeć do ciemnego pokoju, a przebywanie w samotności uniemożliwia nam błogi sen? I filmy, i książki działają na nas pobudzająco, sprawiając, że choć na moment zaglądamy do świata bohaterów i zapominamy o bożym świecie. Czy to dobrze, czy źle – niech każdy oceni już subiektywnie.

Nie ma co ukrywać, że Hobbit, choć mądry i przepełniony
prawdziwie ważnymi wartościami (a może właśnie dlatego), jest książką
skierowaną do młodszych czytelników. To w końcu lekka lektura przygodowa,
pozbawiona większych dramatów i bardzo przyjemna w odbiorze. Tolkien jednak ani
przez chwilę nie obraża inteligencji czytelnika. Nie ma tu jakiejkolwiek
infantylnej dydaktyki; piękne morały wynikają z kolejnych przygód i są podane
bez zbędnej dziecinady.

Scena z Pustkowia Smauga

Hobbit jest lekturą niesamowicie przyjemną, lekką i niewymagającą. Tolkien pokazał nam inną rzeczywistość, tę literacką, chcąc za jej pomocą przekazać nam pewną naukę, ale podczas lektury powieści czytelnik ma się dobrze bawić. Zwykle tak jest, że przyjemne łączy się z pożytecznym. Czytamy więc Hobbita, uśmiechamy się i łakniemy tej fantazji ukrytej w jego magicznym świecie, a jednocześnie zastanawiamy się, jaki sens właściwie ma ten zabieg, co powinniśmy z tej lektury wynieść, co zrozumieć. 

Ostatnia rzecz – język. Narrator przyjmuje
tu rolę wszechwiedzącego gawędziarza. Urzekł mnie Tolkien tym zabiegiem już od
pierwszych liter. Styl autora jest ciepły i ciekawy. Czytając książkę,
odnosiłam wrażenie, że siedzę na kolanach dziadka opowiadającego historię na
dobranoc. Nawet rodzaj czcionki w polskim wydaniu wprowadza trochę magii.

Postawienie się autora na miejscu gawędziarza jest świetnym zabiegiem. I rzeczywiście podczas czytania Hobbita można powrócić do dziecięcych lat, gdy opowiadano nam wymyślone bajki tylko po to, by nas zainteresować i pokazać nam inny świat. Ta beztroska dziecinność udziela nam się również wtedy, gdy w rękach trzymamy książki Tolkiena. Nie tylko Hobbita – bo przecież twórczość pisarza można już spokojnie zakwalifikować do klasyki literatury, i nikt z tym polemizować nie będzie. 

Cieszę się z tak wielkiej obecnie popularności Hobbita. To mądra, pouczająca i niezmiernie ciekawa książka, której umieszczenie na liście lektur stanowi świetny pomysł. To powieść, która porusza wyobraźnię i przenosi nas tam, gdzie nigdy byśmy nie zawędrowali. Po takim wprowadzeniu zyskałam ogromną ochotę na Władcę Pierścieni, a w międzyczasie oczywiście na filmy Petera Jacksona!


Muszę przyznać, że tym razem, przy drugim podejściu, już się nie męczyłam, ale bawiłam, zagłębiałam się w ten fantastyczny świat i przeżywałam niezwykłe przygody wraz z Bilbem, jego przyjaciółmi i wrogami. Zdecydowanie uważam, że do Hobbita trzeba nieco dorosnąć. Mimo że nie jest to książka wymagająca nie wiadomo jakich nakładów sił, to nie należy do gatunku bajek i baśni. Tę różnicę trzeba dostrzec. Ja miałam pewne odniesienie z racji tego, że czytałam (może odpowiedniejszym słowem byłoby: próbowałam czytać) tę powieść dawno, kiedy na świat patrzyłam jeszcze z perspektywy dziecka. Teraz, gdy w ręce trzymam dowód i mogę poszczycić się pełnoletnością, Hobbita pokochałam i jawnie się z tego powodu cieszę, bo nie sądziłam, że kiedykolwiek do niego powrócę. 

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 11 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia