rzecz-o-ptakach

Ptaszki śpiewają, że…

Fascynujące, nieprawdopodobnie inteligentne, pod wieloma względami podobne do ludzi. To, co powiedziano o nich, można z powodzeniem odnieść do nas samych. Ptaki – nasi naturalni, prawdziwi przyjaciele. 

Zapraszamy na kawę!

Drogi Czytelniku, droga Czytelniczko!

Czy czasami dopada Cię nuda i poczucie pewnej monotonii?
Lubisz książki, filmy, muzykę albo teatr i interesuje Cię pisanie o kulturze w sposób nieschematyczny, pełen pasji i emocji, które w Tobie wzbudza?
A może nie potrafisz wskazać swojego hobby i chciał(a)byś spróbować czegoś nowego, żeby sprawdzić, czy sprawi Ci to przyjemność?

Koniec pytań, czas na odpowiedzi!

  1. Jeśli odpowiedziałeś/aś twierdząco na pytanie nr 1, przejdź do *.
  2. Jeśli odpowiedziałeś/aś twierdząco na pytanie nr 2, przejdź do **.
  3. Jeśli odpowiedziałeś/aś twierdząco na pytanie nr 3, przejdź do ***.

 

* Przyjdź do nas. Tutaj nie ma miejsca ani czasu na nudę i monotonię!

** Poznaj nas – my też lubimy czytać i pisać. W grupie zawsze będzie Ci raźniej!

*** Napisz do nas! A nuż znajdziesz coś dla siebie na wakacje i na dłużej!

 

Czy już Cię przekonaliśmy, że Essentia to miejsce idealne dla Ciebie?

Poświęć chwilę swojego wolnego czasu na wypełnienie krótkiego kwestionariusza i dołącz do nas. Zaproś też swoich znajomych – im nas więcej, tym lepiej 🙂

Poniższy kwestionariusz zawiera wyłącznie 5 pytań. Nie mamy żadnego klucza odpowiedzi. Liczy się to, co czujesz. Napisz nam o tym, a my zadbamy o to, żebyś w Essentii czuł(a) się dobrze i spełniał(a) swoje marzenia.

Pamiętaj o tym, żeby się podpisać – lubimy zwracać się do czytelników po imieniu. W końcu nic nie łączy tak jak wspólne zainteresowania! 🙂

KWESTIONARIUSZ
(do skopiowania i wypełnienia)

  1. Dlaczego chciał(a)byś dołączyć do grona Essentii?
  2. Na które pytanie z powyższych odpowiedziałeś/aś twierdząco?
  3. O czym chciał(a)byś pisać?
  4. Czy uważasz, że pisanie o kulturze jest potrzebne? Jeśli tak, co Twoim zdaniem jest warte opisania?
  5. Czy chcesz przekonać się o tym, dlaczego w Essentii znajdzie się miejsce dla Ciebie?

Wszelkie zgłoszenia przyjmujemy pod adresem promocja@redakcja-essentia.pl. Prosimy o wysłanie w wiadomości (zatytułowanej rekrutacja) wypełnionego kwestionariusza. Rekrutacja potrwa do końca sierpnia br. Odpowiemy na każdy mail! 🙂

Moją pasją są ludzie: toksyczne znajomości

źródło
Toksyczne znajomości. Toksyczne relacje. Toksyczne przyzwyczajenia. Jak sobie z nimi radzić?
Na świecie jest wiele typów ludzi. Zazdrośni, potulni, dobrze wychowani, radośni, ponurzy, władczy, flegmatyczni, prostolinijni, pewni siebie, zdolni, powolni, zabawowi. Manipulanci, poddani, samce alfa, poligamiści, monogamiści,.. Ile takich określeń jeszcze moglibyśmy wyliczyć?

Osoby toksyczne często nazywa się „wampirami emocjonalnymi”. Przebywanie z nimi nie sprawia przyjemności, wysysa radość z sukcesów bądź odbiera im jakiekolwiek znaczenie. Często są to osoby zazdrosne, bez konkretnych celów i ambicji, które umniejszają ich rolę w życiu drugiego człowieka.

Jeśli słyszycie od kogoś teksty typu:

daj sobie z tym spokój, to nie ma sensu
nie uda ci się to, jesteś kiepski
udajesz kogoś, kim nie jesteś – przecież ja znam cię najlepiej
olejesz mnie dla jakiejś laski?
przemyślcie zachowanie drugiej osoby, gdyż istnieje ryzyko, że jest właśnie takim wampirkiem.
Rozmawiając z ludźmi, często słyszę różne historie. Często jest mi przykro, że żyję tak blisko nie tylko skrzywdzonych, ale także krzywdzących. W przyjaźni zdarzają się kłótnie, bo jedna dziewczyna idzie na studniówkę ze swoim kuzynem, nie ze swoją przyjaciółką; bo koleguje się z chłopakiem, który tej drugiej się bardzo podoba. Dziewczyna mówi do chłopaka, że za dużo czasu spędza przed komputerem czy z kolegami, gdy ten po prostu rozwija się towarzysko i szlifuje swoje umiejętności. Chłopak bezpodstawnie oskarża dziewczynę o zdradę, bo wyszła z koleżankami do klubu, gdzie mieli iść we dwójkę, ale wypadł mu wtedy wyjazd w trasę. Jedna osoba zastrzega się, że jest wielką przyjaciółką, siostrą, mówi: braciszku, kocham cię, a nie odpowiada nawet na zaproszenie urodzinowe i nie uczestniczy w ważnych wydarzeniach życiowych.

Najgorsze jest to, że niektórzy ludzie są jak wódka. Uzależniają od siebie inne jednostki dla własnej korzyści. Nawet dla zabawy. Uzależniają do tego stopnia, że w pewnym momencie nie można wyobrazić sobie życia bez nich (albo te wyobrażenia są niezmiernie tragiczne, nieproporcjonalne do wartości danej znajomości). Pytają wtedy często: co ja mam zrobić?.

Nie od dziś wiadomo, że od toksycznych znajomości powinno się uciekać gdzie pieprz rośnie. I dalej, jak najdalej. To przywiązanie i poczucie pewnego obowiązku przez jednostkę zdominowaną często nie pozwala ot tak zerwać kontaktu i zobojętnieć na drugiego człowieka. Czasami tylko przyzwyczajenie jest powodem, dla którego znosimy męczące spotkania z „przyjacielem”. Rozmowy stają się ciężkie, atmosfera wręcz pali się od wybuchowej mieszaniny emocji, a na koniec spotkania… jesteśmy zmęczeni, wyczerpani psychicznie i obarczeni winą za problemy, które nie mają w nas źródła.

Na taką odpowiedź reakcja jest przeważnie jedna: zerwać tą znajomość? No way, nigdy w życiu. Przecież przyjaciół się nie zostawia. Nie ma mowy.
Czy przyjaciół można zostawić? Jeśli tak, to jaka sytuacja musiałaby zaistnieć?
Przyjaciele powinni nas inspirować do działania, po rozmowie z nimi powinnyśmy czuć werwę i siłę, a nie brak chęci do życia – pisze w swojej książce Kiedy przyjaźń boli psycholog dr Yan Jager.
Myślę, że w takiej sytuacji należy zachować się taktownie. Zaprosić drugą osobę na kawę, poprosić, by problemy prywatne zostawiła za drzwiami, i zwyczajnie porozmawiać. Spokojnie, bez unoszenia się i bez próby zdominowania rozmowy. Można określić zasady funkcjonowania przyjaźni, granice nieprzekraczalne dla obu stron. Warto oprócz wad pokazać sobie wzajemnie zalety i zapewnić, że na siłę relacji nie wpływa częstotliwość spotkań i rozmów. Nie wpływa też to, że wokół są inni ludzie, inni przyjaciele (różnej płci).

Jeśli to nic nie da, to… wizyta u psychologa? (Ta niestety nie cieszy się popularnością, ludzie często twierdzą, że do psychologów chodzą wariaci i ludzie niezrównoważeni psychicznie, nienormalni, z jakimiś dewiacjami…)
W takim przypadku, gdy rozmowy nie przynoszą skutku, najlepiej zakończyć znajomość. Może to być trudne, jednak lepszego rozwiązania nie ma. Skoro nie wnosi ona do życia nic rozwijającego, przeciwnie – wyniszcza, zaniża samoocenę i wywołuje poczucie winy (bezpodstawne) – nie jest przyjaźnią. Nie jest nawet znajomością. Jest krzywdą.

Ludzie uzależniają się od siebie. Leczenie uzależnień wymaga czasu. Trzeba też pamiętać, że alkoholik zawsze jest alkoholikiem – może być „niepijącym alkoholikiem”.

Nie bójcie się zostawiać ludzi toksycznych, są oni często kulą u nogi: odbierają możliwość zawierania nowych, cennych znajomości. Zaślepieni, nie widzimy osoby, która może nas zainspirować do działania, albo widzimy, ale nasz „przyjaciel” depcze ją na naszych oczach.

Z czasem bez wszystkiego można nauczyć się żyć. Na szczęście człowiek jest istotą, która do wszystkiego potrafi się dostosować i przyzwyczaić, a dziury powstałe po zakończeniu jednej relacji zapełniają się kolejnymi. To właśnie ludzie powinni rozwijać siebie wzajemnie. Nie pozwólmy się tłamsić. Tylko my mamy wpływ na własne życie, jeśli odpowiednio dopieramy przyjaciół i znajomych.

Bądź człowiekiem, człowieku!

źródło
W dobie szeroko pojętej technologii wszystko jest maksymalnie uproszczone i zelektronizowane. Nasze życie zostało zdominowane przez komputery, tablety, smartfony, czytniki e-booków i inne różności, dzięki którym w każdej chwili i w każdym miejscu mamy dostęp do informacji czy rozrywki. Niektórzy nie mogą oderwać się od wirtualnej rzeczywistości. Właściwie internet obecny jest w każdej sferze naszej egzystencji – w pracy, w domu, w szkole… Porzucamy notesy na rzecz aplikacji komórkowej, pozdrowienia z wakacji przesyłamy SMS-em, nie rozmawiamy ze znajomymi, wolimy się z nimi skontaktować przez Facebooka czy Skype’a, a sztuka pisania listów została porzucona i zapomniana. Warto jednak zastanowić się, dlaczego tak jest i do czego to prowadzi. 

Pisanie jest bardzo bliskie mojemu sercu. Jestem z nim związana i nie wyobrażam sobie bez niego życia. Piszę wszędzie – czy to w autobusie, czy na uczelni, czy w domowym zaciszu, czy nawet na świeżym powietrzu. Dzięki niemu mogę przelewać własne myśli na papier i pozbywać się negatywnych emocji. Uwielbiam wysyłać znajomym pocztówki i je dostawać, podobnie jest z listami. Oczywiście korzystam z telefonu i internetu, dlaczego by nie, jednak używanie długopisu zamiast klawiatury komputera czy komórki wydaje się bardziej… naturalne. List – to słowo kryje w sobie pewną zagadkę, wyraża uczucia inne niż wiadomość mailowa czy SMS, zawiera w sobie cząstkę nas, naszego wnętrza…
Wielu ludzi nie potrafi dziś wyrażać swoich uczuć, woli je skrywać w sobie, niekiedy się ich wstydzi, a nawet po części boi. Nic dziwnego, skoro internet „nauczył nas” poruszać tylko te tematy, które w rzeczywistości okazują się błahe i nieistotne. Przyjaźnie i związki coraz częściej przenoszą się do sfery wirtualnej – zamiast porozmawiać z bliską nam osobą twarzą w twarz, wysyłamy wiadomości. Cała nasza prywatność zostaje przeniesiona do sfery publicznej. Na Facebooku aż roi się od bezsensownych wpisów, a dopóki nie opublikujemy stosownej informacji, nasz związek czy przyjaźń są nieoficjalne. Wszystko, co robimy, musi zostać uwiecznione, a zdjęcie – dodane na Instagrama, by pochwalić się znajomym. Okazywaniu i wyrażaniu uczuć służą emotikony. Bez nich wszystko wydaje się nijakie. Mało tego, stawianie kropki na końcu wiadomości również świadczy o naszym nastroju, choć tak naprawdę zależy od naszych przyzwyczajeń. Tyle się słyszy o „kropce nienawiści”, że aż strach cokolwiek pisać, żeby ktoś opacznie nas nie zrozumiał. Rozmowy na forach internetowych zazwyczaj kończą się tym samym – kłótnią. 
Nie potrafimy nawiązywać znajomości. Człowiek człowiekowi wilkiem – to przysłowie determinuje całe nasze życie. Potrafimy oceniać ludzi na podstawie wyglądu, mimiki twarzy i słów, które wypowiadają w danej chwili. Nie szanujemy ludzi mających inną orientację czy poglądy – w naszych oczach są inni, a co za tym idzie – gorsi. Nienawidzimy ich całym sercem tylko dlatego, że żyją i przechodzą obok nas na ulicy. Nie rozmawiamy z ludźmi, którzy nam się „nie podobają”, bo nie chcemy źle wypaść w towarzystwie. Nasza powierzchowność prowadzi do tragedii. Niejeden nastolatek popełnił samobójstwo z powodu bycia ośmieszonym czy odrzuconym. Czy tak trudno jest najpierw kogoś poznać, a dopiero później oceniać i osądzać? 
W dzisiejszych czasach przyjaźń i związek można zerwać za pomocą jednego SMS-a albo kliknięcia odpowiedniej ikonki na portalu społecznościowym. To przykre, że traktujemy ludzi jak przedmioty, które po pewnym czasie stają się w naszych oczach bezużyteczne i bezwartościowe. Z dnia na dzień osoba, która kiedyś była dla nas bardzo ważna, staje się wrogiem. Dlaczego? Bo nie doda do treści wiadomości emotki, która nam się podoba? Niejednokrotnie usłyszałam od ludzi, że jestem niemiła, bo nie używam „uśmiechniętej buźki”, albo arogancka, tylko dlatego, że zwróciłam komuś uwagę. 
Nie potrafimy porozumiewać się z ludźmi i składnie wypowiadać. Urywamy zdania w połowie, mylimy wyrazy, doprowadzamy do nieporozumień. Słowa mają ogromną moc. Czasami nie zdajemy sobie sprawy z tego, że kogoś ranimy, uczucia innych wydają się nieważne. Ważne jest tylko to, co dotyczy nas. Gdy ludzie opowiadają nam smutne historie, nie chcemy ich słuchać, bo są zbyt przytłaczające i nas męczą, jednak gdy nam przydarza się coś przykrego – narzekamy na to, że wszyscy się od nas odwracają. Czy to nie egoistyczne? Dopóki nam się coś nie przytrafi, nie wiemy, jak to jest znaleźć się w kłopotliwej sytuacji. 
Przyjaźń staje się pojęciem o niejasnym znaczeniu. Szukamy ludzi, z których czerpiemy korzyści. Niepotrzebne nam bratnie dusze. Nie mamy czasu na głębsze relacje, nie chcemy się angażować, wolimy niezobowiązujące kontakty, które – gdy tylko okażą się uciążliwe – w każdej chwili można zerwać. Nie przywiązujemy się do ludzi, bo jest to dla nas zwyczajnie niewygodne. 
Może warto czasami zastanowić się nad tym, do czego prowadzi, a może już doprowadził, nasz brak empatii. Skoro odtrącamy ludzi od siebie, po co ich szukamy, gdy pojawiają się problemy, z którymi sobie nie radzimy. Dlaczego to my musimy być w centrum zainteresowania, a ludzie szukający zrozumienia są skazywani na cierpienie i samotność? Mogłabym zadać milion takich pytań, ale na żadne z nich nie usłyszałabym odpowiedzi. 
Czasami trzeba pobyć samemu ze sobą i przemyśleć swoje postępowanie, zastanowić się nad tym, jak traktujemy tych, którzy chcą naszego szczęścia – czy potrafimy to docenić i odwzajemnić uczucia, czy odrzucamy ich pomoc i troskę, twierdząc, że ich nie potrzebujemy, a prawda jest zupełnie inna. Przeanalizujmy własne życie i dojdźmy do odpowiednich wniosków, bo „kiedyś” może być za późno. Pamiętajmy o tym, żeby dokonywać racjonalnych wyborów, a odsunąć na bok to, co nam się tylko wydaje. Za jakiś czas ludzie, którzy byli dla nas wszystkim, mogą zniknąć z naszego życia i będziemy tego żałować. Nie bójmy się okazywać uczuć i budować relacji z ludźmi. Prędzej czy później docenimy to, że nie jesteśmy sami, mimo że teraz uważamy to za abstrakcję. 

Pani Alicja z krainy… literek i słów

Zdjęcie z archiwum autorki
W życiu można obrać różne ścieżki. Towarzyszy nam w ich przemierzaniu mnóstwo ludzi. Jednak najważniejsze, by wraz z nimi szła pasja. Ta szeroko pojęta wewnętrzna miłość i potrzeba kochania tego, co się lubi. I każdy ma jej swoją definicję. A ludzie? Cóż, byleby umieli znaleźć w sobie masę pokładów odwagi i zawzięcia w jej rozszerzaniu.

Nie bez powodu zaczęłam od myśli dotyczącej pasji i ludzi, którzy niewątpliwie mają znaczny wpływ w naszym życiu na coś, co w sobie rozwijamy, co kształtujemy jako nasz znak rozpoznawczy. Osoba, którą chcę Wam przedstawić jest dla mnie na tyle ważna, by móc chociaż w tak bardzo skromny sposób podziękować Jej za wiarę we mnie i moje możliwości, tym właśnie wywiadem.
Nie pisałabym o kimś tak ciepło, gdyby ten ktoś nie wywarł na mnie większego znaczenia. A taka jest właśnie Pani Alicja Kaszyńska. Dla Was – osoba zupełnie obca. Nie jesteśmy spokrewnione, ale znamy się od wielu lat. I dla mnie Pani Ala, to nie tylko była nauczycielka, ale przede wszystkim osoba wszechstronna, która bardzo dużo mnie nauczyła.
Alicja Kaszyńska. Polonistka z wykształcenia. Kilka lat temu ukończyła studia edytorskie w Warszawie, by zdobyć nowy zawód redaktora, a nieco wcześniej studia podyplomowe w Gdyni z zakresu zarządzania. Przez kilka lat pracowała w lokalnym radiu, jako reporter i zastępca redaktora naczelnego. Ten okres swojej pracy zawodowej wspomina najlepiej.
Aktualnie współpracuje z kilkoma polskimi wydawnictwami przy przygotowywaniu książek do druku. W czasie wolnym zajmuje się fotografowaniem, jest zamiłowaną turystką. Uprawia nordic walking, jeździ na rowerze. Skrupulatnie i z wielkim zapałem uczy się języka angielskiego.
Pani Alicjo, dziękuję za cierpliwość, poświęcony czas, wyrozumiałość, mnóstwo cennych informacji i rad. Wszystkim obecnym i przyszłym uczniom życzę, by na swojej drodze spotkali równie wspaniałych nauczycieli, tak jak ja spotkałam właśnie panią Alicję.

Pani Alicjo, jest Pani autorką poradnika dla studentów Jak napisać, przepisać i z sukcesem obronić pracę dyplomową. O co najczęściej pytają studenci? Z czym mają największy problem?
Pierwsze wydanie poradnika ukazało się 10 lat temu, a studenci cały czas pytają o to samo: Jak cytować, żeby treść nie była uznana za plagiat? Jak pisać wstęp i zakończenie pracy? Jak formułować wnioski? Jak zrobić spis treści i spisy ilustracji oraz schematów? Jak powinny wyglądać przypisy? Czyli o podstawy. To nawet nie jest dziwne. Tego typu prace pisze się dość rzadko, więc trudno nabrać wprawy, a w dzisiejszych czasach promotorzy nie są zbyt skorzy do pomocy. Kiedyś byli to ludzie, których można było o wszystko zapytać. Mieli czas dla studenta. Obecnie student zostaje z tematem sam i musi sobie jakoś poradzić. 

Z wykształcenia jest Pani polonistką. Czym różni się dzisiejsza szkoła od tej, w której Pani pracowała?
Krótko: wszystkim! Inni są nauczyciele, uczniowie, inne są programy. Z przykrością stwierdzam, że najwięcej swobody jako nauczyciel miałam w latach 80. i 90. ubiegłego wieku (ale to śmiesznie brzmi!). Nie przekonuje mnie obecne nauczanie pod testy. Zabija indywidualność i kreatywność. Nic nie pomogą komputery, nowoczesne tablice i monitoring, jeśli nie będzie się w uczniu kształcić ciekawości badacza. W czasach Internetu i telewizji szkoła nie musi przekazywać wiedzy (i nie powinno się tego od niej wymagać). Powinna tylko dawać narzędzia i motywować. Wiedzę można znaleźć za pomocą kilku kliknięć. I to dokładnie tę, która jest potrzebna.

Pani motto Już nic nie muszę to cytat autorstwa Stefanii Grodzieńskiej. Jak to jest, Pani Alicjo, z tym nic-nie-muszeniem?
Zwyczajnie. Kwestia spojrzenia na życie. Myślę, że swoje w życiu już „odmusiałam”. Staram się teraz niczemu, co w życiu robię, nie nadawać rangi „muszę”. Jeśli używam tego słowa, to najczęściej w znaczeniu „zamierzam”, „chcę to zrobić”, bo mam ważny powód. Myślę, że w którymś momencie życia każdy z nas ogląda się za siebie i dokonuje podsumowań. Potem patrzy do przodu i dochodzi do wniosku, że życia coraz mniej. Stąd wniosek: to, co zostało, trzeba zagospodarować jak najlepiej. A czy można to zrobić, zmuszając się do czegokolwiek? Moim zdaniem, nie.

Praca w radio była dla Pani wielką pasją. Co wspomina Pani z niej z sentymentem?
Właściwie bardzo wiele. W radiu lubiłam każdą pracę. Jako reporter przygotowywałam reportaże i relacje z różnych wydarzeń, przeprowadzałam wywiady oraz sondy uliczne. Później jako zastępca redaktora naczelnego zajmowałam się tak zwaną ramówką, czyli organizacją codziennej pracy. Miałam możliwość wymyślania tematów, audycji itp. Miałam kilka swoich programów, np. „Przy kuchennym stole”. Były to luźne rozmowy z różnymi ludźmi, znanymi w regionie albo w całej Polsce, o ich pracy, zamiłowaniach, podróżach, ulubionych potrawach. Bardzo lubiłam większość moich współpracowników (pozdrawiam ich serdecznie). To byli naprawdę radiowcy z zamiłowania. Przez długi czas mimo różnic charakterów tworzyliśmy całkiem niezły zespół. Ciepło to wspominam. Ważne było też to, że w radiu wszystko dzieje się szybko. Nie ma miejsca na nudę. Ciągły dopływ adrenaliny. Nigdy nie wiadomo, czy nie trzeba będzie zmienić planu dnia, czy nie zdarzy się coś niezwykłego, czym warto podzielić się ze słuchaczem. To niezwykle inspiruje i motywuje. Radio było moją pasją.

Obecną Pani
„drugą miłością” są podróże. Małe i duże. Podróż Pani
życia przed Panią, czy za? Jak to jest z tymi podróżami?

Podróżować zaczęłam dość późno. Najpierw nie miałam takiego pomysłu. Potem nie miałam pieniędzy. Jeszcze później było radio, które tak bardzo mnie interesowało, że oddałam mu cały swój czas. Teraz za to staram się wyjeżdżać. Wspólnie z mężem niemal co roku zwiedzamy jakiś kawałek naszego kraju, sama od czasu do czasu jadę za granicę, żeby zobaczyć państwo lub miasto, które mnie interesuje. Najchętniej wybrałabym się w roczną podróż dookoła świata, ale bardziej prawdopodobne są jednak pojedyncze wypady w różne jego regiony. Podróż życia? Zawsze przede mną. Nie wiem zresztą, co miałabym nazwać taką podróżą. Świetnie wspominam wędrówkę po Bieszczadach i snucie się po Bangkoku, południowe wybrzeże Turcji i niekończące się zwiedzanie Paryża, do którego wracam co kilka lat z wielką przyjemnością. Każda podróż liczy się dla mnie tak samo, wszędzie jest co oglądać. Wszędzie można robić zdjęcia i cieszyć się. Żałuję tylko, że nie znam naprawdę dobrze żadnego języka obcego. Za granicą brakuje mi takiej zwyczajnej rozmowy z przypadkowo spotkanymi ludźmi. To by była prawdziwa frajda!

Obok podróży drugą Pani pasją jest fotografia. Jak się zaczęła ta przygoda?

Dojrzewała razem z chęcią podróżowania. Któregoś dnia wymyśliłam, że pojadę na jakiś kurs fotografii. Trafiłam w cudowne miejsce, do Teologa koło Tucholi, gdzie w gospodarstwie agroturystycznym Joanny Piksy takie kursy prowadziła (i prowadzi nadal) Kasia Gębarowska, fotografka, która w Bydgoszczy ma swoje atelier oraz galerię (obecnie wystawia zdjęcia Zofii Nasierowskiej). W Teologu poznałam wspaniałe kobiety, także zainteresowane robieniem zdjęć. Do tej pory spotykamy się dwukrotnie w ciągu roku na warsztatach fotograficznych. Same je sobie organizujemy. Potem należałam do grupy Fabryki Fotografii prowadzonej przez Stefana Olszaka (z Debrzna). W ciągu dwóch lat zajęć i plenerów poznałam różne techniki, a przede wszystkim nauczyłam się patrzeć fotograficznie. Dużo mi dały wrocławskie zajęcia z Karolem Krukowskim. Spośród różnych rodzajów fotografii najbardziej lubię tzw. street photo, czyli fotografię uliczną i reporterską. Jeśli uda mi się w kadrze zatrzymać chwilę, jestem bardzo szczęśliwa.

Ma Pani teraz znacznie więcej czasu dla siebie, na rozwój swoich odłożonych wcześniej zajęć. Czy jest coś niebanalnego, co chciałaby Pani jeszcze zrobić?

Nic nie jest banalne, jeśli człowiek zajmuje się tym, co lubi. Dużo pracuję, bo praca redaktora książek sprawia mi przyjemność i zapewnia dochód, który lekką ręką mogę wydać na podróże. Robię zdjęcia, spotykam się z przyjaciółmi, jeżdżę na sobotnie piesze wycieczki do Adamkowa, uczę się angielskiego, uprawiam jogę, czytam książki. Od czasu do czasu bywam w kinie lub teatrze. Po prostu żyję. Czy coś jeszcze chciałabym zrobić? Na razie to wystarczy. Moje zainteresowania są w pełnym rozkwicie, więc tymczasem przy nich zostanę.

Standardowy zestaw pytań, jaki zadaję swoim rozmówcom dotyczy kina, teatru, poezji. Jakie jest Pani podejście do kina. Polskie, zagraniczne, czy raczej omijane szerokim łukiem?

Od czasu do czasu oglądam filmy kinowe, ale nie jestem kinomanką. Nie przepadam za filmami historycznymi. Nie lubię też rozlewu krwi i okrucieństwa, bo długo we mnie zostają obrazy, których wcale nie chcę pamiętać. Tak było na przykład z filmem Slumdog. Milioner z ulicy. Świetny, ale żałowałam, że go obejrzałam. Lubię specyficzne spojrzenie na świat Woody’ego Allena oraz humor Monty Pythona. Chętnie oglądam klasyczne filmy grozy, na przykład Lśnienie Kubricka lub Pojedynek na szosie Spielberga. Dzięki mojej przyjaciółce odkrywam kino azjatyckie (nie chodzi o filmy z walkami). Duże wrażenie zrobił na mnie film koreański Wiosna, lato, jesień, zima i… wiosna oraz film chiński Spójrz w lewo, spójrz w prawo, z polskim motywem, bo zaczynający się od wiersza Wisławy Szymborskiej. Jednak moim ukochanym filmem jest Bagdad Cafe, z przepiękną muzyką.

Poezja. Szlaki przetarte, odkryte? Kogo najchętniej Pani czytuje, bądź wspomina?

Poezja – od czasu do czasu zaglądam do tomików wierszy, ale nie za często. Wolę zdecydowanie poezję współczesną niż dawną, chociaż lubię też niektóre wiersze Kochanowskiego lub poetów romantycznych. Moi ulubieni poeci to Miron Białoszewski i Wisława Szymborska. Cenię ich wiersze za oszczędność środków wyrazu.

I teatr. Jak to jest z tym współczesnym teatrem? Stracił na wartości? Chętniej ogląda Pani ten w szklanym ekranie, czy z desek, w bezpośrednim kontakcie?

Teatr dla mnie to scena i widownia. To magia. Zdecydowanie wolę teatr na żywo niż w telewizji, ale praktycznie w teatrze bywam raz, najwyżej dwa do roku. Oceniać się nie podejmuję, bo nie znam się na tym.

Słuchowiska radiowe. Dla mnie uczta dla ucha i ducha. Swoisty rodzaj małego teatru. Jak Pani odnosi się do tej formy przekazu sztuki?

Cenię słuchowiska radiowe, ale nie słucham. Można by powiedzieć, że nie mam czasu. Ale to pewnie tylko część prawdy. Widocznie nie zależy mi na tym, żeby delektować się teatrem radiowym. Może dlatego, że radio od zawsze mi towarzyszy, ale właśnie tylko towarzyszy. Słucham go przy okazji wykonywania różnych prac. A tak nie można odbierać słuchowisk.

A teraz proszę dodać tak zupełnie coś od siebie.

Żyć jest fajnie. Szkoda, że nie można żyć równolegle według kilku scenariuszy.

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 11 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia