Niebiańska wojna o przetrwanie

Zastanawialiście się nad istnieniem aniołów? Większość z nas to chrześcijanie, którzy powinni z góry zakładać, że aniołowie, archaniołowie istnieją i są boskimi sługami. Jednak dobrze wiemy, że i tak mało kto zastanawia się nad ich istnieniem lub w ogóle odrzuca fakt, że to możliwe. Wbrew pozorom nie poświęca się im dużo uwagi. Pojawiają się tylko od czasu do czasu w ewangeliach, a przecież to one tworzą główny rdzeń tej wiary. Sama muszę się przyznać, że nawet nie wiem, jak często można spotkać ich w pozostałych częściach Pisma Świętego (w szczególności w Starym Testamencie). Znam tylko te podstawowe fakty. Lecz zdarza się, że przychodzi mi do głowy myśl, że może one naprawdę są na tym świecie i tak jak w modlitwach czuwają nad nami. Tylko co się stanie, gdy pewnego dnia ich Pan, nasz Bóg odejdzie i zostawi ich na tysiące lat samych? 

Tytuł: Bramy Światłości. Tom 2
Cykl: Zastępy Anielskie (tom 6)
Autor: Maja Lidia Kossakowska
Wydawnictwo: Fabryka Słów

Wyprawa Seredy mimo wszystkich napotkanych trudności rusza dalej. Przeklęty wodospad zbiera olbrzymie żniwo wśród tragarzy i zastępów anielskich. Świetliści podczas tej podróży nie stracili jeszcze tak wiele swoich ludzi oraz motywacji. Jak po czymś takim się pozbierać? Tym bardziej że przed nimi olbrzymia dżungla, która jest jeszcze większym wyzwaniem niż wodospad. A nie mogą się zatrzymać. Gdzieś tam może być Jasność, która chce powrócić (tym samym może się zdziwić, jak aniołki zabalowały podczas Jej nieobecności) albo Antykreator, który w każdej chwili może stanąć do walki i niszczyć wszystko, co Świetliści i Głębianie kochają. Trzeba odkryć co naprawdę jest w Strefach poza czasem. W tym samym czasie Razjel nadal siedzi na tronie imperatora Głębi i pragnie, by ten koszmar zakończył się jak najszybciej. Z każdym dniem jest coraz gorzej, a on popełnia coraz większe błędy. Jest kwestią czasu, gdy ktoś wreszcie domyśli się, że Lucyfer odszedł, a to może się okazać katastrofalne w skutkach. Sytuację może uratować tylko Asmodeusz, który ruszył za upadłym aniołem. Lecz Mod lubi spędzać czas bardziej na rozrywkach niż na poszukiwaniach zdradzieckiego przyjaciela. Do czego to wszystko doprowadzi? Czy ktoś ma szansę w tej historii na wygraną? 

Maja Lidia Kossakowska niedawno stała się bardzo popularną pisarką fantasy. Za jej największe dzieło uważa się cykl Zastępy Anielskie, gdzie anioły, posiadające ludzkie cechy, w najlepsze bawią się, piją i kochają się w intrygach. Któż nie chciałby zobaczyć, jak wielki Gabriel czy Michał zachowuje się niezbyt majestatycznie? Bardzo lubię takie motywy, ponieważ ukazują one, że każdemu mogą zdarzyć się błędy – nieważne, jak bardzo dobry jest i jak bardzo nie może sobie na to pozwolić. Nawet najwięksi upadają, a nasz świat nie jest czarno-biały. Właśnie to w swoim cyklu ukazuje autorka. Przenosi nas do świata aniołów, a w wyjątkowo intrygujący sposób opowiada o naszym własnym życiu. 

Przede wszystkim zacznę od jej stylu, który jest niebywały. Przyznam się, że na początku nie mogłam się do niego przekonać. Owszem, podobał mi się, ale i tak uważałam, że czegoś mu brakuje. Teraz nawet nie wiem, skąd wzięło się to przeczucie. Zdarzają się jakieś błędy, nielogiczne zdania, ale całość robi niesamowite wrażenie. Bajeczne opisy sprawiają, że możemy przenieść się do niesamowitych krain Stref Poza Czasem, gdzie panują inne zasady, a świat jest odmienny od tego, który znamy. Poza tym liczne opisy wewnętrzne dają szansę na przywiązanie się do bohaterów i zrozumienie, dlaczego postępują w taki, a nie inny sposób. Razem tworzy to zgrabną całość.

Główne skrzypce w tej części gra Daimon, którego uwielbiam. Nie jest to postać, do której od pierwszych stron pała się sympatią. Jednak z czasem dostajemy szansę, żeby go poznać z najróżniejszych stron – tej próżnej i zadufanej w sobie, odważne i pełnej podziwu, dowcipnej i ckliwej, i wielu innych. Dzięki temu dostajemy spójny obraz tej postaci i jesteśmy w stanie zobaczyć, że jest tak samo ludzki jak my. Popełnia wiele błędów i czasem nie panuje nad sobą, ale jest też wyjątkowo dobrym Świetlistym, który lojalnie służy Światłości, mimo że odeszła wieki temu. Podobne odczucia mam do Lucyfera. Powinna go nienawidzić – w końcu to on wywołał bunt przeciw Bogu i złamał wszelkie prawa. Jednak tutaj wyjawia się nam jako romantyczny poeta pragnący tylko wytłumaczyć, czemu postąpił właśnie w taki sposób. Czuje się niewysłuchany i zraniony. Chce jeszcze jednej szansy. Takich niejednoznacznych postaci jest naprawdę wiele i dzięki temu cała historia wydaje się rzeczywista. Towarzyszymy im całym sercem i chcemy, by osiągnęli swoje cele. Oceniamy ich zachowanie, ale staramy się również zrozumieć. 

Bramy Światłości są powieścią wielowymiarową, która ma jeden cel, ale opowiada wiele różnych historii. Zwraca uwagę na problemy, który każdy z nas może spotkać na co dzień. Wydaje się to komiczne, gdyż to całkiem inny świat, ale powieść jest na tyle uniwersalna, że wystarczy zdjąć jedną wielką metaforę, a zobaczymy samych siebie. Przy tym zapewnia nam wielu emocji, a jej wartka akcja nie pozwala oderwać oczu od książki. 

Tam, gdzie o niebie mówią

Nasze życie wydaje się bardzo rzeczywiste. Nie zastanawiamy się najczęściej nad tym, co nas otacza i co nie jest materialne. Bo po co? Mimo że większość z nas wyznaje jakąś religię, która jest nadnaturalna i nadaje sens naszemu życiu, to tak naprawdę mało kto skupia się na aspektach duchowych. Jak często zastanawiacie się, czy anioły istnieją? Już słyszę tę odpowiedź, że niezbyt często albo w ogóle. Przyznajmy się sami przed sobą – zapominamy o tej całej otoczce, w którą podobno wierzymy. A może to tam rozgrywają się rzeczy ciekawsze, a przy tym tragiczne, wzruszające i przede wszystkim prawdziwe. Nie chcielibyście się dowiedzieć, co się dzieje w niebie? 

Nie oceniaj, póki się nie dowiesz

Nasz świat jest ograniczony. To okrutna i niepodważalna prawda. Jednak przecież tego nie zauważamy i nie wiemy, skąd to ograniczenie się bierze. Lecz czasami mam taką myśl, że jest coś więcej. I nie mówię tu wcale o jakichś nadnaturalnych sprawach. Wydaje mi się, że jest coś więcej, niż chcemy widzieć, i właśnie dlatego czasami nie wykorzystujemy swojego potencjału – pozwalamy, by status społeczny i pieniądze dyktowały nam zasady. Dlaczego to robimy? Może jest to idealistyczna wizja, ale warto byłoby czasami sięgnąć po swoje. Tym bardziej że nigdy nie wiemy, kiedy zbliża się koniec, który zmieni wszystko… 

W stronę światłości

Wyobraźnia nie ma granic. Gdy marzymy, wszystko jest możliwe. I nie tylko wygrana w lottka, awans czy ślub jak z bajki. Po prostu… wszystko! Dla mnie pierwszym kontaktem ze światem, który nie ma żadnych ograniczeń, była Alicja z krainy czarów. Przecierałam oczy ze zdumienia, bo w tej książce niczego nie mogłam być pewna. Nie sądziłam, że dam się zaskoczyć ponownie. A jednak Bramy Światłości okazały się bramami prowadzącymi wprost do krainy fantastycznego… absurdu.

Tytuł: Bramy Światłości tom 1
Cykl: Zastępy Anielskie (tom 5)
Autor: Maja Lidia Kossakowska
Wydawnictwo: Fabryka Słów

Jestem ogromną miłośniczką Siewcy wiatru. Od momentu, w którym przeczytałam tę książkę, staram się czytać wszystko, co napisze Kossakowska. Kiedy więc dowiedziałam się, że zostanie wydana kolejna część mojej ulubionej serii, poczułam, że muszę ją mieć, natychmiast!

Tym razem autorka zabiera nas w podróż po Strefach Poza Czasem. A wszystko to za sprawą niepozornej badaczki, Seredy. Skrzydlata dopiero co wróciła z wyprawy i twierdzi, że właśnie tam czuła obecność Pana. Archaniołowie są poruszeni, już czują zbliżający się koniec pewnej epoki, postanawiają zatem zbadać sprawę i w tym celu wysyłają Seredę oraz Daimona (tak, naszego drogiego Tańczącego na Zgliszczach!) na „małą wycieczkę”. Nie dość, że piekielnie niebezpieczną, to jeszcze zupełnie nieprzewidywalną. Tam może wydarzyć się wszystko, dosłownie wszystko!

Jak pewnie każdy miłośnik Siewcy wiatru zauważył, od pierwszej części serii minęło trochę czasu. Kossakowska napisała w międzyczasie sporo innych książek i ich wpływ jest bardzo wyczuwalny w najnowszej powieści. Niestety kosztem tego, co lubiłam w anielskiej serii.

Akcja Siewcy rozgrywała się w głównie pomiędzy niebiosami a piekłem, nieraz zahaczając o Ziemię. To była skomplikowana dworska intryga z mnóstwem zwrotów akcji i niebanalnym poczuciem humoru. Uwielbiałam bohaterów tej serii, byli wprost niesamowici, a rozwój ich relacji śledziło się z zapartym tchem. Tworząc anielską serię, Kossakowska zaproponowała coś nowego w oklepanym wtedy gatunku fantasy.

Bramy Światłości zaczynają się podobnie. Gabryś, stary dobry Gabryś, już od pierwszej strony zarzuca nas swoimi problemami. Również Daimon kusi nieprzystępną osobowością, a Razjel przyciąga tajemnicą. A potem rozpoczyna się przygoda i mamy powieść inną niż wszystkie poprzednie.

Czego jest mniej? Nie mamy już tyle relacji, intryg, podstępów i zaskakujących zwrotów akcji. Tym razem przygoda to „przygoda” w dosłownym znaczeniu. Akcja prowadzona jest w głównej mierze przez dwóch bohaterów, dlatego wszystkie inne relacje nie zostają w pełni opisane. Gabryś pojawia się tylko kilka razy, Lampka pałęta się pod nogami i chociaż go uwielbiam, jego obecność nie ma większego znaczenia. Ciekawie zapowiedziana tajemnica Razjela przynajmniej w tym tomie nie zostaje rozwinięta. Ach… i jeszcze Daimon… interesująca wzmianka z początku również wyczekuje kontynuacji.

Gdybym miała wskazać najbardziej interesującą parę tego tomu, to byłby to bez wątpienia Daimon i jego konik… tfu… Boska Bestia! Niewyjęte dialogi, świetne poczucie humoru, klasa sama w sobie. Nie wiadomo, kogo się kocha bardziej: wierzchowca, czy jego pana (w zasadzie ten pierwszy zdaje się ciut inteligentniejszy). Kontakty z Seredą również zostały ciekawie przedstawione, chociaż nie wychodzą poza granice poprawności.

Główna część książki to podróż po Sferach Poza Czasem – dziwnej, dzikiej krainie, w której wszystko jest możliwe. Niektóre opisy są niesamowite. Kossakowska po raz kolejny dowodzi, że jej wyobraźnia nie ma granic. Tym razem postawiła na akcję i niesamowitą scenerię. Bramy Światłości to połączenie Alicji z krainy czarów z Indianą Jonesem. Dużo akcji, mnóstwo walk i psychodelia w najczystszej postaci. Mniej refleksji, mniej intryg, za to morze trupów (dosłownie i w przenośni).

W innej recenzji przeczytałam, że książka sprawia wrażenie, jakby autorka nie miała pomysłu na powieść. I niestety coś w tym jest. Przebieg fabuły można streścić słowami „poszli na wyprawę i idą”. Ten tom to przede wszystkim ukłon w stronę miłośników powieści akcji.

Z żalem muszę też stwierdzić, ze autorka polubiła dzielenie historii na pół. O ile pierwsze jej książki zawsze stanowiły zamkniętą opowieść, ta ponownie… urywa się w połowie. Bardzo szkoda, bo akurat tego zabiega w literaturze nie potrafię zrozumieć.

Dużym plusem Bram Światłości jest hinduska mitologia. W poprzednich tomach poznajemy tyle szczegółów dotyczących anielskiego świata i śledzimy jego zawiłości, że przeniesienie uwagi na inną kulturę to ciekawy zabieg. Można się wiele nowego dowiedzieć, co dodatkowo ułatwia nam słowniczek tradycyjnie umieszczony na końcu książki.

Jeśli chodzi o zapewnienia, że książkę można czytać w oderwaniu od poprzednich części, to muszę stwierdzić, że odpowiedź brzmi: i tak, i nie. Owszem, brak znajomości poprzednich tomów nie utrudnia nam zrozumienia tego i chociaż autorka stara się, jak może, nie wspominać o poprzedniej akcji, to siłą rzeczy… trochę informacji przemyca. Gdy później będziemy chcieli wrócić do poprzednich tomów, może się okazać, że znamy już część historii.

Bramy Światłości zupełnie mnie zaskoczyły. Moja ulubiona autorka, najukochańszy cykl i… zupełnie coś nowego. Nie powiem, żeby było to zniechęcające. Miło jest raz na jakiś czas spotkać taką niespodzianką. Bez wątpienia będę wyczekiwać kontynuacji, ale… Siewca wiatru i tak pozostanie dla mnie najlepszym anielskim tomem.

fabrykaslow

Więcej recenzji książek Mai Lidii Kossakowskiej znajdziesz tutaj.
Możesz też poczytać więcej o fantastyce. Zapraszamy!

Bramy światłości

Od zawsze podobało mi się niekonwencjonalne podejście do tematów, które w dość niewybredny sposób opisują niebo i jego skrzydlatych mieszkańców. Bez zbędnego opiewania ich cudownych czynów, zachwalania cnót czy wodzenia za nos. Może dlatego tak bardzo do gustu przypadły mi książki Jakuba Ćwieka i Mai Lidii Kossakowskiej, i gdy pisarka wydała kolejną powieść z cyklu Zastępy anielskie, wiedziałam, że po raz kolejny z chęcią powrócę do porzuconego przez Stwórcę Królestwa, by w towarzystwie Lampki, Moda, Gabriela, Razjela i Daimona (do którego wzdycham i nie mogę się powstrzymać, żeby tego nie robić) przeżyć przygody, o jakich nie śniło się nikomu (prócz autorki).

Tytuł: Bramy światłości
Cykl: Zastępy Anielskie (tom 5)
Autor: Maja Lidia Kossakowska
Wydawnictwo: Fabryka Słów

Regent nieba ma nie lada kłopot. Świetlista, która niegdyś była uczennicą Razjela, informuje go, że podczas jednej ze swoich niebezpiecznych wypraw odczuła wszechpotężne działanie Jasności. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie jeden drobniuteńki fakt – boska dezercja, o której wiedzą tylko nieliczni. Nie mając wyjścia, Gabriel organizuje ekspedycję rozpoznawczo-poszukiwawczą w Strefy Poza Czasem, modląc się w duchu o to, by doznania Seredy były tylko kolejną sztuczką Antykreatora, a nie rzeczywistym powrotem Najwyższego. Niestety, to dopiero początek problemów, z jakimi przyjdzie zmierzyć się nie tylko Skrzydlatym, ale również Głębianom, a przede wszystkim członkom eskapady, która z każdą kolejną milą i kilometrem będzie coraz bardziej karkołomna i szaleńcza.

Maja Lidia Kossakowska po raz kolejny zachwyca swoim kunsztem, czarnym humorem i ironicznym stylem, a Bramy światłości pochłania się z prędkością światła – chociaż może właściwsze byłoby określenie „z prędkością, jaką osiąga Boska Bestia”. Wartka akcja, pełnokrwiści, jedyni w swoim rodzaju bohaterowie, a także niezwykle barwne i dokładnie opisane miejsca sprawiają, że czytanie okazuje się nieopisaną wręcz przyjemnością.

Chociaż nie przeczytałam wszystkich tomów Zastępów anielskich (co solennie obiecuję nadrobić), nie przeszkodziło mi to w ponownym zagłębieniu się w świat, w którym aniołowie wcale nie zachowują się anielsko, a intrygi, knowania i zdrady to zjawiska codzienne i powszechne. I naprawdę nie sposób nie wspomnieć w tym miejscu o bohaterach. Chociaż Sereda okropnie mnie irytowała – taka cnotka, udająca anielską Larę Croft, która mimo swojej nieprzeciętnej inteligencji (panna „ach, och, jaka jestem mądra”) nie potrafiła dostrzec, kto tak naprawdę jest przyjacielem, a kto wrogiem – to dzięki Abaddonowi, który niczym Strażnik Teksasu (niebiańskiego) potrafi wyjść z najbardziej absurdalnej sytuacji, zachowując przy tym swój anielski, wredny urok; wiernemu i szczeremu do bólu Piołunowi, a także nieokrzesanemu Luckowi (i innym ważniejszym i mniej ważnym postaciom, których nie sposób wymienić) cała opowieść staje się jeszcze bardziej intrygująca i emocjonująca.

Byłam także zdziwiona, że nie męczyły mnie bardzo dokładne i szczegółowe opisy. Z niezwykłą przyjemnością poznawałam zarówno faunę, jak i florę terenów, przez które wędrowali uczestnicy swoistej robinsonady, a dzięki temu moja wyobraźnia miała nieograniczone pole do popisu (bez bicia przyznaję, że pasuje mi styl pisania autorki).

Muszę również pochwalić Fabrykę Słów, ponieważ pierwszy raz dostałam egzemplarz recenzencki opakowany w tak cudowny sposób (a to piórko w środku wywołało na mojej twarzy tak szeroki uśmiech, że – według moich bliskich – cieszyłam się jak głupi do sera). Z całego serca dziękuję!

Tak naprawdę mogłabym się przyczepić jedynie do zakończenia – gdybym była sercowcem, to z pewnością zeszłabym na zawał, a moje głośne „dlaczego akurat w tym momencie!” powtarzane jak mantra z pewnością mogłoby wzbudzić niepokój. Naprawdę nie wiem, jak ja wytrzymam tę nieznośną niewiedzę dotyczącą dalszych losów moich ulubieńców.

fabrykaslow

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Czytaj pierwszy!

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia