Szamański blues

Czasami przeznaczenie potrafi upomnieć się o człowieka w najmniej odpowiednim momencie i zmusza do podjęcia szeregu decyzji, które nie tylko są w stanie zaważyć na jego dalszej egzystencji, ale również zmieniają jego życie o sto osiemdziesiąt stopni. Jak wiadomo, ludzie są różni i jedni są w stanie się z tym zmierzyć i nie robi to na nich żadnego wrażenia, drudzy natomiast (ci wrażliwsi) najpierw odchorowują zmiany i w taki czy inny sposób próbują się do nich przystosować. Jedno jest pewne – są to bardzo trudne wybory wymagające nie tylko dużego samozaparcia, lecz także mocnej psychiki, by się z nimi zmierzyć.

TytułSzamański blues
Cykl: Szamańska seria (tom 1)
Autor: Aneta Jadowska
Wydawnictwo: Fabryka Słów

O Piotrze Duszyńskim można powiedzieć wszystko, ale na pewno nie to, że jest zwyczajnym, do bólu nudnym przedstawicielem męskiego gatunku. Tak po prawdzie, to ostatnim, na co może narzekać, jest nuda, a powód tego jest dość niezwykły – otóż Witkacy (jak zwracają się do niego właściwie wszyscy) prowadzi podwójne życie. Cóż w tym takiego niesamowitego? Oficjalnie jest śledczym w toruńskim wydziale zabójstw, a nieoficjalnie – szamanem odsyłającym dusze zmarłych w Zaświaty. Gdy na progu jego mieszkania staje była miłość i prosi o pomoc w wyjaśnieniu tajemniczych zgonów noworodków, Witkacy nawet nie podejrzewa, że przyjdzie mu się zmierzyć ze złem jeszcze gorszym niż to dotychczasowe, a także z przeszłością wiążącą jego losy z losami Konstancji.

Po raz kolejny utwierdzam się w przekonaniu, że Aneta Jadowska jest dla mnie mistrzynią, jeśli chodzi o polską literaturę fantastyczną, a pierwszy tom Szamańskiej serii przeczytałam w takim tempie, że pod koniec książki żałowałam, że nie rozłożyłam jej sobie na -naście lub -dziesiąt dni.

Szaman od zawsze kojarzył mi się z drobnym człowieczkiem pochodzenia indiańskiego, który w stroju adamowym lub w wersji dla mniej tolerancyjnych – przepasce na biodrach – tańczy wokół ogniska, wydając z siebie dziwne dźwięki. Witkacy, jako współczesny łącznik między światem żywych i umarłych, doskonale wpisuje się w ten zawód – mimo że nie gania nago (chociaż to byłoby ciekawe) i na pewno nie przypomina niskopiennego Indianina (całe szczęście!), nie wyobrażam sobie na tym miejscu nikogo innego. Pewnie dlatego, że pod warstwą małomównego i skrywającego swoje emocje gbura kryje się mężczyzna troskliwy, poważnie podchodzący do swoich obowiązków i z niezwykłym poczuciem misji. Poza tym policjant nie może być ciepłą kluchą, a Piotr to zdecydowanie młodsza wersja porucznika Colombo.

Ważna jest również historia, która doskonale łączy ze sobą to, co rzeczywiste i nierzeczywiste. Wszystko jest jak najbardziej zrozumiałe, a czytelnik nie ma poczucia, że coś się w historii nie zgadza czy jest nie na miejscu – tu wszystko ma swoje miejsce. I chociaż w pierwszej połowie książki troszeńkę brakuje mi akcji (no cóż, apetyt rośnie w miarę czytania), to druga w zupełności wynagradza cierpliwość czytelnika (osobiście parę razy złapałam się na tym, że wstrzymywałam oddech, gdy główny bohater znalazł się w sytuacji, w której żaden normalny człowiek znaleźć by się nie chciał, ale czy Witkacy jest normalny?).

Oczywiście ze względu na przynależność do grupy #teamWitkacy muszę przyznać, że na najdrobniejszą wzmiankę o Konstancji otwierał mi się nóż w kieszeni. Pojawiła się taka po piętnastu latach, jak gdyby nigdy nic, i z tym swoim dziewczęcym „Piotrze, potrzebuję pomocy” postanowiła zburzyć to, co z takim trudem udało się stworzyć Szamanowi. Nie, nie lubię jej i pewnie już nie polubię, o!

Liczę na to, że autorce szybko nie skończą się pomysły, a Szamańska seria będzie liczyć co najmniej tyle tomów, ile liczy seria o Dorze Wilk (kiedy ja ją w końcu przeczytam?).

978-83-8083-583-2

Reemisja

Istnieje słuszne przeświadczenie, że o pewnych rzeczach przy stole nie wypada rozmawiać, ponieważ są to kwestie zbyt drażliwe i wywołujące niepotrzebne spory. Zalicza się do nich przede wszystkim religię i politykę. Szczególnie ta ostatnia wzbudza w ludziach niezwykle silne i bardzo widoczne emocje. Ja sama, oglądając od czasu do czasu relacje z sejmu, mam wrażenie, że niektórzy politycy są po prostu opętani, i nie wiem, czy mam się z tego powodu śmiać, czy gorzko płakać.

Tytuł: Reemisja
Autor: Izabela Milik
Wydawnictwo: Novae Res

Na dzień przed wyborami parlamentarnymi charyzmatyczny przewodniczący Obozu Odrodzenia Ojczyzny – Jeremi Pestis – jest pewny tego, że jego kontrowersyjna partia wygra i zacznie wprowadzać w kraju własne porządki. Jednak zwycięstwo w wyborach nie jest jego jedynym priorytetem. Drugim, nie mniej ważnym, jest zniszczenie ducha i wzięcie w posiadanie kobiety, która w przeszłości śmiała odrzucić zaloty mężczyzny. Czy Anna będzie w stanie ochronić siebie i swoją rodzinę przed maniakiem, który – zdaje się – podpisał pakt z samym diabłem?

Reemisja jest książką, która mogłaby się doskonale nadawać na scenariusz jakiejś zagranicznej produkcji, ponieważ czytelnicy mają okazję zapoznać się ze światem pełnym brutalnych, politycznych zagrywek, pogardy dla wszystkiego, co odstaje w jakikolwiek sposób od normy, oraz demonicznymi mocami uwięzionymi w tajemniczej księdze. Nie jest to pozycja ani lekka, ani łatwa, ani przyjemna (no, chyba że ktoś lubuje się w tego typu książkach).

Izabela Milik miała naprawdę bardzo dobry pomysł na uczynienie jednego z głównych bohaterów demonicznym politykiem, który nie cofnie się przed niczym, by tylko zdobyć to, czego tak bardzo pragnie: moc równą boskiej. Niestety, brakowało mi tutaj głębszego wejścia w jego spaczoną psychikę – wzmianka o nazistowskim dziadku mającym w posiadaniu księgę zła i zniszczenia troszkę mi nie wystarczyła. Zawiodłam się również na głównej bohaterce. Spodziewałam się silnej, przebojowej kobiety, której tajemniczą przeszłość z przyjemnością bym odkrywała, a dostałam rozchwianą emocjonalnie kobietę z bagażem doświadczeń. Skąd u takiej kobiety tak wielka moc? To również jest dla mnie zagadką.

Nie mogę nie wspomnieć również o Arturze, którego przemiana zrobiła na mnie największe wrażenie: z osiedlowego rozrabiaki i awanturnika stał się swego rodzaju sprzymierzeńcem dobra, a to faktycznie było zaskakujące. Myślę, że z detektywem w sutannie – księdzem Szymonem – stanowiliby nieziemski duet do zadań specjalnych bądź demonicznych, jak kto woli.

Mimo wszystko Reemisja może się podobać i szczególnie gorąco polecam ją tym odbiorcom, którzy nie znudzili się jeszcze politycznymi przepychankami i lubią się odrobinę pobać.

logo-novae-res-300dpi

Kroniki Wiecznego Królestwa

Każdy z nas zna biblijną wersję stworzenia świata i tego, co działo się znacznie później – pojawienie się Adama i Ewy, kuszenie kobiety przez szatana, zerwanie zakazanego owocu, a w efekcie wygnanie z Edenu będące najdotkliwszą karą, jaką człowiek mógł dostać. Te opowieści są nierozerwalną częścią chrześcijańskiej wiary. A gdyby spojrzeć na to wszystko głębiej? Przecież te wydarzenia też musiały być częścią boskiego planu, bo gdyby było inaczej to nie miałyby one miejsca.

Tytuł: Kroniki Wiecznego Królestwa
Autor: Artur Danilczuk
Wydawnictwo: Novae Res

Chaos nigdy nie przestał marzyć o tym, że pewnego dnia zmiecie z piedestału Najwyższego i sam zajmie jego miejsce, stając się nowym władcą świata. Wydarzenia w Raju stanowiły punkt zapalny do tego, co miało nadejść później – kolejnej wielkiej wojny mającej na celu unicestwienie tego, co dobre i szlachetne. Jednak najgorsza była świadomość tego, że zło zaczyna atakować zastępy anielskie najmilsze Bogu, a na jątrzącą się od środka zarazę nie ma sposobu. Czy Michał, Rafał i Gabriel będą w stanie pokonać rozprzestrzeniającą się chorobę?  Czy sami nie staną się ofiarami tej cząstki, która tkwi w każdym z nas – cząstki zła?

Artur Danilczuk w swoim debiucie zabiera czytelników w swoistą kosmiczną podróż (autentycznie w pewnej chwili poczułam się, jakbym znalazła się między Gwiezdnymi Wojnami a Star Trekiem), podczas której wzajemne oddziaływanie na siebie dobra i zła jest aż nadto namacalne. W Kronikach Wiecznego Królestwa niczego nie można być tak do końca pewnym – ci dobrzy mogą zdradzić i stanąć po ciemnej stronie mocy, a ci źli doznać chwilowego objawienia – dlatego przedstawiona historia wciąga od pierwszych stron i pozostawia niedosyt na końcu.

Okazuje się, że ani Archaniołowie, ani Cherubini, ani tym bardziej Trony wcale nie są tacy bogobojni, jak się wydaje. Jak zwykli śmiertelnicy odczuwają strach, złość i nienawiść (niektórzy są nawet „ludziofobami”) i chociaż odczucia te wiodą w prostej linii ku Chaosowi, to czynią te istoty bardziej ludzkimi.

Przedstawienie samego „zła” również jest dość niekonwencjonalne. Podobała mi się jego złożoność i jego zobrazowanie – ja sama miałam przed oczami sklonowane, skrzydlate zombie. Nie mam pojęcia, czy taką wizję miał sam autor, ale właśnie ta najbardziej mi odpowiadała.

Zastanawiająca – przynajmniej dla mnie – jest rola Gabriela (jeszcze nie archanioła) w całej tej pasjonującej opowieści. Chcą go mieć i jedni, i drudzy, a biedny Gabryś nie ma pojęcia, dlaczego tak się dzieje (i nie tylko on). Oczywiście po raz kolejny przychodzi mi tu do głowy porównanie rodem z Gwiezdnych Wojen – może on tak samo jak Luke będzie ostatnią nadzieją na zwycięstwo dobra w tej nierównej walce?

Nie mam pojęcia (przyznaję bez bicia), czy autor planuje wydanie kolejnych tomów Kronik Wiecznego Królestwa, ale jeśli tak, to jestem pierwsza w kolejce do lektury. Naprawdę warto dać szansę tej książce.

logo-novae-res-300dpi

9788379766604

Wezwanie

Chyba nikt nie lubi, gdy się go do czegoś zmusza albo co gorsza – wzywa do zrobienia czegoś, na co w danej chwili może nie mieć najmniejszej ochoty. W ogóle „wezwanie” może kojarzyć się z czymś nieuchronnym, z czymś, od czego nijak nie można uciec i co rodzi w człowieku pytania: „dlaczego ja?”, „dlaczego właśnie teraz?” i bunt. Na szczęście ludzka natura ma skłonność do analizy i oddzielania rzeczy ważnych od tych mniej ważnych i dzięki temu niektóre z owych wezwań można z czystym sumieniem ignorować. A co w przypadku, gdyby takie wyzwanie zostało na nas wymuszone, i to do tego stopnia, że zależałoby od tego nasze być albo nie być?. Aż trudno to sobie wyobrazić prawda? Dzięki The call możecie.

Tytuł: The call. Wezwanie
Autor: Pedar O’Guilin
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Książka dla młodzieży

Dzieciństwo powinno być czasem beztroskim i pozbawionym jakichkolwiek problemów. Niestety, dla Nessy skończyło się ono w chwili, gdy poznała prawdę dotyczącą traktatu kapitulacyjnego, zgodnie z którym lud Sidhe pokonany przez ludzi został zmuszony do zamieszkania Szaroziemi. Trwające trzy minuty wezwania będące zemstą za tamtejszą klęskę dziesiątkują młodzież i sprawiają, że niczego nie można być tak pewnym jak tego, że potworny starożytny lud czerpie uciechę z torturowania i zabijania młodych Irlandczyków. Czy Nessa przetrwa swoje trzy minuty mimo własnych dość znacznych ograniczeń?

The call jest książką, której mroczny klimat przyciągnął mnie od pierwszych stron (chociaż nie ukrywam, że z taką wyszukaną brutalnością miałam do czynienia po raz pierwszy). Prowadzona w narracji trzecioosobowej historia zabiera czytelnika w świat pełen irlandzkich wierzeń, niebezpiecznych istot, bólu i strachu. Powieść zawiera opisy tak drastyczne i makabryczne, że czasami budziły one we mnie niesmak, ale także sprawiały, że z jeszcze większym zapałem oddawałam się lekturze.

Cieszy to, że fabuła nie jest skupiona wyłącznie na przeżyciach głównej bohaterki, ale również na osobach, które w danym momencie zostały „wezwane”. Dzięki temu odbiorca jest w stanie spojrzeć szerzej na to, co działo się z młodzieżą podczas pobytu w krainie Sidhe, i dać się porwać emocjom towarzyszącym im w trakcie tych trzech minut.

Nie sposób w tym miejscu nie wspomnieć o Nessie, która od razu przypadła mi do gustu. Nie jest jedną z tych szablonowych postaci, o których łatwo zapomnieć, wręcz przeciwnie – mimo swojej niepełnosprawności nie pozwala na to, by ktokolwiek się nad nią litował. Wymaga od siebie więcej, niż wymagają od niej inni, a co najważniejsze – chęć życia jest w niej tak silna, że mogłaby nią obdarować jeszcze kilkadziesiąt innych osób.

Co prawda nie rozumiem przyrównywania The call do Igrzysk śmierci czy Więźnia Labiryntu (chyba jedyną zgodnością jest to, że we wszystkich tych książkach występują światy dystopijne), niemniej warto poznać tę powieść i pamiętać o tym, że jest ona przeznaczona dla dużo starszej młodzieży (osobiście czytałam ją w dzień, bo gdybym robiła to w nocy, to na pewno miałabym problemy ze spaniem).

Niezwykle ciekawy jest też projekt okładki. Na jednym ze skrzydełek znajduje się czaszka, którą widać w kole na przodzie książki, co świetnie się prezentuje.

Mam nadzieję, że nie przyjdzie mi zbyt długo czekać na drugą część Wezwania.

tania_ksiazka_kod_rabatowy_logo_kupon

607403_0003

Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć – oryginalny scenariusz

Tydzień temu (po kilku miesiącach odwlekania) w końcu usiadłam przed telewizorem i włączyłam Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć. Do filmu podchodziłam z niesłuszną (jak się okazało) rezerwą, bo jako wierna potterhead nie mogłam wyobrazić sobie filmowej historii bez Rona, Harry’ego i Hermiony. Oczywiście przedstawioną historię wchłonęłam jak gąbka, ciesząc oczy nie tylko pięknymi sceneriami Nowego Jorku z lat XX, ale również imponującą grą aktorską zarówno Eddiego Redmayne’a w roli Newta Scamandera, jak i Dana Foglera czy Katherine Waterstone. W oczekiwaniu na drugą część filmu z przyjemnością sięgnęłam po przepięknie wydany oryginalny scenariusz do Fantastycznych zwierząt napisany przez samą J.K. Rowling.

Tytuł: Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć. Oryginalny scenariusz
Autor: J.K. Rowling
Wydawnictwo: Media Rodzina

Cała historia zaczyna się w chwili, gdy Newton Scamander przybywa do Nowego Jorku, mając przy sobie jedną, podniszczoną walizkę, która dla potencjalnego złodzieja na pewno nie byłaby żadnym łupem. Mimo jej opłakanego stanu dla samego Scamandera przedmiot ten był cenniejszy niż wszystko, co do tej pory stanowiło o jego majątku, ponieważ jej wnętrze jest schronieniem dla zagrożonych wyginięciem magicznych stworzeń, które czarodziej wyłapywał podczas swoich licznych podróży. Pech chce, że z jej środka wydostaje się żądny złota niuchacz, a to z kolei staje się przyczyną pomyłki, której ofiarą pada magizoolog, a oprócz niego niemag – Jacob Kowalsky. Od tej chwili zaczyna się prawdziwy wyścig z czasem, od którego zależy nie tylko życie zwierząt zamkniętych w walizce Newta, ale także mieszkańców Nowego Jorku.

Oryginalny scenariusz do Fantastycznych zwierząt to podzielona na akty historia, którą czytelnik mógł poznać podczas prawie trzygodzinnego seansu filmowego. Dzięki temu, że został on wydany kilka miesięcy po premierze filmu, zapaleni fani po raz kolejny mogli stać się świadkami rozgrywanych wydarzeń i to bez potrzeby włączania filmu – chociaż moim zdaniem czytanie scenariusza z równoczesnych oglądaniem tego na ekranie jest niezłą frajdą.

Osoby, które w książce szukają czegoś, czego być może nie dostrzegli podczas seansu, mogą poczuć się delikatnie zawiedzione, ponieważ 296 stron scenariusza to dosłowne spisanie fabuły filmowej z podziałem na role. Na pozostałe oprócz standardowych podziękowań składają się mały słownik terminów filmowych, a także wyszczególnienie nie tylko najważniejszych członków obsady, ale również ekipy, która w pocie czoła pracowała nad tym, by widzowie na całym świecie mogli po raz kolejny podziwiać magiczny, czarodziejski świat.

Nie mogę nie wspomnieć także o przepięknej oprawie graficznej książki niesamowicie ubogacającej jej wnętrze, za którą odpowiada pracownia grafiki MinaLima. Sprawia ona, że lektura staje się prawdziwą przyjemnością.

Pozostaje mi tylko uzbroić się w cierpliwość i czekać na dalsze pozycje z magicznego świata J.K. Rowling, bo nie sądzę, żeby autorka zaprzestała pisania czegoś, co po pierwsze wpisało się w światowy książkowy kanon mający miliony fanów na całym świecie, a po drugie przynosi jej dochód, o którym nasi rodzimi pisarze mogą tylko pomarzyć – co jest smutne, ale niestety prawdziwe.

WydawnictwoMediaRodzina-3

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 11 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia