By przypomnieć sobie, jakie naprawdę jest życie…

Życie człowieka nie jest łatwe. Prawie każdy z nas to potwierdzi. Te ciągłe niepowodzenia, tragedie, negatywne emocje i świat, który jest przeciwko nam. Może to wykańczać na każdym kroku. Zapewne ciągle na to wszystko narzekacie. Tylko zapominacie o pewnym „ale”. W końcu ono jest zawsze. Tym razem też, w tym przypadku wyjątek nie potwierdza reguły. Dlatego zacznijmy od początku. Życie człowieka nie jest łatwe, ale jest piękne. Zgadzacie się z tym?

Tytuł: Życie jest piękne
Autor: Natalia Murawska
Wydawnictwo: Novae Res

Nat i Nel są przyjaciółkami od pierwszej klasy podstawówki – od momentu gdy towarzyska Natalie podeszła do pewnej skulonej w kącie dziewczynki, która była małą Cornelią. Są nierozłączne, każdą chwilę spędzają razem. Ich życie jest jak z filmu. Piękne, pełne energii i radości. Wszystko zawsze się udaje. Śmieją się i kpią z wszelkich kłopotów. W końcu te wszystkie złe rzeczy, które dzieją się na świecie, nie dotyczą ich. Jednak czy na pewno tak jest? Życie jest piękne, ale nie idealne. Należy o tym pamiętać. W szczególności gdy słyszy się słowa „rozwód” i „białaczka”. Czy po nich wszystko może być takie samo, jak było wcześniej? 

Kiedyś uwielbiałam młodzieżówki. Mogłabym je czytać przez cały czas. Fascynował mnie ten świat najczęściej amerykańskich szkół, popularnych nastolatków, przelotnych miłostek i wiecznych problemów. Byłam w tym wieku, że akurat rozumiałam bohaterów. Teraz zastanawiam się, po co ja w ogóle je czytam. Prawie żadna mi się nie podoba, a nie mówię już o tym, żeby robiła na mnie wielkie wrażenie. Chyba z tego wyrosłam. Mimo to próbuję dalej znaleźć coś wow. Życie jest piękne nie było akurat tym, ale bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło. Chciałam odmiany i w pewnym sensie dostałam ją. 

Niestety nie mogę powiedzieć, że sam pomysł jakoś bardzo mnie zaskoczył. Jest dość sztampowy. W końcu śmiertelne choroby, problemy miłosne są powszechne w literaturze młodzieżowej. Są jej nieodzowną częścią. Ale właśnie dlatego w tej chwili nie zaskakują. Prawie każdy zaciekły czytelnik przerobił już najróżniejsze scenariusze wszystkich możliwych wydarzeń. Trzeba być geniuszem, żeby wpaść na coś zaskakującego. Natalia Murawska dobrze poprowadziła wszystkie wątki, lecz nie pokazała niczego nowego. 

Jej styl jest bardzo przyjemny, co w tym przypadku cenię. Tym bardziej że nie był infantylny ani zbyt dziecinny, więc spokojnie powinien zaspokoić pragnienia czytelnika. Oddziałuje bardzo na emocje, więc czasami przenosiłam się w myśli, a raczej uczucia Nel i Nat. Narracja jest pierwszoosobowa, co jeszcze bardziej potęgowało to wrażenie. Chyba największy plus całej kompozycji książki to rozdziały, które rozpoczynają się cytatami z książek, filmów czy seriali. Bardzo mi się to spodobało, ponieważ były one idealnie dobrane do sytuacji, która miała być ukazana w danym rozdziale i w dodatku pochodziły ze współczesnych dzieł, choć pojawiały się i ze starszych. Niejeden cytat znałam i pamiętałam. Widać, że pisarka włożyła w to dużo pracy.

Fabuła wciągnęła mnie od początku. Chciałam dowiedzieć się, którą wersję wybrała, a raczej wymyśliła Natalia Murawska. Dlatego czytałam z zapartym tchem i towarzyszyłam przez cały ten czas bohaterom. Chciałam, żeby wszystko im się ułożyło, a byłam trzymana w olbrzymim napięciu. Czułam ich uczucia i zmagałam się w danej chwili z tymi samymi problemami, choć tak naprawdę nigdy niczego takiego nie przeżyłam. Rozumiałam ich i nie oceniałam. To było piękne. Aczkolwiek chwilami powieść była bardzo, wręcz niewiarygodnie, przesłodzona. Takie rzeczy nie dzieją się w życiu, a przynajmniej ja nigdy nie byłam świadkiem niczego podobnego. Jednak nie zmienia to faktu, że mogłam obserwować przeurocze momenty, w których krajało mi się serce. W dodatku to było tak pełne wiary i nadziei, że jestem pewna, że Życie jest piękne pomoże niejednej realnej osobie. 

Z postaciami z książki dość często się utożsamiałam. Aż sama momentami byłam zaskoczona, że tak dałam się uwieść. Nie będę udawać, że byli wykreowani nie wiadomo jak dobrze. Tak naprawdę bardzo często mnie irytowali. Nie zmienia to faktu, że przywiązałam się do nich. Samej Nel nie mogłam polubić, mimo że bardzo się starałam. Częściowo jestem w stanie sobie wyobrazić, co czuła. W końcu dla większości białaczka jest końcem świata. Już nie chcą walczyć o swoje życie. Miała być archetypem siłacza, który walczy mimo wszystkich przeciwności, ale była słaba, za co oczywiście jej nie winię. To ludzie wokół niej byli silni. Natomiast Nat okazała się postacią z iskrą w oku i dość wrednym charakterkiem, lecz w tym najbardziej pozytywnym znaczeniu. Wprowadzała do książki radość i trochę pikanterii, a to właśnie w tej opowieści okazało się bardzo potrzebne. 

Co do samego wątku romantycznego, był tak samo jak cała powieść przeuroczy… Luke i Nel pasowali do siebie wręcz idealnie i byli przy tym bardzo naturalni i przede wszystkim realni. Byłabym w stanie uwierzyć, że taka historia wydarzyła się naprawdę. W przeciwieństwie do romantycznych przeżyć Nat i Nasha. Oni byli po prostu na każdym kroku szaleni i to było niesamowite. Na ich przykładzie była pokazana piękna miłość pełna namiętności, wiary i oddania. Szkoda, że w nią wątpię. 

Tematyka jest bardzo poważna i trudna. To nie są problemy dnia codziennego. To problemy z naszych koszmarów, te nieprzewidziane, które zdarzają się znajomym naszych znajomych lub ludziom w telewizji, ale nie nam. Pisarka ukazała, że trzeba się liczyć z tym, że to nie są tylko opowieści, ale coś prawdziwego, co może się przydarzyć również nam. Choć muszę przyznać, że wszystko poszło zbyt łatwo. W prawdziwym życiu tak nie jest.

Życie jest piękne jest niesamowitą powieścią, która urzeknie chyba każdą nastolatkę i nie tylko. Dzięki niej możemy zrozumieć, że powinniśmy doceniać ludzi oraz nasze własne tu i teraz. Życie jest zbyt piękne i skomplikowane, by o tym zapominać. 

978-83-8083-539-9

Wszystko przez kota

Tak, właśnie: wszystko przez pewnego kota Jamesa, któremu zachciało się wylegiwać w łóżku sąsiada swojej pańci… 

alchemik z gwiazdy

W mroku tajemnic alchemii

Gdy byłam dzieckiem, chciałam zostać lekarzem. To było moje olbrzymie marzenie. Nie do końca wiedziałam, na czym polega ten zawód, ale mimo to wydawał mi się niesamowity i wspaniały. Od tego czasu minęło wiele lat, a ja uczyłam się, zmieniałam zdanie i poznawałam nowe nauki. Jednak moje marzenie nadal pozostało, a chemia stała się pasją. Jestem przekonana, że duża część z was może opowiedzieć podobną historię. Niektórym pewnie nawet udało się spełnić to marzenie. Jest to opowieść o pragnieniach, ich spełnieniu, pasji i olbrzymim zaangażowaniu, prawda?

Tytuł: Alchemik z gwiazdy
Autor: Sonia Wiśniewska
Wydawnictwo: Novae Res

Karol jest alchemikiem na dworze króla południa. Jest najlepszy i wszyscy doceniają jego umiejętności, a w szczególności sam król. Od mistrza oczekuje się pomocy i zaangażowania o każdej porze dnia, lecz on nie narzeka. Wie, jakie są jego obowiązki, a sama praca okazała się dla niego pasją i sensem życia. Jednak zima jest dla Karola czasem wakacji, ponieważ jego władca zapada w zimowy sen. W tym roku wszystko się zmienia – król budzi się wcześniej, niż powinien, i wysyła swojego alchemika na misję, która wydaje się niemożliwa do spełnienia. Czy uczony sobie poradzi? Kim tak naprawdę jest?

Polska literatura jest mało popularna w Polsce. Brzmi to paradoksalnie i niedorzecznie. Jednakże gdy rozmawiałam z moimi rówieśnikami, okazało się, że są oni zniechęceni do naszych ojczystych dzieł i wolą wybierać zagraniczne. Ja nigdy nie miałam takiej niechęci, choć przyznaję, że po polskie książki sięgam bardzo rzadko, z czego nie jestem dumna. Nie zmienia to faktu, że nie rozumiem, co w naszych powieściach jest nie tak, że ludzie nie chcą ich czytać. Jak w każdym kraju mamy lepsze i gorsze pozycje. Wystarczy tylko poszukać tych lepszych i polska literatura jest tak samo wartościowa jak na przykład brytyjska. Dlatego nawet się nie wahałam przed przeczytaniem Alchemika z gwiazdy. I uważam, że było warto.

Sami wiecie, że fantastyka jest przeze mnie ubóstwiana. Przez lata nie sięgałam po inny gatunek. Stosunkowo niedawno otworzyłam się na inne typy książki. Ale sentyment pozostał, choć właśnie od powieści fantasy wymagam najwięcej. Czytałam wystarczająco dużo, by zdawać sobie sprawę, czym jest naprawdę dobra fantastyka. Alchemik z gwiazdy ma wiele zalet, które zwróciły moją uwagę.

Alchemia w literaturze i kinetografii jest częstym motywem, który był poruszany już na tysiące sposobów. Tutaj autorka wykorzystała ten topos w jeszcze inny sposób. Bardzo mi się to podobało. W obecnych czasach trudno jest wymyślić coś nowego, więc powtarzanie jest konieczne, tylko trzeba zrobić to w odpowiedni sposób, by nie wyszedł z tego plagiat. Sonia Wiśniewska poradziła sobie z tym idealnie. Pomysł okazał się oryginalny, dzięki czemu książkę czytało się bardzo przyjemnie.

Styl pisarki jest prosty, przez co w niektórych momentach irytujący. Nie jest on infantylny, jednak po mojej ukochanej fantastyce oczekiwałabym innego języka, który pozwoli mi bardziej zrozumieć wykreowany świat. Przy tym jest on mało charakterystyczny, co dla mnie jest minusem. Na szczęście sytuację ratują liczne cytaty. Alchemik z gwiazdy jest skarbnicą pięknych sentencji, które bez wątpienia w najbliższym czasie przepiszę i zachowam w swojej pamięci.

Radosne chwile przemijają jak sekunda na zegarze, której nie da się cofnąć. Te chwile zmieniają się we wspomnienia, do których na szczęście zawsze możemy wrócić i tak… do nich z szerokim uśmiechem i tęsknotą powracamy. Bo tym chcemy żyć, bo chcemy mieć pewność, że nasze życie nie zostało zmarnowane.

Fabuła okazała się niesamowicie wciągająca. Książkę przeczytałam w kilka godzin. Jest krótka, lecz mimo to sama byłam zdziwiona, że tak szybko przez nią przebrnęłam. Pojawiają się w niej ciekawe nawiązania, chociażby do danse macabre, który jest moim ulubionym motywem średniowiecznym. Mało kto obecnie wykorzystuje ten topos, więc pisarka pozytywnie mnie tym zaskoczyła.

Nic nie wskazuje na to, by miała pojawić się kolejna część, jednak uważam, że Alchemik z gwiazdy byłby idealnym rozpoczęciem czegoś większego, co w przyszłości mogłoby stworzyć niesamowite uniwersum oraz szokującą historię. Sama opowieść jest bardziej skierowana do młodszych czytelników. Nie mówię tu o małych dzieciach, ale raczej o młodych nastolatkach, których zapewne urzekłaby ta książka.

Olbrzymi plusem powieści są liczne opisy. Coraz częściej autorzy zapominają, jak istotną pełnią one funkcję. Na szczęście Wiśniewska o tym nie zapomniała. Były one w sam raz – nie za długie i nie za krótkie. Dodawały opowieści barwy oraz pozwalały na wyobrażenie sobie świata przedstawionego oraz uczuć głównego bohatera.

Co do samego uniwersum mam bardzo mieszane odczucia. Zaciekawiło mnie, ale odczuwałam też pewnego rodzaju braki, które czasami zniechęcały mnie do czytania. Ten świat ma olbrzymi potencjał i można by stworzyć z niego epicką rzeczywistość, lecz nie został on wykorzystany, czego bardzo żałuję.

Bohaterów w powieści było stanowczo za mało. Czułam niedosyt charakterów, tym bardziej że główny bohater okazała się mało wyrazisty i papierowy, czego po prostu nienawidzę. Jedynie jego przyjaciel – Incognito – sprawił, że chciałam dalej poznawać ich przygody.

Podobała mi się problematyka Alchemika z gwiazdy. Nie była ona jakoś bardzo rozbudowana, ale wystarczająco, by przekazać główne założenia. Powieść ukazuje, co to znaczy pasja i zaangażowanie, ale ujawnia też jej częste niepożądane konsekwencje, o których ludzie zwykle zapominają, oddając się swoim marzeniom i hobby. Możemy zaobserwować, co znaczą uczucia, i dowiedzieć się, jak nimi kierować (w granicach rozsądku).

Cieszę się, że zapoznałam się z tą opowieścią. Nie jest bardzo dobra, ale jak na debiut warta przeczytania. Spędziłam z nią wiele miłych godzin, które z pewnością zapamiętam na długo.

Szepty w ciemności

Książka od pierwszych stron buduje stopniowe napięcie i delikatną nutkę grozy oraz sprawia, że czytelnik w zawrotnym tempie pożera słowa. Zarówno interesujący tytuł, jak i mroczna okładka przyciągają uwagę fanów thrillera oraz powodują pobudzenie wyobraźni. Jestem wybredną czytelniczką i jak każdy mam swój gust do wyboru książek. Często zdarza mi się, że powieści mnie nudzą i mam ochotę zamknąć dzieło, nie będąc nawet w połowie, jednak muszę przyznać, że wcale się nie zawiodłam, sięgając po tę pozycję literacką. Wręcz przeciwnie! Bardzo miło się rozczarowałam tą niesamowicie wciągającą fabułą i jej przyjemnym przekazem.

 

Tytuł: Wykluczeni
Autor: Aleksandra Szałek
Wydawnictwo: Novae Res

Historia dzieje się w małym, obskurnym miasteczku, pod którym ciągnie się sieć podziemnych bunkrów, w których przed laty znaleziono zwłoki chłopca. Bunkry dodatkowo owiane są budzącą grozę tajemnicą, bowiem nigdy nie zdołano wyjaśnić przyczyn śmierci nastolatka. Mroczny, ponury nastrój lochów jest potęgowany przez niewyjaśnione odgłosy, szmery, śmiechy. W trakcie wydarzeń gubi się autystyczny chłopczyk. Wszystko wskazuje na to, że wszedł do podziemi. Czy historia sprzed lat się powtórzy? Czy chłopiec przeżyje?

Zdecydowanie polecam tę książkę miłośnikom thrillera, kryminału, sensacji. Nie brakuje w niej wstrząsających i przerażających sytuacji, które wzbudzają niedowierzanie. Zaskoczyło mnie, jak autorka pewnie i bezpośrednio pisze o zachowaniu młodych ludzi w stosunku do rówieśników i do osób niepełnosprawnych. W głowie mi się nie mieści, jak można mieć w sobie tyle brutalności i zimnego wyrachowania. Pani Aleksandra w sposób dosadny przedstawiła całkowitą znieczulicę społeczną. Prawdziwie opisała brak zrozumienia, sympatii czy chęci jakiejkolwiek pomocy. Podczas czytania czułam też złość, momentami chętnie przywaliłabym czymś tym małym socjopatom. I nie chciałabym zabrzmieć jak psychopatka, ale czułam też niewielką satysfakcję z ukarania młodocianych przestępców.

W życiu realnym osoby niepełnosprawne fizycznie czy umysłowo wzbudzają różne emocje. Nikogo nie chcę oceniać, bo nie wiem, jak sama zareagowałabym, biorąc przykład z książki, gdyby moja córka była chora. Ciężko jest znieść myśl o tym, że dziecko nigdy nie będzie miało do końca normalnego życia. Szokujące było dla mnie również zachowanie ojca, który jedyne czym potrafił się wykazać to brak czułości, delikatności i akceptacji. Dogłębnie mną wzburzył fakt odnoszenia się do osób niepełnosprawnych z niesmakiem i wstydem, w momentach gdy najbardziej potrzebne było wsparcie, zrozumienie i miłość.

Może to podejście jest, kolokwialnie mówiąc, dziwne, ale bardzo podobał mi się motyw „anioła stróża”. Nawet się wzruszyłam tym wątkiem i pomyślałam sobie, że dobrze jest mieć kogoś takiego, kto czuwa.

Czytaniu towarzyszy niepokój, podniecenie i delikatne uczucie strachu, czyli wszystko to, co powinien zawierać dobry thriller. Nie przypominam sobie, żebym bała się jakiejkolwiek książki do tego stopnia, że na samą myśl dostawałabym gęsiej skórki, więc delikatna trwoga i niepewność tej powieści sprawia, że można zaliczyć ją do godnych polecenia.

Podsumowując, powieść wzbudziła we mnie wiele różnych emocji, a chyba o to w tym wszystkim chodzi, żeby każda struna zadrżała. Przerażające i zaskakujące jest to, ile w młodych ludziach jest nienawiści do bezbronnych lub upośledzonych i bardzo ubolewam nad tym, że opisane sytuacje nie są jedynie sennym wyobrażeniem.

Po tamtej stronie tęczy

Czy można znaleźć książkę, która będzie bardziej pasjonująca dla czytelnika niż ta w formie w pamiętnika? Pamiętnik ma w sobie coś szczerego, coś, co urzeka, zachęca do dalszej podróży z bohaterem przez jego życie.


Tytuł:
Po tamtej stronie tęczy
Autor: Katarzyna Anna Gieracz
Wydawnictwo: Novae Res

Po tamtej stronie tęczy autorstwa Katarzyny Anny Gieracz to książka, dzięki której można wysnuć wiele refleksji, zatrzymać się na chwilę nad najważniejszymi sprawami w życiu i jednocześnie najpoważniejszymi dylematami.

Główna bohaterka – Eva – nie miała łatwego startu w życiu. Choć pochodziła z dobrego, szanowanego domu, w okresie dzieciństwa zabrakło jej pewnej troski, bezpieczeństwa, otoczenia ramionami miłości. Jednakże w życiu dorosłym nie ma o to pretensji do rodziców, gdyż nauczyła się otulać miłością jakby „odbitą” od kogoś innego. Rodzice wysłali ją do porządnej szkoły, ale zamkniętej w murach zakonu. Czuła się w pewnym sensie odcięta od życia. Jako młoda dziewczyna, uczennica, pewnego dnia, w kościele, pierwszy raz w swoim życiu poczuła motylki w brzuchu, tak bardzo charakterystyczne dla młodzieńczego zauroczenia, zakochania, za sprawą pewnego mężczyzny. Młodzieniec przyglądał jej się na tyle silnie, że czuła ten jego wzrok na sobie. Los sprawił, że poznała go bliżej w trakcie ważnej uroczystości rodzinnej. Życie pisze nieprzewidywalne scenariusze i w przypadku Evy potoczyło się tak, że upływie kilku lat została jego żoną. Czy będzie to miłość od pierwszego wejrzenia? Taka najczystsza, najbardziej niewinna? Wkrótce nasza bohaterka przekona się, że życie małżeńskie nie wygląda tak jak w wyobrażeniach dojrzewającej dziewczynki, która ufa, że miłość kobiety i mężczyzny to niekończąca się bajka. Dość szybko namiętność przerodzi się w rutynę. Federico okaże się mężczyzną, który ceni zdanie swojej matki bardziej aniżeli kogokolwiek innego. Jego działalność polityczna zmusi go do opuszczenia żony, przynajmniej na pewien czas. Eva nie podda się, zacznie szukać męża. W trakcie poszukiwań wydarzy się jednak coś nieprzewidywalnego. Spotka kogoś, dzięki komu zrozumie, jakim uczuciem tak naprawdę kobieta może darzyć mężczyznę, jak może wyglądać taka relacja. Czy nasza bohaterka zdecyduje się na nowy związek? A może pozostanie wierna pierwszej miłości swojego życia?

W powieści poznajemy zatem portrety dwóch mężczyzn. Jeden jest zapatrzony w siebie, dość egoistyczny, a drugi jawi się jako ideał dla kobiety. Jeden nie budzi zbytniej sympatii, drugi wręcz urzeka, przynajmniej z perspektywy kobiety.

Główną bohaterkę ujrzymy jako osobę dojrzałą, która zacznie opowiadać o swoim życiu, snuć refleksje. Czytelnikowi prezentowany jest swoisty psychologiczny obraz życia wewnętrznego kobiety, które ulega zmianom, jest poddawane naciskom, w którym dochodzi wielokrotnie do wewnętrznej walki.

Najciekawsze w tej książce jest to, że poznajemy perspektywę kobiety pochodzącą z XIX-wiecznej Nikaragui. Specyficzne umiejscowienie w czasie, specyficzne miejsce. Miłość, namiętność, wyzwolenie, zniewolenie.

Po tamtej stronie tęczy to książka napisana przede wszystkim lekkim, choć niebanalnym językiem. Po przeczytaniu pierwszych stron chce się więcej i więcej… A to chyba świadczy o sukcesie czytelniczym. Polecam tę książkę wszystkim. Bez wyjątku.

NovaeRes-1

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 12 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia