Pewna opowieść o magii i miłości

„Miłość” może być słowem trwałym i bardzo ulotnym. Spotykamy miłostki przez całe życie, ale nadal nie jesteśmy szczęśliwi i wiecznie czegoś nam brakuje. Ale najczęściej w ciągu kilku sekund nasze życie zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni. Wtedy nie zdajemy sobie jeszcze z tego sprawy. Może nie chcemy wiedzieć albo nie wierzymy, że to właśnie nam się to przydarza. Wtedy przychodzi prawdziwa miłość, której nikt nie pokona. Niesie ona ze sobą nieograniczone szczęście, oddanie, ale też cierpienie i determinację, o którą nie podejrzewalibyśmy siebie sami.

Pokonać walkę z demonami przeszłości

Usiądźcie wygodnie w fotelu, napijcie się ciepłej herbatki, zjedzcie jakieś ciasto albo herbatnika, jeśli akurat ciasta nie macie pod ręką, i przypomnijcie sobie, jak to było… Jak to było, gdy mieliście po kilka, kilkanaście lat. Podejrzewam, że wasz wzrok na początku zmętnieje. Będziecie szukać w głowach tych wszystkich wspomnień. Później na waszych twarzach pojawi się delikatny uśmiech, prawie niezauważalny. A wraz z nim w oku pojawi się iskra radości, może nawet po waszym policzku popłynie pojedyncza łza. To ona ukaże drogę, którą przebyliście przez tyle lat. Jestem pewna, że dla większości z was wspomnienia z dzieciństwa są niesamowitymi chwilami, które was ukształtowały, dały miłość i szczęście. Ale zapewne wiecie już, że życie nie jest sprawiedliwe, więc nie każdy uśmiechnie się, gdy przypomni sobie momenty z przeszłości. Jakkolwiek trudno w to uwierzyć, są na tym świecie ludzie, którzy pamiętają swoje dzieciństwo jako piekło na ziemi. Jak oni sobie radzą? Czy potrafią zapomnieć o tym, co się zdarzyło? Czy w ogóle jest to możliwe?

Wybierz coś dla siebie

Każdy człowiek jest inny. To jest prawda, która nie podlega żadnej dyskusji. Możemy spotykać podobne osoby z wyglądu i charakteru, jednak nadal nie będzie to ten sam człowiek, tylko ktoś całkowicie odmienny. Dlatego też każdy z nas ma różnorodne pragnienia, inne cele, ambicje i moralność. Powinniśmy być wierni swoim przekonaniom, ale też bacznie obserwować świat i wyciągać wnioski z różnych wydarzeń i sytuacji. Lecz czy zawsze się da? 

Tytuł: Szepty dzieci mgły i inne opowiadania
Autor: Trudi Canavan
Wydawnictwo: Galeria Książki

O Szeptach dzieci mgły słyszałam już wielokrotnie. Spotykałam się z pozytywnymi opiniami, ale również i negatywnymi. Uważam Trudi Canavan za bardzo dobrą pisarkę, która stara się uchwycić inaczej świat, pokazać to drugie, a czasami nawet trzecie oblicze. Nie boi się podejmować żadnych tematów, więc jej dzieła ukazują różnorodne zdarzenia. Właśnie dlatego nie wiedziałam, czego powinnam się spodziewać po tej książce. Bardzo rzadko czytam opowiadania, więc jest to dla mnie coś nowego. Ich popularność nie jest tak wielka jak pełnowymiarowych, grubych powieści. Sama jestem zdania, że mało które jest w stanie przekazać coś głębszego, zaciekawić. Choć nie przeczę, że za pomocą kilkunastu stron można poruszyć dogłębnie. I w wielu opowiadaniach pisarka właśnie tego dokonała. 

Podoba mi się, że nie ograniczyła się. Wyszła poza swój własny schemat. Wykorzystała stare motywy znane nam z Trylogii Czarnego Maga, ale również umieściła swoje historie w realnym świecie czy w science fiction. Każdy może w tym zbiorze znaleźć przynajmniej jedno wydarzenie, które będzie się działo w lubianym przez daną osobę klimacie. Podziwiam ją za to i bardzo doceniam. W końcu trudno wyrwać się z raz stworzonego uniwersum. W dodatku każde opowiadania poza miejscem akcji porusza inny temat i nie ma nic wspólnego z pozostałymi. Nie ma przewodniego toposu. Jest taki przyjemny i ciekawy miszmasz dający poczucie rozmaitości. 

O samym stylu nie mam co mówić, bo jeśli znacie twórczość autorki, to dobrze wiecie, czego się spodziewać. Jest on tak charakterystyczny i niepowtarzalny, że chyba każdy, kto czytał jakieś jej książki, jest w stanie go rozpoznać i przede wszystkim przywiązać się do niego. Język jest wyrafinowany, aczkolwiek nie jest przy tym zbyt skomplikowany. Canavan znalazła idealną granicę pomiędzy prostotą a złożonością. Dzięki temu przenoszę się do całkowicie innego świata, gdzie nie wiem, czego się spodziewać, ale rozumiem też jego struktury. Tracę przy tym poczucie czasu.

Nietypowość opowiadań sprawia, że są bardzo wciągające. Nie wyobrażam sobie, by ktoś mógł przerwać dany rozdział, nie doczytując go wcześniej. Jednakże chyba najbardziej zaskoczyło mnie tytułowe opowiadanie, czyli Szepty dzieci mgły. Spodziewałam się po nim czegoś całkowicie innego. Nawet nie przyszło mi do głowy, że może zostać poprowadzone w ten sposób i odnosić się do takich tematów. Oczekiwałam olbrzymiej ilości magii i dziwnych magicznych istot, tymczasem dostałam dość naturalną opowieść. Lecz to nie ono najbardziej mi się podobało, tylko opowiadanie Szalony uczeń. Ta historia zrobiła na mnie niesamowite wrażenie. Nie mogłam się od niej oderwać. Potrafiła mnie zaskoczyć, ale również dać dużo do myślenia na tematy, na które raczej nie zwracam uwagi. 

Bohaterów przewinęło się naprawdę dużo i prawie z każdym zżyłam się, a z niektórymi nawet utożsamiłam. Ich życiowe losy zadziwiały mnie oraz intrygowały. Byli bardzo dobrze wykreowani, a przy tym niezwykle tajemniczy, co ogromnie mnie pociągało. Takie postacie są dobre – pełne pasji, ale zarazem nieodkrytych sekretów. Moją największą uwagę przykuła Kali z Markietanki. Dopiero na sam koniec dowiadujemy się, kim jest i tak naprawdę poznajemy tylko zalążek jej prawdziwej historii. 

Na końcu każdego rozdziału znajdowała się notka z wypowiedzią Canavan. Autorka opowiadała, skąd wzięła pomysł, motywację oraz dlaczego poprowadziła w dany sposób fabułę. Był to niezwykły dodatek, ponieważ miałam wrażenie, że mówi nam o sobie, więc jest to coś więcej niż zwykła książka. 

Szepty dzieci mgły i inne opowiadania okazały się genialną odskocznią od dnia codziennego i długich powieści, które zwykle czytam. Mam nadzieję, że kiedyś ukaże się więcej opowiadań tej pisarki. A ja odtąd zwrócę większą uwagę na tę niedocenianą formę. 

Wracając do miłości

Tym razem nie będę się starała w jakikolwiek sposób być oryginalna. Poruszam zbyt powszechny temat, by powiedzieć coś nowego. Jednakże powszechność nie zawsze znaczy, że coś nie jest warte uwagi. W tym przypadku po raz kolejny mówimy o najpiękniejszym uczuciu, jakie istnieje na świecie. Dzisiaj mowa o miłości. Tylko nie o tej współczesnej, ale tej z romantycznych, średniowiecznych opowieści. Wiele osób twierdziło wtedy, że nie warto wybierać partnera z miłości. W tych czasach liczył się pragmatyzm, ale nie można zapomnieć, że jednak dokładnie w tych samych czasach tworzono przepiękne historie o sile miłości, której nic ani nikt nie mógł pokonać. Czy ona naprawdę istniała?

Tytuł: Oszustka
Cykl: Średniowieczne Opowieści (tom II)
Autor: Melanie Dickerson
Wydawnictwo: Dreams

Aveline od dziecka pracuje na zamku. Jej zadaniem jest towarzyszenie i pomaganie w codziennych czynnościach panience Dorothei, która jest dość wymagająca. Pewnego dnia, gdy obie kobiety są już dorosłe, to właśnie ona stawia Aveline w bardzo trudnej sytuacji rzutującej na całe życie młodej służki. Jednak do tragedii dochodzi, kiedy margrabia Thornback musi znaleźć sobie żonę i zaprasza do swojej posiadłości Dorotheię, która niekoniecznie może się wybrać do niego w odwiedziny. Musi pojechać ktoś inny, a najlepszym wyborem jest właśnie Aveline. Nie byłoby z tym problemu, gdyby nie to, że musiała zastąpić swoją panienkę. Czy uda jej się to? Czy ktoś odkryje spisek? I przede wszystkim czy miłość może być silniejsza od statusu i pieniędzy?

Romans historyczny nie jest zbyt często spotykanym gatunkiem i z tego, co słyszę, również niezbyt lubianym. Mimo to bardzo mnie do niego ciągnęło kilka lat temu. Dlatego właśnie zaopatrzyłam się w kilka książek z tego rodzaju. Od razu zaczęłam czytać i wtedy zdałam sobie sprawę, że w ogóle mi się nie podoba. Tamte powieści okazały się straszne i ostatecznie oduczyły mnie zbyt pochopnych zakupów. Przez kolejne kilka lat trzymałam się z dala od starodawnych, romantycznych historii. Niesmak pozostał, jednak mimo to nadszedł czas, bym znowu dała szansę temu gatunkowi. Moje kolejne spotkanie z nim było na pewno o wiele lepsze, lecz niestety nadal nie do końca satysfakcjonujące.

Kiedy tylko przeczytałam opis, od razu miałam skojarzenie z Rywalkami. Te dwie książki odbywają się w całkowicie innych realiach, ale zasada jest bardzo podobna. Miałam co do tego mieszane uczucia, bo nie uważam cyklu Selekcja za nie wiadomo jak wybitną prozę, ale od początku pomysł podobał mi się. W tym przypadku również tak było. Nie jest on bardzo oryginalny, lecz jeśli ktoś chce się oderwać od monotonnej rzeczywistości i przenieść w miejsce, gdzie miłość jest odważana na szalkach wagi, to spełnia całkowicie swoją funkcję. Tym bardziej że jest naprawdę dobrze poprowadzony, aczkolwiek mało zaskakujący.

Styl autorki ku mojemu ubolewaniu w ogóle się niczym specyficznym nie wyróżnia. Wyobrażacie to sobie? Jest przeciętny, a oczekiwałam czegoś więcej. Nic nie może dodać pikanterii książce bardziej, niż niesztampowy język, którego właśnie tu zabrakło. Na szczęście, mimo tej karygodnej wady, Oszustkę czyta się bardzo dobrze i szybko, przez co nie miałam nawet kiedy ponarzekać. Spokojnie powieść można przeczytać w jeden dzień. Tylko rzuca się czasami w oczy niespójność językowa. Składnia nie zawsze jest odpowiednio ułożona. I nie mogę zapomnieć, że akcja dzieje się w średniowieczu, a autorka postawiła na współczesny język. Dla niektórych jest to dobre wyjście, ale ja jestem koneserem archaizmów, więc tego mi brakowało.

Jakkolwiek bym nie narzekała, to nie mogę Oszustce odmówić faktu, że jest bardzo wciągająca. Jak zaczęłam czytać, to wiedziałam, że nie mogę przerwać, póki nie skończę. Jest to po prostu idealna opowieść na wolny dzień, kiedy chcemy oddać się swojemu ulubionemu hobby, ale również chcemy się zrelaksować i przenieść do innego świata. Jest to rodzaj ballady, która łączy w pary przypadkowych ludzi pałających do siebie wielkim i gorącym uczuciem. Nie jestem zbyt ckliwa, ale i ja czasami potrzebuję właśnie takich opowieści. Wbrew naiwności i pozorom przywracają one wiarę w miłość. Szkoda tylko, że zakończenie okazało się zbyt proste. Pierwsze etapy fabuły były bardzo rozbudowane, a sam koniec zbyt szybki i niepewny.

Avaline polubiłam. Okazała się sympatyczna i miała tę iskrę w oku. Jednak jak dla mnie zbyt często zmieniała swoją osobowość. Miałam wrażenie, że autorka chciała ukazać jej sentymentalną stronę, gdzie jest nieśmiała i miła, ale chciała również pokazać, że jak chce, to może być waleczna, pewna siebie i niepokonana. Zamiast połączyć te wszystkie cechy w jedną spójną całość, wyszły jej dwie Aveline. Natomiast margrabia podbił moje serce. Okazał się surowy i niestety zbyt pewny siebie, ale razem z jego dobrym charakterem tworzyło to pełen obraz człowieka z zasadami, który w odpowiednich sytuacjach jest w stanie je łamać mimo opinii społeczności. W całej powieści pojawiają się naprawdę sympatyczni bohaterowie, ale to nie wystarcza – są za mało wyraziści.

Oszustka nie jest książką górnolotnych słów i głębokich wydarzeń, ale jest bardzo przyjemna w odbiorze. Jest to drugi tom, ale nie łączy się z pierwszym, więc można spokojnie go pominąć lub przeczytać w innej kolejności. Jeśli tylko lubicie historie o miłości, takie prawdziwe z ballad, to gorąco wam ją polecam.

By przypomnieć sobie, jakie naprawdę jest życie…

Życie człowieka nie jest łatwe. Prawie każdy z nas to potwierdzi. Te ciągłe niepowodzenia, tragedie, negatywne emocje i świat, który jest przeciwko nam. Może to wykańczać na każdym kroku. Zapewne ciągle na to wszystko narzekacie. Tylko zapominacie o pewnym „ale”. W końcu ono jest zawsze. Tym razem też, w tym przypadku wyjątek nie potwierdza reguły. Dlatego zacznijmy od początku. Życie człowieka nie jest łatwe, ale jest piękne. Zgadzacie się z tym?

Tytuł: Życie jest piękne
Autor: Natalia Murawska
Wydawnictwo: Novae Res

Nat i Nel są przyjaciółkami od pierwszej klasy podstawówki – od momentu gdy towarzyska Natalie podeszła do pewnej skulonej w kącie dziewczynki, która była małą Cornelią. Są nierozłączne, każdą chwilę spędzają razem. Ich życie jest jak z filmu. Piękne, pełne energii i radości. Wszystko zawsze się udaje. Śmieją się i kpią z wszelkich kłopotów. W końcu te wszystkie złe rzeczy, które dzieją się na świecie, nie dotyczą ich. Jednak czy na pewno tak jest? Życie jest piękne, ale nie idealne. Należy o tym pamiętać. W szczególności gdy słyszy się słowa „rozwód” i „białaczka”. Czy po nich wszystko może być takie samo, jak było wcześniej? 

Kiedyś uwielbiałam młodzieżówki. Mogłabym je czytać przez cały czas. Fascynował mnie ten świat najczęściej amerykańskich szkół, popularnych nastolatków, przelotnych miłostek i wiecznych problemów. Byłam w tym wieku, że akurat rozumiałam bohaterów. Teraz zastanawiam się, po co ja w ogóle je czytam. Prawie żadna mi się nie podoba, a nie mówię już o tym, żeby robiła na mnie wielkie wrażenie. Chyba z tego wyrosłam. Mimo to próbuję dalej znaleźć coś wow. Życie jest piękne nie było akurat tym, ale bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło. Chciałam odmiany i w pewnym sensie dostałam ją. 

Niestety nie mogę powiedzieć, że sam pomysł jakoś bardzo mnie zaskoczył. Jest dość sztampowy. W końcu śmiertelne choroby, problemy miłosne są powszechne w literaturze młodzieżowej. Są jej nieodzowną częścią. Ale właśnie dlatego w tej chwili nie zaskakują. Prawie każdy zaciekły czytelnik przerobił już najróżniejsze scenariusze wszystkich możliwych wydarzeń. Trzeba być geniuszem, żeby wpaść na coś zaskakującego. Natalia Murawska dobrze poprowadziła wszystkie wątki, lecz nie pokazała niczego nowego. 

Jej styl jest bardzo przyjemny, co w tym przypadku cenię. Tym bardziej że nie był infantylny ani zbyt dziecinny, więc spokojnie powinien zaspokoić pragnienia czytelnika. Oddziałuje bardzo na emocje, więc czasami przenosiłam się w myśli, a raczej uczucia Nel i Nat. Narracja jest pierwszoosobowa, co jeszcze bardziej potęgowało to wrażenie. Chyba największy plus całej kompozycji książki to rozdziały, które rozpoczynają się cytatami z książek, filmów czy seriali. Bardzo mi się to spodobało, ponieważ były one idealnie dobrane do sytuacji, która miała być ukazana w danym rozdziale i w dodatku pochodziły ze współczesnych dzieł, choć pojawiały się i ze starszych. Niejeden cytat znałam i pamiętałam. Widać, że pisarka włożyła w to dużo pracy.

Fabuła wciągnęła mnie od początku. Chciałam dowiedzieć się, którą wersję wybrała, a raczej wymyśliła Natalia Murawska. Dlatego czytałam z zapartym tchem i towarzyszyłam przez cały ten czas bohaterom. Chciałam, żeby wszystko im się ułożyło, a byłam trzymana w olbrzymim napięciu. Czułam ich uczucia i zmagałam się w danej chwili z tymi samymi problemami, choć tak naprawdę nigdy niczego takiego nie przeżyłam. Rozumiałam ich i nie oceniałam. To było piękne. Aczkolwiek chwilami powieść była bardzo, wręcz niewiarygodnie, przesłodzona. Takie rzeczy nie dzieją się w życiu, a przynajmniej ja nigdy nie byłam świadkiem niczego podobnego. Jednak nie zmienia to faktu, że mogłam obserwować przeurocze momenty, w których krajało mi się serce. W dodatku to było tak pełne wiary i nadziei, że jestem pewna, że Życie jest piękne pomoże niejednej realnej osobie. 

Z postaciami z książki dość często się utożsamiałam. Aż sama momentami byłam zaskoczona, że tak dałam się uwieść. Nie będę udawać, że byli wykreowani nie wiadomo jak dobrze. Tak naprawdę bardzo często mnie irytowali. Nie zmienia to faktu, że przywiązałam się do nich. Samej Nel nie mogłam polubić, mimo że bardzo się starałam. Częściowo jestem w stanie sobie wyobrazić, co czuła. W końcu dla większości białaczka jest końcem świata. Już nie chcą walczyć o swoje życie. Miała być archetypem siłacza, który walczy mimo wszystkich przeciwności, ale była słaba, za co oczywiście jej nie winię. To ludzie wokół niej byli silni. Natomiast Nat okazała się postacią z iskrą w oku i dość wrednym charakterkiem, lecz w tym najbardziej pozytywnym znaczeniu. Wprowadzała do książki radość i trochę pikanterii, a to właśnie w tej opowieści okazało się bardzo potrzebne. 

Co do samego wątku romantycznego, był tak samo jak cała powieść przeuroczy… Luke i Nel pasowali do siebie wręcz idealnie i byli przy tym bardzo naturalni i przede wszystkim realni. Byłabym w stanie uwierzyć, że taka historia wydarzyła się naprawdę. W przeciwieństwie do romantycznych przeżyć Nat i Nasha. Oni byli po prostu na każdym kroku szaleni i to było niesamowite. Na ich przykładzie była pokazana piękna miłość pełna namiętności, wiary i oddania. Szkoda, że w nią wątpię. 

Tematyka jest bardzo poważna i trudna. To nie są problemy dnia codziennego. To problemy z naszych koszmarów, te nieprzewidziane, które zdarzają się znajomym naszych znajomych lub ludziom w telewizji, ale nie nam. Pisarka ukazała, że trzeba się liczyć z tym, że to nie są tylko opowieści, ale coś prawdziwego, co może się przydarzyć również nam. Choć muszę przyznać, że wszystko poszło zbyt łatwo. W prawdziwym życiu tak nie jest.

Życie jest piękne jest niesamowitą powieścią, która urzeknie chyba każdą nastolatkę i nie tylko. Dzięki niej możemy zrozumieć, że powinniśmy doceniać ludzi oraz nasze własne tu i teraz. Życie jest zbyt piękne i skomplikowane, by o tym zapominać. 

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 12 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia