Poszukiwana odpowiedź…

Żyjesz w ciągłym stresie? Zewsząd atakują cię obowiązki, z którymi się nie wyrabiasz? Doba wydaje ci się za krótka i nie masz czasu dla siebie?
 
Jeśli na choć jedno z tych pytań odpowiedziałeś twierdząco, to znaczy, że Daj mi odpowiedź jest napisana specjalnie dla ciebie. MUSISZ ją przeczytać. Po prostu musisz.

Tytuł: Daj mi odpowiedź 
Autor: Sandy Hall 
Wydawnictwo: Pascal
 
Jane nie chce myśleć o przyszłości. Jej mama wciąż stoi nad nią i domaga się odpowiedzi na pytania dotyczące studiów córki. Załatwiła jej nawet staż, żeby zmotywować ją do podjęcia decyzji. Ta jednak ucieka od tych pytań, chcąc po swojemu żyć teraźniejszością. Znajduje pracę jako opiekunka do dzieci. Okazuje się, że będzie pracowała w domu swojego dawnego przyjaciela… 
 
Bohaterami powieści Hall są nieco zagubieni nastolatkowie, którzy czegoś poszukują… Ona – odpowiedzi na pytanie: co dalej?, on – biologicznego ojca. Oboje nie wiedzą, co powinni zrobić, jak postąpić, jakie decyzje podjąć i przede wszystkim co uważają za priorytety. Uczą się życia sami, mając na uwadze własne szczęście, nie zważając na przeszkody i opinie innych. Autorka opowiada historię dojrzewających ludzi, którzy – choć mają już 17 lat – „spychają” dorosłość na drugi plan, by żyć tym, co tu i teraz, i poznać… samych siebie.
 
Muszę przyznać, że Daj mi odpowiedź zainteresowała mnie od momentu, w którym przeczytałam opis zamieszczony na okładce. Nie jest łatwo mieć siedemnaście lat – te słowa sprawiły, że sięgnęłam po nią i zagłębiłam się w niezwykłej historii, której optymizm przyciągał jak magnes. Uznałam, że choć nastolatką nie jestem już od kilku lat, powinnam ją poznać. Czułam, że okaże się lekturą niezwykłą, przyjemną i doskonałą na nudne wieczory…
 
Nie pomyliłam się. Jestem pod wrażeniem tego, w jaki sposób autorka przedstawiła losy nastolatków niepostrzeżenie wchodzących w dorosłość. Z każdym rozdziałem coraz bardziej mi się to podobało i nie mogłam przestać czytać. Aż tu nagle… Koniec? – krzyknęłam w myślach, oburzona, że właśnie – jakimś cudem – ze strony dziewiątej przeskoczyłam na trzysta dwudziestą pierwszą! Zastanawiałam się, jak to możliwe: przeczytać książkę tak szybko. Dziwiłam się, gdy koleżanki mówiły mi, że czytają średnio jedną książkę dziennie. Teraz już wiem, że nie ma się czemu dziwić. Po prostu gdy masz wrażenie, że literki zapraszają cię do siebie, wręcz błagają, abyś do nich dołączył – wszystko nagle przestaje się liczyć i istnieć. Istniejesz tylko ty i literki, które układają się w opowieść, od której nie możesz się oderwać, bo intryguje cię coraz bardziej i bardziej. 
 
Nie jest to powieść napisana wyszukanym językiem i na siłę ubarwiana metaforami, jednak nie można jej odmówić wdzięku, a Hall stylu, którym bije na głowę niejednego „mistrza” pióra. Jestem pewna, że podczas czytania tej książki nieraz się uśmiechniecie, ale też wzruszycie. Autorka umiejętnie posługuje się słowem, dlatego też zarówno narracja, jak i dialogi bohaterów są skonstruowane ciekawie, bez zbędnych upiększeń, po prostu – naturalnie.

Patrzymy na dwójkę nastolatków, których drogi nagle zaczynają się krzyżować. Na naszych oczach dzieją się wydarzenia, które zostały zapisane gdzieś tam, na górze, żeby w danym momencie połączyć ich historie i zapoczątkować wspaniałą pierwszą miłość. A jak wiadomo – pierwsza miłość zawsze jest najbardziej emocjonująca, przyprawiająca o dreszcze, powodująca szybsze bicie serca i gromadząca w naszym brzuchu rój motylków…

 
Daj mi odpowiedź jest piękną opowieścią o przyjaźni i miłości, o poszukiwaniu siebie w świecie, w którym nic nie jest jasno określone, a zasady są po to, żeby je łamać. Sandy Hall ukazała prawdziwe życie nastolatków, którzy obierają różne drogi, aby w końcu trafić na tę właściwą. Nie fałszuje realiów, ale też nie przedstawia naturalistycznych scen. A zresztą… sami się przekonajcie.

I niech magiczna ósemka będzie z wami. Być może pewnego pięknego dnia, zupełnie niespodziewanie również przepowie wam miłość…

 

Gdy zabraknie „powietrza”

 

Nie zawsze miłość jest taka prosta, jak mogłoby się wydawać. Szczególnie gdy w grę wchodzi kariera. Kariera, która zmusza cię do poświęceń. Bezlitosna, kradnąca twoje serce, niepozwalająca ci choć na chwilę się zatrzymać, wychwytująca cię na każdym kroku… 
 
 

Tytuł: Oddychaj mną
Autor: Abbi Glines
Wydawnictwo: Pascal 
 
 
 
Sadie jest maturzystką, która zdecydowanie zbyt szybko musiała dorosnąć do roli matki… własnej matki. Zajmuje się domem, znosi jej humorki i chodzi do szkoły. Pewnego dnia, gdy jej ciężarna rodzicielka nie zamierza wstać do pracy jako pomoc domowa pewnej rodziny, Sadie musi poświęcić cały swój wolny czas i ją zastąpić. Nie spodziewa się jednak, że do domu, w którym pracuje, przybywa powszechnie znana i ubóstwiana gwiazda rocka, Jax Stone. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że to nie Sadie biega za nim jak zdeterminowana fanka, ale on za nią…
 
Oddychaj mną urzekła mnie od samego początku. Jeszcze nigdy nie miałam okazji czytać książki, w której głównym bohaterem byłby rockman, a bohaterką – zwykła służąca, dlatego też historia przemówiła do mnie i wciągnęła mnie do tego stopnia, że przeczytałam tę książkę w dwa dni. Nie jest to bynajmniej ambitna literatura, ale zwyczajna powieść New Adult, romans, jakich wiele na rynku wydawniczym. Niby nic takiego, a jednak… poczułam się, jakbym to ja zakochała się w gwieździe rocka i pracowała w jego domu; jakby to mnie dotyczyło wszystko to, co dzieje się na kartach książki. Utożsamiłam się z bohaterką i wraz z nią przeżywałam wszelkie wzloty i upadki. 
 
Miłość w świecie, w którym pierwsze skrzypce gra kariera, nie jest łatwe. Wręcz przeciwnie – utrzymanie jakichkolwiek relacji graniczy tu z cudem, ponieważ cały czas wolny wypełniają koncerty, premiery, nagrania, wyjazdy, fani i media, które stają się siłą napędową twojego życia. W takiej rzeczywistości nie ma miejsca na prawdę. Tu wszystko jest fałszywe i nastawione na sensację. Sensację, która krąży między jednym twoim ruchem a drugim. A kamera nie odstępuje cię na krok, bo przecież jesteś w centrum uwagi. Taki właśnie jest Jax. I gdy wydawało mu się, że w wakacje znajdzie czas na odpoczynek, pojawia się ona – piękna, urocza i wspaniała Sadie , która ledwo wiąże koniec z końcem, a o miłości nie mogła nawet pomarzyć. 
 
Muszę przyznać, że polubiłam tę dziewczynę. Okazała się niezwykle wiarygodna, a przy tym opanowana i spokojna. Jej życie skupiało się na robieniu dosłownie wszystkiego. Była zła na matkę za to, że ani przez chwilę nie pomyślała o niej, gdy świetnie bawiła się ze swoimi kochankami. Z dnia na dzień zmieniła się z opiekunki w małe dziecko, którym należy się opiekować. Irytowała mnie i serdecznie współczułam Sadie , że zamiast czerpać z bogatego życia towarzyskiego (szczególnie w ostatniej klasie liceum!) musiała poświęcić wszystko, żeby utrzymać rodzinę.
 
Jaxa też polubiłam. Mimo że miał wszystko, czego tylko zapragnął, pokazał, że nie jest kolejnym Wielkim Panem bez uczuć, który wykorzystuje każdą okazję, żeby poniżyć człowieka i wysysać z niego wszystkie emocje. Ten chłopak naprawdę mi zaimponował. Ale nie drogim autem, ciuchami najlepszych marek i bogactwem. Zaimponował mi tym, co czuje do Sadie , ZWYKŁEJ (jak podkreślano) dziewczyny. Ich związek jest dowodem na to, że miłość nie ma żadnych granic. A najpiękniejsze było to, gdy całymi dniami grał i śpiewał dla Sadie … Zresztą, doświadczcie tego sami! 
 
Abbi Glines czaruje słowem. Potrafi niepozorną historię przedstawić w taki sposób, że czytelnik angażuje w nią całego siebie i nie odłoży książki na półkę, dopóki nie przewróci ostatniej kartki. Swobodny styl sprawia, że rozpływamy się i czujemy się lekcy jak piórko… Ilu z nas ciągle jest zmęczonych i wyczerpanych po całym dniu spędzonym w pracy czy na uczelni? Wystarczy sięgnąć po Oddychaj mną, a wszystko dookoła zniknie. Zaczytacie się i nawet nie zauważycie, że to już koniec książki, bo ta wciągnie was maksymalnie i nie wypuści. 
 
Przeczytałam wiele opinii dotyczących tej książki. Zdecydowana większość czytelników jest na NIE. Zdziwiłam się, ponieważ jak dla mnie ta książka była świetna. Sprawdziła się jako lek odstresowujący i relaksujący. Gdy ją czytałam, nie myślałam o niczym. Łaknęłam tej historii, bo była taka… przyjemna i lekka. Owszem, była też w pewien sposób banalna, bo nie sądzę, żeby coś takiego mogło zdarzyć się w realnym życiu (chociaż… nigdy nic nie wiadomo). Mimo wszystko nie żałuję, że po nią sięgnęłam. Mam nadzieję, że znajdą się tacy, którzy tak jak ja ją polubili i trochę się przy niej rozmarzyli. To wspaniałe uczucie, gdy na twoich oczach rozgrywa się historia niczym z bajki. 
 
1455106813.09-3

Konsekwencje pożądania…

źródło

Kiedy zwykły dzień, zwykła noc, zwykła rozmowa przeradzają się w problem nie do rozwiązania… Zastanawiamy się, a co by było, gdyby… Gdybym nie podpisała tej karteczki. Gdybym z nim nie flirtowała. Gdybym się nie uśmiechnęła. Gdybym nie zgodziła się… Te i wiele innych gdybań doprowadziły do tragedii. Psychodelicznej tragedii. Tak zwanego syndromu sztokholmskiego!

Tytuł: Konsekwencje pożądania
Autor: Aleatha Roming
Wydawnictwo: Pascal
Claire pracuje w podrzędnym barze, gdzie serwuje drinki i kartę dań. Pracuje pilnie, lubi to, co robi, i cieszy się, że w ten sposób może spłacić swój kredyt studencki. Niestety, wolałaby pracować w zawodzie, ale cieszy się z tego, co ma. Do momentu gdy… zostaje porwana. I to byłby niezły początek kryminału, gdyby nie obyczajowość całej historii. Młoda kobieta zostaje zamknięta w pięknym apartamencie, w którym jej „pracodawca” ją zgwałcił, pobił i wymaga coraz więcej usług.
Powiem szczerze, że od samego początku aż ciarki mnie przechodziły i mówiłam sobie w duchu: jaka ona jest głupia. Potem, że zdesperowana, a na końcu jednak, że brak jej piątej klepki. Te uczucia opętywały mnie jak kula śnieżna. Jak – na litość boską – ona mogła robić takie rzeczy, z o tyle lat starszym (ponad facet i czterdzieści lat) od niej mężczyzną i nie czuć ani przez chwilę, że coś jest nie tak, by po prostu zwiać. Przerażenie, strach, manipulacja uczuciami. To wszystko znajdziecie w tej powieści.
Bohaterowie. Oj, to jedna wielka mieszanka emocjonalna. Dziewczyna zachowuje się jak mała, zraniona dziewczynka. Ma co prawda swój charakterek, ale rzadko z niego korzysta. Uczy się i szufladkuje wspomnienia, aby kiedyś je otworzyć i pokazać, kto tu rządzi. Ale czy na pewno? Tony. Ten to ma tupet. Manipulator doskonały, a przy okazji korzysta ze zdobyczy na każdy możliwy sposób. Jego cel uświęca środki. Do bólu. Dosłownie.
Przyznam, że pod koniec miałam ochotę zdzielić Claire wielką patelnią, by oprzytomniała. Pozwoliła na to, żeby ktoś tak ją traktował. Niezrozumiałe i psychodeliczne! Tony’ego znienawidziłam od samego początku. Tego to bym wszystkim zdzieliła. Tak mnie irytował i po trzystu stronach miałam dość wszystkiego, ale musiałam się dowiedzieć, jak się to skończy i… skończyło się tak, że czekam na kolejny tom, by przywalić w końcu tą patelnią jednemu lub drugiemu.
Polecam i nawołuję, aby każdy dowiedział się, czym jest ten cały syndrom sztokholmski i jak może się zakończyć, kiedy oprawca ma jeszcze jeden dodatkowy, ukryty plan wobec swojej ofiary. Przyznaję z całą szczerością w sercu, że albo pokochacie, albo znienawidzicie tę książkę. Ja tak ją polubiłam, że z niecierpliwieniem czekam na ciąg dalszy. Do głosu dochodzą kobiece pierwiastki i wołają: do boju Claire! Czy brzmię wystarczająco zachęcająco, byście w porywie natchnienia bibliofila sięgnęli po tę powieść?

Lot widmo

fot. Diana B.
To książka, która była dla mnie jedną wielką niewiadomą. Ma przyciągającą okładkę, przynajmniej z przodu, a także trochę naciągany opis: Doskonałe połączenie „Tożsamości Bourne’a” z przygodami Indiany Jonesa. Niespecjalnie mnie to zachęciło…
Co więc sprawiło, że po nią sięgnęłam?
Autor. I w zasadzie tylko on. Potrzebowałam mocniejszej lektury, która nie będzie miała nic wspólnego z romansem. Po prostu uwierzyłam, że Bear Grylls mi ją da. Czy mu się to udało?
Tytuł: Lot widmo
Autor: Bear Grylls
Wydawnictwo: Pascal
Bear Grylls to nazwisko, które większość kojarzy. Nie każdy jednak wie, kim naprawdę jest ten szalony osobnik. Urodzony w 1974 roku wcześniej nazywał się Edward Michael Grylls. Obecnie jest brytyjskim podróżnikiem, alpinistą i popularyzatorem sztuki przetrwania oraz instruktorem skautów. Przez trzy lata służył w SAS, więc można powiedzieć, że wie, co robi. Mieliśmy okazję poznać go w programie emitowanym przez Discovery Channel o tytule Szkoła przetrwania. Później w kolejnych seriach audycji Bear Grylls w miejskiej dżungli, Ucieczka z piekła, Przetrwać z Bearem Gryllsem. Jest również autorem wielu poradników, m.in. Urodzony, by przetrwać, Poradnik przetrwania w życiu. Napisał również autobiografię pod tytułem Kurz, pot i łzy, a także cykl powieści Misja: Przetrwanie.
Powiedzmy, że uwierzyłam w jedno zapewnienie wydawcy: Pierwszy, zapierający dech w piersiach thriller Beara Gryllsa! To autor, który zdecydowanie potrafi zmrozić człowiekowi krew w żyłach.
(…) stara zasada: nie planujesz – żałujesz.
Zostaje porwana matka z dzieckiem. Wszystko podczas wycieczki, na którą wybrali się cała rodziną – wraz z mężem i ojcem. Zniknęli bez śladu. On został sam.
Jeden z żołnierzy, który miał brać udział w specjalnej misji, został brutalnie zamordowany na szkockich torfowiskach.
W amazońskiej dżungli, w miejscu, gdzie obumierają drzew,a spoczywa zagubiony myśliwiec z czasów drugiej wojny światowej. Jakie tajemnice w sobie kryje?
Tajna organizacja, chociaż nie, setki tajnych organizacji, a każda ma inne zadanie. Która jest dobra, a która zła? Kto spośród tych osób zna początki sięgające mrocznych dni panowania niemieckich faszystów?
Co łączy to wszystko?
Tylko jedna osoba: Will Jaeger.
Nie śpiesz się.
Wyobraź sobie, że masz dziesięć sekund na uratowanie świata
– pięć możesz poświęcić na wypicie mleka i zjedzenie ciasteczka.
Bear Grylls nigdy nie zostanie pisarzem roku, a to ze względu na język. Jest on prosty, rzeczowy, pozbawiony metafor i zbędnych epitetów. Nie zawiera też skomplikowanych konstrukcji zdaniowych. Książkę czyta się szybko, wręcz pochłaniamy informacje, które otrzymujemy. Język, który w niektórych momentach staje się profesjonalny, wcale nie utrudnia nam odbioru. To pozycja idealna dla mężczyzn. Jedyne plastyczne opisy, dotyczą scen, które kobiety chętnie by pominęły.
Mnie osobiście Lot widmo przypadł do gustu. Potrzebowałam książki z mocną historią, określonymi bohaterami i akcją. Tutaj nic nie jest przypadkowe. Pod tym względem fabuła zdecydowanie zachwyca. Co prawda brakuje tutaj pewnej świeżości. Grylls zbudował swoją fascynującą tajemnicę na powojennej historii i próbie odrodzenia IV Rzeszy. 
Co więc wpływa na wyjątkowość tej pozycji? Dziadek autora, brygadier William Edward Harvey Grylls był oficerem Orderu Imperium Brytyjskiego z 15/19 Królewskiego Pułku Jego Królewskiej Mości. Był również dowódcą Target Force – tajnej jednostki, której głównym zadaniem było odnajdywanie i ochrona sekretnych technologii, broni, a także naukowców i wysokiej rangi nazistów, mających pomóc aliantom w starciu z nowym światowym mocarstwem i wrogiem – Sowietami. Jeśli wziąć pod uwagę to, że sam autor był w SAS, to jego historia ma naprawdę mocne podstawy i tym odróżnia się od innych. Jest profesjonalna. Czytając książkę, wierzymy w każde słowo autora, nawet jeśli pod koniec troszeczkę ponaginał rzeczywistość. Tym ta pozycja różni się od innych. W dodatku tło historyczne wcale nie wpływa na formę powieści. Nadal jest to thriller z elementami powieści przygodowej. W żadnym razie historycznej!
Kto ryzykuje, ten wygrywa.
(motto SAS)
Podsumowując, Lot widmo to mocny thriller z dopracowaną fabułą, ciekawym klimatem i bardzo realistyczna historią. Na pewno spodoba się większości mężczyzn i kobietom, lubiącym męskie thrillery. Mnie osobiście bardzo się spodobał.

Wystarczy jeden krok za daleko…

źródło
Kiedy los wodzi cię na pokuszenie, najczęściej mu ulegasz. Jednak czy zdajesz sobie sprawę, że posunięcie się o jeden krok za daleko może zmienić całe twoje życie?

Tytuł: O krok za daleko
Autor: Abbi Glines
Wydawnictwo: Pascal

Blair ma dziewiętnaście lat, stary pikap i… broń – w razie potrzeby. Kiedy jej matka umiera, dom zostaje sprzedany, a pieniędzy wystarcza tylko na najpotrzebniejsze rzeczy, dziewczyna postanawia poprosić o pomoc ojca, z którym nie utrzymywała kontaktu od lat. Wyjeżdża na Florydę, by móc zacząć normalne życie. Nie przeczuwa jednak, że w wyniku tego wyjazdu zamieni się ono w koszmar. 
Po O krok za daleko sięgnęłam pod wpływem impulsu. Pomyślałam, że może to być ciekawa powieść na letnie popołudnia. Fakt, że wydarzenia toczą się na białych piaskach Rosemary Beach, napawał mnie wielkim optymizmem, że będzie ona nasycona niezwykłym klimatem. W dodatku temat zakazanej miłości wydał mi się niezmiernie interesujący. Mimo że na rynku wydawniczym pojawiło się dużo podobnych książek, byłam podekscytowana historią Blair i Rusha. 
Na początku warto wspomnieć, że powieść jest urzekająca. Konstrukcja fabuły została dokładnie przemyślana. Autorce nie zabrakło pomysłu na to, jak sprawić, by czytelnik zagłębił się w niej i zaangażował emocjonalnie. Z początku słodka romantyczna historia przemienia się w swoisty dramat. Gdy wychodzi na jaw pewna długo skrywana tajemnica, życie Blair zamienia się w piekło. 
Poszczególne wątki – a jest ich sporo – rozwijają się stopniowo i płynnie przenikają. Każde zdanie w tej książce czemuś służy. Niewątpliwym walorem jest zastosowanie przez Glines narracji pierwszoosobowej, dzięki której poznajemy Blair, śledzimy jej losy i w pewnym stopniu się z nią utożsamiamy. Podążamy krok w krok za bohaterką i przeżywamy wraz z nią wszystkie emocje. Autorka zadbała o to, by czytelnik nawet przez chwilę się nie nudził. Wprowadziła więc pewne elementy humorystyczne urozmaicające całą fabułę.

Powieść jest wręcz przesycona seksem tętniącym niemal z każdej strony. Gdyby nie miała drugiego dna, z czystym sumieniem uznałabym ją za erotyk, jakich wiele, jednak nie mogę. O krok za daleko to historia zakazanej miłości, ale nie tylko o miłosne potyczki w niej chodzi. Traktuje przede wszystkim o tajemnicach, które mogą zniszczyć czyjeś życie, w szczególności gdy zostają wyjawiane po wielu latach, całkowicie przypadkowo. Pojawiające się na kartach powieści sceny erotyczne to – moim zdaniem – przejaw głębokiej bezsilności obu bohaterów. Zarówno Blair, jak i Rush wyraźnie nie radzą sobie z targającymi nimi emocjami i muszą je wyładować. A zauroczenie to, jak wiadomo, pierwszy krok do ludzkiego dramatu.

Byłam zachwycona kreacją głównej bohaterki. Z pozoru niewinna i delikatna dziewczyna okazuje się odważna i nie wstydzi się łamać pewnych barier. Z pewnością istotny okazał się wpływ ludzi, wśród których przebywała zarówno w pracy, jak i poza nią. Jej relacja z Rushem również wniosła w jej szarą rzeczywistość sporo barw i obudziła w niej silne, niekiedy wręcz skrajne, emocje. Postać Rusha była dla mnie niezwykle interesująca. Jego zachowanie sprawiało, że byłam ciekawa, kim w rzeczywistości się okaże. To chłopak z jednej strony typowy – król seksu, który może mieć każdego dnia inną zdobycz – z drugiej jednak niesamowicie tajemniczy, ale przy tym opiekuńczy. Miałam wrażenie, że zmienił się pod wpływem niewidzialnej siły. Blair wyraźnie miała na niego wpływ, mimo że starała się żyć na uboczu.

Styl, którym posłużyła się autorka, zaimponował mi. Dzięki prostemu językowi powieść wydawała się lekka i przyjemna, choć często dogłębnie poruszała i wzbudzała dziwne emocje. Historia okazała się ciekawa, tak jak się spodziewałam. Nie żałuję, że ją poznałam. Zagłębiłam się w losy bohaterów i nie potrafię o nich zapomnieć. Cieszę się, że przede mną jeszcze dwie części – mam nadzieję, że równie interesujące.

Polecam ją tym osobom, które lubią tematykę obyczajową z elementami sensacji – odkrywanie tajemnicy jest naprawdę ekscytujące. Emocje gwarantowane.

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Join 13 other subscribers

Czytaj pierwszy!

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia