Bajki i baśnie nowego świata

Najbardziej magiczne historie nie dzieją się wcale za górami, za lasami i nawet nie dawno temu. Jedna z nich, opisana przez Guillerma del Tora, zdarzyła się w USA w latach pięćdziesiątych i jak każda baśń była o odwadze i miłości.

Bad Boy’s Girl

Wiedziałam. Po prostu wiedziałam, że ta książka tak bardzo mi się spodoba, że po jej skończeniu będę bardzo tęsknić za głównymi bohaterami. Ale nie chcę wyprzedzać faktów.

Nastoletnia Tessa ma jeden cel – przetrwać ostatni rok liceum. Aby tego dokonać, wymyśliła plan: trzymać głowę nisko, nie rzucać się w oczy i nie wchodzić nikomu w drogę – zwłaszcza Nicole, czyli byłej przyjaciółce i królowej wredności. Niestety, po kilku latach nieobecności do miasta wraca Cole Stone, czyli chłopak, który uprzykrzał Tessie życie i niejednokrotnie wysłał ją na ostry dyżur. Chłopak, którego dziewczyna miała nadzieję więcej nie zobaczyć…

„Konkurs na żonę”

Często omijam książki polskich autorów. Dlaczego? Tego nawet ja sama nie wiem, choć nieraz się nad tym zastanawiałam. Co mnie tak w nich odrzuca, dlaczego tak ciężko jest mi dać im szansę? Może gdzieś głęboko w mojej podświadomości kryje się chochlik, który co rusz podrzuca mi do umysłu te myśli. Twierdzi, że ma rację, że on się nigdy nie myli. Szepcze do ucha, że nie warto. 

Wioska morderców

Nadal poszukuję thrillera/kryminału, który dosłownie wyrwie mnie z kapci i sprawi, że nie będę mogła w nocy spać. W tym celu postanowiłam przeczytać Wioskę morderców, tak zachwalaną pozycję przez wielu fanów tych gatunków.

Bilet do szczęścia

Po fenomenalnym Konkursie na żonę nadeszła pora na Bilet do szczęścia. Gdy tylko przeczytałam pierwszy tom, po prostu nie mogłam się doczekać, by poznać ciąg dalszy, i cały czas rzucałam okiem na parapet. Na nim stoi góra książek i wśród nich ta, której tak pragnęłam. Nie zaczęłam jej czytać zaraz po zakończeniu pierwszej części, choć bardzo tego chciałam. Pierwszy tom był genialny, jednak główna bohaterka Łucja lekko mnie irytowała. A to dlatego, że nie mogłam się nadziwić, jak ślepo jest wpatrzona w Hugona. Miałam ochotę uderzyć ją w twarz i pokazać prawdę. Nie wyczuwałam w tej książce miłości, a jeśli już, to jedynie ze strony Łucji. 

Tytuł: Bilet do szczęścia
Cykl: Konkurs na żonę (tom 2)
Autor: Beata Majewska
Wydawnictwo: Grupa Wydawnicza Publicat

Pierwszy tom zakończył się w bardzo bolesnym momencie. Gdy skończyłam go czytać, to po prostu zabrakło mi oddechu i siłą powstrzymywałam się od sięgnięcia od razu po kolejną część, by dowiedzieć się czy wszystko będzie dobrze. 

Łucja – młodziutka dziewczyna, pochłonięta przez uczucia do młodego prawnika z Krakowa i zakochana w nim bez pamięci – przeżywa szok. Dowiaduje się czegoś, co mrozi jej krew w żyłach. Okazuje się, że mężczyzna, który ją uwiódł, który przejął władzę nad jej sercem, zrobił to tylko i wyłącznie dlatego, aby odziedziczyć spadek po wuju. Dziewczyna myśli jedynie o tym, by od razu zerwać związek z Hajdukiewiczem i wrócić w rodzinne strony. Jednak los nie pozwala na to. Jej babka – jedyna opiekunka zastępująca jej matkę i ojca – trafia do szpitala. Łucja, z braku innej możliwości, decyduje się pozostać w mieszkaniu Hugona na czas rekonwalescencji jej opiekunki. 

Hugo znów ma nadzieję na odzyskanie ukochanej. Odkrywa, że naprawdę kocha Łucję i nie może bez niej żyć. Wie, że nie dałby sobie rady bez tej kruszyny. To, co się dzieje, jest ostatnią szansą od losu, by mężczyzna odzyskał dziewczynę. Ale serce kobiety jest złamane. Czy Łucja zdoła uwierzyć w szczerość jego uczuć? 

Jak pisałam w recenzji pierwszego tomu, od wieków żywię dziwną, niewytłumaczalną niechęć do polskich autorów. I uwierzcie mi, że jeśli już po jakąś sięgam, to nazwanie tego zaszczytem wcale nie jest przesadą. Bardzo wiele oczekiwałam od autorki. Poznałam wiele opinii na ten temat i nie mogłam się doczekać. Czytelnicy wychwalali drugą część, nie raz spotkałam się ze stwierdzeniem, że jest ona jeszcze lepsza od Konkursu. Podeszłam trochę sceptycznie do tych opinii. Przecież każdy z nas ma inny gust i może zdarzyć się tak, że dla mnie będzie wręcz przeciwnie. Pod koniec musiałam przyznać rację zasłyszanym wcześniej słowom. 

Pierwszy tom był świetny, ale drugi był już poziom wyżej. Czytałam go z niezwykłą przyjemnością, odrywając się jedynie, by pójść coś zjeść lub wyjść z psem na spacer. Co prawda, książkę czytałam dwa dni, ale tylko i wyłącznie dlatego, że musiałam pomagać mamie w kuchni przy przygotowaniu obiadu. Jednak jak już przysiadłam do niej, to nic nie potrafiło mnie od niej oderwać. Nawet krzyki mamy, co przyznaję z lekkim wstydem. 

Nigdy nie lubiłam książek typowo o miłości, może głównie dlatego, że ja mam w niej pecha. A mówiąc to, mam na myśli jej całkowity brak. No cóż, albo miłość, albo książki. Naprawdę przez całą książkę zazdrościłam Łucji, że będąc w moim wieku, znalazła tak wspaniałego mężczyznę. Bo to, jaki był Hugo, sprawiało że często uśmiechałam się głupio do kartek i wyobrażałam sobie tego boskiego prawnika. 

Ale wracając do książki. Jak tylko zaczęłam ją czytać, zdałam sobie sprawę, że autorka naprawdę poczyniła duży postęp. Niesamowicie podobało mi się to, w jaki sposób opisała uczucia Łucji. Wprawiło mnie to nawet w lekkie osłupienie. Miałam wrażenie, jakby pani Beata sama to przeżyła i dzięki temu dała radę tak dobrze to ująć. Strony aż kipiały bólem, smutkiem, bił od nich chłód. Ale jednocześnie wyczuwałam miłość, radość, nadzieję. To było coś pięknego. Bez problemu wtopiłam się w wykreowaną przez autorkę historię i z przyjemnością śledziłam dalsze losy bohaterów (które nawiasem mówiąc nie raz przyprawiały mnie o zawał serca). Byłam jak szpieg, siedziałam obok Łucji na tapczaniku, stałam obok niej, gdy trzymała w rękach maleństwo. Patrzyłam się na cierpiącą przyjaciółkę Hugona – Olgę. I to wszystko z bez żadnego skrępowania. 

A skoro poruszyłam już kwestię dziecka, to chcę dodać tylko jedno. Łucja jest wspaniałą matką i aż serce mi rosło, gdy obserwowałam, jak cudownie opiekuje się dzieckiem. Mało brakowało, a piałabym z zachwytu. 

W książce bardzo podoba mi się postać pani Hani Hajdukiewicz. I jej historia, która w końcu zyskała rozwinięcie i to napisane w cudowny sposób. Nie wiecie nawet, jak się ciszyłam, gdy w końcu doszło do tego, do czego doszło. Jeśli chcecie wiedzieć o co chodzi, to nie liczcie na mnie. Nie pisnę ani słówkiem. Nie chcę odbierać wam przyjemności z czytania i poznawania historii samemu, a właśnie to w książkach jest najlepsze.

Książkę czyta się wspaniale. Nie ma momentu, w którym by się dłużyła. Cała opowieść płynie gładko i wartko, a ilość stron do przeczytania znika w zatrważającym tempie. Wszystko pasuje do siebie idealnie. Każdy element jest dokładnie przemyślany i całość tworzy jedną wielką układankę uczuć. A uwierzcie mi, że jest ich tutaj naprawdę wiele. Tak jak wspominałam wcześniej, pierwszy tom był genialny, ale drugi jest jeszcze lepszy. Istna karuzela uczuć. Po prostu niemożliwe jest nie dać się porwać tej historii i bohaterom. Są intrygujący i żywi. Jakby żyli naprawdę. 

Już nie mogę doczekać się kolejnego tomu, a premiera już wkrótce! Oderwanie się od świata Łucji i Hugona przyszło mi z trudnością, w szczególności po tym cudownym zakończeniu. Ostatnia strona prawie przyprawiła mnie o łzy. Łzy szczęścia. 

Tak że, nie pozostaje mi nic innego, jak z całego serca polecić wam tę książkę. Mogłabym napisać więcej, ale po co? Nie chcę streścić wam całej książki, więc po prostu nie pozostaje wam nic innego, jak ją przeczytać. Z całego serca do tego zachęcam. Nie zawiedziecie się. Pani Beata Majewska doskonale wiedziała, jak napisać tę historię.

 

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 11 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia