Bezlitosny, ale też intrygujący prawniczy świat

Słyszałam wiele o książkach Remigiusza Mroza, jednak nigdy nie zabrałam się do ich lektury, aż do tego momentu. Kryminały są jednym z moich ulubionych gatunków, ale gdy korzystałam z biblioteki miejskiej, cały czas coś innego wpadało mi w ręce. Pierwszy raz, i to osobiście, spotkałam polskiego pisarza na Targach Książki w Krakowie w tym roku, zdobywając jednocześnie pozycje, w których głównymi bohaterami są Joanna Chyłka i jej podopieczny Kordian Oryński, oraz podpisy samego autora. Dzisiaj skończyłam czytać pierwszą część przygód warszawskich prawników i muszę przyznać, że ich losy pochłonęły mnie bez reszty.

Tytuł: Kasacja
Autor: Remigiusz Mróz
Wydawnictwo: Czwarta Strona

Remigiusz Mróz w doskonałej formie! Kasacja niczym nie ustępuje powieściom Grishama. Trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej strony. Gwarantuje świetnie spędzony czas.

Kordian Oryński, młody aplikant, rozpoczyna swoją pierwszą ważną pracę w cenionej kancelarii prawniczej Żelazny&McVay. Jego zwierzchnikiem zostaje Joanna Chyłka, bezpośrednia i szczera pani adwokat, która aby odnieść zwycięstwo, nie przebiera w środkach. Wspólnie rozpoczynają prowadzić sprawę Piotra Langera, syna biznesmena, który został oskarżony o brutalne zamordowanie dwóch osób. Domniemany morderca nie przyznaje się do winy ani jej nie zaprzecza. Brak współpracy z jego strony utrudnia pracę prawników. Dlaczego oskarżony milczy? Czy to on jest prawdziwym sprawcą zarzucanych mu morderstw? Czy Chyłka i Oryński odkryją prawdę?

Bardzo dużym plusem tej pozycji są rewelacyjne postacie i ich osobowości. Mimo że początkowo główna bohaterka wydaje się niezbyt pozytywną postacią w książce, jest bowiem arogancka, gburowata i zarozumiała, to jednak z czasem czytelnik przywiązuje się do niej. Widać, że autor zgrabnie balansował nad stworzeniem bohatera, który ma niewyparzony język, ale jednocześnie wzbudza sympatię. Podobał mi się wątek współpracy z aplikantem – sprawiła ona, że stworzyli świetny, uzupełniający się duet. Pomimo że ich początkowa relacja nie gwarantowała koleżeństwa, to jednak z czasem nawiązała się między nimi nić przychylności i wsparcia. 

Nie jest to książka wielowątkowa, dzięki czemu jest nieskomplikowana i zrozumiała. Powracając do niej po przerwie, czytelnik łatwo by się w niej odnalazł. Osobiście pochłonęłam ją bardzo szybko, bo tylko dwa dni zajęło mi przeczytanie jej. Z dużym zainteresowaniem śledziłam poczynania dwójki adwokatów, tak różnych charakterów, co samo w sobie dodało smaku powieści. Napięcie i emocje nie opuszczały mnie aż do ostatniej strony. 

Kasacja jest pierwszą książką, dzięki której zapoznałam się z twórczością Remigiusza Mroza, ale na pewno nie ostatnią. Zaginięcie, kolejna pozycja z tej serii, już leży na biurku i czeka. Teraz doskonale rozumiem te kolejki po autograf ulubionego autora. Może i nie jest to wybitne arcydzieło, jednak Mróz napisał ciekawy, poruszający thriller prawniczy, dla którego warto poświęcić niejeden wieczór.

placeit

Z zasady bez zasad

Polityka nie jest czystą grą. Tutaj nie ma niehonorowych ruchów czy niegodnych postępów. Złe posunięcie to tylko takie, które nie prowadzi do zwycięstwa. Podstęp? Jak najbardziej. Kłamstwo? Grunt, żeby nie dać się złapać. W tej grze wszystko jest możliwe, a to jawne… z pewnością nie jest prawdziwe. Jak w tym brutalnym świecie odnajdą się bohaterowie Wotum nieufności?

Tytuł: Wotum nieufności
Autor: Remigiusz Mróz
Wydawnictwo: Filia

To nie była dobra noc dla marszałek sejmu. A przynajmniej tak twierdzi. Dlaczego? Ponieważ nic nie pamięta. Budzi się w podejrzanym motelu, a ostatnich parę godzin to jedna wielka czarna dziura. Co ona tu robi? Czy ktoś ją widział? Nie ma jednak czasu na roztrząsanie tej zagadki. Właśnie w tym momencie na scenie politycznej zaczyna się robić bardzo tłoczno. Jednocześnie Patryk, młody i ambitny polityk, zamierza udowodnić swoją wartość. Zamieszanie dotyczące jego komisji śledczej to dla niego szansa, więc chce ją wykorzystać. Im bardziej zaczyna drążyć, tym więcej niewiadomych odnajduje. O co w tym wszystkim chodzi? Kto rozdaje karty, a kto jest tylko pionkiem? Jedno jest pewne: w tej grze nie obowiązują żadne zasady!

Wotum nieufnościMuszę przyznać, że z lekką nutą sceptycyzmu podchodzę do wszystkich okładkowych deklaracji. Tym razem wydawca zapewnia czytelnika, że ten trzyma w rękach polski odpowiednich House of cards. Czy naprawdę trzeba było dodawać taką wzmiankę? A może to po prostu zwykłych chwyt reklamowy? I w tym miejscu was zdziwię. Otóż… ta informacja jest jak najbardziej na miejscu. Jeśli ktoś czytał House of cards, to już w tym momencie doskonale wie, czego się spodziewać. W Wotum nieufności Mróz oferuje nam historię bardzo podobną, a jednocześnie, nie bójmy się tego określenia, lepszą fabularnie.

Przede wszystkim dla polskiego czytelnika realia rodzimej polityki są łatwiejsze do zrozumienia niż scena brytyjska. I chociaż autor operuje wykreowanymi przez siebie partiami politycznymi, ogólne prawidłowości pozostają bez zmian. Świetne są również nawiązania do bieżących wydarzeń czy znanych cytatów.

Większy akcent położony został na bohaterki. Tym razem i one aktywnie biorą udział w grze politycznej, nadając fabule pozytywnego wydźwięku. Równie ciekawym pomysłem było zaangażowanie wiedzy o współczesnych social mediach. Patryk nie tylko wie, o czym mówi. On wykorzystuje tę wiedzę jako narzędzie walki politycznej na skalę, o której jeszcze nie śniło się polskim posłom, a która z pewnością wkrótce stanie się faktem.

Jak zwykle Mróz zafundował czytelnikowi mnóstwo zwrotów akcji, a na sam koniec, kiedy atmosfera powoli zaczęła przygasać, odwrócił kota ogonem. Zakończenie, który wcześniej było już po cichu sygnalizowane, wybuchło nagle niczym petardy w sylwestra. Mogłam się tego spodziewać, a jednak byłam zaskoczona. Tak bardzo porwały mnie wcześniejsze intrygi, że zapomniałam skupić się na głównej zagadce.

Zakulisowe rozgrywki, rozmowy, do których nie mamy dostępu, i kłamstwo podane na złotej tacy – to wszystko tworzy klimat tej powieści. Klimat, który nie pozwala nam ani na chwilę o niej zapomnieć. I chociaż polityka kojarzy nam się głównie z przepychankami słownymi, w fabule nie brak akcji i wydarzeń, które mrożą krew w żyłach. Czy to naprawdę tak wygląda? Oby nie! Jeśli jednak chodzi o powieść, to wręcz odwrotnie. Na szachownicy Wotum nieufności właśnie zaczął się kolejny ruch. Część figur została zbita, a część umacnia swoją pozycję. Jakie będzie ich następne posunięcie? Obyśmy nie musieli czekać na drugi tom zbyt długo.

filia

Więcej recenzji książek Remigiusza Mroza znajdziesz tutaj.

Z kolei ten link zaprowadzi cię do recenzji książek zawierających wątek polityczny.

Godny finał Trylogii z Komisarzem Forstem

Na szlaku prowadzącym na Czerwone Wierchy zostają odnalezione zwłoki turysty i wszystko wskazuje na to, że Bestia z Giewontu wróciła. Sprawę komplikuje jednak pojawienie się w Kościelisku grupy uchodźców, która wchodzi w konflikt z tamtejszą społecznością. Z czasem pojawią się kolejne ofiary, a wraz z nimi rodzi się coraz więcej pytań bez odpowiedzi. Dokąd doprowadzi śledztwo prowadzone przez Dominikę Wadryś-Hansen?
 
Tytuł: Trawers
Autor: Remigiusz Mróz
Wydawnictwo: Filia
 
Po zakończeniu Przewieszenia wprost nie mogłem się doczekać, aż sięgnę po kolejny tom. Autor zostawił nas w takim momencie, że nie było możliwości, bym nie przeczytał kolejnej części. Tyle niepozamykanych wątków oraz niedokończonych spraw narobiło mi wielkiego apetytu, ale także sporo oczekiwań. Na szczęście Remigiusz Mróz podołał, a Trawers nie zawiódł.
 
Podobnie jak poprzednie tomy, Trawers przepełniony jest akcją. Jednakże tym razem z umiarem. Wszystko zostało dokładnie przemyślane, dzięki czemu nie ma tu żadnych niepotrzebnych elementów „pod publiczkę”. Znalazło się miejsce zarówno na pościg, jak i na chwilę uspokojenia. Ciąg przyczynowo-skutkowy ani raz nie zostaje zachwiany, a każde wydarzenie ma swoje uzasadnienie. Sprawia to, że powieść czyta się właściwie jednym tchem.
 
Tym, co stanowi jednocześnie zmorę i zaletę tej powieści, jest jej aktualność. Nie ulega wątpliwości, że akcja ma miejsce w czasach współczesnych (ba, w bieżącym roku), gdyż autor niejednokrotnie odnosi się do sytuacji politycznej naszego kraju oraz porusza obecnie popularne tematy. Trybunał Konstytucyjny czy kryzys uchodźczy to tylko niektóre kwestie, jakie wplata w swoją powieść Remigiusz Mróz. Kiedy czytamy tę książkę dzisiaj, taki zabieg faktycznie może być dobry – jest swego rodzaju puszczeniem oka do czytelnika. Jednak gdy ktoś sięgnie po Trawers za jakiś czas, powiedzmy: dwa lata, te tematy nie będą już takie aktualne. Mało kto będzie wręcz o nich pamiętał.
 
W tym tomie bardzo dogłębnie przyglądamy się psychice naszych bohaterów. W poprzednich częściach poznaliśmy ich charakter, jednak teraz skupiamy się bardziej na ich portretach psychologicznych. Autor poświęca sporo czasu sferze uczuciowej swoich postaci, dotyka najdelikatniejszych strun ich podświadomości. Wręcz obnaża ich przed czytelnikami. Dzięki temu bohaterowie nie są już tacy jednopłaszczyznowi, stają się bardziej ludzcy, a nam łatwiej jest ich zrozumieć.
 
Powieść Remigiusza Mroza jako finał trylogii jest kumulacją wszystkich występujących wcześniej wątków. Przez poprzednie dwa tomy intryga powoli nabierała tempa, a sieć powiązań stale się rozrastała. Sprawiło to, że w ostatnim tomie jest mnóstwo otwartych wątków oraz niedokończonych spraw. Naprawdę trudno było z tego wybrnąć, ale autor sobie poradził. Sprytnie wszystko powiązał oraz pozamykał, co dowodzi tylko, jak dobrym jest pisarzem.
 
Trawers to godny finał Trylogii z Komisarzem Forstem. Absorbujący i wciągający do granic możliwości, a jednocześnie umiarkowany i miejscami nadzwyczaj spokojny. Autor nareszcie pozwolił nam wejść do podświadomości bohaterów, dzięki czemu w pełni ich poznajemy. Inteligentnie poprowadzona akcja w połączeniu z bogatą siecią intryg i powiązań to gotowy przepis na dobrą powieść sensacyjno-kryminalną, jaką jest ta książka. Trylogia zasłużyła na taki finał.

Nie ma immunitetu… od moralności

Sędzia to stanowisko apolityczne. Jego zadaniem jest stać na straży prawa i decydować, co jest godne uznania, a co – kary. Niezależny, samodzielny, chroniony immunitetem, nie ulega żadnym naciskom politycznym. Oczywiście… tylko w teorii. W praktyce nie raz zdarzały się próby wpłynięcia na wymiar sprawiedliwości. Czasem jednak największym utrudnieniem są nie czynniki zewnętrzne, ale… sam fakt bycia człowiekiem.

Tytuł: Immunitet
Cykl: Joanna Chyłka
Autor: Remigiusz Mróz
Wydawnictwo: Czwarta Strona

Pani mecenas Joanna Chyłka zaczyna się specjalizować w sprawach niemożliwych. Tym razem kolejne zlecenie przyjmuje już w szpitalu. I wcale nie chodzi o to, że klientem jest jej kolega ani że bronić ma sędziego Trybunału Konstytucyjnego, ale o fakt… że w sprawie coś śmierdzi. Jurysta zostaje ni mniej, ni więcej podejrzanym w sprawie o morderstwo. Mimo nikłych dowodów prokuratura ewidentnie zamierza wystąpić o zwolnienie z immunitetu i wszystko wskazuje na to, że koledzy po fachu zamierzają przychylić się do tego wniosku. Na domiar złego Chyłka zaczyna dostawać ostrzeżenia. Sprawa, która już na samym początku wygląda źle, sypie się coraz bardziej. Na jaw wychodzą bardzo niezręczne informacje o samym sędzi. Czyżby nie był to człowiek o nieposzlakowanym charakterze? I czy w związku z tym można wierzyć w jego słowa? Nikt nie jest pewien jego niewinności. A tymczasem klienta należy bronić. Jednak czy za wszelką cenę?

Czekałam na Immunitet, od kiedy tylko skończyłam czytać trzecią część serii, i muszę przyznać, że jest rewelacyjny! Takiego Mroza kochamy! Ta książka stanowi kwintesencję wszystkiego, co najlepsze w stylu autora! Bez apelacji i bez kasacji, rewelacja!

Dość zachwytów. Pora na konkrety. Immunitet naprawdę dobrze się zaczyna. Nie potrzeba więcej niż kilku stron, by dać się porwać akcji. Gęsta sieć intryg, kłamstw i niedomówień zaczyna budować się już od pierwszej sceny. Wszystko, co się pojawia – właściwie każdy dialog czy opis – to element większej układanki: misternej i dobrze dopracowanej.

Nie zwalnia też nasza pani mecenas ani jej przyboczny, Zordon. Ich dialogi wciąż pozostają na najwyższym poziomie, a wypowiadane słowa bawią bardziej niż niejeden kabaret. Ale… mamy coś jeszcze. Tym razem więcej uwagi (niż w przypadku Rewizji) poświęcono ich relacjom. Atmosfera się zagęszcza, a Zordon staje się coraz pewniejszy siebie. Dzięki temu dane nam jest lepiej poznać biuro Żelaznego oraz nowego patrona aplikanta. Chyłka to nie jedyny prawnik „z jajami”.

Zachwycił mnie również klimat powieści. Do samego końca nie wiadomo… w zasadzie nic. Polityka i spisek? Zbieg okoliczności? A może perfidne kłamstwa? Niestety, nie jest to zagadka z tych, które możemy rozwiązać dzięki spostrzegawczości. Jako czytelnicy jesteśmy wciąż o krok za prawnikami, a że nawet oni nie mają dostępu do pełnej prawdy… nie pozostaje nam nic innego, jak czytać.

To, że Mróz zaskakuje czytelnika zakończeniem, już wszyscy wiedzą. Tym razem również się tak dzieje. Finał być może nie jest trzęsieniem ziemi, ale wciąż mocnym przytupem. Wcześniej jednak Chyłka, niczym zima zaskakująca drogowców, wciąż szokuje swoim zachowaniem. Niby wiadomo, że można się po niej spodziewać wszystkiego, a jednak jej nieobliczany charakter to chyba najlepsze, co może spotkać czytelnika kryminałów. Prawdziwą perełką jest to, że tym razem autor dopuścił nas również do sekretów jej prywatnego życia. I to nie głośna sprawa, ale osobiste zawirowania stanowią najlepsze zwroty akcji i najdynamiczniejszy koniec.

Prawo, prawnicy, sądy i różne sprawy – to motywy dość popularne w popkulturze. Do tej pory unikałam tego typu tematów przedstawianych zarówno na ekranie, jak i na papierze. Wychodziłam z założenia, że wyidealizowanym adwokatom czy sędziom bardzo daleko do rzeczywistości: mieli miałkie charaktery, a gdy w grę wchodziły paragrafy, autorzy tych dzieł nie raz popełniali błędy. To wszystko stanowi zaprzeczenie książek Mroza. Jego bohaterowie patrzą na prawo rzeczowo i z odpowiednią dozą krytycyzmu. A nawet jeśli system czy procedura są lekko naginane pod fabułę, autor robi to celowo i świadomie. Trochę to straszne, prawda? Ten brak idealności, te luki i pola do nadużyć. Ale… tak to właśnie wygląda. Dura lex, sed lex.

czwarta-strona

Prawo w obronie bezprawia

Nie wszyscy mają tyle szczęścia, żeby urodzić się w bogatej rodzinie, z wysoką pozycją społeczną. Czasem jeszcze przydarza im się pech i pojawiają się w złym miejscu o złej porze. A kiedy liczba tych nieszczęść zaczyna się niepokojąco zwiększać, tracą wiarę w sens swojego życia. A wystarczy tylko jeden uśmiech losu, jeden dobry znak… Tymczasem „szczęśliwe przypadki”, który im się przytrafiają, zdają się jedynie potwierdzać podły los. Czy nie ma szans na ratunek?

Tytuł: W cieniu prawa
Autor: Remigiusz Mróz
Wydawnictwo: Czwarta Strona

Erik całe życie ma pod górkę. Trochę za sprawą pecha, trochę przez wybuchowy temperament, ciągnie za sobą bardzo złą renomę. Dodatkowo mamy rok 1909, a akcja dzieje się w zaborze austriackim. Polacy nie są mile widziani. Pomimo to Erikowi udaje się uzyskać zatrudnienie w bogatej rezydencji. Jest przekonany, że los wreszcie dał mu szansę. Do czasu… Już pierwszej nocy dochodzi do tragedii. Ginie jedyny dziedzic rezydencji i nikt nie ma wątpliwości, kto jest mordercą – podejrzenia od razu padają na nowego, czyli Erika. Chłopak uważa, że jego niewinność wystarczy, by ze wszystkiego się wybronić. Szybko okazuje się, że nie ma racji. Jakimś cudem pojawiają się obciążające go dowody. I chociaż po jego stronie stają zarówno osoby ze służby, jak i z arystokracji… do stryczka ma coraz bliżej. Czemu komuś tak zależy, żeby prawdziwy sprawca nie został wykryty? Kto ma w tym interes?

W cieniu prawa to książka, która pojawiła się pomiędzy trzecim a czwartym tomem o mecenas Chyłce. Przypadek? Nie sądzę. Ta powieść miała nam osłodzić oczekiwanie. Sięgnęłam po nią bez zastanowienia. Również dlatego, że klimatem przypominała mi serial Downton Abbey. I jeśli o to chodzi, podobieństw jest całkiem sporo: ciekawe tło historyczne, relacje społeczne, stosunki między arystokracją a służbą. Nawet niektóre postacie pod względem charakteru przypominały mi te z serialu.

Jednak co do bohaterów… mam dość mieszane uczucia. Żaden z nich nie jest na tyle silną osobowością, by chociaż przypominać te z serii o Chyłce. Najciekawsze, co w tym zakresie udało się osiągnąć, to moralna niejednoznaczność. Prędzej czy później ich zachowanie budzi opór czytelnika. I w efekcie końcowym ten nie sympatyzuje się z nikim.

W książce jest też sporo przemocy i drastycznych opisów, co nie każdemu przypadnie do gustu. Jest tu też sporo wulgaryzmów, a dowcip zawarty w dialogach nie zawsze bawi tak jak w innych powieściach Remigiusza Mroza. Zwroty akcji, z których tak słynie autor, niestety nie powalają na kolana. Oczywiście są i istotnie zmieniają bieg wydarzeń, ale: po pierwsze, większość z nich da się przewidzieć, a po drugie… nadal nie zachwycają czytelnika. Znacie to uczucie, kiedy nagle zbieracie szczękę z podłogi, bo to, co wydarzyło się w książce, porusza każdą komórką waszego ciała? Ja znam. Ale tym razem tego nie doświadczyłam. W pewnym momencie było mi zupełnie obojętne, co stanie się dalej.

Rodzinny, sekrety przeszłości i walka o dziedzictwo – to wątki, które zostały bardzo ciekawie poprowadzone. Trzymają poziom i klimat. Z kolei… miłość. O niej niewiele da się powiedzieć. Została zepchnięta na dalszy plan i niewiele znaczy. Finalne rozwiązanie tego tematu wydało mi się przesłodzone i sztuczne, wręcz niepasujące do opisywanej historii.

Podsumowując, uważam, że W cieniu prawa to książka dobra, ale nie genialna. Ciekawa, ale nie zaskakująca. Dobrze napisana, ale niewykorzystująca całego potencjału. Gdyby napisał ją ktoś inny, pewnie byłabym zachwycona. Ale w przypadku Remigiusza Mroza spodziewałam się czegoś więcej.

A ponieważ niedawno swoją premierę miała kolejna część historii o mecenas Chyłce, ja idę czytać… Immunitet!

czwarta-strona

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 11 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia