Siła miłości w apokaliptycznej sekcie

Zastanawiałeś się kiedyś, jak by to było żyć od dziecka w sekcie i nie znać niczego poza nią? Patrząc przez pryzmat doświadczeń, pewnie stwierdzisz, że byłoby strasznie. W szczególności w takiej sekcie, w jakiej był główny bohater książki Calder. Narodziny Odwagi autorstwa Mii Sheridan. Podstawowe braki w żywności, brak dostępu do wody, życie w maleńkich budach, które trudno nazwać domami. Sekta ta narzuca surowe zasady, których każdy musi przestrzegać. W szczególności jeśli nie jest nikim z dowódców sekty.

Tytuł: Calder. Narodziny odwagi.
Autor: Mia Sheridan
Wydawnictwo: Septem

Wyobrażasz sobie przepowiednię wygłoszoną przez waszego przywódcę, która mówi o tym, że musi on poślubić wybraną, by razem z nią wieść „wierzących” do „Raju”? Nie wiesz, że za murem jest inny świat. Znasz jedynie świat, który pokazało ci życie w ugrupowaniu religijnym. Nie wiesz, czym są telefony, nie masz dostępu do telewizji, żyjesz w warunkach, w których normalnie trzyma się zwierzęta, w ubóstwie, biedzie, pośród chorób i bólu. Jednak ten, kto stoi na czele, wmawia ci, że musisz cierpieć, żeby osiągnąć szczęście po drugiej stronie. A sam żyje w luksusach.

Ja nie wyobrażam sobie takiego życia. To już nawet nie chodzi o internet, prąd, elektronikę. Chodzi o wydarzenia, z którymi Calder musiał się zmagać. Dziś pragnę zaprosić cię do recenzji książki, która poruszyła i poruszy niejedno serce. Książki, która jest idealnym dowodem na to, że miłość może być silniejsza od zła, strachu i potrafi rozjaśnić nawet najciemniejszy mrok. To właśnie miłość pomaga wybaczyć największe zło i największe dobro czynić.

Calder od dziecka życie na terenie apokaliptycznej sekty i jest z nią bardzo mocno związany, nawet jeśli tego nie chce. Musi ciężko pracować i być całkowicie posłuszny. Gdy ma dziesięć lat, jego wzrok pierwszy raz pada na 8-letnią wtedy Eden. Chłopak jest zauroczony, ale nie zdaje sobie sprawy, że w tamtej chwili, między nimi splotła się niewidzialna sieć, łącząc ich losy już na zawsze i sprawiając, że w przyszłości wiele wycierpią. Nie zdawał sobie sprawy, że społeczność sekty nie zaaprobuje jego uczuć. Zasady mówią jasno, nie powinien nawet marzyć o tej dziewczynie, bo jej przeznaczenie, zostało już zapieczętowane. Nawet jeśli wbrew jej woli. Ma ona zostać żoną przywódcy sekty, Hectora.

Jednak delikatna Eden i pełen odwagi Calder nie potrafią tak łatwo zrezygnować ze swoich marzeń o miłości i wolności. Uczucie, które ich łączy, jest silniejsze od strachu, który rozrywa ich od środka. Postanawiają walczyć o swoją godność, o prawo decydowania o swoim życiu i ostatecznie o coś, co czyni nas najszczęśliwszymi – o miłość. Nie jest to łatwe zadanie, gdy na ich drodze stoi szalony przywódca i przekabaceni przez niego wierni, gotowi zrobić wszystko, by wykonać przepowiednię, która jest tylko wymysłem szalonego Hectora.

Nie wiem, co stanie się potem, Eden, ale cokolwiek by to było, bądź odważna, Blasku Poranka. I wiedz, że gdzieś w Elizjum też bije źródło. Będę tam na ciebie czekał, Eden. Będę leżał na skałach przy jeziorku. Wyobraź sobie mnie tam, w blasku słońca. A gdy przyjdzie czas, odszukaj mnie. Będę czekał. Mam nadzieję, że będę czekał bardzo długo, Eden… ale wiedz, że tam będę. Będę na ciebie czekał, Blasku Poranka.

Czy Calder i Eden uwolnią się z objęć sekty? Kim tak naprawdę są? Czy ich miłość przetrwa?

Ja już znam odpowiedzi na te pytania. Sądzę, że czas, byś i ty je poznał.

Calder. Nowy początek jest pierwszym tomem dwutomowej serii Mii Sheridan. Drugi tom to Eden. Nowy początek. Jest to niezwykła opowieść o sile miłości, odwadze i podróży w nieznane. Opowiada o szukaniu wolności, nowego sensu życia. Tutaj dobro i zło ściera się w bardzo drastyczny sposób, ukazując ponadczasową prawdę, że światło miłości potrafi rozjaśnić każdy mrok.

Czytając tę książkę, nieraz odkładałam ją, żeby przemyśleć wiele spraw. Skłoniła mnie nie tylko do przemyśleń i wyobrażania sobie, jak bym się czuła na miejscu delikatnej, niewinnej Eden, ale także do refleksji nad własnym życiem.

Uwielbiam tą książkę za to, że niczego nie próbuje udawać. Jest prawdziwa aż do bólu i ani na chwilę się nie zatrzymuje. Opowiada historię, która szczerze mówiąc, naprawdę mogła by się wydarzyć. W pewien sposób przybliża nam temat sekt, chociaż jest to tylko fikcja literacka.

Bohaterowie są świetnie wykreowani, litery zamieniają się w skórę i kości, czyniąc ich równie prawdziwymi jak my. Tej książki nie można tak po prostu przeczytać. To nie jest możliwe. Tę książkę się przeżywa. Każde kolejne słowo zapada głęboko w pamięć i na pewno szybko o niej nie zapomnicie. Nie ma momentu, w którym akcja zwalnia i jest nudna. Ja czytałam ją z zapartym tchem od pierwszej do ostatniej strony. I się w niej zakochałam. A w szczególności w Calderze. Bardzo mi zaimponował, chciałabym mieć kiedyś takiego chłopaka jak on. I poznać taką miłość, jaka była pomiędzy Calderem a Eden.

Polecam wam tę książkę z całego serca. Jeśli szukacie powieści, która poruszy was aż do szpiku kości, to Calder. Narodziny odwagi jest idealna! Nie jest to typowa młodzieżówka, tylko dojrzała opowieść o miłości, poświęceniu, sile, która drzemie w człowieku i… odwadze.

1

Tysiąc pięter sekretów

Gdy byłam nastolatką, z wielką przyjemnością zaczytywałam się w wielotomowej serii Plotkara. Kilka lat później z podobnym entuzjazmem śledziłam niekończące się sezony serialowej adaptacji. Sama nie wiem, co mnie w tej produkcji tak urzekło. Tajemnice, sekrety, a może… miłość? Właśnie dlatego, gdy przeczytałam, że Tysiąc pięter to powieść stanowiąca połączenie Plotkary z SF, byłam zachwycona! I jednocześnie… przejęta. Bo co może wyjść z takiego romansu? Zobaczcie sami!

Tytuł: Tysiąc pięter
Cykl: Tysiąc pięter (tom 1)
Autor: Katharine McGee 
Wydawnictwo: Otwarte
Nowość

Mamy rok 2118. Sercem Manhattanu jest teraz ogromna, w pełni samodzielna wieża. Ten moloch to już nie tylko budynek, ale też samowystarczalne miejsce życia. Składa się dokładnie z tysiąca pięter i zawiera wszystko, co potrzebne na co dzień. Przejścia między mieszkaniami to już nie tylko korytarze, ale ogromne przestrzenie zagospodarowane przez sklepy, szkoły, hotele. Miasto w mieście. Nie brakuje w nim również… hierarchii. Im niżej budynku żyjesz, tym marniej wygląda twoja pozycja społeczna. Prawdziwi bogacze mogą sobie pozwolić na oszałamiający widok z samego szczytu. A poza tym życie toczy się po staremu. Są złamane serca, złudne nadzieje, krępujące sytuacje i podejrzane intrygi. Jednak od nich właśnie się zaczyna. Po rocznej nieobecności wraca Atlas, jednak jego powrót każdy odbiera na swój sposób. Avery, przybrana siostra, sama nie wie, co czuje do brata. Pewna swoich uczuć jest za to jej najlepsza sąsiadka, Leda. Genialny informatyk Watt dostaje nietypowe zlecenie, a spokojna dziewczyna od sprzątania staje przed bardzo trudnym wyborem. Co z tego wyniknie? Tego nie wie nikt. Tylko jedno jest pewne: wieża aż kipi od emocji, które w pewnym momencie… muszą wybuchnąć.

Jak już wspominałam, okładkowy opis nawiązuje do Plotkary. Ponieważ ten zabieg marketingowy bardzo na mnie podziałał, najpierw chciałabym powiedzieć, że się nie rozczarowałam. Autorce udało się stworzyć podobny klimat, oddać napięcie buzujące między nastolatkami, wykreować wiele pokręconych związków i wciągnąć bohaterów w niebezpieczną grę. Przywołanego porównania nie należy jednak traktować zbyt dosłownie. W książce nie znajdziemy tych samych schematów, nie pojawia się osoba relacjonująca życie lokalnych celebrytów. Bardzo chodzi o atmosferę i rodzaj interakcji społecznych. Sama nie należę do zwolenniczek powoływania się na inne tytuły. Tym razem nawiązanie było nie tylko wyjątkowo zachęcające, ale też trafne.

Równie dobrze prezentuje się wątek SF. Wbrew pozorom kreacja świata nie jest tylko tłem akcji, ale odgrywa bardzo ważną rolę w historii. Miłośnicy fantastyki nie powinni czuć się zawiedzeni. Autorka oferuje nam dobrze przemyślany i ciekawie zaprezentowany świat przyszłości. W przeciwieństwie do wielu ostatnich powieści, które przyszłość widzą raczej w czarnych barwach, Tysiąc pięter jest wizją zachęcającą, obfitującą w gadżety technologiczne. Sama koncepcja wieży to wątek zasługujący na uznanie, pobudza bowiem wyobraźnię i sprawia, że powieść ma naprawdę oryginalną fabułę.

Oprócz elementu fantastycznego spodobał mi się też prosty, po części oczywisty wniosek: świat idzie do przodu, technologia coraz bardziej ułatwia nam życie, a my? My jesteśmy tacy sami. Wciąż miłość dodaje nam skrzydeł, a zazdrość budzi to, co w nas najgorsze. Pod tym względem nic się nie zmieniło.

Poza przygodą i zaskakującymi zwrotami akcji (o których wcale wam nie opowiem, gdyż są zbyt dobrze zaprezentowane, by dawać chociażby cień wskazówek) książka kusi też ciekawymi postaciami. Świetnym rozwiązaniem było wybranie osób ze skrajnie różnych klas społecznych i poziomów wieży (tak, dokładnie tak samo jak w Plotkarze). Dzięki temu możemy zobaczyć codzienne życie z punktu widzenia kilku klas i poznać przebieg intryg z odmiennych perspektyw. Nic nie jest takie, jakie się wydaje na początku. Czasami idealne życie wcale nie jest takie piękne, bo przecież nawet róża ma kolce, a genetyczne modyfikacje nie gwarantują szczęścia.

Jedyne, co zupełnie mnie nie przekonało, to motywacja Avery. Niestety, nie kupuję tego. Chociaż autorka próbowała uzasadnić emocje targające nastolatką, według mnie nie miały one większego sensu. Nieszczególnie przemówiło do mnie też okładkowe hasło „im wyżej jesteś, tym niżej możesz upaść”. Wydaje mi się, że nie do końca tak to wygląda.

Tysiąc pięter to naprawdę bardzo dobra książka. Jeśli lubicie lekkie młodzieżówki, intrygi, zdrady, tajemnice, a dodatkowo elementy SF, ta powieść jest idealna! Barwny, wielowątkowy świat najpierw was zaintryguje, a potem przyprawi o ciarki. Bo z wieży nie można po prostu wyjść. Wieża to początek… i koniec.

tania_ksiazka_kod_rabatowy_logo_kupon

1

Serce w rozterce

Miłość nie wybiera. Nie patrzy na stan konta, nie mierzy metrów mieszkania i nie ocenia perspektyw na przyszłość. Ta prawdziwa jest ślepa i bezinteresowna. Co nie oznacza, że… rozsądna. Czy decyzje podejmowane na skutek podszeptów serca to zawsze dobry wybór? A może w sprawach tak istotnych jak przyszłość i małżeństwo lepiej zdać się na osąd rozumu?

Tytuł: Szlachetne serce
Cykl: Mieć odwagę, by marzyć (tom 2)
Autor: Susan Anne Mason
Wydawnictwo: Dreams

Amerykański sen to legenda nie tylko naszego pokolenia. Wizja nowego życia na obcym kontynencie przyświeca też bohaterom Szlachetnego serca. Maggie i jej brat przemierzają ocean, by odmienić swoje przeznaczenie. Nikt jednak nie wie, że dziewczyna nie tylko szuka nowych perspektyw, lecz także ucieka od przeszłości. W podobnej sytuacji jest Adam. Tyle że on donikąd nie jedzie, ale wraca do rodzinnego domu. I wcale nie oznacza to powrotu z podróży. On wychodzi z więzienia i zdaje sobie sprawę, że nie może na wiele liczyć. Społeczeństwo traktuje go jak czarną owcę. Czy nie ma dla niego ratunku? Z własnymi myślami bije się też Autora. Jej serce zostało złamane i teraz jedyne, o czym marzy, to nauka pielęgniarstwa. Wcześniej jednak musi się zmierzyć z ojcem, który szykuje dla niej inną przyszłość. Czy Ameryka okaże się miejscem spełnionych marzeń czy raczej… pogrzebanych nadziei?

Szlachetne serce to drugi tom cyklu Mieć odwagę, by marzyć. Tym razem akcja toczy się wśród tych samych kręgów rodzinnych, jednak głównymi bohaterami stają się kolejne pokolenia. Nie oznacza to, że autorka zapomniała o postaciach z Irlandzkich łąk. Pojawiają się oni jako bohaterowie drugoplanowi, angażują się w kilka problemów. Jednak temat ich życia miłosnego zakończony został w tomie pierwszy, a co za tym idzie – ich obecność w romansie historycznym stanowi rodzaj… ozdobnika.

Tak, w sensie chronologicznym powieść jest bezpośrednią kontynuacją. Jednak napisana została w sposób na tyle umiejętny, że również brak znajomości pierwszego tomu nie pozbawi nas przyjemności czytania drugiej części. Ale tylko drugiej. Wcześniejsze wydarzenia w naturalny sposób pojawiają się w narracji, i to zarówno najbardziej kluczowe ich elementy, jak i ostateczne rozwiązania. Jeśli nie chcecie psuć sobie zabawy, polecam zacząć tę przygodę mimo wszystko od początku.

Irlandzkie łąki przeczytałam już jakiś czas temu i nie byłam pewna swojej pamięci. W czasie czytania okazało się jednak, że tej historii nie dało się zapomnieć. Bardzo dużo wspomnień wróciło do mnie w trakcie rozwoju fabuły, która wiele zmieniła w mojej wcześniejszej ocenie wydarzeń. Przede wszystkim dlatego, że bohaterem książki stał się Adam. Zły brat, niegodny dziedzic, wiecznie obrażony i negatywnie nastawiony do wszystkich bohater Irlandzkich łąk. Również sama autorka, jak napisała w posłowiu, nie lubiła go podczas pierwszego tomu. W drugim jednak weryfikuje się wszystko. Poznajemy jego perspektywę i powoli… zaczynamy rozumieć. Taka zmiana punktu widzenia wiele dała historii.

Wciąż zachwycał mnie za to rewelacyjny klimat. Lubię powieści przenoszące nas do czasów konwenansów. Podoba mi się, jak bohaterowie dzielnie zmagają się z przeciwnościami losu, ale też zaszłościami tradycji. Społeczne uprzedzenia, specyficzny język czy zachowania pełne kurtuazji – te wszystkie dodatki nadają całości smak i nutkę melancholii. Moją uwagę zwrócił też pewien schemat ojca. Co do zasady jest to surowy niszczyciel dziewczęcych fantazji. Po raz kolejny poznajemy historię młodej panny, której tatuś grozi, zapowiada aranżowane małżeństwo i… w sumie ogranicza się do mówienia. Ten aspekt książki był pewnego rodzaju schematem powtarzanym przez wiele książek. Do tej pory nie spotkałam się z historią, w której ojciec wybiłby z niewieściej głowy nieroztropnego kandydata. Czyli albo te konwenanse wcale nie były takie straszne, albo… konwencja romansu wymusza kilka ustępstw.

Reszta rozwiązań fabularnych tak oczywista już nie była, a cała powieść okazała się lekką i romantyczną historią, którą czyta się z zapartym tchem. Po pierwszych stronach wyraźnie tworzy nam się podział na dwa potencjalne związki, a historia opisywana jest z perspektywy czterech bohaterów. Dzięki temu zabiegowi nie tylko poznajemy różne punkty widzenia – nie tracimy też zainteresowania przebiegiem wydarzeń.

Co ciekawe, poszczególne fragmenty nie były podpisane imionami bohaterów. A jednak bez problemu orientowałam się, kto jest narratorem. Powieść napisana została wyjątkowo plastycznym stylem. Nie tylko bez problemu wczuwałam się w klimat historii, ale też poznawałam charakter postaci, ich specyficzne zwroty czy sposób formułowania myśli.

Dlatego Szlachetne serce to książka, po którą warto sięgnąć. I to z wielu względów. Jest ciepła, romantyczna i mądra. Dostarcza czytelnikowi nie tylko rozrywki, ale też chwil wzruszeń i refleksji. Ale przede wszystkim… jest niezwykle ciekawa. W dwóch słowach… czytelnicza miłość!

dreams

Tak blisko…

Życie przypomina wieżę z klocków. Ludzie układają je sobie kawałek po kawałku i pracują nad nimi przez długie lata. A wystarczy jeden wadliwy element, zły ruch i wszystko zamienia się w ruinę. A człowiek? Musi znosić te niepowodzenia. Załamać się albo wyjść z tego silniejszym. Spróbować jeszcze raz. I znowu. Aż do skutku. Aż do sięgnięcia po szczęście.

Z miłością i przeciw etykiecie

Czuliście się kiedykolwiek ograniczeni przez etykietę? Denerwowało was, że z góry macie ustalone to, czego nie wolno, a co wolno? Albo postępowaliście wbrew sobie, bo tak właśnie wypada? Myślę, że na każde pytanie można odpowiedzieć bez zastanowienia „tak”. A co byście powiedzieli, gdybyście przenieśli się do świata, gdzie wszystko opiera się na grzeczności i uprzejmości, a wasze własne zdanie nie ma żadnego znaczenia?

Tytuł: Duma i uprzedzenie
Autor: Jane Austen
Wydawnictwo: Świat Książki

Państwo Bennet mają pięć dorosłych córek. Przyszedł czas, żeby każdą z nich wydać za mąż. Celem życiowym ich matki jest znalezienie im jak najlepszego męża i powiększenie ich majątku. Gdy tylko ich sąsiadem zostaje młody i przystojny mężczyzna, kobieta szaleje z zachwytu. Sprawę polepsza jeszcze fakt, że jest to bardzo bogaty człowiek. W oczach matki decyzja zapadła – ma zostać życiowym partnerem jednej z jej córek. Nieważne której, choć najlepsza byłaby Jane. W końcu jest najstarsza i najpiękniejsza. Jednak co zrobić z Elżbietą, która ma dość górnolotne wymagania co do przyszłego męża. W głowie pani Bennet pojawiają się tysiące takich pytań. Czy kobieta spełni swoje marzenie?

O Jane Austen słyszał chyba każdy miłośnik literatury. Jej książki to już klasyka. Dotychczas nie zapoznałam się z żadną, ale stwierdziłam, że to już chyba czas. Nie ma na co czekać. Tak sięgnęłam po Dumę i uprzedzenie, która od dawna mnie fascynowała. Oczekiwałam od tej powieści bardzo wiele. W końcu to nie jest pierwsza lepsza książka ani pisarka. Zyskała sławę na całym świecie, więc raczej nie stało się to przez przypadek. Może to właśnie moje wysokie wymagania sprawiły, że Duma i uprzedzenie nie zrobiły na mnie dużego wrażenia, a wręcz się na niej zawiodłam.

Styl Jane Austen nie jest lekki. Autorka używa patetycznego języka i wielu ciekawych porównań. Razem tworzy to mało przejrzystą całość, ale w tym przypadku nie jest to wada. Bardzo doceniam taki styl, ponieważ jest on charakterystyczny oraz dopracowany, co cenię w powieściach. Wszystkie opisy, wydarzenia są rozbudowane na wiele stron. I tu niestety dla mnie okazało się to przesadą. Czasami czytałam cały olbrzymi rozdział i nie dowiadywałam się niczego istotnego. Po prostu był o niczym. Książka ma prawie czterysta stron pisanych maczkiem, a mało się w niej dzieje.

Gdy zaczęłam czytać Dumę i uprzedzenie, w pewien specyficzny sposób byłam zafascynowana. Wierzyłam, że zostanę zaskoczona i to wszystko jest jedną wielką nieprzewidywalną opowieścią. Tymczasem okazało się, że owszem, wątków jest dużo, ale są one do siebie podobne, przez co miałam wrażenie, że cały czas zapoznaję się z tą samą historią od nowa. Nużyło mnie to. 

Co do samych opisów mam mieszane odczucia. Jak już wspominałam, bardzo je cenię, ale w tej lekturze nie zawsze mnie przekonywały. Pojawiało się ich okropnie dużo i było to streszczanie faktów. A jak sami wiecie, fakty opowiedziane w zwykły sposób najczęściej nudzą. I czasami tak właśnie było. Myślę, że są osoby, które te opisy doceniają, jednakże nie są one dla każdego.

Moim ulubionym bohaterem, jak pewnie się domyślacie, jest pan Darcy. Wiem, że w tej chwili nie wykazuję się oryginalnością, ale w tym mężczyźnie coś jest. Kiedy go poznałam, to nie mogłam uwierzyć, czemu ludzie tak się nim zachwycają. Przecież to nadęty i zarozumiały snob. W tym miejscu wielkie brawa dla autorki. Ona pozwala nam w to uwierzyć, z premedytacją zniechęca nas do niego i nie skupia się na jego życiu. Z czasem to wszystko się zmienia. W panu Darcym zachodzi przemiana wewnętrzna, która szokuje. W tym samym momencie we mnie też przeszła przemiana. Zmieniłam zdanie o tym arystokracie i zaczęłam go uwielbiać. Niestety słynna Elżbieta zawiodła mnie. Polubiłam tę bohaterkę, ale nie do końca. Od pierwszych do ostatnich stron nie byłam w stanie jednoznacznie jej ocenić. Okazała się dla mnie wielką zagadką, którą niekoniecznie chciałam rozwiązywać. Natomiast do jej ojca zapałałam wielka sympatią. Jak można nie polubić kogoś tak dziwnego i nieogarniętego? W powieści pojawiła się olbrzymia różnorodność charakterów, choć były one mało wyraziste. Sama musiałam ich szukać i akurat to uważam za duży minus.

Wątek romantyczny na początku nie skupiał się na głównej parze, tylko na Jane i panu Bingley’u. Jest to świetny zabieg, bo bardzo długo nie zwracałam uwagi na głównych bohaterów i w tym miejscu zostałam pozytywnie zaskoczona. Dopiero z czasem lepiej poznajemy Elżbietę i pana Darcy’ego. Powoli zaczynamy się z nimi utożsamiać i pragniemy, by byli razem, mimo że jest to wręcz niemożliwe. Ale oni idealnie do siebie pasują, więc nie przyjmujemy do siebie innej opcji. Jest to troszkę naiwne, ale przy tym bardzo przyjemne, a przecież taki był zamysł tej książki.

Tematyka Dumy i uprzedzenia wydaje się błaha i momentami infantylna, ale ukazuje też wiele poważnych problemów. W tamtych czasach dominowała etykieta, która potrafiła łamać ludzkie życie. Obserwacje zwyczajów z przeszłości okazały się ciekawym zajęciem. Pozwoliły na poszerzenie wiedzy, ale również ukazały problematykę determinizmu. Nie do końca wiem, co o tym wszystkim myśleć.

Niestety Duma i uprzedzenie nie zrobiła na mnie wielkiego wrażenia, ale mimo to jestem zadowolona, że zapoznałam się z tym klasykiem i wyrobiłam własne zdanie. Myślę, że to jest dobra książka, lecz nie każdego przekona do siebie. Jeśli lubicie klimaty XVIII-wiecznej Anglii i słodkie historie o miłości, to chyba nie ma dla was lepszej pozycji niż ta. Jednakże jeśli nie jesteście do tego przekonani, to nie oczekujcie od niej za wiele.  

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 11 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia