O dziewczynie zwanej Zabaweczką

Z okładki spogląda na mnie rude dziewczę. Nagie do pasa, objuczone sprzętem wojskowym, o ciele pokrytym tatuażami. Tytuł głosi: Toy Wars. Pierwsze wrażenie bardzo pozytywne, także ze względu na autora, Andrzeja Ziemiańskiego, który przecież amatorem nie jest. Obok takiej książki nie mogłem przejść obojętnie. Lektura krótkiego opisu z okładki jeszcze dobitniej dała mi do zrozumienia, że nie mogę nie dać Toy Wars szansy, którą opowieść ta świetnie wykorzystała. Zapraszam do recenzji.

Tytuł: Toy Wars
Autor: Andrzej Ziemiański
Wydawnictwo: Fabryka Słów

Toy, dziewczyna zwana Zabaweczką, wychowanka domu dziecka, była prostytutka Triad w najgorszej dzielnicy Hollywood, narkomanka po odwyku i… prywatny detektyw. Została odebrana mafii przez Paula Iceberga, którego nazwisko przyjęła. Od tej pory uczy się, jak przeżyć w okrutnym świecie, jak wykorzystać każdą niedogodność na swoją korzyść i jak dedukować. Po jakimś czasie Paul odchodzi i zostawia Toy sześć milionów dolarów, jednak aby dziewczyna mogła je dostać, musi dziesięć lat przeżyć, pracując wyłącznie w swoim nowym fachu. Idzie jej co najmniej źle i zmuszona jest żywić się jedzeniem dla kotów, ponieważ najzwyczajniej w świecie na nic innego jej nie stać. Wtedy w jej biurze pojawia się Dante. Jest on najemnikiem i wynajmuje Toy do udziału w niebezpiecznej misji na księżycu. Tak zaczyna się pełna napięcia i zwrotów akcji opowieść.

Obce śmieci. Samotne, nikomu niepotrzebne, zagubione na swojej drodze wśród ludzi, którzy wiedzieli, co komu jest przeznaczone, wśród ludzi, którzy wiedzieli, po co się żyje. 

Toy Wars najprościej można nazwać filmem akcji na papierze. W książce pełno jest strzelanin, wybuchów, przemocy, wulgaryzmów, pościgów i wielu innych rzeczy tak typowych dla choćby na przykład Niezniszczalnych. Trzeba jednak przyznać, że mimo prostego pomysłu książka jest bardzo satysfakcjonująca i przyjemna. Wiąże się z tym to, że książka ma jedynie zapewnić dużą dozę rozrywki. Nie ma tu głębszych refleksji albo miejsca na domysły. Wszystko jest podane jak na tacy i spełnia swoje zadanie bardzo dobrze. Główną osią fabularną jest bardzo ciekawy, choć prosto napisany wątek detektywistyczny z filmową otoczką.

Sama książka składa się z trzech opowiadań, z czego dwa pierwsze są wstępem do trzeciego – najdłuższego. Można wyczuć, że właśnie pomysł na to ostatnie pojawił się najpierw, a potem obudowany został obszernym wstępem. Trzeba też przyznać, że trzecie opowiadanie jest najciekawsze i najtrudniej się od niego oderwać. Wszystkie trzy opowieści tworzą bardzo wciągającą całość godną wysoko budżetowej ekranizacji.

Przecież profesor i śmieciarz umrą tak samo. No może… profesor w najlepszym szpitalu w otoczeniu rodziny, a śmieciarz na wysypisku. Ale czy to naprawdę miało znaczenie? Tuż przed ostatnią drogą, przed pustką, przed zapomnieniem? Szpital czy wysypisko? Czy naprawdę ma znaczenie, jaki nagrobek Ci postawią? 

Toy Wars to proste czytadło, film akcji na papierze. Adrenalina, wybuchy i ogromna ilość akcji wylewa się z każdej strony. Dla kogo jest ta książka? Jeżeli oczekujecie jedynie prostej rozrywki, bez większego zaangażowania, to trafiliście pod właściwy adres. Jeśli jesteście kanapowymi fanami filmów akcji, to też znajdziecie tu coś dla siebie. Ta powieść nada się również, gdy szukacie przerwy od skomplikowanych wielowątkowych tytułów. W kilku słowach: jest świetna w swej prostocie i nie trzeba jej nic więcej. 

A niech wokół srają psy. Żadna różnica. Aaa… czy te wszystkie problemy w ogóle mają jakąkolwiek wartość w momencie kiedy się odchodzi? Wystarczy się pośmiać. Wystarczy się pośmiać choćby z tych wszystkich „wierzących”, którym nagle strach dupę ściśnie. A ten, w którego wierzą… nie pomoże! 

Namiestnik – kontynuacja idealna?

Adept Adama Przechrzty okazał się świetną książką. Połączenie czasów sprzed pierwszej wojny światowej z magią było znakomitym posunięciem, dlatego też wspaniale mi się tę powieść czytało. W końcu nadeszła premiera drugiej części, a ja z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że jest jeszcze lepsza od poprzedniczki. Zapraszam do recenzji Namiestnika Adama Przechrzty.

Jestem potworem?

Jesteś kimś innym, niż ci się wydawało. Nazywasz siebie człowiekiem. Potworem. Repliką. Klonem. Numerem. Imieniem. Kim tak naprawdę jesteś? Gdzie jest twój początek? Czyją jesteś winą?

Wystarczy jedna myśl

Każdy z nas ma w życiu swój cel. Czasami się zastanawiam, czy nie pojawia się od razu z dniem naszych narodzin. Część z was pewnie zaprzeczy i powie mi, że właśnie w życiu brakuje wam misji, którą macie spełnić. Może po prostu jeszcze o niej nie wiecie… Ja sama mam marzenie, które jest olbrzymie, ale możliwe do spełnienia. A zaczęło się od idei – małego pomysłu, który pojawił się, gdy byłam dzieckiem. Mimo że nie zdawałam sobie wtedy sprawy z jego obecności, on był. Aż pewnego dnia idea powróciła z całą swoją mocą i prowadzi mnie teraz przez życie. To niesamowite uczucie. Jestem pewna, że doświadczyliście go lub doświadczycie. Jednak gdyby się nagle okazało, że to nie był wasz pomysł? Że ktoś zamanipulował wami i wprowadził do umysłu myśl, która zaczęła się rozwijać i przejmować nad wami kontrolę? Że wasze sny nie są tak naprawdę waszymi snami?

Tytuł: Incepcja
Reżyser: Christopher Nolan
 
O Incepcji słyszałam wiele pozytywnych opinii. Jednak przykuła moją uwagę, ponieważ nadal jest znanym filmem, choć minęło już prawie sześć lat od premiery. Jest to spore osiągnięcie. Produkcje filmowe często pojawiają się z wielkim szumem, a odchodzą ciche i zapomniane. Mało który film wybija się tak, by być długo pamiętanym. Wiedziałam, że przyjdzie dzień, gdy i ja obejrzę Incepcję. Nie mogłoby być inaczej. Porusza ona motywy, które mnie interesują oraz gra w niej jeden z moich ulubionych aktorów. Dlatego spodziewałam się po nim bardzo dużo. Czy moje oczekiwania zostały spełnione? 
 
Gdy po raz pierwszy usłyszałam, na jakim pomyśle opiera się ten thriller, byłam zaskoczona. Jest to coś nowego. Na pozór wydaje się, że popularnego, bo mowa tu o oniryzmie, jednakże jest to coś niekonwencjonalnego w tym wydaniu. I właśnie to najbardziej przyciągnęło mnie do filmu. Uwielbiam, gdy pojawia się coś niespotykanego. Wtedy mogę zmierzyć się z nową rzeczywistością, która pozwoli mi zebrać nowe inspiracje. Incepcja pod tym względem spełniła swoją rolę. Dała mi świat, gdzie ludzie mogą podróżować po snach innych osób oraz w taki sposób manipulować innymi.
 
Thriller nie jest moim ulubionym gatunkiem. Jak mam być szczera, to omijam go wielkim łukiem. Zwykle nudzi mnie i ogranicza moją wyobraźnię. Szanuję ten odłam kinematografii, jednak niestety nie mogę znaleźć filmu, który przypadłby mi do gustu. Incepcja nie jest wyjątkiem. Pojawiło się dużo scen pełnych przemocy oraz pościgów, co kojarzyło mi się z filmem akcji, który również nie należy do lubianych przeze mnie. Nie twierdzę, że takie wydarzenia nie były potrzebne. Ubarwiały całą historię i pozwalały na odzwierciedlenie rzeczywistości. Niestety bardzo mnie zmęczyły. Produkcja sama w sobie jest długa, więc miałam poważny problem z usiedzeniem na miejscu i skupieniem się na zdarzeniach przedstawionych w tej opowieści. Jednak uważam, że fanom akcji i mrocznych tajemnic ta akurat część przypadłaby do gustu.
 
Bez wątpienia największym plusem są bohaterowie. Jak wcześniej wspomniałam, wiele spodziewałam się po tej produkcji, jednak w tych wymaganiach nie znalazły się jakieś większe oczekiwania w stosunku do bohaterów. Dlatego bardzo miłym zaskoczeniem był fakt, że występuje bardzo silna psychologizacja postaci. Byłam w stanie wszystko wybaczyć, dzięki tak dokładnie wykreowanym bohaterom. Oczywiście największa uwagę przykuwała główna postać, która walczyła z demonami przeszłości oraz własnym sumieniem. Jego historia opierała się przede wszystkim na przeszłości, która niszczyła go i skłaniała do podejmowania decyzji niekoniecznie korzystnych dla niego. 
 
Grę aktorską mogę określi jednym nazwiskiem – Leonardo DiCaprio. Bardzo szanuję tego aktora. Był moment, gdy zaczęłam się zastanawiać, czy nie jest to spowodowane jego specyficznym wyglądem, lecz ostatecznie stwierdziłam, że jest to po prostu wybitny aktor, który okazał się idealnym odtwórcą roli głównego bohatera w Incepcji. Nie wyobrażam sobie nikogo innego na jego miejscu. Tak naprawdę to on tworzy ten film. Pojawiły się również inne postacie, lecz z nich największą moją uwagę przykuła aktorka grająca Mal (Marion Cotillard). 
 
Incepcja okazała się inną produkcją niż się spodziewałam i muszę szczerze przyznać, że nie wiem, jak ją ocenić. Cieszę się, że wreszcie ją obejrzałam, jednakże zniszczył się obraz, który utożsamiałam z tym filmem. Na pewno nie spełnił wszystkich moich wymagań, ale jak najbardziej go polecam.

Wielki finał Endgame

Endgame nieubłaganie zbliża się ku końcowi… Uczestników ubywa, a rozgrywka z dnia na dzień staje się coraz bardziej zacięta. Każdy z Graczy wiele przeszedł i jeszcze więcej musiał poświęcić, dlatego za wszelką cenę pragnie zakończyć tę morderczą grę. Dodatkowej adrenaliny dodaje fakt, że zaangażowane zostają osoby wcześniej niewtajemniczone w rozgrywkę, a samo Endgame zyskuje wymiar globalny. Co więcej, niektórzy gracze zaczynają poddawać w wątpliwość sens i celowość całego przedsięwzięcia; zastanawiają się, o co tak naprawdę walczą i kto za tym wszystkim stoi…
 
Tytuł: Reguły gry
Seria: Endgame (tom 3.)
Autor: James Frey, Nils Johnson-Shelton
Wydawnictwo: Sine Qua Non
 
Kiedy dwa lata temu przeczytałem pierwszy tom Endgame, nie byłem przekonany, czy kontynuować tę serię. Choć przyjemnie spędzałem czas, czytając Wezwanie, to sama książka nie zrobiła na mnie ogromnego wrażenia. Mimo to zdecydowałem się sięgnąć po kolejny tom, i jak się później przekonałem, podjąłem dobrą decyzję, bo Klucz niebios w pełni wynagrodził mi braki i niedociągnięcia pierwszej części. Ciągle była to literatura typowo rozrywkowa, jednak w najlepszym tego słowa znaczeniu. Kiedy więc rozpoczynałem lekturę ostatniego tomu, liczyłem na podobne wrażenia, jak w przypadku poprzednich części. Czy jednak Reguły gry sprostały moim oczekiwaniom?
 
Reguły gry są bezpośrednią kontynuacją wydarzeń z drugiej części. Książka zaczyna się właściwie w tym samym momencie, w którym skończyła się jej poprzedniczka, dzięki czemu ciągłość akcji jest jak najbardziej zachowana. Właśnie przez tę linearność i szczegółową chronologiczność zdarzeń cała powieść przypomina w swojej budowie serial. Wielu pierwszoplanowych bohaterów, kilka miejsc akcji i równoległe rozgrywające się wydarzenia – to wszystko sprawia, że w głowie automatycznie tworzymy obrazy i wyobrażamy sobie poszczególne sceny. Seria Endgame stanowi wprost idealny scenariusz na dobry serial akcji.
 
Tym, co nigdy nie zawodzi jeśli chodzi o tę serię, jest umiejętne trzymanie w napięciu. Szybkie tempo i odpowiednio dawkowane zwroty akcji powodują, że książkę czyta się właściwie jednym tchem. Mimowolnie chcemy wiedzieć, co wydarzy się dalej i jak potoczą się losy bohaterów. Autorzy umiejętnie rozpisali poszczególne wydarzenia i zaplanowali całą serię, dzięki czemu nieustannie przyciągają uwagę czytelnika. Nawet jeśli pod koniec trzeciego tomu ta zwarta budowa zostaje widocznie zaburzona, a sama akcja traci na wyrazistości, to całej książce nie można odmówić trzymania w napięciu. Nawet jeśli jest ono wywołane głównie przez ciekawość, jak się to wszystko zakończy…
 
Ostatni tom różni się od poprzednich przede wszystkim tym, że widać tu braki w ciągłości, logice i zbieżności fabuły. Reguły gry są zdecydowanie najmniej przemyślaną ze wszystkich części, widoczny jest tu brak pomysłu na to, jak poprowadzić akcję. Wszystkie elementy się niekontrolowanie rozmywają, a cała książka widocznie traci spójność. Cierpi na tym również sama dramaturgia, która z czasem zwyczajnie zanika; zamiast emocjonować się wydarzeniami i martwić o los bohaterów, próbujemy się zorientować, gdzie to tak właściwie zmierza i jaki jest tego cel. Zawiódł zarówno pomysł, jak i realizacja.
 
Reguły gry, mimo że wciągają i angażują czytelnika, to przede wszystkim jednak rozczarowują. Brak tu pomysłu na fabułę, odpowiedniego napięcia i logiki w postępowaniu bohaterów. Trylogia duetu Frey/Johnson-Shelton wyróżnia się oryginalnością i nietypowym podejściem do poprowadzenia fabuły, jednak w ostatnim tomie to wszystko gdzieś zanika. Co prawda książka dostarcza rozrywki i pozwala na chwilę odprężenia, jednak nie wywołuje u czytelnika żadnych emocji. Ostatecznie nie jest to książka zła, lecz jedynie rozczarowująca i zwyczajnie przeciętna. A szkoda, bo poprzednie części zapowiadały ciekawy i co najmniej widowiskowy finał.

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 11 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia