Pierwszy_dotyk_front_72dpi-1

Pierwszy dotyk

Prawdziwa miłość i zwykłe pożądanie znacznie się od siebie różnią. Ale czasami bardzo trudno poznać, co jest czym. Stapiają się w jedno, a ludzie ogarnięci uczuciami błędnie wszystko interpretują. Kiedy chodzi głównie o ciało, a kiedy o osobę, z jej wszystkimi problemami i drobnymi dziwactwami? Zależy kto czego pragnie. Jedni szukają partnera na całe życie, inni natomiast zadowalają się pojedynczymi nocami z przypadkowymi ludźmi. Ale co tak naprawdę przyniesie szczęście?

Tytuł: Pierwszy dotyk
Autor: Laurelin Paige
Wydawnictwo: Kobiece
Bestseller

Emily Wayborn nareszcie odnalazła cel w życiu i zaczęła odnosić sukcesy jako aktorka. Jej rozwiązły tryb życia odszedł w niepamięć. A przynajmniej do chwili, gdy otrzymuje dziwną wiadomość od swojej dawnej przyjaciółki, która wygląda jak błaganie o pomoc. Dziewczyna pragnie pomóc Amber i takim sposobem trafia na Reeve’a Sallisa, niebezpiecznego i obrzydliwie bogatego mężczyznę. Jej zadaniem jest go uwieść i wyłudzić informacje o Amber. Czy uda jej się oprzeć jego wpływowi, nim sprawy zajdą zbyt daleko?

Nie spodziewałam się zbyt wiele po tym romansie, ale to, co otrzymałam, przeszło moje najgorsze koszmary. Szczerze powiedziawszy, to strasznie męczyłam się przy tej książce. Ledwo dowlekłam się do ostatnich stron, nie mogąc już znieść bohaterów. Dawno nie czytałam czegoś aż tak kiepskiego. Rzadko zdarza mi się mocno krytykować książki, ale obok tej nie mogę przejść obojętnie. Po prostu zastanawia mnie, jak to możliwe, że została wydana… gdziekolwiek.

Jednym z najważniejszych elementów był romans głównych postaci. Nie znajdziecie tutaj słodkich scen i romantycznych zalotów. Jeśli nastawiacie się na coś takiego, to odradzam wam jej lekturę. W tej książce jest niezwykle brutalnie. Sceny seksu są przepełnione wulgarnością i sadystycznymi pierwotnymi zapędami. Traktowanie kobiet jest wprost nieludzkie i bardzo przedmiotowe. Zrozumiem wiele, ale nie to, że przemoc fizyczna w takich sytuacjach może być przyjemna dla obu stron. Fabuła ogranicza się przede wszystkim do tego. Momentami miałam silne skojarzenia z Greyem, ale tutaj warunki były naprawdę ekstremalne.

Liczyłam na ciekawy wątek kryminalny, ale został on zepchnięty na odległy plan i stał się kompletnie nieistotny. Po co przejmować się przyjaciółką, skoro można zająć się jej psychopatycznym byłym?

Bohaterowie okazali się do bólu szablonowi i stereotypowi. Emily przeszła samą siebie w irytowaniu mnie. To jedna z tych kobiet, które swoje ciało uznają za jedyny sposób osiągnięcia czegokolwiek w życiu. Jej inteligencja znajdowała się na bardzo niskim poziomie. Kierowały nią przede wszystkim żądze, a ostrożność stała się ostatnią sprawą, o której by pomyślała. Momentami miałam ochotę ją po prostu uderzyć, żeby się opamiętała, bo jej „upodobania” były zwyczajnie chore.

Reeve był typowym niebezpiecznym typem, od którego każda osoba o zdrowych zmysłach trzymałaby się z daleka. Władczy i brutalny. Nie obchodzili go inni ludzie, jedynym priorytetem był on sam. Uroda i pieniądze to jedyne, co miał. Przez większość czasu po prostu się nim brzydziłam. Byłam zniesmaczona zachowaniem zarówno jego, jak i wspomnianej wcześniej Emily. Całe szczęście, że mam już spotkanie z nimi za sobą, bo nie mam najmniejszej ochoty do nich wracać.

Pierwszy dotyk to brutalny i mroczny romans, który momentami podchodzi pod nękanie i przemoc. Dawno nie czytałam tak kiepskiej książki. Nie oczekiwałam niczego wybitnego, ale i tak dostałam coś o wiele poniżej moich przypuszczeń. Zastanawia mnie, co kierowało autorką, gdy pisała tę książkę. Jakieś szalone i ekstremalne fantazje? Bo ja jestem po prostu zniesmaczona. Wiele zrozumiem, ale to już lekka przesada. Zdecydowanie nie polecam tej powieści. Chyba że kogoś fascynuje nieludzkie traktowanie kobiet i zwierzęce zapędy. Jak dla mnie to ogromny niewypał. Cieszę się, że w ogóle jakimś cudem dobrnęłam do końca.

 

tania_ksiazka_kod_rabatowy_logo_kupon

9788380752535

Pocałunek numer…

Jesteś małą dziewczynką, która niewiele wie jeszcze o życiu. Z każdym rokiem co prawda stajesz się dojrzalsza, ale czy na tyle świadoma, by złożoną w dzieciństwie obietnicę móc pamiętać i spełniać przez całe życie? 

9788379766604

Wezwanie

Chyba nikt nie lubi, gdy się go do czegoś zmusza albo co gorsza – wzywa do zrobienia czegoś, na co w danej chwili może nie mieć najmniejszej ochoty. W ogóle „wezwanie” może kojarzyć się z czymś nieuchronnym, z czymś, od czego nijak nie można uciec i co rodzi w człowieku pytania: „dlaczego ja?”, „dlaczego właśnie teraz?” i bunt. Na szczęście ludzka natura ma skłonność do analizy i oddzielania rzeczy ważnych od tych mniej ważnych i dzięki temu niektóre z owych wezwań można z czystym sumieniem ignorować. A co w przypadku, gdyby takie wyzwanie zostało na nas wymuszone, i to do tego stopnia, że zależałoby od tego nasze być albo nie być?. Aż trudno to sobie wyobrazić prawda? Dzięki The call możecie.

Tytuł: The call. Wezwanie
Autor: Pedar O’Guilin
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Książka dla młodzieży

Dzieciństwo powinno być czasem beztroskim i pozbawionym jakichkolwiek problemów. Niestety, dla Nessy skończyło się ono w chwili, gdy poznała prawdę dotyczącą traktatu kapitulacyjnego, zgodnie z którym lud Sidhe pokonany przez ludzi został zmuszony do zamieszkania Szaroziemi. Trwające trzy minuty wezwania będące zemstą za tamtejszą klęskę dziesiątkują młodzież i sprawiają, że niczego nie można być tak pewnym jak tego, że potworny starożytny lud czerpie uciechę z torturowania i zabijania młodych Irlandczyków. Czy Nessa przetrwa swoje trzy minuty mimo własnych dość znacznych ograniczeń?

The call jest książką, której mroczny klimat przyciągnął mnie od pierwszych stron (chociaż nie ukrywam, że z taką wyszukaną brutalnością miałam do czynienia po raz pierwszy). Prowadzona w narracji trzecioosobowej historia zabiera czytelnika w świat pełen irlandzkich wierzeń, niebezpiecznych istot, bólu i strachu. Powieść zawiera opisy tak drastyczne i makabryczne, że czasami budziły one we mnie niesmak, ale także sprawiały, że z jeszcze większym zapałem oddawałam się lekturze.

Cieszy to, że fabuła nie jest skupiona wyłącznie na przeżyciach głównej bohaterki, ale również na osobach, które w danym momencie zostały „wezwane”. Dzięki temu odbiorca jest w stanie spojrzeć szerzej na to, co działo się z młodzieżą podczas pobytu w krainie Sidhe, i dać się porwać emocjom towarzyszącym im w trakcie tych trzech minut.

Nie sposób w tym miejscu nie wspomnieć o Nessie, która od razu przypadła mi do gustu. Nie jest jedną z tych szablonowych postaci, o których łatwo zapomnieć, wręcz przeciwnie – mimo swojej niepełnosprawności nie pozwala na to, by ktokolwiek się nad nią litował. Wymaga od siebie więcej, niż wymagają od niej inni, a co najważniejsze – chęć życia jest w niej tak silna, że mogłaby nią obdarować jeszcze kilkadziesiąt innych osób.

Co prawda nie rozumiem przyrównywania The call do Igrzysk śmierci czy Więźnia Labiryntu (chyba jedyną zgodnością jest to, że we wszystkich tych książkach występują światy dystopijne), niemniej warto poznać tę powieść i pamiętać o tym, że jest ona przeznaczona dla dużo starszej młodzieży (osobiście czytałam ją w dzień, bo gdybym robiła to w nocy, to na pewno miałabym problemy ze spaniem).

Niezwykle ciekawy jest też projekt okładki. Na jednym ze skrzydełek znajduje się czaszka, którą widać w kole na przodzie książki, co świetnie się prezentuje.

Mam nadzieję, że nie przyjdzie mi zbyt długo czekać na drugą część Wezwania.

tania_ksiazka_kod_rabatowy_logo_kupon

563874-352x500

Losy Tearlingu

Każdy książkoholik, który lubuje się w powieściach mających więcej niż jeden tom, zna ból, jakim jest oczekiwanie na ponowne spotkanie z ulubionymi bohaterami. Oczywiście wiąże się to też z dodatkową niepewnością, bo nigdy nie wiadomo, czy nie okaże się on – delikatnie mówiąc – niewypałem, burzącym wszelkie nasze dotychczasowe wyobrażenia i sprawiającym, że zaczyna się żałować czasu spędzonego na oczekiwaniu. Na szczęście w moim przypadku jeszcze się to nie zdarzyło, nie zawiodłam się, jeśli chodzi o kolejne tomy ulubionych powieści, dlatego z tak wielką radością, a zarazem smutkiem podeszłam do trzeciego tomu Królowej Tearlingu – radością, ponieważ w końcu doczekałam się kontynuacji historii, a smutkiem – ponieważ to już koniec trylogii.

Tytuł: Losy Tearlingu (t. 3)
Seria: Królowa Tearlingu
Autor: Erika Johansen
Wydawnictwo: Galeria Książki

Heroicznym czynem, jakim było zniszczenie mostu Nowolondyńskiego i oddanie się w ręce Szkarłatnej Królowej, Kelsea Glynn postawiła wszystko na jedną kartę, zawierzając nie tylko własnej intuicji, ale także ludziom, którzy na co dzień ją otaczali. Samotnie stawiła czoła niebezpieczeństwu i pokusiła się o indywidualną rozgrywkę ze swoim największym wrogiem z nadzieją, że Buława odnajdzie się w roli regenta Tearlingu i zapanuje nad jej królestwem tak, jakby zrobiła to ona sama. Kel nie mogła nawet podejrzewać, że po jej ujęciu miasto zacznie drżeć w podstawach za sprawą niezadowolonego Arwathu i widma rychłego głodu mieszkańców królestwa. Czy Lazarus zdoła wywiązać się ze swoich obowiązków i równocześnie uratować młodą królową? Która ze stron odniesie zwycięstwo w ostatecznej rozgrywce?

Erika Johansen kawałek po kawałku odkrywała historię zarówno Tearlingu, jak i samej Przeprawy, mającej na celu stworzenie utopijnego świata wolnego od bolączek trawiących ludzi w przeszłości. Robiła to z niezwykłym rozmysłem, rozbudzając w czytelnikach ciekawość i chęć jak najszybszego rozwiązania zagadek.

Losy Tearlingu w dużej mierze skupiają się na przeszłości, dzięki czemu odbiorcy mogą dowiedzieć się, co było główną przyczyną spektakularnego upadku państwa Williama Teara, kim byli Row Finn oraz Duch i jaką rolę odegrali w zagładzie krainy, która miała opierać się na równości, sprawiedliwości oraz solidarności. Dzięki temu akcja ze spokojem przechodzi z jednego wątku w drugi i nie ma niepotrzebnego zamieszania, które dla większości tego typu powieści okazuje się zgubne.

Gdy ludzie myślą o utopii, błędnie zakładają, że wszystko ułoży się idealnie. Może z definicji ma być idealnie, ale jesteśmy tylko ludźmi i nawet do utopijnej rzeczywistości wkraczamy ze swoimi cierpieniami, błędami, zazdrością i żalem. Nawet w obliczu nadziei na życie w raju nie jesteśmy w stanie wyrzec się swoich przywar, dlatego tworzenie nowej społeczności bez wzięcia pod uwagę ludzkie natury jest równoznaczne ze skazaniem tej społeczności na niepowodzenie.

Po raz kolejny muszę pochwalić autorkę za wykreowanie głównej postaci. Z każdym kolejnym tomem dostrzegaliśmy, jak Kelsea z nieopierzonego podlotka stawała się pełnokrwistą, niezwykle odważną i dzielną młodą kobietą, a także skorą do największych poświęceń, sprawiedliwą władczynią – właśnie takie osoby najdłużej się pamięta, a to z kolei sprawia, że z przyjemnością wraca się do danej powieści (kiepscy bohaterowie tak nie przyciągają).

Zakończenie książki jest porażające i właśnie do niego mogłabym się najbardziej przyczepić: z jednej strony byłam pełna podziwu dla zdolności pisarki, ponieważ w życiu bym się nie spodziewała takiego obrotu spraw, a z drugiej właśnie, dlatego tak mnie to zestresowało – spodziewałam się zupełnie czegoś innego.

Oczywiście książkę jak najbardziej polecam, bo jest inna od innych, a przez to niesamowita i odpowiadająca nawet najwybredniejszym gustom. Mam nadzieję, że jeszcze nieraz przyjdzie mi się spotkać z twórczością Eriki Johansen, a jej kolejne książki będą dorównywać (o ile nie będą jeszcze lepsze) Królowej Tearlingu.

tania_ksiazka_kod_rabatowy_logo_kupon

confess_oryg_500px

Wyznaję…

Kiedy życie wali ci się na głowę, łatwo się potknąć. Łatwo się poddać i pozwolić innym, aby zniszczyli ciebie i to, co budowałaś, aby pięknie żyć. Wyznaj to… 

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 11 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia