Do zobaczenia w Poznaniu!

Właśnie rozpoczął się wrzesień – miesiąc oznaczający powrót wszystkiego na swoje miejsce. I teatry ponownie otwierają swoje drzwi dla widzów. Koniec sierpnia był momentem, w którym wszyscy teatromaniacy zacierali rączki i przebierali nóżkami jak małe dzieci w wesołym miasteczku. Postanowiłam zrobić krótki przegląd tego, co proponują nam poznańskie teatry.

Teatr Nowy im. Tadeusza Łomnickiego

Nowy sezon i stare rzeczy, nawet te bardzo stare, ponieważ ósmego na deskach Teatru Nowego zagrają po raz setny Dwunastu gniewnych ludzi. Poza tym w repertuarze wiele spektakli, które miały premierę w poprzednim sezonie np. Prezydentki, Będzie pani zadowolona, czyli rzecz o ostatnim weselu we wsi Kamyk oraz O szczytach rozpaczy i uśmiechu stewardessy i Porno. Niezupełna nowość szykuje się na koniec miesiąca – 30 września odbędzie się premiera spektaklu Iwona, księżniczka Burgunda w reżyserii Magdaleny Miklasz (spektakl był już wystawiony w TN w zeszłym roku). Gombrowicz, w wydaniu uwspółcześnionym, wydaje się doskonałym wyborem. Może świetnie przemawiać, zarówno do pokolenia Milenialsów, jak i do osób, które z niepokojem drążą kwestie tożsamości narodowej.
Oprócz spektakli Teatr Nowy nie pozostawia nas bez smaczków okołoteatralnych; dwa wydania „Czytnika” poświęcone będą młodym poetom: Jakobe Mansztajnowi i Szczepanowi Kopytowi. Pod koniec miesiąca pojawi się również spotkanie z Klementyną Suchanow poświęcone Gombrowiczowi, a 9 września TN zaprasza na swoje Drzwi otwarte.

Teatr Polski w Poznaniu

W zaprezentowanym na stronie internetowej repertuarze nie widać żadnych nowości, za to po raz kolejny pojawią się na scenie Krakowiacy i Górale oraz inne bardzo ciekawe spektakle, które ukazały się w zeszłym sezonie, m.in. Trojanki i Ojczyzna pozostające w kręgu refleksji nad narodem. Często można będzie też zobaczyć spektakl Malowany ptak poświęcony trudnym relacjom polsko-żydowskim.
Teatr Polski wspiera również odbywający się w tym roku w Poznaniu Kongres Kobiet. Kontynuowany będzie również cykl spotkań z pisarzami, prowadzony przez prof. Przemysława Czaplińskiego – Nie-boskie narracje, a jako pierwszy gość pojawi się, w październiku, Artur Domosławski.

Teatr Wielki/Opera

Dla fanów umuzykalnionych Opera przygotowała wspaniały koncert inaugurujący nowy sezon 2017/2018, podczas którego zagrają najwspanialsze fragmenty oper prezentowanych w poprzednim sezonie i przygotowanych na ten sezon, m.in. Jenůfy, Borysa Godunowa i Czarodziejskiego fletu. We wrześniu będą grali przede wszystkim Alicję w Krainie Czarów, pod koniec miesiąca pojawi się Anna Karenina oraz w cyklu Poznańska premiera na scenie Teatru Wielkiego zagości spektakl Edukacja Rity w reżyserii Andrzeja Strzeleckiego, w którym oglądać można Piotra Fronczewskiego i Katarzynę Ucherską.

Teatr Animacji

We wrześniu TA proponuje jedną premierę: Pana Tobiasza i książki, czyli historię księgowego, który trafia do Krainy Książek i zamiast z liczbami, musi nauczyć się pracować z literami, z całymi historiami, które nie są stworzone do uporządkowanych linijek. Premiera już 16 września 2017 roku. Poza tym w repertuarze wiele ciekawych propozycji, by umilić czas trochę młodszym fanom teatru. Zobaczyć można jeszcze Calineczkę i Żabkę oraz Pory roku w reżyserii Tsubame Kusunoki.

Nowy sezon nie zaczyna się z niesamowitą pompą, ale na pewno bardzo przyzwoicie, trudno już doczekać się premiery Gombrowicza w Teatrze Nowym i z radością można stwierdzić: „Nareszcie wrzesień”. Oby następne miesiące przyniosły jeszcze więcej wspaniałych premier i wydarzeń okołoteatralnych.

Zapraszamy na kawę!

Drogi Czytelniku, droga Czytelniczko!

Czy czasami dopada Cię nuda i poczucie pewnej monotonii?
Lubisz książki, filmy, muzykę albo teatr i interesuje Cię pisanie o kulturze w sposób nieschematyczny, pełen pasji i emocji, które w Tobie wzbudza?
A może nie potrafisz wskazać swojego hobby i chciał(a)byś spróbować czegoś nowego, żeby sprawdzić, czy sprawi Ci to przyjemność?

Koniec pytań, czas na odpowiedzi!

  1. Jeśli odpowiedziałeś/aś twierdząco na pytanie nr 1, przejdź do *.
  2. Jeśli odpowiedziałeś/aś twierdząco na pytanie nr 2, przejdź do **.
  3. Jeśli odpowiedziałeś/aś twierdząco na pytanie nr 3, przejdź do ***.

 

* Przyjdź do nas. Tutaj nie ma miejsca ani czasu na nudę i monotonię!

** Poznaj nas – my też lubimy czytać i pisać. W grupie zawsze będzie Ci raźniej!

*** Napisz do nas! A nuż znajdziesz coś dla siebie na wakacje i na dłużej!

 

Czy już Cię przekonaliśmy, że Essentia to miejsce idealne dla Ciebie?

Poświęć chwilę swojego wolnego czasu na wypełnienie krótkiego kwestionariusza i dołącz do nas. Zaproś też swoich znajomych – im nas więcej, tym lepiej 🙂

Poniższy kwestionariusz zawiera wyłącznie 5 pytań. Nie mamy żadnego klucza odpowiedzi. Liczy się to, co czujesz. Napisz nam o tym, a my zadbamy o to, żebyś w Essentii czuł(a) się dobrze i spełniał(a) swoje marzenia.

Pamiętaj o tym, żeby się podpisać – lubimy zwracać się do czytelników po imieniu. W końcu nic nie łączy tak jak wspólne zainteresowania! 🙂

KWESTIONARIUSZ
(do skopiowania i wypełnienia)

  1. Dlaczego chciał(a)byś dołączyć do grona Essentii?
  2. Na które pytanie z powyższych odpowiedziałeś/aś twierdząco?
  3. O czym chciał(a)byś pisać?
  4. Czy uważasz, że pisanie o kulturze jest potrzebne? Jeśli tak, co Twoim zdaniem jest warte opisania?
  5. Czy chcesz przekonać się o tym, dlaczego w Essentii znajdzie się miejsce dla Ciebie?

Wszelkie zgłoszenia przyjmujemy pod adresem promocja@redakcja-essentia.pl. Prosimy o wysłanie w wiadomości (zatytułowanej rekrutacja) wypełnionego kwestionariusza. Rekrutacja potrwa do końca sierpnia br. Odpowiemy na każdy mail! 🙂

Gdy pragniesz miłości…

Och, mój Romeo! Gdzie jesteś? – ile kobiet zadaje sobie to pytanie w ciągu dnia? Pragną miłości i rodziny, tymczasem są samotne. Już dawno przestały sobie wmawiać, że są w stanie żyć bez mężczyzny, że praca i pasje im wystarczą. Czy na pewno tak jest? Czy nie jest to bardzo mroczny i kłamliwy scenariusz? O wiele łatwiej i przyjemniej jest zakochać się, będąc młodym i pełnym życia. Wtedy miłość nie ma żadnych ograniczeń i nikt nie ma prawa podważyć jej szczerości. Taka właśnie jest opowieść o sławnej parze, która kocha się ponad wszystko – Romeo i Julia. Kto o nich nie słyszał? Dla nich to niezwykłe uczucie stało się najważniejsze i nawet śmierć ich nie rozdzieliła. Czy chcecie jeszcze raz usłyszeć tę nieprawdopodobną historię?

Tytuł: Romeo i Julia
Choreografia: Krzysztof Pastor

W ubiegłym roku obchodziliśmy rok szekspirowski. Minęło czterysta lat, odkąd ten sławetny dramaturg pożegnał się z życiem. Dlatego właśnie teraz telewizja, literatura i przede wszystkim teatry wróciły do dzieł Szekspira. Teatr Wielki w Warszawie, by dumnie uczcić tę rocznicę w swoim repertuarze, dał szeroką możliwość wyboru sztuk Szekspira. Tak oto i ja miałam okazję obejrzeć jedną z nich, a dokładnie mówiąc tę najsławniejszą – Romeo i Julię. Muszę się wam przyznać, że gdy czytałam ją jako lekturę szkolną, stwierdziłam, że jest fatalna. Historia wydawała mi się banalna i nieprawdopodobna, zbyt pochopna i nierozważna. W porównaniu do wielu ludzi, nie widziałam w niej nic romantycznego. Dla mnie to tylko brutalna opowieść o głupocie. Przez lata nie zmieniłam swojego poglądu. Nadal tak twierdzę, lecz dostałam możliwość obejrzenia dzieła w formie baletu. Dotychczas miałam tylko raz styczność z tą dziedziną tańca, dlatego postanowiłam dać jeszcze jedną szansę Romeo i Julii w zmienionej formie. Czy moje zdanie uległo przeobrażaniu?  

Fabuła była oparta na oryginalnej sztuce. Zmieniły się tylko pojedyncze wydarzenia. Jestem w stanie powiedzieć, że te minimalne zmiany mogły zaobserwować tylko osoby, które dość dobrze znają tę historię. Jak pewnie teraz pomyśleliście – pilni uczniowie, którzy byli maglowani każdym, najmniejszym fragmentem książki w szkole. Na początku obawiałam się, że aktorzy za pomocą tańca nie będą umieli odtworzyć sztuki i przekazać wydarzeń, które miały tam miejsce. Całkowicie niepotrzebnie. Jeśli zna się prawdziwą wersję, a nie oszukujmy się – kto jej nie zna?,  bez problemu zrozumiemy też, co dzieje się na scenie. Myślę, że nawet jeżeli kogoś ominął ten sławny romans, to i tak jest w stanie wydedukować, jak przebiegała fabuła. Taniec przekazał całą gamę emocji, która nieraz mnie poruszyła, a ja osobiście uważam to za wielkie osiągnięcie. Takie opowiastki raczej mnie nie wzruszają. Jak przed chwilą wspomniałam, pojawiły się zmiany. Zakończenie minimalnie różniło się od oryginału. Nie myślcie, że para kochanków inaczej zakończyła swoje losy. Pod tym względem nic się nie różni, lecz było trochę bardziej krwawo…

Balet jest niesamowity! Zdaję sobie sprawę, że nie każdy docenia jego artyzm, ale jest to już zależne od gustu. Dla mnie jest to przeniesienie się do innego, bardziej magicznego świata. A aktorzy, odgrywający role, poradzili sobie z tym doskonale. Każdy najmniejszy ruch był przemyślany i właśnie to tak bardzo mnie oczarowało. Pojawiło się też dużo normalnej gry aktorskiej. Oczywiście nie zagościły słowa, ale mimika i gesty nadały płynności sztuce i pozwoliły na jej bezpośrednie zrozumienie. Na scenie występowało bardzo wielu aktorów, którzy wspólnie zadbali, by ukazać każde, nawet najmniejsze emocje. Zrobiło to na mnie duże wrażenie i myślę, że nie tylko na mnie. 

Muzyka klasyczna przeniosła widzów do świata Montecchich i Capulettich, gdzie liczą się dawne spory i miłość dwojga młodych ludzi. Zawsze uwielbiałam ten gatunek muzyczny, dlatego nie miałam problemów, by docenić doskonałość tych nut i przeżyć niesamowitą przygodę. Jestem w stanie nawet powiedzieć, że sama muzyka dała niezwykłe możliwości i to ona przede wszystkim sprawiła, że chciałam patrzyć dalej na sztukę.

Scenografia była bardzo minimalistyczna, co dla niektórych może być minusem, lecz ja mam odmienne zdanie. Sama lubię przepych, jednak w tym przypadku brak zbyt „krzyczącego” wystroju był przeze mnie bardzo pozytywnie odebrany. Oddawał styl i atmosferę tamtych czasów. W dodatku pojawił się również projektor, który wyświetlał cały czas obraz. Niestety nie zrozumiałam jego przesłania, więc nic więcej wam nie powiem na ten temat. 

Jestem bardzo szczęśliwa, że mogłam obejrzeć tę sztukę w takiej odsłonie. Historia nadal nie przypadła mi do gustu, lecz talent aktorów i muzyka nie z tego świata zostawiły pozytywne odczucia. Jestem zdania, że niejedna osoba spędziła miło wieczór i jeszcze pewnie spędzi, patrząc na balet o parze kochanków.        

Wszyscy mamy swoją Salome

Wnuczka Heroda Wielkiego, księżniczka Judei, przyszła królowa Armenii. Salome. Czy przychodzi i wzbudza uznanie? Czy każe nam podziwiać swą wielkość? Czy jawi się widzowi jako wystrojona w złote szaty sprawczyni zmysłowego tańca, który uwiódł jej stryja? Widzimy kobietę oszalałą, brudną, odzianą w starą szmatę i jednolitą bieliznę. Ma rozczochrane włosy, podkrążone oczy i brud pod paznokciami. Nie ma w niej majestatu godnego księżniczki. Czy to prawdziwa Salome? Odpowiedź brzmi: tak. Być może nawet prawdziwsza od tej, którą pragnęliśmy ujrzeć.

Powrót do przeszłości

Weszliśmy do Krainy Czarów bocznym wejściem. Już stojąc w drzwiach, możemy ujrzeć czarną, lekko oświetloną norę, której końca nie widać. Czujemy się pewnie, bo wszyscy znamy wyjście. Racjonalizm podpowiada nam, że możemy opuścić to miejsce w każdej chwili. Możemy powrócić do przyziemnego świata, z którego przybyliśmy tylko na chwilę, jakby w odwiedziny. Urzekająca i niepokojąca sceneria trzyma nas jednak w miejscu, a potem już jest za późno.
 
Czekamy na Nią. Przecież dla Niej tu przyszliśmy. Jak będzie wyglądać? Czy przeżyje kolejne przygody? Może zje ciasteczko i stanie się bardzo mała. Albo pobiegnie za królikiem, który nieustannie będzie odmierzał czas. To pełne napięcia czekanie. Coś słychać z góry. Jakiś huk i narzekanie. Ktoś idzie. I w końcu Ją widzimy. Ale nie ma dziewczęcej sukienki, długich blond włosów i dziewiczego uśmiechu. Przychodzi ze sklepowym wózkiem i widoczną siwizną. Garbi się i skrzeczy. To nie ta Alicja, którą poznaliśmy kiedyś. 
 
Alicja ma siedemdziesiąt sześć lat i ponownie trafia do Krainy Czarów. Z początku nie wie, gdzie jest. Widzi porozrzucane papiery i różnorodne przedmioty, których nikt od dawna nie dotykał. Otacza ją bałagan, lecz paradoksalnie jest to bałagan bardzo uporządkowany. Wystawia oczom Alicji wszystko to, co powinna zobaczyć. I gdy patrzy na rzeczy, które już kiedyś widziała, zaczyna sobie przypominać. Przez następną godzinę mamy do czynienia z Alicją, która jeszcze raz próbuje rozliczyć się ze swoją przeszłością, lecz ciągle wpada w jej sidła, nie mogąc się z nią uporać. 
 
 

Krakowski Teatr Odwrócony to bardzo klimatyczne, choć niewielkie miejsce, kreowane przez ludzi z pasją. Przychodząc do przyjemnego zaułka, rozmawiając z dyrektorem – Szymonem Budzykiem – i wreszcie oglądając kolejne spektakle, trudno zaprzeczyć słowom, którymi twórcy Odwróconego określają swój teatr. Wizja. Tu wszystko jest konsekwentnie realizowaną wizją. Ich najnowsze dzieło – A7ICJ6 – również. Ten konkretny spektakl, będący pełną zmyślnej narracji wystawą lalek, jest dosyć wyjątkowy dla samego teatru. Lalki pojawiają się tu po raz pierwszy. Co więcej – zdają egzamin. I gdyby na stałe wpisały się w repertuar Odwróconego, nikt nie powinien narzekać. Zwłaszcza że zostały stworzone z zamiłowaniem do szczegółów, dokładnie i wiernie odzwierciedlając ich prototypy. Autorka lalek, a jednocześnie pomysłodawczyni spektaklu i aktorka – Helena Osak – stworzyła m.in. Kapelusznika, Marcowego Zająca i Kota z Cheshire. 

 
 

Większość z nas zna historię Alicji – jasnowłosej dziewczynki, która przez przypadek trafia do dziwnej krainy, gdzie zaprzyjaźnia się ze zwariowanymi bohaterami, a jednocześnie otrzymuję misję zwalczenia panującego w owej krainie zła. Historia okraszona jest niespotykanymi wydarzeniami, absurdalnymi dialogami oraz aluzjami dotyczącymi wyobraźni i snu. Pierwotnie opisana przez Lewisa Carolla, doczekała się wielu ekranizacji; ostatnia z nich dopiero co widniała na afiszach kinowych.

 
W spektaklu Teatru Odwróconego nie uraczymy jednak tej znanej nam historii, ale jej dotkliwe konsekwencje. W efekcie ujrzymy obraz smutny i melancholijny w całej swej wesołości. Alicję, która wspominając swoją przeszłość, przeżywa chwile gwałtownej radości, lecz zaraz znów podupada, przytłoczona mnogością obrazów i głosów. Próbuje ignorować irytujące wołania, lecz ulega im, wyciągając z szafy zakurzone postacie, o których chciała zapomnieć. Ustawia lalki i pozwala im mówić –poddaje się za każdym razem. A potem spełnia ich prośby, licząc na to, że może zmienić przeszłość, w której popełniła wiele błędów. Nie wie, że prawdziwy powrót nie jest możliwy. Nie wie, że to miejsce dawno zgasło, stając się więzieniem dla jej umysłu, które ogranicza ją od lat. To przez nie jest nieszczęśliwa i zgorzkniała. 
 
 

W tym wszystkim lalki stanowią element iście metafizyczny. Ich odbijający się echem od ścian głos hipnotyzuje. Wszystkie wprowadzają widza w wyjątkowy klimat. I nie ma już dla niego ratunku, nie ma wyjścia. Zdajemy sobie sprawę, że jesteśmy w Krainie Czarów ze wszystkimi tego konsekwencjami, bo lalki nie mówią do Alicji. Mówią do nas. O początku i końcu, dobru, złu i ostateczności, o realności i wyobraźni, o smutku, niewoli i zapomnieniu. Są niczym wewnętrzne głosy – nieruchome, odległe, a jednak siedzące wśród nas. Tak naprawdę to one budują panującą na dnie nory atmosferę.

 

Na największy podziw zasługuje Helena Osak – w świetnym stroju i charakteryzacji, odpowiednio modelując głos i przekonująco odgrywając swą rolę, każe nam pytać samych siebie, w jakim wieku może być stojąca przed nami aktorka. Trudno uwierzyć, że ona jedna była pomysłodawcą, reżyserem, aktorem i twórcą lalek dla tego spektaklu. Wkład pracy, jaki włożyła w ową realizację, jest namacalnie widoczny przez cały czas trwania przedstawienia. Naturalność aktorki urzeka, a ona sama wciąga nas w wir refleksji i wspomnień. Ze zgrozą odkrywamy, że każdy z nas wraca podświadomie do wydarzeń z przeszłości, które uwarunkowały to, kim jesteśmy teraz. Zapominamy, że przeszłość nie jest wyrokiem dla przyszłości, że nie stawia na niej krzyżyka. Wracamy do niej, bo nie umiemy się z nią rozliczyć, bo wolimy się umartwiać niż iść do przodu. Rzecz prosta, przedstawiania wielokrotnie za pomocą wielu dziedzin sztuki, lecz tutaj ukazana w wyjątkowej, chwytającej za serce narracji. Wykorzystanie Alicji w Krainie Czarów jako nośnika tak powszechnych prawd jest bez wątpienia czymś nowym i wyjątkowym, a dzięki bardzo dobremu wykonaniu – także poruszającym. 

 
Wiemy, że Alicja musi opuścić Krainę Czarów. Choć nie wiemy, czy jej pobyt tutaj trwa godziny czy dni, wiemy, że po raz kolejny odnajdzie drogę powrotną. Alicja znajduje lalkę, którą kochała, będąc dzieckiem. Znajduje ją wśród tych wszystkich przedmiotów z przeszłości i zabiera ze sobą, wychodząc. Siedzimy w pustej krainie, myśląc, że nie wzięła stąd jedynie zabawki, ale część siebie, którą zostawiła w tym miejscu przed laty. Czy to oznacza, że już nigdy nie wróci? Że po naszym wyjściu, Kraina Czarów legnie w gruzach, bo Alicja zabrała tę cząstkę, która raz po raz ściągała ją na dno nory? A może zostawiła uchylone drzwi, by jeszcze kiedyś powrócić po cichu i bez świadków? Być może ta lalka to fragment miejsca, z którym Alicja nie potrafi się rozstać. W końcu wszyscy potrzebujemy Krainy Czarów.

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 12 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia