Zaplanuj swoją przygodę!

Przygody, ach te przygody. Każdy z nas chciałby je przeżywać raz na jakiś czas. Najlepiej, żeby były spektakularne, emocjonujące i wymagające – abyśmy dali z siebie wszystko i później z miną zdobywcy powiedzieć: „udało się!”. 

„(Nie) kozacz!”

„Po pierwsze jest zajebisty. Po drugie też. Przeważnie skromny i wyrozumiały, nie rzuca się na pierwszy rzut oka. To pierwszy rzut oka rzuca się na niego, niczym w sowieckiej Rosji. W blasku zajebistości przeciętnego kozaka można się opalać, a więc jest to duży plus znajomości takiej osoby. Ponadto jest taki zajebisty, że nie trzeba używać kremu do opalania”.

Tytuł: Jesteś kozak! Uwierz w siebie i zacznij żyć pełnią życia
Autor: Jen Sincero
Wydawnictwo: One Press

 

Powyższe głosi Nonsensopedia. I choć w nonsensy wierzyć nie chcemy, musimy przyznać, że tak to z kozakami jest – kozaczą! Ale czy nazywanie kogoś kozakiem budzi tylko negatywne skojarzenia? Jesteś kozak. Uwierz w siebie i zacznij żyć pełnią życia, czyli jeden z najnowszych poradników motywacyjnych na rynku wydawniczym, nieco inaczej przedstawia temat bycia kozakiem. Czyżby to była nowa moda XXI wieku?

Jen Sincero wielu pomogła odnieść sukces. Choć wydaje nam się, że los wciąż rzuca nam kłody pod nogi, a zegar – zarówno ten „fizyczny”, jak i biologiczny – z dnia na dzień coraz bardziej przyspiesza, możemy nad tym zapanować. Prośba autorki: „Pierwszą rzeczą, o którą Cię poproszę, jest to, żebyś uwierzył, że żyjemy w świecie nieograniczonych możliwości” na pierwszy rzut oka jest co najmniej sztuczna, ale warto zastanowić się nad tym, czy rzeczywiście sztuczna jest. Może tylko nam się wydaje? A jeśli tak – co jest powodem naszego sceptycyzmu?

To, że żyjemy w świecie nieograniczonych możliwości, wydaje się jasne jak słońce. Niby jesteśmy wiecznie niezadowoleni – a to z pracy, a to z sytuacji materialnej, a to jeszcze z czegoś innego – ale gdyby się zastanowić: możemy mieć to, czego tylko zapragniemy. I nie chodzi mi o rzeczy do kupienia, ale coś istotniejszego, wręcz najistotniejszego, czyli wartości. A od nich już tylko krok do prawdziwego szczęścia.

Wciąż pragniemy więcej i więcej, a nie zdajemy sobie sprawy z tego, że to ciągłe złudzenie braku tkwi głęboko w naszym umyśle i nakręca machinę, jaką jest myślenie i rozumowanie. Nie zamierzam wciskać wam kitu i pleść trzy po trzy, ale pomyślcie… Czy tak to właśnie nie działa? Wiara w siebie u nas niestety kuleje, a co dopiero świadomość własnego celu. Nie mamy czasu na to, aby rozejrzeć się dookoła siebie, o refleksji nie wspomnę. Hasła – chociażby tytułowe: „uwierz w siebie i zacznij żyć pełnią życia” – brzmią jak frazesy. I mimo że ich zadaniem jest obudzenie w nas tego kozaka, który po pierwsze, po drugie i po dwudzieste jest zajebisty, efekt jest zupełnie inny. Zamiast wziąć sobie do serca różne porady i posłuchać głosu mądrzejszych od siebie, potrafimy tylko wyśmiewać te „oklepane” teorie.

Nie uważam, że Jesteś kozak! to książka przełomowa, która zmieni nasze życie nie do poznania zaraz po tym, gdy przewrócimy ostatnią kartkę. Jeśli sądzicie, że taka jest rola poradników, to chyba kłaniają się podstawy. Rady nie są bowiem gotowcami, które wypowiedziane od razu, niczym duchy, same wbijają nam się do głowy, ale… no właśnie: PROPOZYCJĄ, co możemy zrobić w danej sytuacji, aby zmienić swoje podejście do niej i inaczej spojrzeć na to, co – jak nam się wydaje – niemożliwe do rozwiązania.

Chcemy być szczęśliwi, ale nie potrafimy określić własnych potrzeb i pragnień. Tak samo jest z radami. Chcielibyśmy, aby ktoś nam pomógł, ale gdy on to robi (nieważne jak, słowo pisane ma równie dużą siłę przebicia jak to mówione), śmiejemy się pod nosem i powtarzamy „no jasne”. Sami tworzymy frazesy, nawet o tym nie wiedząc.

Jesteś kozak! Uwierz w siebie i zacznij żyć pełnią życia to poradnik dla każdego – niezależnie od poglądów i płci. Nie znajdziemy w nim gotowców rozwiązań, ale zabawne i inspirujące historie, które sprawią, że poczujecie się jak podczas rozmowy z przyjaciółką – jakby ktoś doskonale was rozumiał. Będziecie kiwać głową częściej niż powtarzać w myślach to wyświechtane „no jasne”, które tylko was zniechęca zamiast motywować. No i przyłapiecie się na tym, że naprawdę zaczynacie wierzyć w to wszystko, o czym mówi Jen Sincero. Po lekturze nie staniecie się od razu panami i paniami własnego życia, ale – co cenniejsze – poznacie narzędzia, dzięki którym w przyszłości okaże się to możliwe.

Czyje imię ma twoja przyszłość?

Każdy z nas rozpamiętuje pewne wydarzenia z przeszłości. Niektóre bywają traumatyczne, trudno się od nich uwolnić i pozbyć negatywnych emocji. Jednak to teraźniejszość jest najważniejsza. Od niej zależy, jak będzie wyglądała nasza… przyszłość.

Tytuł: Przyszłość ma twoje imię
Autor: Elżbieta Rodzeń
Wydawnictwo: Zysk i S-ka

 

Blanka kilka lat temu padła ofiarą napadu. Mimo że trudno jej poradzić sobie z tym, co ją otacza, decyduje się na przeprowadzenie do mieszkania kuzynki, aby móc studiować wymarzoną architekturę. Jej sąsiadem jest Mateusz – chłopak, który chwyta się każdej możliwości zarobienia pieniędzy na utrzymanie i jednocześnie godne życie. Ich pierwsze spotkanie nie należy do fortunnych, ale staje się początkiem relacji, która jest krokiem w stronę lepszej przyszłości. Czy przyszłość Blanki będzie nosiła imię Mateusza i na odwrót?

Muszę przyznać, że jestem zaskoczona tym, jak zaangażowałam się emocjonalnie w lekturę tej powieści. Sądziłam, że to New Adult, jakich wiele, a okazało się, że bardzo się myliłam. Zacznijmy od tego, że się zawiodłam. Zarówno fabułą, jak i kreacją bohaterów. Pomysł autorki był ciekawy, gorzej z rozwinięciem…

Blanka jest szarą myszką, która boi się wejść do sklepu, aby zrobić zwykłe zakupy, z kolei Mateusz – sprawia wrażenie człowieka, który sam nie wie, czego chce. Czy związek dziewczyny ciągle rozpamiętującej przeszłość z chłopakiem będącym jedną wielką sprzecznością w ogóle ma jakikolwiek sens?

Okej, mam was. Dzisiaj nie 1 kwietnia, ale mały żarcik sprawdza się zawsze, prawda? Teraz obiecuję już być całkowicie szczera. Przyszłość ma twoje imię to książka niesamowita! NIE-SA-MO-WI-TA! Fakt, do najcieńszych nie należy, ale to chyba dobrze. Historia jest dzięki temu pełna, a my możemy zagłębić się w nią, poznać bohaterów, przywiązać do nich i obserwować ich zmagania się z rzeczywistością, która – nie oszukujmy się – nie jest łatwa dla nas, a co dopiero dla osób, które w wieku 19 lat mają za sobą więcej doświadczeń niż niektórzy przez całe życie.

Zarówno Blanka, jak i Mateusz zostali stworzeni bardzo dobrze. Ich losy od samego początku intrygują, a narracja tylko utwierdza nas w przekonaniu, że dalej będzie jeszcze ciekawiej. I rzeczywiście tak jest. Właściwie oderwanie się od lektury jest nie lada wyczynem, dlatego radzę wam czytać ją wtedy, kiedy będziecie mieli dużo czasu. Przerywanie po kilku rozdziałach nie wchodzi w grę. Nie tylko dlatego, że akcja nie zwalnia, lecz także dlatego, że po prostu cała historia zyskuje barw dzięki temu, że poznajemy ją od razu. Zapomnienie o szarej codzienności – gwarantowane!

Elżbieta Rodzeń naprawdę wykonała kawał dobrej roboty i napisała powieść dla wszystkich. Choć nie da się ukryć, że jest ona przeznaczona głównie dla osób wkraczających w dorosłość (jak przystało na New Adult), tematy, które porusza, dotyczą życia w ogóle, jako takiego. Spodoba się zatem i rówieśnikom bohaterów, jak i starszym czytelnikom, którzy okres dojrzewania i czasy studenckie mają już dawno za sobą. Autorka nie skupia się na jednym problemie, ale na szczegółowej charakterystyce relacji, jakimi są przyjaźń, miłość, oraz wartościach takich, jak rodzina, marzenia i zaufanie.

Trudno nie uronić łzy albo szczerze nie uśmiechnąć się podczas czytania tej książki. Powodów można by wymienić kilka, jednak najważniejszym jest wiarygodność oraz niesamowite wyczucie stylu, które stanowią o jej wyjątkowości. Choć nie przeczytałam jeszcze Zimowej miłości, mogę z ogromną przyjemnością i ręką na sercu powiedzieć, że przeczytam wszystko, co kiedykolwiek napisze Elżbieta Rodzeń. To jedna z tych autorek, które potrafią przekonać czytelnika do swojego pióra i zatrzymać przy sobie na dłużej, jeśli nie na zawsze. Być może to, co mówię, nie brzmi prawdziwie, gdyż – tak jak wspomniałam – Przyszłość ma twoje imię była moim pierwszym spotkaniem z twórczością autorki. Sądzę jednak, że ci, którzy przeczytali już tę powieść, doskonale mnie rozumieją i podzielają moje zdanie.

Przyszłość ma twoje imię to książka nie tylko o miłości. Zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że przede wszystkim nie o miłości. Co z tego, że jest ona i jest on? Jeśli sądzicie, że autorka podeszła do fabuły schematycznie (jak bywa w przypadku tego typu powieści), to po przeczytaniu z pewnością zrezygnujecie ze swoich podejrzeń. Owszem, w New Adult nie da się uciec od niektórych dość sztampowych rozwiązań, mimo to Elżbiecie Rodzeń udało się tak przedstawić tę historię, aby nie można jej było wrzucić do jednego wielkiego worka z napisem „New Adult”. Znajdziemy tu wszystko – od zwyczajnych ludzkich lęków, przez trudne relacje rodzinne, aż po spełnianie najskrytszych marzeń. Nie doświadczymy żadnego lekturowego przełomu, ale też się nie zawiedziemy.

Tym, co zdecydowanie wyróżnia Przyszłość… spośród innych podobnych książek, jest ton. Nie ma tu gwałtowności, której nie brakuje w innych newadultowych propozycjach, a i erotykę ograniczono tu do minimum. Przesłaniem okazuje się wezwanie do spełniania swoich życiowych celów i dążenie do szczęścia, na które zasługuje każdy z nas. A przeszłość? Była, minęła. Czas na przyszłość!

ZyskiS-ka-3

w rytmie passady_300x450

Rytmika uczuć

Apetyt rośnie w miarę… tańczenia. Passada jest jak narkotyk – odurza, fascynuje i uzależnia. A los jest mistrzem w płataniu figli… 

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 11 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia