źródło
Wydawać
się może szaleństwem nazywanie ciszą chwili, w której słychać. Czyż istnieje
piękniejsze szaleństwo? Albo cisza piękniejsza niż ta, która rozbrzmiewa w
ogrodzie, smakuje truskawkami i pachnie słonecznikiem? 

Cisza

Cisza.
Wydawać się może szaleństwem
nazywanie ciszą chwili,
w której słychać.


Słyszę. 


Pszczoła o asymetrycznych

skrzydłach spija nektar
z dorodnego słonecznika.
Słynna rodzina świerszczy
znów daje filharmonijny koncert.
Stary przyjaciel dzięcioł,
który od wieków bada drzewa,
pyta raz po raz, czy moje serce
na pewno zdrowe.
Motyl muska figlarnie
zawstydzoną do czerwoności różę.



Tylko rozum wychwytuje gdzieś 


mimochodem świst zbliżającej

się lokomotywy…
Ale teraz cisza. Cisza dla serca.
Karmię je właśnie truskawkową
ambrozją. Jestem ja i przyroda – 
moja własna Olimpia.



Znów jestem dzieckiem


zaproszonym do raju.

Kontempluję. 

Cicho sza…
Podmiot
liryczny czuje się trochę nieswojo zachwycając się ciszą w tym hałaśliwym
świecie, nazywając ciszą „chwilę, w której słychać”. Co słychać? Wyobraźmy
sobie podobną sytuację: są wakacje, słońce puka do okna promieniami od samego
rana, budzi do życia, obiecując  wiele
przyjemności. Ja wierzę mu na promień jak na słowo i z przyjemnością
przyjmuję zaproszenie na leśny koncert, który grają dziś najwybitniejsi
artyści. Najpierw pszczoła – mała, zwinna, o asymetrycznych skrzydłach, którymi
rytmicznie trzepocze, potem nieco bardziej klasycznie – znana od lat rodzina
świerszczy, najlepsza w swym fachu, nagrodzona wielokrotnie brawami i proszona
o bisy, i na koniec słynny od pokoleń dzięcioł – stary, dobry artysta. Zmysły
szaleją, serce bije szybciej, a niewinny, spontaniczny pocałunek ukochanego
doprowadza do czerwoności. Czuję się teraz jak róża – piękna, rozkoszna i wiem, że zachwycam wszystkie motyle, które specjalnie dla mnie urządziły festiwal
kolorów natury. Wracając z koncertu przystaję, by spróbować dojrzałych
truskawek, które obiecują raj kubkom smakowym i wcale się nie zawodzę. Smakują
jak ambrozja, czuję się teraz boginią chwili. Niestety zdaję sobie sprawę, że
jestem już coraz bliżej miasta, a mój spacer dobiega końca, bo świst lokomotywy
zagłusza trzepot asymetrycznych skrzydeł, ale postawiam jeszcze chwilę
pokontemplować. Oblizuję czerwone od truskawek usta i jeszcze jakiś czas czuję się
beztrosko, beztrosko jak dziecko, które bawi się w ogrodzie i przyjaźni z
naturą. Jakiś czas.
Czemu
podmiot liryczny czuje się nieswojo, zachwycając się ciszą? Bo żyje w głośnym
świecie hałaśliwych spraw. Nie da się tego zmienić, nie da zwolnić zawrotnej
prędkości świata, ale czasem warto się zatracić. Choćby na dziesięć minut,
choćby na minutę, warto zamknąć oczy i odciąć się od rzeczywistości, wsłuchać
bardziej, posłuchać sercem ciszy, w której słychać szept natury. To przecież
bezpłatna wycieczka do raju, z której w dowolnym momencie można powrócić. W
głośnym świecie hałaśliwych spraw głodne są nasze zmysły, a Olimpia jest
przecież na wyciągnięcie ręki.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ