Narodziny odwagi

3
284

Jaka jest cena ludzkiego życia? Ile są warte marzenia? Czy miłość rzeczywiście jest niezwyciężona? 

 
Tytuł: Calder
Seria: A sign of love (część 1)
Autor: Mia Sheridan
Wydawnictwo: Septem/Grupa Wydawnicza Helion
 
 
Kiedy Calder po raz pierwszy dostrzega malutką Eden, mającą w przyszłości zostać żoną wielkiego przywódcy sekty, nie zdaje sobie sprawy z tego, jak jej pojawienie się zmieni bieg jego życia. On jest zwykłym chłopcem robotnikiem, ona – wybranką Hectora, pana nad panami. Oboje muszą się podporządkować jego rozkazom. Jednak gdy po kilku latach między tą dwójką rodzi się uczucie, sprawy komplikują się jeszcze bardziej.
Jak przełamać bariery i zawalczyć o marzenia, które wydają się wyłącznie mrzonkami? Czy w świecie, w którym los zależy od przywódcy sekty, możliwe jest zachowanie jakiejkolwiek odrębności? W końcu – czy szczęście stanowi tylko wyidealizowany fragment trudnej rzeczywistości?
Jakiś czas temu mieliście okazję przeczytać moją recenzję Stingera – pierwszej książki Mii Sheridan, którą przeczytałam i która okazała się niesamowitą historią, choć z pozoru wydawała się jedynie banalnym erotykiem. Tym razem postanowiłam sięgnąć po Caldera – pierwszą część serii Znaki miłości – tej samej autorki.
Skłamałabym, gdybym napisała, że Mia Sheridan do mnie nie przemawia. Tak, Mia Sheridan we własnej osobie, nie jej styl – taki styl może mieć każdy, ale takiej opowieści nie stworzył jeszcze nikt. A nawet jeśli stworzył – nie przelał w nią takich emocji, jakie możemy przeżywać podczas czytania zarówno Stingera, jak i Caldera (i mam nadzieję, że nie zawiodę się, gdy sięgnę po inne jej książki).
To nie kolejny nic niewarty romans, jakich wiele. Calder to niestandardowa powieść zawierająca standardowe przesłanie. Czujecie tę grę słów? Doskonale. Cel zamierzony!
Nie żartuję. Wiem, że wiele książek wzbudza w czytelnikach emocje, które sprawiają, że ci albo śmieją się do rozpuku, albo wylewają fontanny łez. Wiem również, że mało który autor jest w stanie „przebić się” w czasach, w których liczy się ilość, a nie jakość. Mimo wszystko ufam, że TA autorka na stałe zapisze się na kartach wielkich twórczyń powieści XXI wieku.
Warto zaznaczyć, że książka, o której w tej chwili piszę, nie jest już typowym romansem z gatunku New Adult. Sheridan nie skupia się tutaj na piętnie przeszłości i zmysłowości uczucia; tym razem opowiada o pięknej pierwszej miłości, nieskazitelnej, ale też… niemającej prawa bytu.
 
Historia toczy się powoli. Akcja rozwija się stopniowo i momentami wydaje się nużąca do tego stopnia, że mamy ochotę odłożyć książkę na półkę i o niej zapomnieć. Błąd. Tak nie wolno postąpić. Może i początek nie jest przekonujący, ale… kochani! To, co znajduje się później, powali was na kolana, zapewniam. Początkowo – owszem – mamy wrażenie pewnego chaosu – nie wiemy, kim są przedstawione osoby oraz jaką funkcję pełnią pewne nawiązania, jak chociażby przywołanie legendy o Wodniku, która stanowi motto całej powieści. Jednak z czasem historia się rozwija, wydarzenia łączą się w logiczny ciąg, a my… powoli ulegamy temu przyciąganiu, aż w końcu nie ma już dla nas ratunku!
 
Muszę przyznać, że sama miałam pewien kłopot, gdy podczas czytania zaczęły mi się zamykać oczy. Pomyślałam sobie wtedy: Ale jak to?! Jak mogłam zasnąć nad książką? Przecież nigdy mi się to nie zdarzyło! Byłam zdziwiona i jednocześnie bardzo zła na siebie, że śmiałam dopuścić do takiego stanu rzeczy. Na szczęście sytuacja się już nie powtórzyła. Nastąpił zwrot o 180 stopni – tym razem nie zasnęłam, choć dookoła było już ciemno, a następnego dnia musiałam wstać wcześnie rano na zajęcia. Paradoks? 
 
Bohaterowie – w szczególności Calder i Eden – zostali wykreowani dobrze. Nie mogłam się doczekać momentów, w których będę obserwowała ich dojrzewające uczucie, kiedy w końcu poznam ich od tej „prawdziwej” strony, nie tylko jako tych, którzy muszą wykonywać rozkazy Hectora. Ich miłość należy do trudniejszych. Jak już wspomniałam – teoretycznie nie ma prawa bytu. A jednak… Warto zebrać się na odwagę i przekonać o własnej sile, która potrafi pokonać słabości. 
 
Calderze bardzo ciekawie został opisany system funkcjonowania sekty. Jest to na tyle interesujący wątek, że doskonale ukazuje sytuację człowieka w świecie. To, co przeżywają bohaterowie, można przenieść na to, co dzisiaj dzieje się w społeczeństwie. Nie jesteśmy co prawda ofiarami guru, ale… czy tylko o to chodzi? Zastanówmy się nad tym i wynieśmy z tej historii jak najwięcej dla siebie. 
 
Polecam wam tę książkę z całego serca! Jest dopracowana, intryguje i przede wszystkim – nie należy do zbioru standardowych i przewidywalnych powieścideł. Zachwyci was swoją głębią tak, że nie będziecie w stanie się od niej oderwać. I nie przejmujcie się, że nie macie czasu… Dla tej książki musicie go znaleźć. Po prostu musicie, bo jest tego warta.
 
 

3 KOMENTARZE

  1. Yesterday, while I was at work, my cousin stole my apple ipad and tested to see if it can survive a twenty five foot drop, just so she can be a youtube sensation. My iPad is now broken and she has 83 views. I know this is entirely off topic but I had to share it with someone!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ