Jak wiele możemy przetrwać, gdy świat wali nam się na głowę, a to, co wydawało się spełnieniem najskrytszych marzeń, okazuje się ułudą? Czy układanka z klocków jest tylko zabawą, a bajka – bajką? A może kryje się za tym głębszy sens, którego nie dostrzegamy, dopóki nie zabraknie któregoś z elementów?

Tytuł: Układanka z uczuć
Autor: Małgorzata Garkowska
Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Napisanie recenzji książki, którą się szczerze, z całego serca poleca, jest niezwykle trudne. Pozornie wydaje się to formalnością… „Kobieto! Przeczytałaś i przeanalizowałaś tę historię, przeżyłaś ją całą sobą, a w dodatku napisałaś rekomendację na okładkę!” – tak powtarzałam sobie przez ponad tydzień. A gdy zbierałam się do pisania, wszystko przygotowałam i nie pozostało nic innego oprócz przelania tego, o czym myślę, na… klawiaturę, zdałam sobie sprawę z tego, że to naprawdę zadanie dla orłów! W jaki sposób opowiedzieć o książce, która po części stała się twoim przewodnikiem po życiu i ludzkich uczuciach?

Na dobrą sprawę właśnie napisałam recenzję, która zawiera jeden akapit – wszystko, co czuję, zmieściłam w kilku zdaniach i mogłabym na zakończenie powiedzieć tylko jedno: „przeczytajcie tę książkę, nie przechodźcie obok niej obojętnie, ona może zmienić wasze życie”. Tylko że podobne – banalne wręcz – teksty słyszymy na co dzień, gdy oglądamy reklamy. Wszystko może zmienić nasze życie, jeśli na to pozwolimy. Czarny kot, kominiarz, piątek będący trzynastym dniem miesiąca… 

Układanka z uczuć jest podobna do wielu powieści obyczajowych, które pojawiają się na rynku w ostatnim czasie. Każda z nich ma na celu jedno: sprawić, że kobieta czytająca książkę poczuje się w jakiś sposób przyjaciółką bohaterki. Stąd te wszystkie wzloty i upadki, różnice poglądów, wahania i problemy. Każda kobieta doświadczyła w swoim życiu takich „wrażeń” jak kłopoty z mężem i poczucie obcości w idealnie zaplanowanym świecie… 

Mimo to powieść Małgorzaty Garkowskiej idzie o krok dalej. A może nawet kilka kroków. Autorce nie chodzi już tylko o nakreślenie problemu, ale o ukazanie jego konsekwencji, które w większości przypadków niestety bywają przykre. Układanka nie jest zatem książką o kłopotach, ale o psychologii – psychologii człowieka, który został zepchnięty niemal na margines i stał się wyalienowany. Nie bez powodu to bohaterka, Agnieszka, okazuje się tą ofiarą. Jej życie z dnia na dzień staje się coraz gorsze. Gdy w twoim życiu nagle coś zaczyna się zmieniać, czujesz wewnętrzny niepokój o to, co było pewne i bezpieczne. Gdy twój idealnie zaplanowany świat nagle lega w gruzach, zaczynasz szukać ukojenia w czymś, co wydaje się spokojne i opanowane. Tak właśnie postępuje Aga. Poznajemy ją w momencie, w którym bajka powoli zamienia się w koszmar – jak się okaże, nieciekawy w skutkach, ale szczegóły każdy czytelnik pozna sam, bo takie historie należy przeżywać na swój sposób, bez ingerencji osób trzecich.

Nie byłabym jednak sobą, gdybym nie podzieliła się z wami swoimi spostrzeżeniami co do kreacji Pawła. To doskonały przykład męskiej dziwki. Może i nie bije żony, ale nie od dzisiaj wiemy, że przemoc psychiczna jest o wiele gorsza niż fizyczna. Jak się domyślacie – Paweł wręcz znęca się nad Agą. I co z tego, że zapewnia jej dobrobyt, skoro pozbawia… siebie? Agnieszka staje się kimś innym – niczym dzieci będące królikami doświadczalnymi podczas wojny. Wybaczcie mi to porównanie, ale naprawdę brak mi słów na postępowanie tego mężczyzny. Gdybym mogła, nawet nie nazwałabym go mężczyzną, ale te „słodkie” antonimy pozostawię dla siebie, a opinię – każdemu z was. 

Cała historia została tak dokładnie przemyślana i opisana, że trudno wskazać jakiekolwiek wady kompozycyjne. Luk brak. Niedokończonych wątków brak. Wad kreacji postaci brak. Wszystko przedstawione jak należy, z chirurgiczną precyzją. Czytając tę książkę, miałam wrażenie, że najważniejszą rolę odgrywa w niej opis przeżyć wewnętrznych bohaterki, a akcja została zepchnięta na dalszy plan. Szybko jednak zmieniłam zdanie. Jeśli myślicie, że polscy autorzy są w czymkolwiek gorsi od zagranicznych – przeczytajcie, proszę, Układankę z uczuć i napiszcie, czy umielibyście w taki sposób pisać o podobnych sytuacjach. Sądzę, że nie. 

Nie twierdzę oczywiście, że Układanka jest najlepszą książką obyczajową wszech czasów, ale dobrze wam się wydaje – pokochałam ją i uznaję za oficjalny poradnik, jak NIE postępować. Małgorzata Garkowska pokusiła się o poruszenie tematów, których inni boją się poruszać ze względu na społeczne tabu. W tej książce o jakimkolwiek tabu nie ma mowy. A stereotypy? Zapomnijcie o nich. Jest to powieść, która skutecznie rozprawia się z powszechną opinią i ludzkim mniemaniem o życiu „księżniczek”. Porównanie Agi z Kopciuszkiem wydaje się jak najbardziej stosowne. Autorka pokazuje nam, co kryje się za pozorami wspaniałego życia, i sprawia, że przysłowie „mądry Polak po szkodzie” nabiera sensu, który mało kto dostrzega. 

Układanka z uczuć to starannie nakreślony portret psychologiczny kobiety, która pada ofiarą kłamstw i pozorów. To książka, która skradnie wasze serce i dogłębnie was poruszy – czy tego chcecie, czy nie. Małgorzata Garkowska oddaje w wasze ręce powieść, której nie będziecie chcieli odłożyć na półkę przed przeczytaniem ostatniej strony, bo stanie się dla was niczym najcenniejszy skarb. Ona uświadamia nam, że każdy z nas popełnia błędy, ale najważniejsze jest to, żeby umieć je naprawić.

Jeśli wydaje wam się, że nic nie może was zaskoczyć, to prawda… WYDAJE SIĘ WAM!ZyskiS-ka

ZOSTAW ODPOWIEDŹ