Papierowe marzenia

2
217
Luke Crisp miał wszystko. Pieniądze, dobre życie, przyjaciół i wspaniałego ojca. Aż pewnego razu został namówiony na studia. W końcu, aby prowadzić firmą o milionowych zyskach, trzeba umieć nią zarządzać. Tak też wyjechał na drugi koniec państwa, by rozpocząć studia. Ojciec mówił, że to czas, w którym pozna życie i zrozumie, jak ważna jest edukacja. Tymczasem skończyło się to dla niego – jak to u studentów bywa – hulaszczym życiem.
 
Tytuł: Papierowe marzenia
Autor: Richard Paul Evans
Wydawnictwo: Między Słowami
 
Główny bohater to ktoś, kto wydaje się na początku naprawdę mądrym, inteligentnym młodym człowiekiem, a kończy w podziemiach Las Vegas. Staje się irytujący, głupi i bezmyślny. Bardzo, ale to bardzo mnie denerwował przez część powieści, bo wykazał kompletny brak myślenia. Tak jakby odcięto mu rozum. Ale bohater nieidealny to idealny bohater! Przechodzimy wraz z nim przemianę, którą pewnie każdy młody człowiek w końcu będzie musiał przeżyć. A to nadaje pewien sens książce.
 
Jaki sens – zapytacie. Otóż taki, że jest to powieść i dla męskiego, i damskiego grona czytelników. Z czystym sercem poleciłabym ją młodzieży: gimnazjalistom, licealistom i studentom, aby oprzytomnieli i zrozumieli, ile mogą stracić przez bezmyślność. Jestem osobą, która raczej patrzy do przodu, gdyż zdaje sobie sprawę z konsekwencji swoich poczynań. I dlatego wiem mniej więcej, w jak wyidealizowanym świecie żyją inni. Hedonistyczny stosunek do życia jest w dzisiejszych czasach dość popularny, a konsumpcjonizm temu nie pomaga. W książce mamy idealny obrazek przedstawiający taki sposób patrzenia na świat. Tak więc kto nie czytał, niech szybko po tę powieść sięga.
 
A teraz romanse! Otóż nasz główny bohater to całkiem dobra cnotka! Wydawałoby się, że ma najwspanialszą dziewczynę pod słońcem. Naprawdę jest miła, uprzejma, troskliwa, opiekuńcza… same zalety! Prócz jednej. Ale nie zdradzę jakiej! Podboje sercowe też są zawarte w tej powieści i przyznam, że to jest jej całkiem mocna strona. Obrazuje nam, jak może wyglądać związek i jak dobry związek popada w ruinę przez własne ambicje, a może ich brak?
 
I znów ten tytuł. Pozmieniali, a „Lost december” jest doskonale powiązany z tym, co dzieje się w fabule. Jak zauważyliście, wolę anglojęzyczne tytuły, bo mają większy sens. Oczywiście polski również jakiś ma, ale to nie to samo. Trzeba pamiętać, że autor wie, co robi, nadając taki, a nie inny tytuł.
 
Sama powieść naprawdę jest dobra. Zaczytywałam się nią w busie i nawet nie pamiętam, kiedy minęła cała droga. Spędziłam kilka leniwych godzin, a efekt jest zadowalający. Jeśli ktoś potrzebuje lektury z morałem, to dobrze trafił! Wiele zwrotów akcji, niemęcząca lektura przemyśleń bohatera i dwuznaczne (w tym dobrym sensie) dialogi. To naprawdę świetnie napisana książka. Ma swoje drugie dno, które jest warte poznania.
 
Podsumowując, pomimo irytującej postawy bohatera przez pół książki porównanie go do syna marnotrawnego jest idealne. Jego wewnętrzna zmiana, zrozumienie siebie i ogarniającego go świata zachęcają do spędzenia popołudnia z tą powieścią. Bardzo ją wszystkim polecam!

2 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ