Pierwsze urodziny Walkera. Ari od czasu porodu nie jest w stanie pozbierać się, nie potrafi odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Próbując przyzwyczaić się do innego trybu życia, popada w depresję poporodową. Macierzyństwo nie jest dla niej jak spełnienie marzeń. To prawdziwy koszmar. Koszmar, z którym musi się codziennie mierzyć. Jednak, kiedy w sąsiedztwie pojawia się Mina – była rockmanka, a teraz ciężarna dziewczyna – Ari widzi w niej bratnią duszę. Kobiety zaprzyjaźniają się i razem stają do walki z ciemną stroną macierzyństwa.

Tytuł: Od urodzenia
Autor: Elisa Albert
Wydawnictwo: Kobiece

 

Od urodzenia jest swego rodzaju pamiętnikiem. Główna bohaterka, zwracając się bezpośrednio do czytelnika, opisuje kolejne etapy swojego życia. Dzięki licznym retrospekcjom jesteśmy w stanie prześledzić niemalże wszystkie dotychczasowe losy Ari. Od czasów wczesnoszkolnych, po studia i ciążę. Podczas tych dwudziestu kilku lat, Ari spotyka na swej drodze wiele kobiet, które na dobre wniosły coś do jej życia. Bohaterka opisuje relacje, jakie łączyły ją z każdą z nich, nie omieszkując przy okazji wtrącić jakiegoś zgryźliwego komentarza. Dzięki tym wszystkim retrospekcjom możemy dokładnie przyjrzeć się nie tylko otoczeniu Ari, ale też jej samej. Obserwujemy jak na przestrzeli lat zmieniały się jej poglądy oraz usposobienie.

Narracja jest tu poprowadzona w bardzo bezpośredni i osobisty sposób. Autorka, nie owijając w bawełnę, przelewa dosłownie każdą myśl na papier. Bez zbędnych ogródek, bezpruderyjnym i wulgarnym językiem, który chwilami bywa wręcz niesmaczny. Mamy wrażenie, jakby pisarka utożsamiała się z główną bohaterką, dlatego książka bywa chwilami bardzo osobista. Przez swoją niekonwencjonalną formę okazywania uczuć oraz wyrażania myśli, Ari jest niezwykle specyficzną postacią o trudnym charakterze. Posługująca się licznymi przekleństwami i wyzwiskami oraz mająca cięty język dziewczyna nie należy do najmilszych bohaterek. Chwilami jednak bywa pomocna, opiekuńcza, a swojego syna darzy szczerą miłością. Zestawienie tych wszystkich cech tworzy bardzo interesującą i nietypową postać. Albo się ją pokocha, albo znienawidzi.

Od urodzenia rzuca nowe światło na macierzyństwo. Dotychczas kojarzone z najcudowniejszym doświadczeniem w życiu kobiety, pełnym radosnych chwil, kolorowych ubranek i śmiechu dziecka, tutaj zostało potraktowane z zupełnie innej strony. Ciemnej strony. Na pierwszy plan wychodzą tu bóle poporodowe, nieprzespane noce, skoki nastrojów, zmiany hormonalne i wiele, wiele więcej. W tej książce macierzyństwo jest jak najcięższe wyzwanie, któremu kobieta musi stawić czoła. Poznajemy realia ciąży oraz późniejszej opieki nad noworodkiem, a to wszystko w bardzo surowej i dosłownej formie. Bez zbędnego koloryzowania czy idealizowania.

Trzeba niestety stwierdzić, że książka jest dość chaotycznie napisana. Autorka skacze od jednej historii do drugiej, dlatego czasami trudno się połapać, co się aktualnie dzieje. Z pewnością nie pomagają w tym dość długie rozdziały (a właściwie części), które, ciągnąc się przez ponad 80 stron, tylko utrudniają lekturę. Retrospekcje mieszają się z akcją, a myśli bohaterki z prawdziwymi wydarzeniami. Jednym zdaniem – panuje tu istny chaos. Wydaje mi się, że gdyby bardziej skupić się na fabule oraz podzielić książkę na krótsze rozdziały, powieść czytałoby się o wiele szybciej i przyjemniej.

Mimo, że jako mężczyzna nie jestem grupą docelową tej pozycji, to i tak dużo z niej wyniosłem. Autorka zawarła w niej wiele wartościowych treści oraz bardzo ważnych przesłań. Nie tylko o macierzyństwie, ale także o podejściu do życia, radzeniu sobie z problemami, stosunku do otoczenia. Pomiędzy licznymi przekleństwami oraz niewybrednymi komentarzami na temat otaczającego nas świata, da się znaleźć wiele złotych myśli i ciekawych spostrzeżeń. Powieść stanowi nie tylko obraz macierzyństwa, ale i całego współczesnego świata.

Od urodzenia jest bardzo specyficzną książką. To nie powieść dla każdego, a osoby wrażliwe bez wątpienia nie mają tu czego szukać. Chwilami niesmaczna, chwilami przejawiająca przerost formy nad treścią, jednak w ostatecznym rozrachunku daje dużo do myślenia. Ukazuje macierzyństwo takie, jakie jest naprawdę. Od urodzenia wzbudzi wiele kontrowersji, wywoła liczne dyskusje… Ale to chyba dobrze – od tego przecież jest sztuka. Czy ta publikacja zmieniła coś w moim życiu? Nie wiem. Wiem natomiast, że jeszcze długo o niej nie zapomnę.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ