Pierwsza fala przyniosła ciemność.
Druga odcięła drogę ucieczki.
Trzecia zabiła nadzieję.
Po czwartej wiedz jedno: Nie ufaj nikomu.

 

 
Tytuł: Piąta fala
Cykl: Piąta fala (tom 1)
Autor: Rick Yancey
Wydawnictwo: Otwarte

 
 
Motyw inwazji kosmitów przewijał się w popkulturze już setki razy. Odkąd rozpoczęły się podróże kosmiczne, ludzie zaczęli snuć różne domysły na temat tzw. obcych. Czy istnieją? Jak wyglądają? Czy kiedyś ich spotkamy? Nikt nie może udzielić nam odpowiedzi na te pytania, jednak najczęściej wyobrażamy je sobie jako nieludzkie stworzenia z ponadprzeciętną inteligencją, porozumiewające się w nieznanym nam języku. W Piątej fali Ricka Yanceya ten oklepany obraz obcych został całkowicie złamany.

Główna bohaterka, Cassie (a właściwie Cassiopeia), na chwilę przed inwazją obcych nie robi nic nadzwyczajnego. Zachowuje się tak samo jak reszta mieszkańców globu. Siedząc na nudnym apelu, kompletnie nie spodziewa się, że za kilka minut całe jej życie wywróci się do góry nogami. Nie wygląda to tak, jak w większości produkcji sci-fi, gdzie przez kilka lat Ziemia przygotowuje się na „ostateczne starcie”. Tutaj kosmici atakują kompletnie nieprzygotowanych ludzi, którzy nie mają zielonego pojęcia, jak w tej sytuacji się zachować. Można powiedzieć, że obcy atakują nas zupełnie znienacka.

Ciekawym zabiegiem w książce jest występowanie trzech narratorów. Kiedy najczęściej spotykamy się z narracją pierwszoosobową lub trzecioosobową (choć coraz popularniejsza staje się także dwuosobowa narracja), tak tutaj historię poznajemy z punktu widzenia trzech osób. Sprawia to, że akcja jest dużo dynamiczniejsza, a książkę czyta się niezwykle szybko. Początkowo wydaje się, że są to zupełnie niezwiązane ze sobą osoby, jednak gdy dobrniemy do końca dzieła zauważymy, że wszystkie te wątki łączą się w jednym punkcie, tworząc zwięzłą i dopracowaną historię.

Piąta fala to nie tylko science fiction, ale przede wszystkim powieść młodzieżowa. Nie znajdziemy tu ani typowo naukowej terminologii, ani wyszukanych technologicznych pojęć. Z pewnością zadowoli to czytelnika, który w ogóle nie interesuje się tą naukową stroną lub jest na bakier z fizyką, jednak mi tego „science” w science fiction zdecydowanie brakowało. Wydaje mi się, że gdy ktoś zabiera się za tak specyficzny gatunek, jakim jest sci-fi, powinien mieć spore pojęcie, o czym pisze. Każdy wątek związany z obcymi czy ich technologią musi zawierać, choćby mgliste, podłoże naukowe, a w Piątej fali w ogóle go nie było.

Muszę jednak przyznać, że książka ta jest niezwykle dopracowaną i przemyślaną powieścią. Widać, że autor od początku do końca wszystko szczegółowo zaplanował, dzięki czemu nie ma tu żadnych niedopowiedzeń czy sprzeczności. Książka wciąga już od pierwszej strony i ani na chwilę nie daje nam się odłożyć. Pomocny jest w tym bardzo przyjemny i lekki styl, jakim posługuje się Rick Yancey. Mimo wielu braków z naukowego punktu widzenia, sam język wydaje się niezwykle przystępny i sprawia, że czytelnik angażuje się w powieść całym sobą.

Mam bardzo mieszane uczucia względem Piątej fali. Z jednej strony książka niezwykle mnie wciągnęła i miło spędziłem przy niej czas, jednak z drugiej raził mnie jej brak realizmu. Duży wpływ ma na to fakt, że powieść czytałem jakieś dwa lata temu. Przez ten okres mój gust znacząco się zmienił i inaczej patrzę na literaturę. To, co kiedyś mi się podobało, teraz nie do końca przypadłoby mi do gustu. Mam wrażenie, że tak jest też z Piątą falą.

Czy polecam tę książkę? Wydaje mi się, że tak. Mimo że Piąta fala to dość przeciętna powieść, to nie uważam, żeby czas spędzony na jej przeczytanie był czasem straconym. Z całą pewnością zagorzali fani science fiction nie mają tu czego szukać, jednak wydaje mi się, że miłośnikom literatury młodzieżowej Piąta fala jak najbardziej powinna przypaść do gustu.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ