Nakarmię cię… nakarmię cię miłością!

Wieczór panieński, odważne, nic nieznaczące zadania wykonane „pod wpływem”, a do tego muzyka… poruszająca ciała i dusze. Czy znajdzie się też miejsce na niespodziewaną miłość, która okaże się pokarmem dla głodnych prawdziwego uczucia?

Tytuł: Nakarmię cię miłością
Autor: Anna Dąbrowska
Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Laura jest w związku z Pawelcem. No właśnie. Czy ktoś, komu jej przyjaciółki nadają taką ksywkę, może być dobrym materiałem na przyszłego męża? Odpada. 
Pewnego wieczoru dziewczęta udają się do małego nietypowego klubu i trafiają na koncert zespołu Bez Nazwy. Czy zespół, który Nie Ma Nazwy (zapis celowy), może okazać się przyczyną czegoś, co nazywa się… miłością? Tak! Przejdźmy zatem dalej. 
Nieszczęśliwie zakochana Laura i charyzmatyczny muzyk Tobiasz. Dodajmy do tego kiepski żart, którym chłopak „obdarował” jedną z przyjaciółek wykonujących tylko swoje zadanie. Czy od ściśnięcia pośladków i niewinnego pocałunku zaczyna się to całe zamieszanie z pocącymi się dłońmi, przyspieszonym biciem serca i rojem motyli w brzuchu? 

Nakarmię cię miłością to polskie New Adult inne niż wszystkie – tak głosi hasło umieszczone na okładce. Czy to kolejny chwyt marketingowy, czy może trafna reklama doskonałej książki, która prędzej czy później stanie się must have każdego czytelnika obyczajówek? Dużo „czy” jak na dwa akapity, prawda? Skończmy zatem z pytaniami, przejdźmy do… odpowiedzi. 

Anna Dąbrowska to autorka, która w każdej swojej powieści stawia na emocje. Nie ma więc możliwości, że jej książki okażą się nudne, bezbarwne i pozbawione pożądanego przez wszystkich „polotu”. Musimy założyć, że i w przypadku tej nie jest inaczej. Nie jest? Oczywiście, że nie jest! W swoim (bądź co bądź krótkim) życiu przeczytałam tyle obyczajówek, że aż nie jestem w stanie ich zliczyć. Kryminału ani jednego, o fantastykę zahaczyłam, ale się od niej łatwo oderwałam. Pozostałam wierna wszelkiego rodzaju książkom o życiu, o miłości i wartościach, które powinniśmy pielęgnować na co dzień. Nie zabrakło wzlotów i upadków. Bywało bardzo źle, ale zdarzało się także bardzo, bardzo dobrze. 

Nie potrafię wystawiać książkom opinii pośrednich, ponieważ uważam, że powieść może być albo dobra (taka, którą czyta się od początku do końca z zapartym tchem), albo zła (taka, przez którą nie można przebrnąć, a jeśli się przebrnie – natychmiast wyrzuca ją w kąt). Nakarmię cię miłością zaliczyłam do pierwszej kategorii już w momencie, w którym zaczęłam ją czytać. To nie jest normalne, ja tak nie postępuję. Oszalałam? A może po prostu uległam doskonałej historii? 

I jedno, i drugie. Oszalałam, ponieważ dałam się nabrać. Nabrać na lekką historię miłosną z muzyką w tle. Uległam doskonałej historii, ponieważ nigdy wcześniej nie czytałam czegoś tak… fascynującego i odurzającego jednocześnie. Czułam się jak marionetka w rękach autorki – popychana do przodu, w bok, odciągana do tyłu… Przepadłam i bynajmniej nie żałuję tej niesamowitej jazdy bez trzymanki. Wręcz przeciwnie – pokochałam ją całym sercem i nie wiem, jak spojrzę na kolejne powieści z tego gatunku. Boję się, po prostu się boję, że zostałam skazana na czytelniczą klęskę. Ale doskonale wiedziałam, na co się piszę. 

Nakarmię cię miłością jest jedną z tych książek, które sprawiają, że czytelnik zatraca się bez reszty. Ta powieść jest jak diabelski młyn – z jednej strony daje nam poczucie adrenaliny, a z drugiej wywołuje zawroty głowy spowodowane nieustannym kręceniem się w kółko. Autorka postawiła na emocje i te emocje pokazała najlepiej, jak tylko można je pokazać. Udowodniła, że polscy autorzy mogą stworzyć równie ekscytującą historię jak ci „bestsellerowi” (jeśli nie lepszą!). Nigdy wcześniej nie wpadłam w taki szał uczuć jak podczas czytania tej książki. Nie dość, że ukazała wszystkie możliwe blaski i cienie miłości, to jeszcze obudziła we mnie takie odruchy, o jakich wcześniej nie miałam zielonego pojęcia. Od kiedy to można czytać stronę 156 z bananem na twarzy, a przy 157 płakać jak bóbr? Jak można popadać ze skrajności w skrajność? I czemu to musi być takie skomplikowane? 

Nakarmię cię miłością nie ma miejsca na nudę, zbędne słowa, gesty i niedociągnięcia. Od początku do końca autorka trzyma nas w napięciu i nie wypuszcza ze swoich sideł, dopóki nie przeczytamy ostatniej litery ostatniego wyrazu ostatniego zdania tej książki. Ta powieść jest do bólu prawdziwa i niezwykle wartościowa. Oprócz wątku miłosnego znajdziemy w niej milion innych, równie istotnych tematów, które nieczęsto są poruszane w książkach, szczególnie tych XXI-wiecznych. Anna Dąbrowska przekazuje nam coś bardzo ważnego: że o marzenia należy walczyć do kresu sił i jeszcze dłużej. I nigdy, przenigdy nie wolno wierzyć pozorom. ZyskiS-ka

Leave a comment



Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 11 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia