Wiatrogon Aeronauty

0
162

Jim Butcher, którego czytelnicy uwielbiają za cykl urban fantasty o przygodach detektywa-maga Harry’ego Dresdena oraz serii Kodeks Alery (w Polsce niestety niewydanej), tym razem zabiera czytelników do stworzonego od podstaw podniebnego świata, który – jak się okazuje – wcale nie jest takim błogosławieństwem, jakiego z początku oczekiwali jego mieszkańcy.

Tytuł: Wiatrogon Aeronauty
Cykl: Podniebne Kasztele
Autor: Jim Butcher
Wydawnictwo: MAG

Kasztele są olbrzymimi, wielopoziomowymi kondygnacjami, w których ludzkość znalazła schronienie po opuszczeniu ziemi. Dzięki umiejętnemu rządzeniu przez arystokratyczne dwory, stały się one nie tylko ostoją nauki i niezwykle skomplikowanej techniki, ale również swoistą kolebką cywilizacji, w której dominującą pozycję zajmował handel. Nic więc dziwnego, że wybuchające co jakiś czas konflikty między konkurującymi ze sobą kasztelami dotyczą w głównej mierze szlaków handlowych, po których z wprawą poruszają się floty sterowców. Przypadkiem w jednym z takich konfliktów (chcąc nie chcąc) bierze udział statek handlowy Drapieżca, którego kapitan – były członek Floty Powietrznej – postanawia dać nauczkę auroriańskiemu sterowcowi będącego sprawcą strat zadanych handlowej flocie Albionu. Niestety, starcie z silniejszym przeciwnikiem sprawia, że okręt Grimma zostaje uszkodzony, a on sam bez środków na jego naprawę zaczyna zdawać sobie sprawę z nieciekawego położenia, w którym się znalazł. Z nieoczekiwaną pomocą przychodzi mu sam kasztelan Albionu – w zamian za udział w misji proponuje pomoc w naprawie uszkodzonego Drapieżcy (nigdy nie ma nic za darmo). Przyparty do muru kapitan przyjmuje ofertę, nie zdając sobie sprawy, że pakuje się w większe niebezpieczeństwo, niż mu się z początku wydawało.

Wiatrogon Aeronauty miał być powieścią ambitniejszą i poważniejszą niż szalone przygody detektywa-maga, którego charakter, cięty język i dowcip sprawiły, że każdy, kto usłyszy o Harrym Dresdenie, nie może o nim zapomnieć. Tymczasem stało się to, czego nawet nie śmiałam podejrzewać: pierwszy tom cyklu Podniebne kasztele jest książką mało zrozumiałą, w niektórych miejscach nudnawą, a jej koniec przywitałam z niesamowitą ulgą.

Przede wszystkim brakowało mi szerszego nawiązania do historii kaszteli – dlaczego ludzie zdecydowali się na ucieczkę z ziemi? Ile tak naprawdę ich było oraz jak prezentował się ich rozkład (od najbiedniejszych do najbogatszych czy odwrotnie)? Sama akcja prowadzona była w kilku miejscach jednocześnie, a takie przeskoki nigdy nie są dobre dla czytającego (no, chyba że ktoś lubi takie prowadzenie historii).

Jeśli chodzi o postacie przedstawione w powieści – mimo ich mnogości bardzo łatwo połapać się, kto jest kim. Niestety, tutaj z kolei można przyczepić się do zbytniej przewidywalności. Każda z nich uosabiała prezentowaną przez siebie pozycję np.: Francis jako kapitan był honorowy, niezwykle odważny i sprawiedliwy, natomiast Gwyn – szlachetnie urodzona panna dziedziczka – nieco wyniosła, niekiedy rozkapryszona, ale niezwykle zdyscyplinowana. Z góry też było wiadomo, kogo trafi strzała Amora.

Wydaje mi się, że kilka wątków zostało urwanych w połowie (być może dlatego, by móc je wyjaśnić w następnych tomach) – chodzi mi głównie o wyrzucenie Grimma z Floty za tchórzostwo (czy człowiek decydujący się na potencjalnie niebezpieczne zadanie może być tchórzem?) czy kwestia jego tajemniczego małżeństwa z potencjalnym wrogiem. Wiem, że nie można mieć wszystkiego, ale nie zawsze takie niedopowiedzenia wpływają dobrze na całokształt przedstawianej opowieści.

Najciekawszy pomysł, na jaki stać było Butchera, to wprowadzenie do prezentowanego świata kocich bohaterów. Nie dość, że żyły one w zorganizowanych i zhierarchizowanych stadach, to jeszcze porozumiewały się z ludźmi we własnym języku (dość trudnym, dlatego tylko nieliczni potrafili z nimi rozmawiać), były niezwykle inteligentne, a za ważnymi dla siebie osobami potrafiły wskoczyć w ogień. Mogę śmiało powiedzieć, że tylko dzięki Rowlowi Wiatrogon Aeronauty nie był całkowitą stratą czasu. Plusem jest także wydanie – twarda okłada z wszytą zakładką zawsze ładnie prezentuje się na półce.

Moim zdaniem Jim Butcher powinien zaprzestać zabawy z gatunkiem steampunkowym i skupić się na tym, co wychodzi mu najlepiej. Z drugim tomem Podniebnych kaszteli nie wiążę większych nadziei, jednak ze względu na Rowla z pewnością po niego sięgnę.

indeks-200x112

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ