Biały Bezkres

0
290

Może to zabrzmieć nieco abstrakcyjnie, ale książka, o której dzisiaj piszę, sama przyciągnęła mnie do siebie. Kiedy spojrzałem na okładkę, wiedziałem, że właśnie ją zrecenzuję kolejną. Jako ogromny fan postapokalipsy nie mogłem przejść koło niej obojętnie. Piotr Patykiewicz stworzył dla nas kolejną opowieść z mroźnego Pogórza, która chwyta i nie puszcza aż do samego końca, owiewając nas chłodem swojego świata. Spodziewałem się trudnej walki o każdy oddech, codziennych problemów ludzi, których życie diametralnie zmienił kataklizm… Dostałem o wiele więcej.

Tytuł: I wrzucą was w ogień
Autor: Piotr Patykiewicz
Wydawnictwo: Sine Qua Non

 

Kacper, główny bohater tej opowieści, skończył 60 lat i jest niewidomy. To człowiek dobry, wierny tradycji, odpowiedzialny i starający się zapewnić swojej rodzinie dobry byt. W świecie pokrytym lodem jego zadanie jest jednym z najważniejszych – odkopuje ściółkę leśną spod grubej warstwy zmarzłego śniegu, która dostarcza ludziom jedzenia i opału. Towarzyszy mu jedynie wierny pies przewodnik, Kudłacz. Starają się prowadzić spokojne życie w obliczu apokalipsy, po której nic nie mogło być takie samo. Żyje ze swoją żoną Mirą oraz dwójką dorosłych już dzieci – Maćkiem i Kaśką, w maleńkiej wsi, w której wciąż istnieją stare polskie obyczaje. Najważniejszą osobą jest ksiądz, a wszyscy ludzie witają się swojskim „Szczęść Boże!”. Spokojne życie Kacpra burzy poznanie przez jego córkę chłopaka z Miasta, do którego dziewczyna postanawia uciec. Ojciec rusza za nią, ale nie wie, jaką przyjdzie mu zapłacić cenę za dobro dziecka. Czy zdoła poświęcić wszystko?

Długo szliście przez ciemną dolinę i zła się nie ulękliście, ale dalej już nie dojdziecie. Lepiej dla was było, gdy ukrywaliście się w Górach, musieliście dzień po dniu patrzeć prosto w ślepia Lucyfera i nie mieliście na swoją obronę nic oprócz wiary. Lepiej mimo strachu przed śmiercią albo opętaniem, mimo głodu, mimo znoju ponad siły. Lepiej, bo wtedy żyliście naprawdę!

Piotr Patykiewicz wykreował okrutną, tnącą mrozem wizję końca. Codziennością jest walka o życie pośród zimna, głodu oraz dzikich zwierząt. Ludzie chorują na śmiertelną chorobę zwaną parchem, będącą albo klątwą Lucyfera, albo błogosławieństwem Bożym. Na północy majaczy ściana Lodowca, miejsca przeklętego, symbolu Upadku, do którego jak do światła brnie wielu potępieńców, szukając Piekła. Widać także zderzenie dwóch przeciwnych światów – wiernego zasadom i tradycjom Pogórza oraz zepsutego, śmierdzącego dymem spalanego węgla Miasta wybudowanego na ruinach tego, czym był świat przed upadkiem, w którym włada Ciepłownik – człowiek, który zapewnił ogrzewanie ostatniemu tak ogromnemu przyczółkowi ludzkości w tym porzuconym przez Boga miejscu.

Każdy dzień w tej trzaskającej zimnem krainie to wyprawa w głąb siebie, kiedy szukamy siły, aby podnieść się i żyć dalej, motywacji do dalszego działania. Dla jednych jest nią pusty żołądek, dla innych rodzina, a dla jeszcze kolejnych duma, która zabrania poddania się. Filarem, który stara się spoić cały świat i każdą z ludzkich chęci do życia razem jest wiara, nie wiadomo jednak czy słuszna i skierowana we właściwą stronę. Co naprawdę znajduje się za granicą lodowej ściany i kto będzie miał odwagę to sprawdzić?

Niepowtarzalnego klimatu powieści nadaje także język. Spotkamy tu wiele szczegółowych opisów miejsc oraz, co cieszy, obyczajów tej krainy, a ze względu na ślepotę głównego bohatera nie zabraknie wizji opartych na wszystkich innych zmysłach. Same dialogi są proste, a przez to wyjątkowe, ludzie zwracają się do siebie bardzo bezpośrednio, nie ma tu niepotrzebnych ozdobników. Każdy mówi to, co chce powiedzieć, bo nie wiadomo, kiedy zabraknie głosu lub czasu, by wszystko rzec.

Lodowiec był królestwem Lucyfera. W pogodne dni jego skrzydlate demony śpiewały do słońca, wabiąc parszywców na pustkowie, gdzie gorzeli w ogniu samozapłonu, a ich brudne dusze ulatywały z czarnym dymem.

Przed wami trudna historia, ale warta uwagi i przeżycia. Podczas czytania książki wciąż czułem chłód świata, w który świadomie wkroczyłem, a kolejne stronice coraz bardziej mroziły krew w żyłach. Oczekiwałem trudnej walki o przetrwanie, otrzymałem wspaniałą opowieść o rodzinie, wierze i o tym, co jest w życiu najistotniejsze, o tym, że warto poświęcić wszystko dla kogoś, kogo się kocha. Pozycję polecam każdemu fanowi fikcyjnej apokalipsy w każdej postaci, który liczy na niezapomnianą opowieść przekazującą znacznie więcej, niż ktokolwiek się spodziewa. Książkę skończyłem w dwa dni, nie mogłem oderwać się od niej ani na chwilę, wiedziony ciekawością, co wydarzy się na kolejnych stronach, a teraz nie mogę doczekać się, gdy znów będę miał okazję zanurzyć się w zimny i wrogi świat po Upadku.

Sama wiara już nie wystarczy…

logo_sqn

ZOSTAW ODPOWIEDŹ