Kącik poetycki – alergia cz. II

Nie chcę być wilkiem dla moich braci, nie chcę w ogóle być wilkiem. Pozwólcie mi być… człowiekiem. 

alergia
 
choruję okropnie.
majaczę.
lunatykuję
 
pomiędzy niewłaściwymi ludźmi.
 
nocami gorączkuję.
mam dreszcze.
wypluwam
 
zgniłe od nieszczerości słowa.
 
oblewają mnie zimne poty.
tatuuję sobie żyletką ciało
na wzór waszych kwaśnych min.
 
przewracam się o leżącą
na podłodze niepogodę,
o zamiecione pod dywan problemy.
 
wypijam szklankę aspiryny
wymieszaną z fałszywymi spojrzeniami.
 
omdlała z bólu padam.
obudzę się jutro.
 
katar sienny – pomyślisz.
roztocza kurzu
codzienności.
 
alergia z powodu antygenu.
nadwrażliwość.
na świat.
                                                           alergiczna hipochondryczka.

 

Zacznę i skończę pospolicie. Dziwny jest ten świat. Jak człowiek łatwo popada w schematy, jak człowieka łatwo ogarnia znieczulica, jak łatwo poddaje się presji otoczenia i skażonej duszy (choć nie wiem, czy słowo ‚dusza’ jeszcze dziś istnieje). Sytuacja z życia: zimowym późnym wieczorem na parkingu przed supermarketem (tak bardzo nowoczesnym) siedzi nastolatka (tak bardzo nowoczesna) i krzyczy w niebogłosy: „pomocy! mamo! pomocy!”. Mijają ją ludzie – jakaś zakochana para spacerująca z psem, starszy pan, mężczyzna w średnim wieku (tak bardzo nowocześni), obok na przystanku siedzą ludzie (tak bardzo nowocześni) i żaden z nich nawet nie zapytał, czy coś się stało, nie skinął nawet palcem, nie wykazał zainteresowania. Najbardziej irytuje jednak zakochana, szczęśliwa para, uśmiechająca się jak gdyby nigdy nic. Ci nawet nie próbują udawać, że jej nie widzą. Skowyt wydaje się na tyle głośny, że siedząc w bloku, dokładniej w mieszkaniu znajdującym się na czwartym piętrze cztery naiwne dziewczyny postanawiają pomóc i ruszają na akcję ratunkową.
 
Okazuje się, że kwiląca dziewczyna płacze z zimna, bólu i chce po prostu, żeby ktoś pomógł jej dotrzeć do domu. Nie interesuje mnie w tym momencie, że prawdopodobnie jest pijana albo odurzona jakimiś środkami, że prawdopodobnie uciekła z imprezy. Ważne, że potrzebuje pomocy. Tu i teraz. Że tu i teraz nie panuje nad sobą skazana przez własną głupotę lub głupotę innych na zamarzanie na tym cholernym parkingu. Niestety, żaden z przechodniów nie wyciągnął ciepłej pomocnej dłoni. Ona zamarzała na parkingu, podczas gdy ich serca zamarzły już dawno w ich zmarzniętych od apatii osobowościach. Nie trzeba było wiele: zadzwonić po taksówkę. Dziewczyna miała pieniądze, żeby zapłacić taksówkarzowi, wskazała adres, pozwoliła pomóc sobie wstać. Potrzebowała odrobiny człowieka.
 
I pytam: przechodnie zdali celująco egzamin z człowieczeństwa, a cztery dziewczyny zaliczyły na najwyższą notę egzamin z naiwności czy może odwrotnie? Przecież one też się bały. Patrząc z okna w to miejsce, uświadamiam sobie, że żyjemy w skażonym świecie. Mało tego – sami ten świat zatruwamy. Egzystujemy? Marna ta egzystencja, gdy „człowiek człowiekowi wilkiem”. Czasem wystarczy tylko cząstka człowieczeństwa. Gdyby każdy z nas dał cząstkę siebie… Nie chcę być wilkiem dla moich braci. Dziwny jest ten świat. Od lat. Bardziej. Tak bardzo nowoczesny. Pospolicie.

 

Leave a comment



Reptylianka

11 miesięcy ago

Zwykłe wołanie o pomoc i zachęcanie do dobra jest już przebrzmiałą, nudną reklamą, na którą nie zwraca się uwagi i ignoruje jak billobardy z tandetnymi hasłami. Przerażają i motywują dopiero skutki zimna ludzkiej obojętności – „tatuuję sobie żyletką ciało na wzór waszych kwaśnych min”. Bardziej wywołuje jakiekolwiek emocje historia samobójcy, który przeciął linię swojego życia z nieznanego nam powodu. Ludzie dziwią się, jak on mógł coś takiego zrobić, jak mógł być tak głupi – a tymczasem oni sami są często sprawcami jego „głupoty”, raniąc go (świadomie lub nie), ignorując wołanie o pomoc i wpędzając do grobu. Dosłownie.
I ja się podzielę sytuacją z mojego życia, adekwatną do mojej interpretacji: przez długi czas siedziałam w gronie osób wpływających na mnie bardzo toksycznie, choć nie zdawałam sobie z tego sprawy – byli zręcznymi manipulatorami. Słyszałam kiedyś ich rozmowę na temat samobójców – „jak można to zrobić? jak można mieć odwagę by się zabić, a jednocześnie bać się życia?”.
Co ciekawe, wkrótce potem sama zaczęłam mieć myśli samobójcze i poznałam odpowiedzi na te nie niezrozumiałe dla przeciętego śmiertelnika pytania… Długo zastanawiałam się, co było powodem mojego złego stanu psychicznego – toksyczne towarzystwo musiało mieć na to ogromny wpływ.
Dochodząc do sedna – dlaczego nie widzieli tudzież nie chcieli widzieć mojego cierpienia? Dlaczego częstowali mnie zgryźliwościami i rzucali kłody pod nogi, co wyżerało mnie od środka?Dlaczego tak beztrosko rozprawiali o samobójcach, nie wiedząc, że obok nich stoi jeden potencjalny? Dlaczego nikt tego nie dostrzegł przez tyle czasu, dopóki nie zrobiło się naprawdę źle? Dlaczego mydlono mi oczy, że chęć wypicia o jedną za wiele szklankę aspiryny jest głupim wytworem nastoletniego (żeby nie powiedzieć „gimbuskiego”) umysłu?
Coraz dziwniejszy, coraz nowocześniejszy świat.

To dobry wiersz, niezwykle do mnie przemawia z powodu tego, co przeszłam i co sprawiło, że postrzegam go w takich kategoriach. Cieszę się, że są takie witryny jak ta, gdzie można dzielić się spostrzeżeniami odnośnie sfery literackiej, szkoda jednak, że nie ma tu większego ruchu. A Essentia na to zasługuje, bo robi naprawdę dobrą robotę.

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 11 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia