Rok z Małym Księciem

Dzień Babci, Dzień Kobiet, święta Bożego Narodzenia, Wielkanoc… Wszystkie ważne daty znamy, na niektóre z tych małych i dużych świąt czekamy z niecierpliwością (pamiętajcie, że zaraz po Wszystkich Świętych do supermarketów dotrą lampki choinkowe i czekoladowe mikołaje!). Zapominamy o tych datach, które właściwie nie są nam do niczego potrzebne. Kolokwium z łaciny, sprawdzian z matematyki, kartkówka z biologii? Lepiej nie pamiętać! Tylko że jeśli wśród tych ostatnich znajdą się jednak dni, o których MUSIMY pamiętać, pojawi się problem… W natłoku obowiązków trudno mieć w głowie wszystko, co trzeba. Z pomocą przychodzi… Mały Książę! 

Tytuł: Mały Książę. Kalendarz 2017 
Wydawnictwo: Znak Emotikon

Jako osoba studiująca i pracująca co roku szukam odpowiedniego kalendarza, w którym mogłabym wszystko „zmieścić” i jednocześnie się w tym nie pogubić. No i – powiedzmy sobie szczerze – to nie może być cegła niczym Potop, żebym nie musiała czasami zrezygnować z podręcznika akademickiego na rzecz terminarza. Trafiłam! Co prawda jeszcze z niego nie skorzystałam, ponieważ rok 2017 jeszcze nie nadszedł, mimo to jestem zauroczona zarówno formą, jak i… treścią kalendarza.

Treść? Owszem. To nie jest bowiem zwykły (wręcz byle jaki) kalendarz, który zmieści się w dłoń. Oprócz dat i nazw miesięcy zawiera również fragmenty z Małego Księcia. I nie mają one służyć wyłącznie do ozdoby, ale są niesamowicie motywujące. Mały Książę słynie z tego, że trudno nie znaleźć w nim mott i inspirujących historyjek, które sprawiłyby, że po ich przeczytaniu poczujemy się lepiej. Mit, że jest to bajka dla dzieci, został obalony tak szybko, jak szybko książeczka ta weszła do kanonu lektur obowiązkowych nie tylko w szkole! Do dziś czytają ją zarówno uczniowie, jak i dorośli. Cytatów, które tam znajdziemy, nie da się podrobić. Chyba nikt nie zaprzeczy, że wszystkie są nadal aktualne i pasują do rzeczywistości, w której żyjemy. 

Oczywiście ktoś mógłby stwierdzić, że kalendarz ma służyć wyłącznie do zapisywania i planowania, po co komu fragmenty książki, skoro tę mogą sobie wypożyczyć albo kupić. Zgadzam się. Uważam jednak, że nie chodzi tylko o dopisywanie kolejnych punktów do danych dni. Kalendarz jest jak pamiętnik – zamieszczamy w nim to, co chcemy zapamiętać, co jest dla nas niezwykle ważne. Często jest naszym drugim mózgiem – gdy chcemy coś wspomnieć albo utrwalić, wystarczy, że to wpiszemy. 

Tworzenie kalendarzy i notesów z cytatami i fragmentami książek jest tak popularne, jak obecnie popularne stało się umieszczanie zdjęć i „autografów” piłkarzy na zeszytach szkolnych, kubkach, długopisach i innych gadżetach. I o ile stanowi to wyłącznie wartość hobbystyczną, o tyle w tym przypadku mamy do czynienia z tekstem, który – nie bójmy się tego powiedzieć – daje do myślenia, inspiruje i jest przekazywany z pokolenia na pokolenie jako wartość sama w sobie.

Dlatego właśnie uważam, że jest to doskonały kalendarz dla osób, które oprócz wpisywania kolejnych zadań do wykonania i terminów spotkań chcą włożyć tam cząstkę siebie i sprawić, że stanie się on osobistym znakiem czasów. Z własnego doświadczenia wiem, że wspaniale jest pewnego dnia usiąść w fotelu i zajrzeć do swojej przeszłości – niekiedy zwykły wpis może okazać się pretekstem do odświeżenia pamięci i powędrowania do chwil, które już minęły. 

Na koniec przytaczam cytat zaczerpnięty z łaciny: „Littera scripta manet” – „Słowo zapisane pozostaje”. Niech posłuży jako argument, że to, co powiemy, niekoniecznie zapamiętamy, ale to, co zapiszemy, zostanie z nami na zawsze.

znak_basic_250

Leave a comment



Lidka

11 miesięcy ago

Ja nie wyobrażam sobie braku kalendarza 😮 jest mi prawie niezbędny codziennie.

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 11 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia