Audiodeskrypcja – usłysz obrazy, poczuj emocje

Od dwóch lat jestem audiodeskryptorką (albo audiodeskryberką – jak kto woli). Tak, wiem, że nic wam to nie mówi. Muszę najpierw napisać, czym jest to, czym się zajmuję, czyli… audiodeskrypcja. Otóż audiodeskrypcja to nic innego jak malowanie słowem. WOW? 

Wyobraźcie sobie, że jesteście niewidomi. Nie widzicie niczego, co was otacza. Nie znacie kolorów, nigdy nie zobaczyliście własnej rodziny, ulicy, szkoły czy pracy. Nie wiecie, jak sami wyglądacie, a co dopiero jak wyglądają wasi znajomi czy po prostu ludzie, których mijacie, idąc drogą. To nie do pomyślenia, prawda? Musicie sobie jednak zdawać sprawę z tego, że są tacy ludzie – i tylko część z nich miała szczęście choć na chwilę spojrzeć na świat, pozostali – po prostu się tacy urodzili. 

A teraz wyobraźcie sobie, że jesteście w galerii sztuki albo muzeum i chcecie obejrzeć dzieła znanych artystów, bo interesuje was malarstwo, ale… nie możecie, bo przecież nie widzicie ani jednej, najmniejszej białej kropki. Wszystko jest czarne i jednolite. Tylko słuch i dotyk ratują was przed szaleństwem i ciągłymi pytaniami: czy jeszcze żyję czy już nie? 

Możecie przestać sobie wyobrażać, teraz wystarczy, że uwierzycie: są osoby, które zastępują niewidomym oczy. Och, oczywiście, że nie wchodzą w ich miejsce i nie pozwalają im widzieć, ale robią coś niesamowitego, żeby ułatwić im aklimatyzację w społeczeństwie – opisują, tłumaczą, nakreślają, pytają i odpowiadają. Czy właśnie wskazałam wam przypadkowego człowieka, który idzie drogą, zauważa osobę niewidomą i chce jej pomóc przejść przez ulicę? Nie. Dodajmy do tych pięciu czasowników jeszcze jeden: malują słowem. I mamy mieszankę idealną. 

Osoby, o których piszę, to audiodeskryptorzy (lub audiodeskryberzy), czyli tacy, którzy mówią o sztuce, opisują to, co widać, i nakreślają interpretację – ale broń Boże nie interpretują (przecież niewidomi mają rozum, nie można ich uważać za nienormalnych) – po to, żeby zapewnić tym, którzy nie widzą, odbiór sztuki na takim samym poziomie jak tych, którzy widzą. Oczywiście nigdy nie uda im się opowiedzieć o wszystkim dokładnie, istnieją bowiem obrazy, które po prostu trzeba zobaczyć, żeby móc je w jakiś sposób zrozumieć, ale starają się – i efekty tych starań bez żadnych wątpliwości można nazwać audiodeskrypcjami, czyli dziełami o dziełach

Jeszcze dwa i pół roku temu tak jak wy nie wiedziałam, czym jest audiodeskrypcja. Gdy rozpoczęłam studia polonistyczne, zapisałam się na zajęcia fakultatywne o intrygującym tytule, czyli malowanie słowem. Nie wiedziałam, o co chodzi, jednak opis sugerował, że będę się dobrze bawić. Zawsze było mi po drodze ze słowami, a sztuka to moja ogromna pasja, z której nikt mnie nie wyleczy (zresztą – co ja gadam – jak można leczyć pasję?). Zaufałam intuicji i już na pierwszych zajęciach poczułam się jak ryba w wodzie. Nie dość że byłam podekscytowana polonistyką samą w sobie, to jeszcze mogłam raz w tygodniu malować słowem. Czy można chcieć czegoś więcej? 

Szybko przekonałam się, że to, czego się uczę, ma sens. Przeszłam milion ćwiczeń z kompozycji audiodeskrypcji, wysłuchałam niezliczonej ilości gotowych AD (AD – audiodeskrypcja), więc nadszedł czas na napisanie własnej. Czułam się dumna z tego, że robię coś pożytecznego, ale jednocześnie bałam się, że nie podołam, że nie nadaję się do tego, że to zadanie dla specjalistów. Zaraz, zaraz… A kto ma być specjalistą, jeśli nie ten, kto się tego uczy? Rozchmurzyłam się i doszłam do wniosku, że dzięki temu, co sprawia mi przyjemność, czyli sztuce i pisaniu, mogę kiedyś pomóc ludziom. I tak się stało. 

Wtedy, pochylona nad białą kartką, dopiero chłonęłam wiedzę, uczyłam się regułek i wyrabiałam w sobie zmysł obserwatora niczym niezastąpiony Sherlock Holmes. Dzisiaj może nie jestem Sherlockiem, ale z pewnością bliżej mi do dobrego obserwatora i słuchacza niż osobie, która o audiodeskrypcji nie wie albo wie niewiele. Cieszy mnie to, że mogę spełniać się w tym, co kocham, i jednocześnie robić coś dla dobra ludzi niewidomych i niedowidzących. Sama mam niemałe kłopoty ze wzrokiem, więc doskonale wiem, co może czuć osoba niewidząca w ogóle albo widząca skrawki otaczającego świata. 

Audiodeskrypcja niezmiennie mnie intryguje i fascynuje niczym niesamowita powieść będąca swego rodzaju książką życia. Tak jak kiedyś napisałam, że edytorstwo nie jest zawodem, tylko stylem życia, tak teraz mogę powtórzyć formułę, zamieniwszy wyłącznie wyrazy: audiodeskrypcja nie jest zawodem, tylko stylem życia. 

Mam nadzieję, że w przyszłości większość z was po usłyszeniu „audiodeskrypcja” nie będzie już wybałuszać oczu ze zdziwienia, wręcz przeciwnie: uśmiechnie się i potakująco pokiwa głową. To bardzo ważne, żeby osoby niewidome (zresztą tak samo jak niesłyszące i upośledzone fizycznie czy umysłowo) miały dostęp do sztuki i możliwość obserwowania świata. I tak jak pozostałe wymienione mogą widzieć, tak ci niewidomi niestety mogą tylko słuchać i czuć. Dajmy im zatem usłyszeć obrazy i poczuć emocje. 

Leave a comment



Ania

9 miesięcy ago

Piękne… Wydaje się, że tak nie wiele, a czyni tak wiele dobra.

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 11 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia