Wszyscy mamy swoją Salome

Wnuczka Heroda Wielkiego, księżniczka Judei, przyszła królowa Armenii. Salome. Czy przychodzi i wzbudza uznanie? Czy każe nam podziwiać swą wielkość? Czy jawi się widzowi jako wystrojona w złote szaty sprawczyni zmysłowego tańca, który uwiódł jej stryja? Widzimy kobietę oszalałą, brudną, odzianą w starą szmatę i jednolitą bieliznę. Ma rozczochrane włosy, podkrążone oczy i brud pod paznokciami. Nie ma w niej majestatu godnego księżniczki. Czy to prawdziwa Salome? Odpowiedź brzmi: tak. Być może nawet prawdziwsza od tej, którą pragnęliśmy ujrzeć.

sebastiangora

W 1891 roku Oscar Wilde napisał jednoaktową sztukę i nadał jej tytuł Salome. Oryginalnie wydana w języku francuskim, opowiadała biblijną historię księżniczki Salome, która na polecenie swej matki, w zamian za zmysłowy taniec, żąda od Heroda Antypasa głowy Jana Chrzciciela (tu zwanego Jokanaanem). W wersji irlandzkiego twórcy o śmierci proroka decyduje miłość. Obsesyjna, niebezpieczna i absolutna. Miłość, przez którą Salome traci zmysły.

U Pawła Pawlika poznajemy kobietę upadłą, która już uległa niebezpiecznej miłości i zrobiła wszystko, czego mogła dokonać, aby jej skosztować. To kobieta, wokół której nikogo nie ma. Nikt nie chwali jej tańca. Nikt nie podziwia jej urody. Jest tylko ona, garście gliny, kępki włosów, miska z wodą i bandaże. Otacza ją pustka, w której przebywa sama, zdana na łaskę widza. Nie zostało jej przecież nic z tego, co miała w przeszłości. Straciła nie tylko dobra materialne, ale przede wszystkim cel. Bo czy nie osiągnęła wszystkiego, co chciała?

Salome Pawlika nie ma czasu. Nie odbywa się też w żadnym konkretnym miejscu. Przychodzimy do pustki i niespełna godzinę później ją opuszczamy z myślą, że kobieta, którą oglądaliśmy z zainteresowaniem niczym zwierzę w cyrku, zostanie tam na zawsze. Jeszcze długo boli nas fakt, że dla niej nie ma powrotu. Może w tak krótkim czasie nie zdążyliśmy się bliżej poznać ani do niej przywiązać.

Z całą pewnością jednak zdążyliśmy ulec przerażeniu, smutkowi i zastanowieniu. Poznaliśmy przecież Salome, księżniczkę Judei. Koło takiej postaci nie można przejść obojętnie, zwłaszcza gdy już dawno utraciła majestat, otrzymując w zamian szaleństwo. Bo właśnie taką Salome widzimy – oszalałą, ogarniętą obsesją, żyjącą w mantrze. Kobietę przede wszystkim cierpiącą, która nie potrafi uwolnić się od demonów przeszłości. Dlatego wciąż wraca do wydarzeń ze swojego życia, opowiada je widzowi w sposób chaotyczny i pozbawiony chronologii, często urywając wypowiedzi lub przemawiając głosami innych postaci. Mówi za Heroda. Mówi za Jokanaana. I wreszcie – mówi za siebie. Popada przy tym w kolejne skrajności, jakby na nowo przeżywała każde z wydarzeń, które stara się przywołać. Jest spokojna i uśmiechnięta, jest rozżalona i wściekła. Śmieje się, płacze, krzyczy. Sprawia, że jej obsesja na punkcie proroka wzbudza przerażenie. Jest też zmysłowa. Każe rozpływać się nad swym namiętnym tańcem i nagle każdy z nas myśli, że został z nią sam na sam. Że to jego pożąda słynna Salome.

Co jednak u Pawła Pawlika ciekawe – owa zmysłowość nie balansuje na granicy z wulgarnością. Jest jej zupełnie obca. To zmysłowość, którą pragniemy oglądać i – co więcej –czuć. Taka, której brakuje współczesnemu teatrowi zacierającemu granice między tym, co namiętne, a tym, co wulgarne. To teatr, który nie potrzebuje efektów. Teatr, który skromnymi środkami przekazu osiąga swój cel. Karmi emocjami, a potem wychodzi z nami nawet po zakończeniu spektaklu.

To teatr, którego siłą jest aktor, a w tym wypadku Anna Rakowska, której Salome uwodzi. I to głównie uwodzi ciałem, które w całym spektaklu jest silnie eksponowane. Operując nim, aktorka w doskonały sposób potrafi odzwierciedlić delikatność wystraszonej istoty, zwierzęcą ekspresję i kobiecy seksapil. Przekonuje nas, że to ciało jest środkiem przekazu – prowadzone przez rozdartą duszę i oszalały umysł. To ciało jest obrazem zdruzgotanej psychiki – obnażone i bezbronne, ale wciąż silne. W jego ruchach oraz rosnącym chaosie kryje się kronika upadku Salome.

A on doprowadził ją tutaj: do beznadziejnej pustki, w której musi powtarzać swój rytuał raz po raz. Bo kiedy wszystkiego już dokonała i nie pozostało nic, może tylko powracać do przeszłości i odtwarzać ją na nowo. Może przebywać w pustce i ciszy, przywołując postacie ze swej przeszłości, jawiące się jej niczym marionetki. Może lepić z gliny swojego Jokanaana i całować wargi, których nie chciał jej ofiarować. Może wreszcie zabijać owe postacie, nie chcąc, aby wracały. Ale one wracają. I wszystko zaczyna się od nowa.

Wnuczka Heroda Wielkiego, księżniczka Judei, przyszła królowa Armenii. Salome. Nie wzbudza naszego uznania. Nie każe nam podziwiać swej wielkości. Nie jawi się cała w klejnotach i zdobionych szatach. Zostaje nam wystawiona na pożarcie. Ze swą miłością, szaleństwem, ciałem i seksualnością. Każe nam myśleć nad przyczyną swojego upadku. Lecz to nie ona pragnie odpowiedzi, ale my. Bo ona już wszystko straciła: szaty, klejnoty, uwielbienie i podziw. My też zaraz wyjdziemy. A ukochane przez nią usta Jokanaana milczą, gotowe nigdy się nie odezwać.

sebastiangora2

Leave a comment



Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 11 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia