Czym jest śmierć?

Niedawno gdy przeglądałem ofertę wydawnictwa Pascal, zwróciłem uwagę na obiecującą książkę Mikołaja Marceli pod tytułem Bycie w śmierci. Opis wskazywał na to, że jest to trzymająca w napięciu powieść dla fanów The last of us, Westworld, World War Z. Z racji tego, że jestem fanem pierwszej z trzech wymienionych pozycji, dałem się skusić – i teraz, kiedy udało mi się skończyć książkę, chciałbym podzielić się swoimi odczuciami. A te nieco odbiegają od tego, czego się spodziewałem. 

Tytuł: Bycie w śmierci 
Autor: Mikołaj Marcela 
Wydawnictwo: Pascal

Pozwolę sobie zacząć od tego, że moim zdaniem powieść ta nie ma na tyle wiele wspólnego z dziełami przytoczonymi w opisie, aby można było użyć wspólnych cech tych dzieł do zachęcenia czytelnika, by po nią sięgnął. Każda z nich opowiada swoją oryginalną historię o zombie i o tym, że w obliczu szeroko pojętej apokalipsy zombie to wcale nie żywy trup jest największym wrogiem człowieka, ale drugi człowiek.  I właśnie na tym kończą się podobieństwa. Bycie w śmierci to przede wszystkim książka psychologiczna ukazująca przemianę, jaka następuje w człowieku po stracie tej najdroższej osoby, oraz to, do czego może posunąć się człowiek pozbawiony swojego jedynego powodu do szczęścia. I przerażające jest to, jak bardzo realny jest ten obraz.

Samą książkę udało mi się poniekąd podzielić na trzy części. Pierwszą i najkrótszą z nich jest główny wątek fabularny, którym jest odnalezienie szczepionki przeciw Żywej Śmierci, drugą częścią jest opis wydarzeń, które bezpośrednio doprowadziły do apokalipsy, a trzecią i najdłuższą – historia całego życia głównego bohatera. I to właśnie ona jest najsilniejszą stroną tej książki. Poznajemy postać na wskroś i możemy zrozumieć to, czym się kieruje,  co ją motywuje i dlaczego podąża właśnie tą ścieżką, a – co najistotniejsze – jak wiele w życiu człowieka może zmienić śmierć. Kolejna ważna cecha tej książki wiąże się właśnie ze śmiercią. Cała powieść jest swoistą rozprawą z nią, próbą wyjaśnienia i zagłębienia się w nią, próbą jej pokonania, tańca na jej grobie. Czy jednak człowiek może mierzyć się ze śmiercią?

Śmierć jest tak przerażająca, bo ludzie doświadczają jej jako przerwania. Ja to wiem i Tomasz to wiedział. Przerwania w ich linearnej koncepcji czasu, która codziennie potencjalnie rozciąga się w nieskończoność. Jest więc przerwany życiem trupa, który spoczywa przed nimi w trumnie. Jednak jest też tymczasową albo permanentną przerwą w życiu tych, którzy zbierają się wokół trumny, a następnie odsuwają się od świata i innych ludzi. Jest też przerwą, a właściwie wyrwą, w dotychczasowym pojmowaniu życia. Zwłaszcza kiedy dotyka ludzi jeszcze do niedawna najbliższych trupowi. Śmierć jest zdecydowanie najgorszym z przerwań, z jakimi może się zetknąć człowiek.

Książka napisana jest dosyć prostym językiem i szybko się ją czyta, chwili zastanowienia mogą wymagać tylko niektóre bardziej filozoficzne fragmenty powieści,  których też się tu trochę znajdzie. Na początku można też pogubić się w trzech przenikających się liniach czasowych, jednak później stają się one coraz bardziej klarowne i coraz łatwiej jest nam rozróżniać wydarzenia należące do każdej z nich. Warto też powiedzieć, że tematyka książki może być odrobinę trudna, wszakże jej głównym tematem jest śmierć. Podczas czytania możemy odczuwać nieco negatywne emocje albo nieuzasadniony lęk o siebie i najbliższych. Jest to spowodowane tym, że wizja apokalipsy jest przedstawiona tak szczegółowo, jakby naprawdę mogła się wydarzyć. Nie ma tu miejsca na bohaterów. Codzienność przytłacza i odbiera chęci do dalszej świadomej egzystencji. Takiego spojrzenia na apokalipsę jeszcze nigdzie nie spotkałem i jest to spojrzenie równie świeże, co przerażające.

Świat, w którym śmierć już nie przeraża i nie rodzi trwogi. Świat, w którym śmierć nie jest nieuniknionym kresem, a realnym początkiem, tu i teraz, nie w zaświatach. Świat, w którym nie żyjemy już w strachu przed śmiercią, w którym nie jesteśmy już byciem-ku-śmierci, lecz trwały w nagim i niczym nieograniczonym istnieniu, w którym jesteśmy szczęśliwi w naszym byciu-w-śmierci. To właśnie athanatopia, o której piszę. Najważniejszy krok na długiej drodze ewolucji człowieka.

Komu mogę polecić dzieło Mikołaja Marceli? Na pewno nie jest to powieść dla miłośników wartkiej akcji, stronic spływających krwią albo bohaterów z dwoma pistoletami czy mieczem przebijających się przez hordy trupów. Jest to książka dla wielbicieli tajemnic ludzkiej psychiki, dla tych, których najbardziej przeraża to, do czego zdolny jest drugi człowiek, a także dla tych, którzy  oczekują od tematu zombie dużej dozy refleksji i przemyśleń. 

„Miłuj nieśmiertelnego swego jak siebie samego”. Przemówił do mnie głos, ale przemówił tylko w mojej głowie. Słyszałem go wyraźnie, był potężny jak trąby jerychońskie, jak głos legionu, lecz nie siał chaosu, nie szukał zwady. Jeśli kiedyś usłyszałem, jak brzmi spokój i szczęście, przemówiło ono do mnie właśnie tym głosem. Dlatego jeśli zapytacie mnie, jaka jest droga do zbawienia, odpowiem wam: przez nieśmiertelność!

 pascal

Leave a comment



Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 11 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia