By być radosnym

Idziesz wąską ścieżką. Rozglądasz się wokół. Czujesz to… Ten niepokój. Zwykle nie opuszczasz przyjemnego zamku i jego okolic. Tam zawsze jest bezpiecznie i nikt cię nie napadnie. A tu? Tu może się zdarzyć wszystko. Ten dźwięk! Co to jest?! A oczy? One nie są ludzkie. Coś jest przed tobą. Twój oddech staje się coraz szybszy. Po czole spływa mała kropelka potu. W głowie masz jedną myśl – uciekaj! Robisz krok to tyłu i już masz zamiar się odwrócić i pobiec, ale… To tylko sowa – nic więcej. Bierzesz głębszy wdech i już odważniej idziesz do przodu. Ale to pozory. Boisz się jeszcze bardziej. Jednak nie poddajesz się i dochodzisz do celu. Widzisz go. Tak samo mroczny i niebezpieczny, jak mówiły opowieści. Tak samo tajemniczy… Nieśmiało podchodzisz bliżej. Tak, to ten sławny Halt. A za nim? Chłopiec o szczerym uśmiechu i jeszcze bardziej śmiejących się oczach – Will. Już wiesz. Właśnie dzisiaj rozpoczyna się twoja przygoda i nowe życie.

Tytuł: Ruiny Gorlanu
Cykl: Zwiadowcy (tom I)
Autor: John Flanagan
Wydawnictwo: Jaguar

Nie pamiętam, kiedy wyszli Zwiadowcy. Nie mam też pojęcia, czy ten cały szum pojawił się po wydaniu pierwszego tomu czy dopiero później. A może to wydawnictwo odpowiednio zareklamowało książkę. To nie ma już najmniejszego znaczenia. Wyszło już tyle części tego cyklu. Prawie wszystkie oceniane pozytywnie. To nie zdarza się często. Dlatego musiałam koniecznie się z nim zapoznać. Tak przed wami, proszę państwa, recenzja Ruin Gorlanu, czyli przeniesienie się do magicznego świata, gdzie ważne są przyjaźń, obowiązek i przede wszystkim odwaga.

Pierwsze, co od razu na wstępie mnie zachwyciło, to świat wykreowany przez Flanagana. Byłam nim oczarowana. Na początku może wydawać się dość banalny i schematyczny, lecz bardzo szybko wyczułam w nim coś więcej. Ma bardzo dobre podstawy, przez co wydaje się rzeczywisty. Prawdą jest, że pojawiły się pewne luki, które sprawiły, że nie wszystko było logiczne, ale dla mnie jest to zapowiedź czegoś większego. Jestem pewna, że w kolejnych tomach autor dopracował każdy szczegół i ukazał nam niesamowity świat, w którym wszystko jest możliwe. Kto by nie chciał go poznać?

Olbrzymim plusem jest fabuła sama w sobie. W pierwszej fazie miałam wiele oporów przed całym cyklem, lecz gdy tylko zaczęłam czytać, zrozumiałam, że było to całkowicie niepotrzebne. Od razu wciągnęłam się w wir wydarzeń, które rozpoczynały całą przygodę. Mam często tak, że dla mnie nie jest najważniejsza główna akcja, tylko to, co ją poprzedza. W wielu powieściach jest to prawie całkowicie pomijane, przez co jestem sfrustrowana. Jak można pominąć szkolenie kogoś, kto wykaże się później wybitnymi umiejętnościami, a teraz jest dzieckiem? Flanagan zadbał o to, żebyśmy zrozumieli, jak Will doszedł to tego, co ma. Historia jest pełna zagadek, które niekoniecznie same się rozwiązują. Dla mnie to bardzo duża zaleta, gdyż moja wyobraźnia dostaje pole do popisu. Choć muszę przyznać, że w pewnym momencie czułam niedosyt, ale jak wcześniej wspomniałam, to dopiero początek nadchodzących wydarzeń. Jeszcze wszystko może się rozwiązać.

Zwiadowcy są bardzo pozytywni. Pamiętam, jak w szkole mieliśmy napisać coś o najbardziej pozytywnej powieści, jaką dotychczas przeczytaliśmy. Byłam zdumiona, ponieważ większość osób, których opinie bardzo cenię, podało właśnie ten cykl. Teraz już rozumiem dlaczego. Już dawno tak bardzo się nie śmiałam i po prostu byłam optymistycznie nastawiona do świata podczas czytania.

Styl jest wyjątkowo przyjemny. Lekki, ale nie w ten irytujący sposób. Sprawił, że przeczytałam książkę w zastraszająco szybkim tempie. Nie spodziewałam się tego. Raczej byłam przekonana, że będę się męczyć. Tymczasem szybko przeniosłam się do nowego dla mnie uniwersum.  Tym bardziej że ciągle trafiałam na zabawne scenki czy gry słowne.

Od razu wprost pokochałam głównego bohatera – Willa. Był zbiorem cech, które uwielbiam w ludziach. Pełen życia i radości, ale przy tym cierpliwości i wytrwałości, a tego właśnie mi brakuje. Nie wyobrażam sobie, jak można by się przy nim nudzić. Interesował się otaczającym go światem i nie bał się zadawać żadnych pytań – nawet tych najbanalniejszych. To mnie urzekło. Kolejną postacią, która zrobiła na mnie wyjątkowo dobre wrażenie, był Halt. Flanagan wykreował go na niezwykłego bohatera o rozbudowanym charakterze. Wydawał się szorstki i obojętny na świat, gdy tymczasem obserwował bacznie ludzi i wyciągał trafne wnioski, pozostając przy tym wrażliwym i empatycznym człowiekiem.

Jestem bardzo zadowolona, że wreszcie zapoznałam się z pierwszym tomem Zwiadowców. Bez wątpienia będę kontynuować cykl. Na pewno nie jest to książka dla dorosłych i niektórzy mogą ją uznać za infantylną, ale dla mnie była powieścią, której szukałam w czasach dzieciństwa, dlatego właśnie tak bardzo ją doceniam. 

Leave a comment



Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 11 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia