Nie tylko zajączek i kurczaczek

0
163

Co roku prawie o tej samej porze są święta Wielkiejnocy. Co roku przekazują tę samą prawdę: o zmartwychwstaniu Pańskim. Co roku przypominają o tym samym: o łasce, o odnawianiu w sobie postanowienia pewnej poprawy – o poszukiwaniu siebie, o poszukiwaniu czegoś w sobie i o poszukiwaniu tego, czego nam potrzeba, co da nam szczęście, w niezwykle zabieganym świecie, w którym pęd to norma, w którym obłuda i niepewność grają pierwsze skrzypce. Zatrzymajmy się…

Co roku prawie o tej samej porze zadaję sobie prawie to samo pytanie (a właściwie pytania), których głównym tematem jest moje życie – jego bieg, ludzie, których poznałam, w końcu ja sama – człowiek, który dojrzewa, który wciąż szuka swojej drogi, którą chciałby podążać.

Co roku prawie o tej samej porze znajduję odpowiedź. Nie w pełnym świecidełek koszyczku, nie w czekoladowych zajączkach Lindt czy Milki, nie w cukrowych kurczaczkach… Siadam i zastanawiam się nad tym, nad czym powinnam się zastanawiać cały rok, ale nigdy nie mam czasu.

Święta są po coś – Jezus urodził się raz, raz umarł na krzyżu i zmartwychwstał. My rodzimy się i umieramy co roku. Chyba tego nam potrzeba: tego, żeby COŚ kazało nam się zatrzymać, skupić na tu i teraz, pomyśleć, porozmawiać z kimś, odpocząć od codziennego zgiełku i pędu. Zastanowić się nad tym, kim jesteśmy, po co jesteśmy i co nam to daje.

Co roku prawie o tej samej porze wyciszam się i znikam. Poświęcam czas sobie i najbliższym. Uspokajam myśli. Weryfikuję to, co się wydarzyło, nie rozpamiętując szczególnie złego, ale też nie wybiegając w przyszłość, która może się okazać ułudą.

Co roku prawie o tej samej porze rozmawiam ze sobą. Święta Wielkiejnocy dają mi coś szczególnego: pewność, że wszystko będzie dobrze. Choćby myśli krążyły od porażki do porażki, ja staram się skupić na tym, co dobre. Wiem, że powodzenie nie przyjdzie samo. Nie przyjdzie wraz z życzeniami „Powodzenia!”, nie pojawi się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Jestem za nie odpowiedzialna. Jestem odpowiedzialna za siebie, swoje marzenia, powodzenia i niepowodzenia.

Co roku prawie o tej samej porze żyję pełnią życia. I tego Wam, kochani, życzę: abyście byli szczęśliwi i widzieli w tych świętach coś więcej niż piękne zajączki i kurczaczki. Żeby jajko nie było tylko pięknie pomalowane i smaczne, a dyngus mokry. Abyście w tym czasie odnaleźli przede wszystkim… siebie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ