Kim naprawdę jestem?

Czy was też przeraża, że osoby dobre, pełne empatii i życia mają za sobą wiele ciężkich przejść i często, mimo tego, że są młodsze, większy bagaż doświadczeń? Znam niejednego takiego człowieka i za każdym razem, gdy przypomina mi się jego historia, czuję ogromny szacunek i przede wszystkim podziw. Miałam i mam idealne życie, którego może mi pozazdrościć większość ludzi. A co z innymi? Andrea musi borykać się z wielkim darem, a raczej przekleństwem. Jest w stanie przewidywać katastrofy. Można powiedzieć, że dzięki temu może ratować ludzkie życie. „Może” jest słowem kluczem. Choć bardzo by chciała, nie jest w stanie nic zrobić. Czuje cierpienie tych ludzi, czuje ich ból, ale nie może im pomóc. Dlatego właśnie dziewczyna udziela się w domu starców i w ośrodku wspierającym potrzebujących w Afryce. Jest ucieleśnieniem dobra. Nic nie było w stanie jej zagiąć – tajemnice przeszłości, trudne dzieciństwo i skrajna samotność z własnego wyboru. Ale ile czasu można być samotnym? Jak długo można radzić sobie samemu z tak olbrzymimi problemami?  

 

Tytuł: Tożsamość anioła
Cykl: Tożsamość anioła (tom I)
Autor: Lidia Helena Zelman
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

 

Muszę wam się przyznać, że nie wiem, skąd mam tę powieść. Po prostu pewnego dnia wylosowałam jej tytuł z mojego pudełeczka z książkami. Chciałam zdać się na łut szczęścia i zostałam całkowicie zaskoczona. Powieść, o której istnieniu zapomniałam, już coraz mniej popularne paranormal romance – czy to może okazać się dobre? Na pewno okładka jest magnetyzująca, ale treść już niekoniecznie. Od początku czułam, że to nie opowieść dla mnie. Przyznaję się bez bicia, że w swoim czasie uwielbiałam te wszystkie mroczne historie o upadłych aniołach, wampirach i wilkołakach, ale ten czas już minął. Przeczytałam dostateczną liczbę książek z tego gatunku i wiem, że naprawdę trudno o dobrą powieść tego typu. Tożsamość anioła na pewno taka nie jest.

Od razu zirytował mnie początek książki. Nieśmiała dziewczyna, przystojny chłopak, niespotykane moce… Moment – czy tego już nie było? Przewidywalna do granic wytrzymałości. No i jak być tu pozytywnie nastawionym? Naprawdę wierzyłam, że może trafię na coś niesztampowego. Tymczasem wszystko okazało się takie jak zawsze… Na szczęście dalsza część była dla mnie niespodzianką. Nie spodziewałam się takiego przebiegu akcji i cieszę się, że autorka przynajmniej w głównej części stworzyła coś niekonwencjonalnego. Jednak niestety nic nie trwa wiecznie. Końcówka była powrotem do rozpoczęcia. Tak samo do odgadnięcia, bez żadnych tajemnic, zdumiewających wydarzeń. Był moment, gdy Tożsamość anioła urzekła mnie, ale on minął zbyt szybko i przez to czuję się w pewien sposób oszukana. W dodatku pojawił się motyw upadłych aniołów. Jest on zbyt często spotykany, by mógł dać pole do popisu. Trzeba by mieć naprawdę niesamowitą wyobraźnię, by stworzyć coś niepowtarzalnego.  

Styl autorki okazał się wyjątkowo lekki, co sprawiło, że przeczytałam powieść w zastraszająco szybkim tempie. Nie będę udawać, że mimo schematyczności nie wciągnęłam się.  Styl wydaje się typowy dla młodzieżówek, co w pewien sposób jest dobre, bo zachęci młode osoby do czytania, jednakże ja jestem już za stara. Był dla mnie zbyt prosty. Żadnych ciekawych słów, składnia charakterystyczna dla języka nastolatków. Nic, co mogłoby zaspokoić mój głód literacki.

Co do bohaterów mam również negatywne odczucia. Na wstępie nie polubiłam Andrei i mimo, że próbowałam to zmienić, to nie potrafiłam. Była ucieleśnieniem dobra i to mnie denerwowało. Ona nie miała prawie wcale wad. Jedyne, jakie się pojawiały, to z jej przekonania, że to dla dobra innych ludzi. Przyznajcie sami – ludzie idealni (wiem, że nie istnieją, ale ci bliscy ideału) są niezwykle irytujący. Dla mnie wydają się tacy nieludzcy i sztuczni. I właśnie taka była Andrea. Co do naszego przystojnego chłopaka – Kaspara – mam mieszane odczucia. Na pewno w pewnym momencie zyskał moją sympatię, ale nie potrafił jej utrzymać. Natomiast inne postacie okazały się mętne, o nierozbudowanych charakterach. To byli tylko przypadkowi ludzie, których mijamy na ulicy i wyłącznie po ich wyglądzie jesteśmy w stanie coś o nich stwierdzić. Czy tak powinno być? To byli przyjaciele głównej bohaterki, jej wrogowie. Tymczasem dla mnie nie mieli żadnego znaczenia. 

Moja próba powrotu do dawnego gatunku zakończyła się totalnym fiaskiem. Czytałam gorsze książki, ale ta stanowczo zalicza się do tych zapełniaczy czasu, o których zapomina się od razu po przeczytaniu. Jeśli macie ochotę na fantastykę i romans, poszukajcie ciekawszej i ambitniejszej powieści.    

Leave a comment



Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 11 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia