Strefa przyjaźni, strefa miłości

Przyjaźń jest piękna. Z przyjaciółmi możemy szaleć, rozmawiać o wszystkim, bawić się na całego, a gdy coś nie pójdzie po naszej myśli – wyżalić się i wypłakać w rękaw. Uczuć w niej co niemiara, ale niektóre… nie pasują do tej układanki. 

Tytuł: Friendzone
Autor: Sandra Nowaczyk
Wydawnictwo: Feeria

Tatum i Griffin są niemal nierozłączni. Już jako dzieci zachowywali się jak brat i siostra, których nic ani nikt nie jest w stanie rozdzielić. Teraz, gdy są już prawie dorośli, wciąż są najlepszymi przyjaciółmi i wydaje się, że tak pozostanie na zawsze. Czyżby? Pewna umowa wciąż pozostaje aktualna. Chwilom słabości wstęp wzbroniony! 

Kiedy dowiedziałam się, że Sandra Nowaczyk została uznana za polską Estelle Maskame, trochę się przestraszyłam. Mam zdecydowanie dość historyjek, w których do głosu dochodzą jakieś chore konwenanse wymyślane na siłę, tylko po to, żeby cokolwiek się działo. Przyznaję jednak, że trochę mnie poniosło. Albo nie… Może nie mnie poniosło, tylko kogoś innego? Nie wnikam. Friendzone jest jednak znacznie inną powieścią niż cykl Czy wspominałam I za to jestem bardzo wdzięczna tej nastoletniej autorce. Nie poszła bowiem tą samą drogą, choć pokusa była… kusząca (tak, gra słów zamierzona). 

Nie wiem, co dokładnie powinnam napisać o tej książce, bo czuję się dziwnie. A mianowicie: z jednej strony mam wrażenie, że tego typu książek przeczytałam już masę, a z drugiej – coś mnie w niej urzeka. I raczej nie jest to tematyka, bo ta nie powala. O przyjaźni i miłości napisano już wiele, a zatem wszelkie schematy, które miały być jakimś novum, dawno stały się oklepane i wytarte. 

Urzeka mnie to, że oprócz tej całej przyjacielskiej zawieruchy Sandra Nowaczyk zawarła we Friendzone coś więcej niż tylko „ochy” i „achy” głównych bohaterów uwikłanych w niezwykle tajemniczą grę. Dzięki temu, że poruszyła też inne wątki, zasłużyła sobie na dobre miejsce wśród innych autorów Young i New Adult, którzy oprócz roztkliwiania się nad sprawami sercowymi dostrzegli, że w literaturze chodzi o coś więcej; że nie można cały czas iść wydeptaną ścieżką, ale przecierać nowe szlaki i pokazywać, że książki młodzieżowe mają wiele twarzy, podobnie jak każdy inny gatunek. 

Friendzone to całkiem udany debiut, gdyż daje nam wiarę w to, że literatura się nie stacza, ale wręcz przeciwnie – rozwija na różne sposoby. Niepotrzebny nam kolejny autor, który stworzy przyszłą wizję świata, ale wciąż potrzebni nam autorzy, którzy dadzą w książkach wyraz prawdzie. Może nie jest to książka specjalnie ambitna, ale… chyba taka właśnie miała nie być! Chodziło o to, żeby napisać o czymś naturalnym i widocznym gołym okiem – i to się udało. 

Sandra Nowaczyk może śmiało pisać dalej. Być może wkrótce dołączy do grona bestsellerowych autorek Young i New Adult. POLSKICH autorek, które piszą równie dobrze jak te zagraniczne. Udowodniła to swoją debiutancką powieścią i prawdopodobnie udowodni jeszcze nie raz i nie dwa. Trzymam za nią kciuki. Robi to dobrze. 

Feeria

Leave a comment



Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 11 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia