Mo chroí…

Ty jesteś nic nieznaczącym zdeterminowanym chłoptasiem mającym ojca alkoholika i chorą siostrę. Ona – księżniczką z bogatego domu. Mimo że wciąż powtarzasz sobie: „To nie może się udać”, nadchodzi ten dzień, w którym zostajesz dostrzeżony jako człowiek, a nie tylko marionetka w czyichś rękach…

Tytuł: Bez uczuć 
Seria: Bez… (t. 4)
Autor: Mia Sheridan
Wydawnictwo: Otwarte

Kiedy wydano pierwszą część serii – Bez słów – sądziłam, że mogę ją przeczytać, ale nie muszę. Wydawało mi się, że to kolejna zwykła obyczajówka, a wtedy… chyba miałam trochę dość New Adult (co prawdę chwilowo, ale jednak). Kiedy pojawiła się druga – Bez winy – poczułam się jednak nieco zbita z tropu. Domyśliłam się, że Mia Sheridan tak prędko nie odpuści, i nie myliłam się. W tej chwili jestem po lekturze Bez uczuć i uważam, że cała seria niewątpliwie jest warta uwagi. Mało tego! Jest jednym z tych cykli, które po pierwszym tomie tylko zaostrzają apetyt na więcej. 

Mia Sheridan słynie z pisania o trudnych relacjach. Już gdy przeczytałam Stingera, zauważyłam, że jej styl, sposób prowadzenia narracji i co więcej: kreacja bohaterów znacznie odbiegają od schematu, którym zwykle posługuje się większość autorów. Owszem, nadal mamy do czynienia z wydarzeniami z przeszłości, które nijak można wyprzeć z pamięci i które sprawiają, że stajemy się wrażliwsi, ale nie są to ckliwe historyjki miłosne, w których najważniejszą rolę odgrywa seks. Możemy też zapomnieć o zwyczajnych nastoletnich dylematach opisywanych tak, jakby nie było w tym nic banalnego. Powieści Sheridan są inne, dojrzalsze – zgodnie z założeniem New Adult: przedstawiające młodych dorosłych i dla nich przeznaczone. 

Bez uczuć pod tym względem jest taka sama. Autorka rozpoczyna historię od nakreślenia relacji bohaterów, a następnie pokazuje nam, jak się rozwijała, jak oni sami się zmieniali i jakich wyborów dokonywali. Lydia i Brogan nie są sztuczni i niewiarygodni. Z powodzeniem możemy wyobrazić sobie podobne osoby. Co prawda nie wszystko będzie się pokrywać i zgadzać ze sobą, ale nie o to chodzi. Chodzi bowiem o to, żebyśmy w jakiś sposób mogli się do nich przyzwyczaić, polubić ich albo nie, poznać i śledzić ich dojrzewanie. 

A druga sprawa – przeznaczenie. Mia Sheridan ma jeszcze jedną cechę: dobiera postacie i umieszcza je w świecie przedstawionym nieprzypadkowo. Zestawia ich charaktery, obserwuje i tworzy sieć powiązań, którą czytelnik będzie odkrywał od początku do końca. Co najbardziej intrygujące i fascynujące zarazem – podczas czytania nie przeszkadza nam pewne wrażenie chaosu czy niedopowiedzenia, a opisy chłoniemy jak gąbka, gdyż tak bardzo pragniemy dowiedzieć się, co dalej, że nic nas przed tym nie powstrzyma.

Jeśli chodzi o samą fabułę, nietrudno wskazać pewne niedociągnięcia – jak na przykład urywkowe przedstawianie pewnych wydarzeń mających skutki w późniejszych albo brak choć krótkich przemyśleń innych bohaterów. Miałam do czynienia z książką, w której różne zdarzenia były prezentowane z punktu widzenia nawet pięciu postaci, i nie spowodowało to zaburzeń kompozycyjnych. Brakowało mi w tej powieści Stuarta, a był w pewnym sensie główną postacią, obok Lydii i Brogana. Choć często o nim mówiono, sam nie miał zbyt dużych możliwości opowiedzenia o czymkolwiek. 

Szanuję Mię Sheridan i bardzo lubię za to, że pisze trochę inaczej niż wszyscy. Jej powieści można by zaliczyć do niewielkiego grona sensacyjnego NA. Intryga, żądza zemsty, miłość… Jak się w tym nie pogubić i przede wszystkim – co może wyniknąć z mieszanki tych wszystkich sprzecznych emocji? Jedno jest pewne: od pierwszej do ostatniej strony będziecie czytać z zapartym tchem, bo rozwiązanie i wyjaśnienie (jak na dobrą książkę przystało) przychodzą ostatnie.

221478_otwarte_900

Leave a comment



Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 11 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia