Aby miłości stało się zadość…

Czy kiedykolwiek zastanawialiście się, jak by to było, gdybyście urodzili się w PRL-u? Z pewnością wasi rodzice opowiadali wam co nieco o tym niewątpliwie istotnym okresie w polskiej historii, ale to przecież nie wszystko. To trzeba przeżyć. A skoro już nie można… Można poczytać Julitę i huśtawki. Hanna Kowalewska umiejętnie opowiada o tych czasach, w których wszystkiego było po równo. Wszystkiego? 

Tytuł: Julita i huśtawki
Autor: Hanna Kowalewska
Wydawnictwo: Literackie 

Hannę Kowalewską poznałam dzięki Letniej akademii uczuć. Ta książka stała się początkiem mojej wielkiej przygody z jej książkami. Nie wyobrażam sobie polskiej literatury najnowszej bez tej właśnie autorki – autorki, która z niebywałym wyczuciem potrafi mówić o sprawach, o których wielu z nas być może nie śmiałoby powiedzieć ani słowa. 

Julita i huśtawki to nie opowieść o Julicie i huśtawkach. Albo raczej nie tylko o Julicie. To historia ludzi, którym przyszło urodzić się, wychowywać i dorastać w czasach PRL. To książka, którą moglibyśmy uznać za à la biografię, ale nią nie jest. Jest natomiast niesamowitą powieścią, w której wszystko się ze sobą przeplata, choć jedno jest pewne: nie brakuje jej niczego. Nie ma w niej chaosu, niedopowiedzeń, przerostu treści nad formą ani odwrotnie. 

Hanna Kowalewska napisała książkę dziwną pod tym względem, że trudno ją czytać od początku do końca nieprzerwanie. Ją należy chłonąć. I chyba sama autorka wpadła na to, gdyż podzieliła każdą część na krótkie rozdzialiki, w których opowiada historię innej postaci, ale tak naprawdę opowiada jednocześnie historię wszystkich i całego pokolenia PRL. To niebywałe, z jaką subtelnością, a zarazem dobitnością porusza kwestie, które wówczas były na porządku dziennym, a dziś wydają nam się co najmniej archaiczne. 

To, o czym mówi, nie jest jednak ani nudne, ani przesadzone. Jeśliby spojrzeć na Julitę z perspektywy historycznej, może i można by się do czegoś przyczepić, ale językowo, stylistycznie i kompozycyjnie to powieść bardzo dobra, niemal doskonała. Kowalewska umie pisać tak, żeby nas złapać w sieć. Zna się na tym i przede wszystkim wie, jak to wszystko przedstawić, żebyśmy nie odłożyli książki po kilkudziesięciu stronach. Dziś takich autorów można policzyć na palcach jednej ręki – takich, którzy nigdy się nie znudzą, mimo że minie aż 10 czy jeszcze więcej lat od momentu pierwszego wydania książki. 

Julita i huśtawki nie jest jednak powieścią tylko o PRL-u. Jak już wspomniałam, każdej postaci został poświęcony osobny rozdział, co oznacza, że wszystkie dostały tyle czasu, ile potrzebowały, a nawet znacznie więcej. Kowalewska stworzyła doskonały portret nie tylko pokolenia PRL, ale też nas, żyjących obecnie. Wiele kwestii wciąż pozostaje aktualnych, choć wydaje nam się, że zmieniły się czasy, zmienili się ludzie… zmieniło się wszystko. Autorka udowadnia, że tak naprawdę nie zmieniło się zbyt wiele. Teraz mamy co prawda dostęp do wszystkiego, czego potrzebujemy, czego zapragniemy, ale czy to oznacza, że ktoś poprzestawiał nam coś w głowach? Raczej nie. Na pewno nie. 

Przeczytajcie Julitę, przeczytajcie pozostałe książki Hanny Kowalewskiej. To nie są historyjki dla młodzieży, to są powieści dla każdego, o wszystkim. Zakochacie się. 

 

literackie

Leave a comment



Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 11 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia