Poznajcie Rudolfa – Rudolfa Gąbczaka!

0
54

Opowiem wam bajkę o współczesnej Polsce, o społecznej patologii i o politycznym nieudacznictwie. A właściwie nie ja. Ja tylko ją odtworzę, opowie – Joanna Fabicka.

Tytuł: Rudolf Gąbczak i stan wyjątkowy
Seria: Rudolf Gąbczak (t. 5)
Autor: Joanna Fabicka
Wydawnictwo: W.A.B.

Po czterech poprzednich częściach serii o Rudolfie Gąbczaku, z których ostatnia – Tango ortodonto – została wydana w 2006 roku, Joanna Fabicka powraca z nową opowieścią. Tym razem Rudolf ma już trzydziestkę na karku, smutki i życiowe niewypały nałogowo zajada i właśnie się rozwodzi. Nie byłoby w tym nic strasznego, gdyby nie fakt, że musi utrzymać swoją 9-letnią córkę Bronię, a jego praca… cóż, właściwie jej nie ma. Czy to wszystko może się dobrze skończyć?

Rudolf Gąbczak i stan wyjątkowy to pierwsza książka Fabickiej, którą przeczytałam. Wcześniej słyszałam o #me, jednak ostatecznie nie sięgnęłam po tę powieść. Dopiero teraz postanowiłam to zmienić. Gdy dowiedziałam się, że seria Rudolf Gąbczak to niekwestionowany bestseller, a na Instagramie niemal codziennie natykałam się na zdjęcia tej książki, miałam trochę mieszane uczucia – z jednej strony nic mnie do niej nie ciągnęło (wręcz przeciwnie – świadomość, że to kontynuacja historii, której nie znam, raczej mnie odpychała niż przekonywała), z drugiej zastanawiałam się, co ludzie w niej widzą, i niezmiernie mnie to intrygowało. No bo co to właściwie jest? Imię i nazwisko bohatera będące połączeniem renifera czerwononosego z gąbką, a projekt okładki – bardziej przypomina śmieszną książeczkę dla dzieci niż poważną powieść.

Przyznaję – podeszłam do tej lektury stereotypowo i się przejechałam. Po raz kolejny oceniłam książkę po tytule i okładce, a przecież tyle razy upominałam znajomych, że nie powinno się tak robić. Wzięłam tego całego Rudolfa, zaczęłam czytać i „obudziłam się” po paru godzinach. Dosłownie. Dobrze, że właśnie jestem na wakacjach i nie muszę patrzeć na zegarek, bo chybabym zawaliła wszystkie możliwe obowiązki. Dawno nie czytałam takiej świetnej książki. I w niczym nie przeszkodziła mi nieznajomość poprzednich części – możliwe, że nawet pomogła, bo mogłam poznawać ją od początku i czerpać z tego przyjemność.

Skłamałabym, gdybym uznała, że nie jest to żadna ambitna książka. Okładka i tytuł sugerują – jak wspomniałam – że jest to jakaś absurdalna opowiastka dla dzieci. Czyżby?  Joanna Fabicka z niesamowitym wyczuciem opisuje nas, naszą rzeczywistość i nasze przywary. Operuje przy tym ironią, ale nie brak jej ludzkich uczuć. Kompozycja powieści w dodatku przypomina pamiętnik (a nawet pamiętnik w pamiętniku), co dodatkowo pobudza naszą ciekawość i jest czymś w rodzaju złapania oddechu podczas czytania, dzięki czemu wręcz płyniemy przez tę opowieść, nie mając wrażenia chaosu ani nie czując zmęczenia.

Kreacja postaci jest po prostu mistrzowska. Najbardziej fascynuje sam Rudolf Gąbczak – nieudacznik, „nałogowy cierpiętnik”, nic dodać, nic ująć: człowiek skazany na klęskę. A przecież jest ojcem! Nie lepsza jest cała jego rodzinka i znajomi. Matka psychoterapeutka, która najwyraźniej sama potrzebuje porządnej pomocy; Romeczek – dewota od siedmiu boleści; Gonzo – 15-latek wciągający marihuanę i codziennie zmieniający dietę; BB Blacha – premier; Łucja – „światowej sławy” aktorka; w końcu Bronia – największa ofiara całej tej społecznej charakteryzacji…

Co Fabicka chciała udowodnić, pokazać? Wydaje się, że jej zamiarem było stworzenie czegoś na kształt staropolskiego poematu heroikomicznego, tyle że Rudolf bynajmniej nie jest poematem. Cała opisana historia przypomina jednak jedną wielką satyrę na wszystko, co nas obecnie dotyczy. Nie brak tu niezwykle aktualnych kwestii, takich jak objęcie stanowiska prezydenta Stanów Zjednoczonych przez Donalda Trumpa czy brytyjski Brexit, a nawet katastrofa smoleńska. Autorka do bólu prawdziwie przedstawia mentalność ludzi XXI wieku, a zatem Rudolf Gąbczak staje się everymanem – każdym z nas, zwyczajnym człowiekiem żyjącym w chorej rzeczywistości, w której wszystko, co możliwe, nie działa: ani społeczeństwo, ani polityka, a o normalności można wyłącznie pomarzyć! Wydaje się, że przeżywamy obecnie właśnie tytułowy stan wyjątkowy – stan krytyczny, który nie zwiastuje niczego dobrego.

Jak widać, brak w tym świecie nawet świadomości, czyli tej podstawowej cechy, którą powinien mieć człowiek: świadomości własnego zachowania. Brniemy w schematy, stajemy się pustymi, papierowymi kukłami… Po prostu zamiast ludźmi, jesteśmy śmiesznymi wypustkami absurdalnej rzeczywistości. Fabicka jednak nie generalizuje, nie mówi wprost, że wszyscy jesteśmy beznadziejni – ona wskazuje typy zachowań i skrupulatnie je analizuje. Ale nie jako psycholog, jako obserwator, zwyczajny człowiek krytycznie patrzący na to, co nas otacza. Człowiek świadomy.

Połączenie tragedii z komedią, śmiechu z sarkazmem, ironii z krytyczną oceną – mieszanka doskonała. Nie twierdzę, że Rudolf Gąbczak i stan wyjątkowy to jedyna w swoim rodzaju książka, która w taki sposób traktuje temat, ale z pewnością warto zwrócić na nią uwagę. Można spędzić z nią naprawdę wspaniałe chwile – pośmiać się, złapać za głowę, poużalać, a nawet odnaleźć w sobie coś z postaci. Najważniejsze jest to, żeby mieć dystans – do siebie, do innych i do życia. Joanna Fabicka daje nam wszystkim radę, jak sobie poradzić z tym wszechogarniającym absurdem. Pośmiać się. Chyba tylko to nam już pozostało. Może to dobrze?

wab-logo

ZOSTAW ODPOWIEDŹ