Tego lata…

Teraźniejszość wydaje się stała, logiczna i monotonna. Przeszłość z kolei jawi się jako skarbnica najskrytszych sekretów. Zapakowana w kufry i chowana między liśćmi drzew albo w zakurzonej piwniczce fascynuje nas i sprawia, że zaczynamy krok po kroku odkrywać to, co może zmienić nasze dotychczasowe postrzeganie rzeczywistości… 

Tytuł: Tego lata, w Zawrociu
Seria: W Zawrociu (t. 1)
Autor: Hanna Kowalewska
Wydawnictwo: Literackie

Zawrocie, ach to Zawrocie. Niewielka miejscowość położona w województwie podlaskim, niedaleko Wysokiego Mazowieckiego, czyli tam, gdzie Hanna Kowalewska pisze swoje książki. A właściwie nie pisze ich – ona je maluje; tworzy pejzaże ze słów tak pięknych i sugestywnych, które oddziałują na nasze uczucia, by zamknąć nas w miejscu, z którego nie ma powrotu, dopóki nie przeczytamy ostatniej strony. „Ty, który wchodzisz, żegnaj się z nadzieją”…

Matyldę poznajemy w momencie, w którym „przeszukuje torbę i wyjmuje całe to brzęczące żelastwo”, aby dostać się do malowniczej posesji w Zawrociu, którą odziedziczyła po ledwo znanej babce Aleksandrze. Nie byłoby w tym doprawdy nic zaskakującego, gdyby nie fakt, że widziała ją raz w życiu, w dodatku w mało sprzyjających okolicznościach. Aby dowiedzieć się, dlaczego właśnie na nią babka przepisała majątek, musi uzbroić się w cierpliwość i szukać… w zakamarkach pamięci.

Gdy dowiedziałam się o tym, że podjęto decyzję o wznowieniu najpiękniejszej i najpopularniejszej powieści Hanny Kowalewskiej, odezwały się we mnie te uczucia, które towarzyszyły mi właśnie w dzieciństwie, kiedy to poznawałam Anię z Zielonego Wzgórza Tajemniczy ogródTego lata, w Zawrociu jest właśnie taka – przejmująca do granic możliwości, magiczna i wywołująca najwspanialsze emocje. Dzięki niej poczułam się, jakbym po raz drugi miała zaledwie 10 lat i wyobrażała sobie wędrówki po Zielonym Wzgórzu i Tajemniczym Ogrodzie… tylko że w Zawrociu. 

Moja przygoda z czytaniem w ogóle rozwijała się powoli, ale towarzyszyła jej wciąż stojąca na półce Letnia akademia uczuć, na którą niejako przypadkowo natknęłam się w bibliotece. Gdy ją przeczytałam, poczułam, że Hanna Kowalewska prawdopodobnie stanie się moją ulubioną autorką. I wtedy też odłożyłam ją na biblioteczną półkę, ale w zamian wzięłam kolejną… No i co tu dużo mówić – choć nie byłam jeszcze dojrzałą dziewczyną, pokochałam ją równie mocno jak poprzednią. I ta miłość przetrwała do dziś.

Główną bohaterką książki jest wspomniana już Matylda, 30-letnia teatrolog mieszkająca w dużym mieście, która gdy przyjeżdża do Zawrocia, musi zmierzyć się z niemal wszystkim, co na nią czyha: opinią „tutejszych” (bo przecież co ludzie powiedzą!), pełnymi zawiści spojrzeniami ciotki oraz stertą notatek i innych rzeczy pozostawionych przez babkę i dziadka… Niesamowite, z jaką gracją i subtelnością Hanna Kowalewska opisuje tę historię. Czytając, niemal miałam wrażenie, że jestem Matyldą, trzymam to całe „brzęczące żelastwo” i wchodzę do Zawrocia, a wtem – jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki – znika teraźniejszość, aby na jej miejscu mogła znaleźć się przeszłość. Przeszłość, którą z niesamowitą fascynacją przychodzi mi odkrywać. Pytanie tylko, co znajdę… 

Zestawienie postaci Matyldy z postacią zmarłej babki Aleksandry oraz kompozycja powieści przypominająca rozmowę z babką to elementy, które wręcz wsysają nas do tej książki. Czujemy się pełnoprawnymi bohaterami, uczestnikami zdarzeń, wraz z Matyldą, dwoma psami i kotem wędrujący drogami Zawrocia i odkrywający wszystko, co budzi najwięcej wątpliwości. Magia tkwiąca w tej książce nie istnieje tylko tam, na stronach, które przewracamy, aby po kolei odkrywać kolejne tajemnice.

Autorka świadomie stosuje różnorodne zabiegi językowo-stylistyczne, aby urzec nas klimatem powieści i sprawić, że z zapartym tchem będziemy śledzić losy Matyldy i pozostałych uczestników zdarzeń, aby w końcu dotrzeć do zakończenia. A zakończenie to, choć przynosi odpowiedzi na wiele pytań, które nagromadziły się podczas lektury, wcale nie satysfakcjonuje – gdyż wciąż pragniemy więcej i więcej. I to więcej czeka na nas tuż za rogiem, w postaci kolejnych tomów. „Napięcie, napięcie najukochańsze, nie opuszczaj nas wcale” – zdają się prosić czytelnicy. A co odpowiada na to Hanna Kowalewska? Przekonajcie się!

Bardzo się cieszę, że po tylu latach mogę ponownie zaczytać się w tej wspaniałej sadze i na nowo odkrywać zagadki pięknego Zawrocia. Jedynym moim marzeniem jest to, aby zasiąść z książkami w dłoniach wśród zawrociańskiej roślinności i poczuć się tak swojsko, jak to tylko możliwe. I może też dowiedzieć się czegoś o sobie…? 

literackie

Leave a comment



Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 11 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia